Monthly Archives: Marzec 2014

Radioterapia – bez USG nas nie przyjmą?!

Fragment wpisu z zakładki: Rak oczami córki

Radioterapia- bez USG węzłów chłonnych nas nie przyjmą!? To jakaś kpina!

Tak po dość burzliwych przejściach doczekaliśmy się w końcu na radioterapie. Mamie bardzo na tym zależało, chciała nabrać pewności, że rak odszedł bezpowrotnie. Ja chciałam zakończyć leczenie konwencjonalne, by mieć pewność, że niczego nie pominęliśmy.

Pojechałyśmy na termin, długo wyczekiwany. Zważywszy, że to onkologia i niby czas ma tu ogromne znaczenie. Lekarz obejrzał wyniki i zażądał od nas USG węzłów chłonnych.  Specjalnie mu tego wyniku nie dałam. Przecież, nie dostaliśmy na to badanie skierowania, bo się Mamie nie należało. Owszem zrobiliśmy to badanie prywatnie, ale ten lekarz o tym nie wiedział. Chciałam by teraz zrobili, je na fundusz. Postanowiłam nie przyznawać się, że mamy zrobione to badanie prywatne. Ku mojemu zdziwieniu, lekarz się zdenerwował, że go nie mamy i zaczął na nas krzyczeć. Wykrzykiwał:, że bez tego mamy nie przyjmą, bo, na jakiej podstawie on ma się oprzeć porównując wyniki. Tłumaczenia, że nikt mamie nie dał na to badanie skierowania, nic nie pomogły, bez tego mamy na radioterapie nie przyjmie i już. To podstawa, by się odnieść do wyników leczenia. W końcu skapitulowałam, widząc, że to nie przelewki. Powiedziałam do lekarza, że mama ma prywatnie zrobione badanie, z normalnego gabinetu, ale niezrobione przez onkologa.  Lekarz wyszarpał mi je z ręki następnie je obejrzał, uspokoił się i powiedział, że się nada. Tym sposobem mamę przyjęli na wyczekaną radioterapie.

Znowu byłam w szoku. Bo jakbyśmy tego badania nie zrobili prywatnie, to teraz mama miałaby zamkniętą drogę na radioterapie? O co tu chodzi? Dlaczego jeden lekarz robi pod górkę drugiemu?  Biedny bogu ducha winny chory zbiera bencki za brak kompetencji lekarza, który się uparłby mu tego skierowania nie dać, bo i po co. Nabrałam przekonania, że trzeba do końca awanturować się i głośno upominać o swoje. Tylko, że jak człowiek zmaga się z chorobą i to śmiertelną to jak ma jeszcze wykrzesać siły by walczyć z systemem. Z głupotą lekarzy, czy ich niedowierzaniem, że ten konkretny pacjent ma jakieś szanse na wyleczenie. Co to lekarza obchodzi ilu jego pacjentów przeżyje czy umrze? Nie za to mu płacą, by ich wyleczył tylko by leczył. Smutne, ale prawdziwe.

Ten obowiązek spada na rodzinę chorego. Dlatego musimy być czujni, musimy wiedzieć, czego możemy żądać, znać swoje prawa i się o nie głośno upominać.  Inaczej zginiemy w ogonku czekając na swoją kolej. Odsyłani od okienka do okienka. Gorzka się wydaje powiedzenie: w naszym kraju trzeba mieć końskie zdrowie by zacząć chorować. Nasza tragiczna służba zdrowie to niekończące się kolejki, brak zrozumienia dla pacjenta, jego rodziny – wykończyłoby nawet zdrowego. Dlatego musimy, być mądrzejsi od systemu. Głośno krzyczeć upominać się o swoje, wpychać się bez kolejki, być upierdliwym i to bardzo. Tak by lekarz miał nas tak dosyć- by w końcu dał nam to, co chcemy. Niezależnie czy to jest skierowanie na badanie, czy recepta na jakiś lek.

Córka Ireny Aga

Nie wierzmy lekarzowi!

Nie wierzmy lekarzowi– on też się czasem myli.

Mama wróciła z sanatorium do domu. Była pełna energii z mnóstwem pomysłów na siebie. Już nie bała się raka, nie bała się o nim mówić. Nie wstydziła się jego skutków. Mieliśmy umówiony termin na radioterapię, mama czuła się dobrze pozostało nam tylko czekać na termin. Wszystko zaczęło się układać po mojej myśli. Ten spokój był złudny podszyty ciągłym niedowierzaniem, czy aby na pewno mama jest zdrowa. Diagnoza, te tragiczne rokowania lekarzy snuły się za nami niczym złowrogi cień.

Pewnego dnia nas dopadły – mama poczuła się gorzej, dostała dziwnych plam na brzuchu i plecach, zaczęła odczuwać w tej okolicy ból, była osłabiona. Spanikowała, to na pewno przeżuty, widmo śmierci stanęło nad nią jak złowroga chmura. Wszystko wróciło. Strach, lęk, niedowierzanie. Szybko umówiła się na wizytę do swojego lekarza rodzinnego. Lekarz obejrzał wyniki, wypis ze szpitala, potem zbadał mamę i postawił diagnozę- przerzut poszedł na skórę. Rak opanował już cały organizm. Wypisał mamie silne leki przeciwbólowe. To wszystko, co mógł w takiej sytuacji zrobić. Mama była krótko po chemii, na radioterapie miała iść dopiero za miesiąc – nic więcej nie mógł zrobić.

W tym czasie byłam 150 km od mamy w miejscowości w której mieszkam i pracuję , byłam w pracy. Nagle telefon od mamy: w słuchawce jakieś szlochy płacz, że mama jednak umiera, że to koniec. Kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi. Zrozumiałam tylko tyle, że mama jest w panice i że była u lekarza rodzinnego, który stwierdził przeżuty i postawił znaną już diagnozę – to kwestia tygodni proszę brać leki przeciwbólowe. Myślałam szybko, nie miałam czasu na zastanowienie. Myślę sobie jak ten matoł po studiach medycznych, który przez pół roku przed diagnozą, co tydzień mamę badał i nie widział żadnych oznak raka płuc. Wysyłał tylko ją po omacku od jednego specjalisty do drugiego. Nagle bez żadnych dodatkowych badań tylko patrząc na nią i na wypis ze szpitala zrobił się specjalistą od onkologii.

Pytam wiec mamy: Czy powiedziałaś temu lekarzowi, że leczyła się na raka i brałaś chemię.

Mama na to : że tak przed lekarzem się przecież takich rzeczy nie ukrywa. Wszystkie wypisy wzięła i mu pokazała.

Wsiadłam na mamę: Czyś ty zgłupiała do reszty, po co mu to pokazywałaś. Po co ma się wysilać i cię badać jak już ma, co w kartę wpisać i rączki czyste. Za swoją głupotę, teraz proszę jechać do miasta obok – prywatnie się zarejestrować i to już w tej chwili. Nic nie mówić lekarzowi o raku, że się leczyłaś. Tylko powiedz mu tu mnie boli tu mnie strzyka i niech główkuje, co ci może być. Zobaczymy czy bez twoich podpowiedzi drugi tez będzie widziała raka na skórze.

Trochę na mamę nakrzyczałam, bo mnie zdenerwowała tym szlochaniem i tą prawdomównością u lekarza. Zaniepokoiłam się, ale co miałam myśleć. I tak trzeba zawsze skonsultować diagnozę u drugiego lekarza – to zawsze pierwszy krok. Do mamy moje argumenty trafiły.

Wieczorem oddzwoniła do mnie przeszczęśliwa. Okazało się, że ma półpaśca. Lekarz patrzył na nią jak na wariatkę, bo jak powiedział mamie swoją diagnozę mama ze szczęścia mało go nie pocałowała. Biedak chyba nigdy nie widział tak szczęśliwego chorego z powodu tego, że ma półpaśca. Mama nie przyznała się temu lekarzowi, że się leczyła na raka płuc. Dostała na półpaśca leki przeciwwirusowe. Po tygodniu brania leków po objawach nie było śladów.

Moja rada – zawsze konsultuj wyniki, objawy choroby u drugiego lekarza, nie przyznając się do wcześniejszej diagnozy i konsultacji.

Kosztowało nas to jeden dzień nerwów i tyle. Tak naprawdę idąc do lekarza mamy do niego zaufanie, że ma wiedzę i będzie wiedział jak nas wyleczyć. Niestety nigdy nie wiadomo, na jakiego matoła się trafi, czy to jego gorszy dzień czy nie, w końcu to też ludzie i pomyłki się zdarzają, czasami tragiczne w skutkach. Niestety lekarze należą do tej grupy społeczeństwa, że nigdy do swoich pomyłek się nie przyznają, jeden drugiego kryje. To ich taka zmowa milczenia. Gdyby mama wtedy nie skonsultowała tego u drugiego lekarza, skutki mogłyby być tragiczne. Po pierwsze męczyłaby się, bo półpasiec boli, trułaby się środkami przeciwbólowymi, psychicznie była zdruzgotana. Bo jak ma się czuć chory z wizją rychłej śmierci bez możliwości leczenia. Nabrałaby pewności, że jej metoda leczenia, pracy nad sobą jest nieskuteczna i być może zaniechała pracy nad sobą. Zdarzenia mogłyby się potoczyć lawinowo niczym samo sprawdzająca się przepowiednia. Dlatego nie wierzmy bezgranicznie jednemu lekarzowi –konsultujmy się u innych. Nie przyznawajmy się do wcześniejszych diagnoz niech ten drugi lekarz też pogłówkuje, co nam może być tylko po objawach i wynikach. Jedna pomyłka lekarza – może kosztować kogoś życie. Nie dajmy się – sprawdzajmy, konsultujmy się i to gdzie się da. Teraz opisując i wspominając tamtą wydarzenie wydaje mi się nawet zabawne. Tylko wtedy było, tragiczne, smutne i kosztowało nas wszystkich sporo nerwów. Dopiero jak mama wyleczyła się z półpaśca sama uwierzyła, że to ten drugi lekarz mówił prawdę a nie pierwszy. Niepewność zawsze gdzieś zostaję.

Życzę wszystkim chorym trafionych diagnoz i lekarzy z powołaniem na swojej drodzę do wyleczenia.

Córka Ireny – Aga

Rak ma związek ze spojrzeniem na życie

Kiedy przegrywają walkę z rakiem moi  bliscy, koleżanki  i znajomi zawsze  szukam odpowiedzi dlaczego?  Bez fałszywej skromności , w  takich  chwilach wydaje mi się, że ja na ich miejscu tą ich walkę bym wygrała  mimo, że byli  silni , mądrzy  i wspaniali.  Uważam, że między mną , a znajomymi  którzy tą walkę  przegrali różniło nas tylko jedno    –  NIE  WIDZIELI  ZWIĄZKU  MIĘDZY RAKIEM , A SWOIM SPOJRZENIEM  NA   ŻYCIE . Na pewno   mieliby dość siły i determinacji  gdyby uznali  taką  potrzebę radykalnej  zmiany  w swoim życiu. Radykalna zmiana  i spojrzenie na życie,   być może dla wielu może oznaczać  porażkę dotychczasowego udanego życia. Niepotrzebna obawa  przyznania przed sobą i innymi, że źle myśleli , a nawet dotychczas może i  źle  postępowali?  Woleli umrzeć , niż się  dowiedzieć sami dla siebie jakie przekonania kierowały ich życiem w swojej podświadomości. Według  mnie   chorzy  jak  twierdzą,  że mieli fajne szczęśliwe życie  oznacza , że boją się spojrzeć na swoje życie w prawdzie jakie faktycznie było. Podobnie  alkoholik nie przyznaje się, że musi pić, tylko twierdzi, że pije bo lubi pić , bo  boi się spojrzeć prawdzie w oczy.  Wiadomo , że dopóki tak twierdzi nie ma szansy  wyjścia z choroby alkoholowej.  Mnie  nikt nie przekonywał , że moim życiem kierowały w mojej podświadomości błędne absurdalne przekonania ,  bo na szczęście nikt nikogo do  niczego przekonać nie może i ja też tego nie mam zamiaru czynić.  Każdy musi swoją  prawdę odszukać sam . Próbuję tylko pokazać , że ja na swojej drodze do pokonania raka płuc  postępowałam zupełnie inaczej, jak Ci co tą walkę przegrali . Walka z rakiem miedzy mną, a tymi którzy ją przegrali naprawdę mocno się różniła – przez co naprawdę nie twierdzę, że była lepsza, czy gorsza  tylko znacząco inna,  ale jak widać skuteczna. Ja na początku  drogi do swojej prawdy  wykonywałam  ĆWICZENIA  oparte na książce Louise L. Hay  Możesz Uzdrowić Swoje Życie , oraz  stosowałam  terapie  Colina.C. Tippinga.  Jak  doświadczyłam na sobie, że to ma wpływ  na moje zdrowie i życie ,  moim celem stał się  rozwój osobisty człowieka i tą drogą  podążam doświadczając  cudownych przemian, nie zapominając, że najwyższą wartością  jest BÓG. Mimo ponoszonego trudu , mnie wydaje się to takie proste i oczywiste. Może dlatego  ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego  inni wolą cierpieć , niż  doświadczyć  jak działa na zdrowie   inne spojrzenie na życie?     Irena

„Boski plan nie został ustalony raz na zawsze. W każdej chwili człowiek ma wybór. Radykalne Wybaczanie pomaga ludziom zmienić punkt widzenia i podejmować nowe decyzje oparte na własnych przemyśleniach”. – C.C.Tipping

 

 

 

Ostatnia rozmowa – pożegnanie

 Kartka z pamiętnika 14.09.2007r.

U pulmonologa  onkologa  na kolejnym kontrolnym  badaniu  wyniki  są pozytywne. Spotkałam znajomą z chemii , która  leczenie raka płuc zaczynała , a ja kończyłam. Obydwie mamy zdjęcie płuc  z pozytywnym wynikiem, dlatego miło się nam rozmawia. Szybko miła rozmowa przeradza  się w smutek po wiadomości, że moja następna koleżanka po ciężkiej walce nie żyje. Ta wiadomość poraziła mnie całkowicie.  Z tą koleżanką  Anią  łączyła mnie dziwna więź przyjaźni. Obydwie byłyśmy zupełnie inne.  Każda z nas wyznawała inną filozofię życia, mimo to lubiłyśmy z sobą rozmawiać szanując  odmienne  poglądy. W 2005 r. razem byłyśmy  na radioterapii przez  cztery miesiące , gdzie było sporo czasu na dyskusje i rozmowy. Wiadomość o jej śmierci poraziła mnie całkowicie. Porównywałyśmy swoje diagnozy , a później swoje wyniki , naprawdę były bardzo podobne, prawie identyczne , u niej też była duża remisja raka płuc ,  prawie całkowita , ale przerzut  poszedł na tarczycę, krtań i wątrobę i  już nic nie można było zrobić. Pamiętam jak zawsze bała się przerzutu na tarczycę. Dziwiłam się dlaczego boi się raka tarczycy, przed diagnozą miała tarczycę zdrową , nie tak jak  ja poważne schorzenie . Na  moje szczęście jej lęku nie przejęłam. Po tej smutnej wiadomości moje myśli samą mnie przeraziły. Chcąc zmienić swoje myśli najpierw zastanowiłam się,  co mnie w tej wiadomości przeraziło. Przecież śmierć nie jest przerażająca, tylko budzi lęk , że  jest bezpowrotna i nie wiadomo co jest po tamtej stronie. A może śmierć mnie przeraża, bo boję się rozliczenia swojego życia?  Wydawało mi się, że ja tą lekcję śmierci przerobiłam i jestem oswojona z tym tematem tabu. Oj! to rozliczenie napawa mnie lękiem . Już nie boję się tego co źle zrobiłam , ale tego, że nie odrobiłam lekcji życia i że już odrobić nie będę mogła. Życie jest tak proste , a przez to tak trudne . Wiele miałam do zrobienia, wiele do zobaczenia, wiele emocji do przeżycia, które odkładałam na późnej. Usprawiedliwiałam siebie , że nie teraz , ale później , że teraz nie jestem gotowa, że coś tam mi przeszkadza. Tak naprawdę bałam się zmian , blokował mnie lęk przed najmniejszym ryzykiem. To dziwne , że przyszło mi teraz do głowy, że nie bałam się ryzykować marnując cenny czas na usprawiedliwianie , na zamartwianie się. Przecież wystarczyło by tylko zacząć robić to co lubię . Proste  – pomyśleć  co lubię , dokonać wyboru i podjąć decyzję. Jest to tak proste, że aż nie możliwe w 100%  do zrealizowania.  Właściwie  zawsze   robiłam to co należało zrobić według ustalonych norm społecznych, rodzinnych. Było to mi tak wygodnie, bo nie musiałam dokonywać wyborów, podejmować decyzji. Dzięki temu można było za swoje życie obarczać innych, a siebie usprawiedliwić , to nie moja wina bo musiałam , bo wszyscy tak postępowali.  Ci inni, których obarczałam winą za swoje życie , skąd  mogli wiedzieć co ja lubię  i co sprawiało by mi przyjemność?  Ja im nawet nie raczyłam  o tym powiedzieć. Lęk powodował, że te pragnienia, radości ukrywałam, żeby czasem ktoś za mnie nie dokonał wyboru według mojego odczuwania radości, przyjemności?

Choroba nowotworowa spowodowała Tobie i mnie  Aniu , że podjęłyśmy  drastyczną  walkę  każda trochę na swój sposób . Ja w przeciwieństwie do Ciebie  dokonuję  w swoim życiu wiele zmian.  Zaczęłam za siebie dokonywać wyborów , podejmować decyzje według swoich upodobań , odczuć, przyjemności, wbrew opinii i krytyki innych nawet bliskich mi osób. Czy zawsze są  to trawne decyzje? – Nie , ale są to  moje doświadczenia i moje lekcje życia. Ty  moja koleżanko „niedoli” nie chciałaś  nic w swoim życiu zmieniać . Opowiadałaś  mi, jak miałaś  dobre , szczęśliwe życie i nie widzisz  potrzeby zmian. Brak wyboru to też Twój  wybór . Pamiętam , jak byłaś  dumna, że zarządzasz   w firmie 400 osobową załogą , podejmujesz  w pracy codziennie tyle  za innych i siebie  decyzji , że nie sposób policzyć. Kochana koleżanko nie oceniam Ciebie  czy to było dobre czy złe , tylko szukam odpowiedzi dlaczego tak wspaniała osoba musiała odejść?  Z uporem broniłaś swoich racji , twierdziłaś , że nie boisz  się podejmować  decyzji , dokonywać wyborów. Uważam, że nie  chciałaś wiedzieć  , że Twój upór to była walka, by nie podejmować nowych wyzwań związku z chorobą i inną sytuacją rodzinną z powodu tej  choroby. Nie zmieniłaś  swoich nawyków życiowych i  żywieniowych.  Twierdziłaś  , że wystarczy jak trochę więcej wypijesz  soku i zjesz  warzyw po uprzedniej konsultacji z lekarzem onkologiem. Z mojego doświadczenia wiem, że niekoniecznie byli dobrymi dietetykami, ale na tego rodzaju uwagi grzecznie odpowiadałaś  – każdy robi to co uważa za słuszne. Nie mogłam się z Tobą nie zgodzić, byłaś  racjonalistką, do wszystkiego podchodziłaś  racjonalnie , dawałaś wiarę tylko temu co było udowodnione naukowo i miałaś  do tego prawo. Nie chciałaś  dostrzec, że rak na tej  drodze życia jest znakiem zakazu i dalej iść już nie można. Innej drogi, blisko tej nie chciałaś  dostrzec , bo musiałabyś podjąć decyzję , dokonać wyboru wbrew  twym nawykom, przyzwyczajeniom , wbrew opinii swoich autorytetów  i bliskich. Przecież i tak w końcu Aniu  dokonałaś wyboru,  bo  życie za Ciebie  podjęło decyzję. Wiem , jak bardzo jeszcze pragnęłaś  iść  tą drogą za znakiem zakazu „rak”. Za tym znakiem  niestety dalszej drogi nie ma  i musiałaś  przejść na tą drugą stronę mimo tego, jak bardzo chciałaś  jeszcze żyć. Zegnaj koleżanko, po tamtej stronie może się kiedyś zobaczymy , byłaś wspaniałą osobą i chciałabym  się z Tobą spotkać . Wybacz , jeśli ciebie czymś niechcący uraziłam. Ja na razie uczę  się dokonywać wyborów , według zasady, że robię to co lubię, a nie to co muszę . Uczę się odróżniać nawyki, przyzwyczajenia od tego co naprawdę sprawia mi radość i przyjemność. Szkoda, że już nie mogę z Tobą  podyskutować na ulubione nasze tematy.  Żegnaj

 

Przyczyna raka płuc

/przemyślenia/

Na forum Onkologicznym ,   TV programach , radiowych,  pismach naukowych , Internecie i innych mediach wmawiają nam, że  chorzy na  raka płuc zachorowali , bo palili papierosy. Jestem niepaląca i wrogiem papierosów, ale  absolutnie się  z takimi opiniami  nie zgadzam . Jakie to byłoby proste , nie palić i po  problemie z  rakiem  płuc, ale to nie prawda.   Owszem palenie jest szkodliwe,  ale  nie w większym stopniu niż inne trujące substancje  unoszące się w naszym powietrzu , z kominów,  z różnych oprysków ,  konserwantach, w artykułach spożywczych . Sporo  szkodliwych substancji jest w materiałach budowlanych.   Z jakich szkodliwych materiałów mamy ubrania? Z jakich szkodliwych materiałów  są robione  meble?  Jak szkodliwe są  pokrycia dachowe eternitem /na wioskach jest jeszcze sporo /  W jakim stopniu stres  spowodowany  przez ; ZUS , Urzędy Administracji  Państwowej , bezrobocie , przyczyniło się do zachorowania raka ? Trochę w tych tematach się mówi, ale kładzie się nacisk , że  rak płuc to przede wszystkim z powodu palenia papierosów . Dlaczego wpędza się chorych w  świadome poczucie winy , że sami są  sobie winni,  że chorują?  Zganianie winy na chorych za raka płuc , że to niby sami są sobie winni śmierci z tego powodu,  jest to odwrócenie uwagi  od bardzo szkodliwych otaczających nas trujących substancji i stresów . W dużym stopniu przyczyną są stresy wywoływane przez  specjalizujące się w tym  Instytucje Państwowe  i Instytucje Kościelne  / np. w moim przypadku/ , ale o tym cicho, bo się wyda.  Lojalnie ostrzegam tych co  myślą,  że jak nie będą  palić papierosy to są bezpieczni od zachorowania na raka płuc , oby się nie zdziwili – nie palę skąd u mnie rak?  Pocieszę wszystkich i to z całą odpowiedzialnością , że aby zachorować na raka płuc to nie wystarczy tylko palic papierosy , trzeba spełnić bardzo wiele trudnych i ciężkich warunków przez wiele lat. Możemy czasem wyjątkowo otrzymać  komórki rakowe w spadku po przodkach. Niestety, przykre jest to , że te ciężkie warunki ,  z łatwością spełniamy – oczywiście , że nie świadomie ,bo nikt przy zdrowych zmysłach nie aplikuje sobie  cierpienia, ale nieświadomie to owszem chętnie i z pełnym zaangażowaniem . Owszem , uważam, że sami na siebie ściągamy choroby, ale na poziomie podświadomym i na to składa się wiele destruktywnych  czynników. Tak samo,  aby pozbyć się raka  należy spełnić wiele przeciwstawnych warunków  służących zdrowiu.

Oświadczam wszem i wobec, że mimo trudności łatwiej jest pokonać  raka płuc , niż w pocie czoła na niego prze z wiele  lat było  ciężko  zapracować. No chyba, że rak odziedziczony w spadku było łatwiej otrzymać , ale według mojej wiedzy trudniej go się pozbyć, niż tego wypracowanego w pocie czoła. Pocieszające  w tym wszystkim, że każda choroba  nie jest przypadkowa , tylko jest w jakimś celu , coś nam przekazuje i to bardzo ważnego  , tylko  czasem umieramy i nie dowiadujemy się dlaczego .

Irena

 

Mahatma Gandhi :

Twoje przekonania stają się twoimi myślami,

Twoje myśli stają się twoimi słowami,

Twoje słowa staja się twoimi czynami,

Twoje czyny stają się twoimi zwyczajami,

Twoje zwyczaje stają się twoimi wartościami,

A twoje wartości stają się twoim przeznaczeniem.

 

Poczucie winy z wybaczaniem

/terapia z podświadomością/

„Mądrzy  ludzie  wybaczają , ale nie zapominają. Starają  się docenić dar  zawarty w konkretnej sytuacji i zapamiętać płynącą z niej naukę” – C.Colin. Tipping

Niestety,  ja  robiłam  najczęściej zupełnie odwrotnie.  Jeśli  czyjąś urazę uczynioną  wobec mnie puściłam w niepamięć, to myślałam,  że tej osobie wybaczyłam.  Tym  błędem płaciłam  życiowymi problemami  i bardzo boleśnie odczuwało to moje ciało. Takim  sposobem ciężko przez 50 lat  tyrałam na swojego raka płuc i inne dolegliwości jak ; niedoczynność  tarczycy, dyskopatia kręgosłupa, brak woreczka żółciowego/usunięty/.  Jeśli bardzo starałam się wybaczyć, to tym głębiej chowałam w swojej podświadomości uczynione urazy, krzywdy. Najgorsze,  że brałam odpowiedzialność za innych z powodu czynionych mi krzywd,  uznając,  że to stawało się z MOJEJ WINY – było to bardzo niedorzeczne uczucie w mojej podświadomości.  Jeśli uważałam, że jest  wina to i karać musiałam siebie okrutnie, oczywiście nieświadomie. Były to różne skaleczenia,  oparzenia i inne wypadki. Dzięki terapii według książki „Radykalne Wybaczanie” zrozumiałam, że jakieś bzdurne poczucie winy nie pozwalało mi mieć szacunku do samej siebie. Odkryłam, ze w jakiś niezrozumiały sposób czułam się odpowiedzialna za Rodzinę  męża niedawno poznaną. Czułam się winna,  że nie mogę zaradzić  ich problemom finansowym, że nie mogę zaradzić  ich kłamstwom.  Do  ich problemów  alkoholowych podchodziłam ze zrozumieniem, że alkoholizm to choroba i muszę  im pomóc w potrzebie. Efektem tego było to, że przyjęli wobec mnie zgodnie z moim przekonaniem  postawę roszczeniową. Jak nie mogłam spełnić ich żądań , to zachowywali się wobec mnie grubiańsko i złośliwie.  Teraz już  wiem,  jak mogli mnie szanować,  skoro ja do siebie nie miałam szacunku. Nawet usłyszałam ,że mam raka za karę,  za ich nieudane  życie. Po wypełnieniu Arkuszy Radykalnego Wybaczania,  uświadomiłam sobie, że nie mogę ponosić w żaden sposób odpowiedzialności za ich problemy. Ja temu wszystkiemu w ich Rodzinie nie mogłam zaradzić, bo to było ich życie i każdy ponosi odpowiedzialność za swoje życie sam. Poczułam wielka ulgę, że ja nie tylko nic nie muszę, ale że nikt za nikogo doświadczeń życiowych nie może wziąć na siebie,  bo to jest niemożliwe. Mam prawo do szanowania siebie i tego samego oczekiwać od innych. Jeśli ktoś,  nawet bliski mężowi mnie nie szanuje,   to nie mogę nikogo zmusić  do  szacunku,  ale mam prawo od takich osób się odizolować dla dobra swego i innych. Zaskoczona byłam , że jak się od nich odsunęłam,  automatycznie  zaczęli  okazywali mi szacunek  przy  przypadkowym spotkaniu. Moje złe przekonanie spowodowało, że jak nigdy w życiu byłam tak znieważana , że straciłam sama do siebie godność. Nie do wiary, że tak długo nie rozumiałam, że nikt niczego nie ma prawa ode mnie  żądać,  może ktoś jedynie mnie o coś  poprosić, a ja tą  prośbę spełnię  czy  nie,   to i tak zachowam  swoją  godność i szacunek .

Po terapii z  ARW zyskałam  nowe przekonania  – MAM PRAWO ; ZASŁUŻYŁAM SOBIE NA SZACUNEK SAMA DO SIEBIE . Po uzyskaniu nowych  przekonań moje życie stało się  piękniejsze. Już nie muszę wysłuchiwać niczyich  zniewag . W takiej sytuacji mam prawo odwrócić się plecami, jeśli to nawet jest mojego męża kochana matka. Ja wszystko wybaczyłam, ale to nie znaczy, że będę narażać się z ich strony na następne przykrości. Już wiem, że mam prawo stronić od nich  unikając ich towarzystwa w swoim , czy ich domu, zachowując w ten sposób pewna dozę bezpieczeństwa.

Nie do uwierzenia, ale  te nowe przekonania zyskałam dzięki rakowi, bo bez niego nie weszłabym na tą  nową  ścieżkę  życia z innym spojrzeniem na siebie , swoich bliskich i otoczenie. Nie miałam aż tyle odwagi i determinacji, by pokonać lęk przed zmianą.  Dopiero spowodowała to śmiertelna choroba rak płuc , bo nie miałam już nic do stracenia. Umierając – zmiana i tak by się dokonała , a tak weszłam na inną ścieżkę życia z nowymi przekonaniami  i zaznałam trochę szczęścia.   Irena

„Każdy z nas jest odpowiedzialny za to co go w życiu spotyka” – Louise L. Hay

 

Takie zdrowie jakie życie

 

Pamiętny dzień 24.11.2005 r. okazał się najlepszym dniem z dotychczasowych dni,  po diagnozie – rak płuc. Nareszcie  , lekarz na wizycie kontrolnej po badaniach powiedział z podziwem  patrząc na wyniki, nie wiem co Pani robi , ale  niech dalej  robi to co do tej pory , bo  jest niesamowita  poprawa zdrowia . Nie pytając o nic więcej dodał, że  jak będę dbać  o swoją psychikę, prowadzić zdrowy,  radosny tryb życia , nie dam się wpędzić w „kozi róg” to mogę żyć jeszcze ładnych parę lat. Bardzo mnie ta rozmowa podbudowała .  Pierwszy raz  na wizycie u lekarza jestem szczęśliwa, bo dał mi szansę patrząc na wyniki, na dalsze życie nawet o parę  lat. Dokładnie to samo   tydzień wcześniej powiedział doktor Wiktor czytając z oczu / medycyna niekonwencjonalna/ , że mogę żyć jeszcze  sporo lat , jeśli zadbam o swoją jakość życia. Fajne było to, że lekarz medycyny konwencjonalnej i  niekonwencjonalnej nic o sobie nie wiedząc ,  mówili o poprawie mojego zdrowia  jednym głosem jakby się umówili. Obydwaj  zgodni, że długość życia zależy ode mnie,  czy będę potrafiła podnieść swoją jakość życia.  Uważam, że  jakość  życia już podniosłam wstępując na inną ścieżkę  życia , czego efektem są  zmienione radykalnie  rokowania mojego leczenia raka płuc. Dla mnie jest to niepodważalny dowód, że sama  zmieniłam swoją  rzeczywistość , zmieniając  swoje przekonania i myśli. Jakie to proste i jak łatwo zdawałoby się zmieniać swoją  rzeczywistość jaką  uznam za słuszną  i jaką  chcę mieć . Haczyk tkwi w tym, że to co jest  bardzo proste jest bardzo trudne do wykonania, aczkolwiek możliwe. Niesamowite jest to, że ja sama zaczęłam tworzyć swoje życie, zmieniając  swoją rzeczywistość. Zaczęło mnie to fascynować i przerodziło się w pasję. Lubię  tworzyć swoje życie radosne  za pomocą pozytywnych  fajnych afirmacji  które aż  chce się  je mówić, powtarzać  , a nawet do znudzenia pisać nie jest taką  katorgą.  Na jakich myślach się koncentrujemy ,  takie mamy samopoczucie. Pojawiające  się  destruktywne  myśli  wypływają na wierzch , niczym szumowiny w zupie  dając  takie same destruktywne  uczucia. By się ich pozbyć,  zaczynam  niczym detektyw swoich uczuć  podążać  za nimi  wchodząc  do podświadomości –   idę  za  tymi uczuciami aż  do źródła zdarzeń.  Kiedy te uczucia zostały  utworzone  odkrywam , że  spojrzenie na to zdarzenie z perspektywy  czasu jest  zupełnie inne i automatycznie tworzą się  inne uczucia.     Irena

CO NIE ZOSTAJE UŚWIADOMIONE STAJE SIĘ MOIM PRZEZNACZENIEM”.-JUNG

„Każdy z nas tworzy swe doświadczenie za pomocą myśli i wypowiadanych słów” – Louse L. Hay

 

Anioły są wśród nas

Mama po sanatorium, miała w końcu wyczekaną wizytę u pulmonologa. Ku mojemu zdziwieniu skierowania na radioterapie znowu nie dostała. Mam wrażenia , że jak się nie ma znajomości, pieniędzy by się leczyć prywatnie, to lekarze  łaskę ci robią,  że cię w gabinecie przyjmą. Nic ci się nie należy,  żadne badania bo to kosztuje, a nasz NFZ na to nie stać. Poczułam się jak ktoś gorszy, małoważny. Byłam pewna,  że jakbyśmy poszli prywatnie i wybulili za wizytę, mama byłaby  potraktowana zupełnie inaczej. Tak potraktowali ją, całkowicie po macoszemu. Byłam zła, poirytowana i czułam bezsilność. W takich sytuacjach zawsze sięgam po radykalne, by pozbyć się tych emocji. Z satysfakcją później obserwuję, jak wszystko wokół się zmienia, mimo,  że ja zmieniłam wewnętrzne postrzegania tego świata tylko w głowie. Wiem już, że to działa.

Czasem jak robię radykalne na sytuacje, a nie na konkretną osobę jest mi trudno spojrzeć na to z boku. Bo niby do kogo mam pisać ten list: na system. Wtedy zawsze sięgam po kod uzdrawiania. Tak naprawdę, nie ważne jaki znajdziesz sposób, na przekierowanie, pozbycie się emocji ważne,  by do Ciebie przemówił – zadziałał.

Czuję się gorsza jako człowiek, bez znajomości , wystarczającej ilości pieniędzy. Nie stać mnie, by chodzić do lekarzy z mamą prywatnie. Tak jakby dlatego nic nam się nie należało. Wszystko jest dla innych, nam się nic nie należy. Czuję się taka bez wartości, nic niewarta. Najprostszej rzeczy nie potrafię załatwić- takiej jak skierowanie na radioterapie. Nie możemy trafić na dobrego lekarza, mam wrażenie,  że wszyscy nas zbywają. Czuję się taka mała i bez wartości. Jestem zła na sytuacje, na siebie, na system.

Wykonuję modlitwę wstępną i myślę o moim problemie o swoich uczuciach. Wykonuję procedurę kodu uzdrawiania. Wyobrażam sobie wzgórze i widzę na nim Pana Jezusa – podchodzę do niego i pytam.

Panie Jezu, dlaczego czuję się taka bez wartości i jestem bezsilna, nie wiem co robić? Najprostszej rzeczy nie potrafię załatwić, takiej jak skierowanie mamy na radioterapie. Chcę by wyzdrowiała, by miała na to szanse. Wszyscy rzucając nam kłody pod nogi, nawet lekarze. Oni mają to gdzieś,  czy mama wyzdrowieje czy nie. Ważne, że mają swoją diagnozę i mają co wpisać w rubrykę. Nawet to,  co powinno nam się należeć, jest dla nas niedostępne. Wszystko jest dla innych, wszyscy są ważniejsi od nas. Nie mamy znajomości , ani pieniędzy by załatwić to prywatnie. Co mam robić? Jestem załamana całą sytuacją.  Podpowiedź mi co mam teraz zrobić ? Proszę.

Pan Jezus w mojej wizji odpowiedział mi:

Drogie dziecko o czym ty mówisz? Nie ma lepszych, ani gorszych , wszyscy jesteśmy tacy sami. Zobacz słońce równo świeci dla wszystkich. Myślisz , że jak ktoś ma dużo pieniędzy i będzie uważał się za kogoś bardzo ważnego i powie słońcu-: Ja tu jestem najważniejszy masz świecić tylko dla mnie, to słońce go posłucha? Nie, słońce świeci równo dla wszystkich. Nie ma lepszych, ani gorszych. Wszyscy jesteśmy równi, tacy sami. To, że niektórzy wmawiają sobie, że są lepsi od innych, nie znaczy jeszcze o tym, że tak się stanie tylko dlatego, że on tak chce. To działa w dwie strony, nie wmawiaj sobie,  że jesteś kimś gorszym, dopóki sama w to nie uwierzysz to się tak nie stanie. Wszyscy jesteśmy tacy sami, a ty jesteś doskonała, nikomu nie pozwól sobie wmówi , że jest inaczej.

Zobacz słońce świeci także dla ciebie, wyjdź z cienia, poczuj jego promienie na sobie. Poczuj jak te promienie cię otulają. Zapamiętaj sobie, to co czujesz to moja miłość do ciebie, do wszystkich ludzi. Każdy kto chce,  może wyjść na słońce  i poczuć promienie miłości i poczuć jak mocno go Kocham. Każdego nie zależnie co myśli o sobie, ja w każdym człowieku widzę doskonałość, problem polega na tym że on sam nie jest wstanie tego zobaczyć, błądzi, przyjdzie taki czas że zobaczy. Najpierw musi wyjść na słońce z cienia i poczuć moją miłość do niego, do wszystkich stworzeń. Tylko od Ciebie zależy czy wyjdziesz na słońce i poczujesz tą miłość.

Czujesz ją?

Czułam promienie słońca na sobie jak w piękny letni dzień, czułam jak mnie ogrzewają, czułam jak mnie otulają. Czułam ciepło i spokój. Odpowiedziałam tak.

Pan Jezus odpowiedział: To otwórz oczy, spójrz w słońce. Spójrz każdy z tych promieni jest Aniołem Światła.

Otworzyłam oczy: zobaczyłam jak prosto ze słońca przylatuje do mnie Anioł cały złoty ze skrzydłami, oczy miał pełne spokoju i miłości. Za nim stały kolejne podobne do pierwszego. Widok przepiękny.

Pan Jezus powiedział do mnie: Te Anioły, czekają na twoje prośby , by je spełnić i otworzyć przed tobą obfitość wszechświata. Wystarczy je tylko poprosić, nie zapomnij też podziękować im za pracę. Anioły mają nieograniczone możliwości w spełnianiu próśb. Nie musisz się martwić o innych, każdy ma taką samą możliwość zwrócić się do światła miłości i do aniołów i prosić o to co chce. Nie zabieraj pracy Aniołom, nie zrobisz tego za nich lepiej, one mają  nieograniczone możliwości. Czemu chcesz coś załatwiać za kogoś? Proście, a będzie wam dane. Jaki ojciec odmówi prośbie swojego dziecka. Pamiętaj możesz tylko prosić o rzeczy które będą dobre dla wszystkich zainteresowanych w danej sprawie, by były korzystne dla wszystkich. Zawsze dziękuj po wypowiedzianej prośbie. Anioły są bardzo wrażliwe, na podziękowania. Wtedy będziesz miała pewność,  że spełnią prośbę, to tak jakby już była załatwiona. Możesz o niej zapomnieć i zająć się swoimi sprawami. Jak zorientujesz się , że praca Anioła została wykonana podziękuj mu jeszcze raz. Tylko pamiętaj, niektóre sprawy wymagają więcej czasu na załatwienie, a inne mniej. To takie proste. Pamiętaj, że Cię Kocham.

Odpowiedziałam: Dziękuję, Ja też Cię kocham.

Czułam ogarniająca mnie radość , spokój i miłość, w pokoju czuć było ciepło jak w piękny słoneczny dzień.

Zwróciłam się do anioła którego widziałam najbliżej mnie, nadal stał przede mną. Powiedziałam do niego:

Aniele mój proszę cię pomóż mi: załatw dla mamy skierowanie na radioterapie. Tak by było to korzystne dla wszystkich zainteresowanych. Bardzo dziękuję Ci za pomoc. Jestem Ci bardzo wdzięczna za chęć pomocy.

Anioł uśmiechnął się do mnie,  skinął głową i odleciał.

Przyznaję zatkało mnie, nie spodziewałam się takiego obrotu spawy i takiej odpowiedzi. Po złości nie było już śladu. Miałam wrażenie , że nie jestem już sama jakby co,  mam kogo poprosić o pomoc.

Zgodnie ze  wskazówkami zajęłam się swoimi sprawami. Jakie było moje zdziwienie , jak mama uradowana zadzwoniła i powiedziała, że sama załatwiła sobie w końcu to skierowanie  i to po wepchaniu się w kolejkę do tego lekarza , co ją wcześniej olał. ( czytaj wpis: cudowny profesor onkolog)

Uśmiechnęłam się do siebie, zamknęłam oczy i w myślach powiedziałam do mojego Anioła: Dziękuję ci jesteś najlepszy, Kocham Cię.

Od tamtej pory bardzo często korzystam z pomocy mojego Anioła, jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Jeśli nie możecie czegoś załatwić, jakiegoś skierowania, coś co jest wam potrzebne,  jest poza zasięgiem,  poproście Anioła o pomoc. Ja by to zrobić zamykam oczy, wyobrażam sobie wschód słońca,  jego pierwsze promienie na mojej twarzy, wtedy widzę jak promyki słońca przylatują do mnie, gdy są coraz bliżej widzę, że  to nie promyki tylko anioły. Wtedy proszę o konkretną rzecz:

O to by mi przypilnował mleka by, nie wykipiało;

Lub: Bym dojechała samochodem bezpiecznie na miejsce;

Lub:  Bym znalazła miejsce,  by zaparkować samochód, tam gdzie jest zawsze zajęte;

Lub: Bym dodzwoniła się do przychodni by  się zarejestrować, a jest ciągle zajęte, a jak się dodzwonię to już nie ma numerków Itd., itd.

Następnie mówię w myślach: Tak by  było korzystne dla wszystkich zainteresowanych. Bardzo dziękuję za pomoc w załatwieniu sprawy.

 

To wszystko. Od tamtej pory bardzo często proszę go o pomoc jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Polecam wszystkim, na załatwienie spraw nie do załatwienia.

Agnieszka córka Ireny

Ośmieszony autorytet – terapia

Praca z  sobą / ze swoją podświadomością /

Moja wina – czyżby?

  Konsultacja  z  Panem  Profesorem  była przykładem,  jak  wiele choremu może pomóc szczera rozmowa , wysłuchania chorego koncentrując się na chorym, a nie na komputerze , czy innych dokumentach ,  bez pośpiechu .  Naprawdę wyszłam z gabinetu zdrowsza, pewniejsza siebie w walce ze wznową. Czasem wystarczy, że lekarz tylko ze słuchawką może pomóc   cierpiącemu , jeśli okaże choremu  zainteresowanie . Jeśli  chory poczuje  się z lekarzem bezpiecznie , może to  spowodować ulgę w cierpieniu. Została podbudowana moja zachwiana pewność siebie  i świadomość, że nie muszę tak    łatwo  dawać zbywać się  lekarzowi . Mogę uparcie upomnieć się o potrzebne leczenia  i badania. Zaraz skutecznie wypraktykowałam , szturmem  wpychając  się do gabinetu lekarskiego po skierowanie. Trzymałam w ręku skierowanie na radioterapię  i nie dowierzałam,  jak  bez problemu lekarz mi je wypisał. Dlaczego tydzień wcześniej odeszłam z kwitkiem? ;  dlaczego  tak łatwo dałam się zbyć bezpodstawnym argumentom?  Zadałam sobie pytanie od kiedy stałam się taka posłuszna wobec  innych , dlaczego nie potrafiłam upomnieć się o potrzebne leczenie  nawet w zagrożeniu życia?  W pamięci  mojej Mamy  byłam nieusłuchanym dzieckiem , wspominała jak mimo zakazów  uparcie robiłam swoje. Niby nic złego nie robiłam, ale z posłuszeństwem był ze mną ponoć  problem.  Obudzone wspomnienie wywołało   ciekawość  od kiedy posłusznie nie potrafię przeciwstawić się innym  w ważnej sprawie jak np. u lekarza  w sprawie skierowania na radioterapię.  Jak nie  przeprowadzę  własnego  śledztwa  jako detektyw  swoich własnych emocji , to się nie dowiem. Do tej terapii moje „ego” skutecznie przez parę  dni nie pozwala mi się zabrać ; a to nagle chce mi się w ciągu dnia spać , innym razem  łapie mnie jakiś  przymus gruntownego sprzątania  całego domu, a to ktoś  przyszedł i ciągle coś, aby tylko uniemożliwić przeprowadzenie sobie  tej terapii. Z  doświadczenia wiem, że jak  „ego” tak się broni,  to kryje  takie zdarzenie , które  jest tylko wierzchołkiem góry lodowej pod którym  znajduje się  bardzo  ważny  życiowy problem. Moja ciekawość , co kryje się ważnego pod utrudnieniem   skierowania na radioterapię w końcu zwycięża.

Siadam przy ulubionym stoliku ,  włączam muzykę dającą relaks, zapalam  dwie świeczki,  na stoliku czyste kartki papieru, książka Radykalnego Wybaczania ,  Kody Uzdrawiania. Medytacja , wyłączam muzykę i w ciszy  długo się  modlę  do:

Proszę Pana Jezusa o Światło Miłości.

Proszę  Matkę Boską Licheńską o wybaczenie i pomoc w wybaczaniu.

Proszę Przewodnika duchowego o pomoc w uwolnieniu złych emocji.

Proszę  mojego Anioła Stróża  o pomoc w uwolnieniu  złych emocji.

Zadaję sobie pytania z Arkusza Radykalnego Wybaczania C. C. Tippinga . Zdarzenie – dlaczego nie chciano mi dać skierowania na radioterapię? ; Dlaczego nie zaprotestowałam u lekarza przy odmowie wypisania skierowania?

Konfrontacja – denerwujesz mnie bo: w konfrontacji nie miałam absolutnie pretensji do lekarza, tylko do siebie. Dlaczego nie miałam pretensji do lekarza?  Przecież nie chciał przedłużyć  mojego życia.

2b/  Z powodu tego czuję ; nie mogę podważać  zaufania do  lekarza – lekarz wie co robi, wie lepiej co dla mojego zdrowia jest lepsze , ma odpowiednie wykształcenie, a ja nie.  Autorytet – nie mogę podważać  wykształconemu wiedzy , bo jestem na to za „głupia”.

Następne pytanie do siebie – kiedy ostatnio czułam się za głupia, by podważyć czyjeś zdanie w mojej ważnej sprawie.?  Wczuwając  się w emocje „ jestem za głupia by się przeciwstawić negatywnej decyzji” , przypominało mi się  wiele zdarzeń ;np. w pracy nie upomniałam się o zasłużoną  premię, niesłuszne krytyki przełożonego przyjmowałam z pokorą.  Przełożony zawsze mówił przez per Ty, a ja przez per Pan / Pani/ , niby dlaczego? – bo zabroniłam sama sobie , że niby podważyłabym  autorytet? – co za bzdura uświadamiała mi moja świadomość.  Świadomie wiedziałam, że o autorytet swój każdy musi zadbać sobie sam, swoją nadmierną  pokorą  nikomu autorytetu nie przysporzę. Moja świadomość była zaprogramowana z jakiejś przyczyny inaczej i jak na autopilocie kierowała moim zachowaniem, niestety świadomie tego programu wyłączyć nie można.

Odważnie przeciwstawiłam się lekarzowi, bo wyższy rangą Pan Profesor potwierdził, że to lekarz niesłusznie postąpił, a ja miałam prawo o swoje się upomnieć./ U mnie poskutkowało podparcie się wyższym autorytetem/

Świadomie wiedziałam, że „ dokładnie jest taki sam procent głupich studentów co profesorów”, do podświadomości nic nie dotarło  – program robił swoje.

Dalej wczuwając się w przerabiane emocje,  dotarłam do szkoły podstawowej czwartej klasy. Dokładnie poczułam , zobaczyłam jak na Video ;  Zdarzenie miało miejsce na boisku szkolnym . Pani od geografii skompromitowała się przed całą klasą , kolega , uczeń  dwójkowy , udowodnił nauczycielce, że  nie wie,  które ptaki odlatują do ciepłych krajów, a które zostają na zimę. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać  z głupiej miny nauczycielki, przez co wpadła w furię,  zaczęła krzyczeć, wyzywać tego ucznia, wiatr rozpiął bluzkę, podwiał spódnicę , rozwiał włosy spięte w koka , a nauczycielka ganiała tego ucznia po boisku wyglądając  bardzo zabawnie, w końcu zostawiła nas i sama poszła do domu. Ja po przyjściu  do domu zastałam ojca i przejęta jeszcze całą sytuacją w szkole na boisku z nauczycielką opowiedziałam ojcu całe zajście bardzo emocjonalnie. Ojciec  na to skrzyczał mnie  i przełożył pasem za śmianie się z nauczycielki .  Zaprogramowałam sobie przekonanie ,  że trzeba być całkiem głupim by śmiać się z kogoś  wykształconego , mądrego zamiast od niego się uczyć.  W moim domu nauka była świętością , a tym samym duży szacunek do nauczyciela.

Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że ojciec powinien mi wytłumaczyć, że nawet dobry  nauczyciel ma prawo się pomylić  i czasem  źle się zachowuje  – nauczycielka  powinna przyznać się do błędu, ucznia pochwalić  i byłoby po sprawie.  Reakcja nauczycielki i ojca spowodowała u mnie szok. Dało mi to na lata całe przekonanie ;   że  jestem odpowiedzialna za czyjś autorytet – przecież to nieprawda; że autorytet jeśli nawet się pomyli , to nie wolno mu tego powiedzieć –  przecież to nieprawda.  Najgorsze , że do tego doszło poczucie winy , jak mogłam śmiać się z nauczycielki ,  a jak wina to i kara – zupełnie niepotrzebnie, bo śmiałam się  z śmiesznej sytuacji,  którą stworzyła nauczycielka, a nie z niej, jeśli nawet z nauczycielki  to i tak nie była moja wina.

Wybaczyłam nauczycielce i  Ojcu , / sobie  już nie miałam co wybaczać/  według  Arkusza Radykalnego Wybaczania.

Poczułam przypływ silnej energii ,  dokończyłam to zdarzenie Kodem Uzdrawiania. Podziękowałam modlitwą  ; Panu Jezusowi; Matce Boskiej ; Przewodnikowi duchowemu i swojemu Aniołowi za pomoc w uwolnieniu się  z podświadomości  od dwóch bardzo destruktywnych przekonań i poczucia winy. Irena

„ Wspomnienia komórkowe wchodzą w rezonans z energią o negatywnej częstotliwości i wywołują stres w ciele. Co takiego odkryli naukowcy w laboratorium na Southwestern, że tak twierdzą?  Odkryli, że zdrowie całego organizmu zależne jest od wspomnień komórkowych ciała. Osoba, zwierzę lub roślina z negatywnymi wspomnieniami komórkowymi będzie musiała pokonywać przeszkody nawet w sprzyjających okolicznościach. Osoba ze zdrowymi komórkami będzie sobie świetnie radzić nawet w takich okolicznościach, w których byśmy się tego nie spodziewali „  – Alexander  Loyd

 

 

 

Motywacja -Mój dom to moje wnętrze!

Fragment wpisu z zakładki – Poradnik dla rodziny, rak oczami córki

Motywacja -Mój dom to moje wnętrze!

Co zrobić, gdy usłyszymy od chorego?

Chcę walczyć z rakiem tylko nie chcę  nad sobą pracować, nie mam siły jestem zmęczony!

Co to znaczy walczyć rakiem? Co to znaczy dla nas, dla rodziny chorego? Dla mnie oznacza to wewnętrzną  walkę z najgroźniejszym przeciwnikiem – z samym sobą. Dla rodziny chorego oznacza ciężką próbę, by mu pomóc w tej walce w motywacji do działania. Bo walkę musi  toczyć sam chory, nikt nie może tego zrobić za niego. Chory często się broni mówiąc:  chcę walczyć z rakiem tylko nie chcę nad sobą pracować. To najczęstsze  zdanie, które słyszę od rodziny, gdy mówimy o leczeniu raka. To typowy konflikt wewnętrzny chorego. Dwa zdania, które sobie przeczą. Nie można chcieć się leczyć i przy tym uważać, że nie muszę kompletnie nic robić. Odpocznę i poczekam aż wynajdą cudowne lekarstwo łyknę je i po sprawie. Mówiąc tak chory oszukuje i siebie i rodzinę. Nie pozwólmy mu na to. To tak jakbyśmy mieli zapuszczone brudne mieszkanie i mówili sobie i wszystkim chcę mieć czysto ładnie i schludne mieszkanie, ale nic z tym nie robimy. Tylko udajemy, że nie widzimy, że jest brudno. Czekamy aż ktoś wymyśli samosprzedającego robota i za nas posprząta. Rodzina przyniosła nam mopa wiadro i kosze na śmieci do usuwania odpadków i śmieci, czyli narzędzia tak jak Arkusz  Radykalnego Wybaczania. My dalej mówimy tak,  chcę mieć czysto tylko nie chce mi się sprzątać. Tylko nasz dom nasze wnętrze, to takie miejsce gdzie możemy posprzątać tylko sami, żadna ekipa sprzątająca nie ma tu wstępu tylko my możemy tu wejść. Tymczasem w naszym brudnym mieszkaniu zaczynają pomieszkiwać dzicy lokatorzy, szczury, myszy, karaluchy, korniki,  najpierw tego nie widzimy udajemy, że wszystko jest w porządku, potem diagnoza i szok. Ja,  to mam plagę szczurów, zamieszkują cały dom, panoszą się po wszystkich pokojach i kondygnacjach. Najpierw szok nie dowierzanie, jak mogłam do tego dopuścić, dlaczego mój dom? Nie mogły zamieszkać gdzie indziej? Nie, nie mogły, bo tu jest wystarczająco dużo śmieci odpadków i zakamarków i nikt nie sprząta. Szczury maja raj- to, dlaczego mają iść gdzie indziej. Potem idziemy do specjalisty -on radzi trucie gryzoni, insektów chemią, zatruwa cały dom. Nas razem z gryzoniami, bo nie mamy gdzie się wyprowadzić w trakcie trucia. Tylko że dom jest zagracony, jest brudno i wszędzie są sterty śmieci odpadków, plaga szczurów ma się gdzie ukryć – po za tym mutują każde następne pokolenie jest odporniejsze na truciznę którą wytruto ich rodziców. Pochowały się w zakamarkach, w stertach gratów z dzieciństwa, które szkoda nam wyrzucić. My nadal mówimy – ja chce mieć w domu czysto ale nie chcę nic robić? Pytanie jaki powinien zadać sobie chory to : Dlaczego wolisz się tak męczyć , a nie weźmiesz się za porządki w swoim wnętrzu. Jesteś śmierdzącym leniem i brudasem i nie mów mi, że chcesz wyzdrowieć, bo to nie prawda. Jak chcemy się pozbyć gryzoni z domu?  To nic nie robimy tylko mówimy do nich wypowiadam wam walkę i nic nie robimy. Czy zaczynamy od wyrzucania odpadków, śmieci, zbędnego sprzętu, czyścimy podłogę, ściany? Jak zostaną same ściany i czysta podłoga, gdzie wszystkie dziury są pozatykane to dopiero możemy zastosować chemię ,  gaz by wytruć gryzonie, karaluchy, pluskwy nawet tak małe, że ich nie widzimy, bo nie mają się gdzie ukryć? Najpierw trzeba zacząć porządki. Bez tego cała reszta nie ma sensu. Jeśli chory mówi mi: chce się wyleczyć, tylko nie chcę nad sobą pracować, poszukajmy innej metody? Odpowiedź powinna brzmieć:,
dlaczego kłamiesz? Dlaczego bezczelnie kłamiesz, oszukujesz mnie i siebie? Dlaczego chcesz umrzeć? Dlaczego chcesz chorować? Dlaczego wolisz się męczyć, niż wyzdrowieć? Gdybyś chciała wyzdrowieć to byś wzięła się do roboty. Ta droga jest sprawdzona wiemy, że działa a, ty nie chcesz nią iść, bo ci się po prostu nie chce. Czemu okłamujesz mnie i siebie? Dlaczego mi to robisz? Jakby ci na nas, choć trochę zależało to byś się wzięła do roboty? Gdy mówisz nie chce mi się pracować nad sobą – To tak jakbyś mówiła nie chce żyć. Co według ciebie znaczy chcę  walczyć, ale nie chcę nic robić? Walka właśnie oznacza pokonywanie własnego – nie chce mi się.  Walka z rakiem oznacza pokonywanie własnego – jestem teraz zmęczona. Walka z rakiem oznacza pokonywanie własnego –  jestem teraz zajęta. Walka z rakiem oznacza pokonanie własnych słabości, własnego ego. Nie mów mi nie chce mi się, powiedz mi lepiej, dlaczego wolisz umrzeć niż przepracować jakąś emocje z dzieciństwa?  Twoje wnętrze to twój dom, rak jest plagą karaluchów i szczurów, myślisz, że postawienie na środku mopa i wiadra z wodą wystarczy by było czysto?  Weź się do roboty póki nie jest za późno. Do tego domu ja nie mogę wejść by zrobić coś za ciebie, te porządki musisz zrobić sama. Czas gra tu kluczową rolę, a nie wiemy ile go mamy, bo gryzonie, korniki i karaluchy podgryzają główny strop, musisz zrobić porządki i się ich pozbyć zanim się wszystko zawali.  Nie chce ci się – pewno, że ci się nie chce, a przed generalnymi porządkami w domu to się komuś chce wziąć do roboty?  Pewno, że się nie chce, ale robimy to, bo to jedyny sposób,  by w domu było pachnąco czysto ,  świeżo i zdrowo. Czas zacząć wiosenne porządki – im bardziej ci się nie chce to znaczy, że tym szybciej powinnaś wziąć się do roboty. Stańmy z prawdą w oko w oko – nie mamy czasu teraz by cokolwiek odkładać na później, bo możemy się obudzić z ręką w nocniku.  Aby wyrwać chorego z marazmu musimy w nim wywołać gniew. Wtedy najlepiej się sprząta. Nie ma innej drogi,  wiec niech mi nikt nie mówi, że on chce tylko mu się nie chce. Bo to nie prawda. To oznacza, że chce, ale bez wyrzutów sumienia,  że to jego wina odejść z tego świata. Poczucie winy to też emocja, którą trzeba przepracować. Wiec do roboty!!!!

Córka Ireny – Aga

Cudowny Profesor Onkolog

 

Ej! – Irena co z Tobą? miało być fajnie, a wyszło jak zwykle. Pierwsza poszpitalna wizyta kontrolna u lekarza była bardzo przygnębiająca ,  bo  Pani doktor  potraktowała mnie jak intruza, to od razu mam się poddać?  Miałam prawo się zdenerwować , bo w  szpitalu  przy wypisie powiedziano nam, że lekarz na wizycie kontrolnej w przychodni podejmie decyzje i da mi skierowanie na radioterapię jak zajdzie potrzeba.  Na wizycie  w przychodni przyszpitalnej Pani doktor po zrobieniu  zdjęcia płuc nic mi nie powiedziała , nic nie wyjaśniła, spytała czy chcę środki przeciwbólowe, a na upomnienie się na radioterapię odpowiedziała mi, że szpital nie dał takich zaleceń, dlatego nie ma uzasadnienia dla mnie na radioterapię, nic więcej żadnych informacji nie uzyskałam, a moje pytania zostały bez odpowiedzi. Po otrząśnięciu się , odrzucona przez  lekarzy , zaczęłam szukać pomocy medycznej na własną rękę. Bardzo potrzebowałam medycznego potwierdzenia o stanie swojego zdrowia, czy mam aktywne komórki rakowe i nic nie można zrobić, czy może nie mam już w ogóle raka , chociaż sama w to jeszcze nie wierzyłam. W tej kwestii,  jeśli chodzi o diagnozy , to  medycyna  niekonwencjonalna  nie była dobra i chyba do dnia dzisiejszego słabe stawiają diagnozy. Bardzo potrzebowałam potwierdzenia medycznego, czy terapie Radykalnego Wybaczania  które stosuję naprawdę działają, czy może mnie się to wszystko wydaje? Pojechałam do Szpitala Onkologii  i  Radioterapii znaleźć kontakty  z lekarzem na prywatną wizytę. Moje modlitwy zostały wysłuchane , bo spotkałam fajną pacjentkę , której opowiedziałam swoje odczucia, że  znalazłam się na bocznym torze , ale bardzo chcę wiedzieć , czy nastąpiła u mnie wznowa, czy nie, bo moje samopoczucie się pogorszyło. Pani Basia powiedziała mi, że mnie rozumie, bo przez to piekło przeszła i że mam prawo wiedzieć z punktu widzenia medycznego jaki jest stan mojego zdrowia. Niestety prawo mam, tylko żyjemy w czasach z którego nic nie wynika, bo wysokiej klasy specjaliści dla maluczkich  są niedostępni. Kazała mi poczekać, bez kolejki wtargnęła do gabinetu Pani profesor onkologa  ginekologa / Basia u Niej się leczyła / , za chwilę wyszła oznajmiając mi, że będę przyjęta, mam poczekać i nim zdążyłam podziękować ulotniła się. Pani Profesor  zbadała mnie, pocieszyła, że nic złego się nie dzieje, bo węzły chłonne są w normie i skierowała mnie do Pana Profesora Onkologa Pulmonologa. Za następne pół godziny byłam już badana przez Pana Profesora, szybko poznałam, że był nie tylko wspaniałym lekarzem, ale i wspaniałym człowiekiem. Przeprowadził ze mną  niezapomnianą  rozmowę. Zapytał mnie , co chcę wiedzieć? Od razu dodał , że ” na świecie nie ma skutecznego leku na Pani typ raka”. Odpowiedziałam mu, że ja wierzę , że z tego raka wyjdę , tylko potrzebuję niezbędnego czasu i jaki czas może mi medycyna przedłużyć. Pan Profesor mnie się zapytał jaką  medycyną niekonwencjonalną się interesuję? Odpowiedziałam mu w telegraficznym skrócie , że chcę się wyleczyć przez Radykalne Wybaczanie . Pacząc mi prosto w oczy powiedział – co Pani chce wiedzieć ode mnie proszę pytać , szczerze według swojej wiedzy odpowiem. Zaskoczyło mnie to, że tak samo jak ja wierzył, że „cuda zdarzają się codziennie, każdego dnia,  w każdej godzinie , w każdej minucie tylko my tego nie zauważamy. Zadał dziwne pytanie – dlaczego zaraz po szpitalu nie przyszłam na radioterapię? Na moją odpowiedź, że nie dostałam skierowania , odpowiedział  – dlaczego łatwo lekarz mnie się pozbył?  Kazał mi iść s powrotem  i tak długo nie wychodzić z gabinetu, aż wypisze  skierowanie.  Powiedział mi jeszcze coś bardzo ważnego o objawach; Niech Pani sobie przypomni jakie miała objawy pół roku przed diagnozą , to były objawy raka – zaznaczył – nie wcześniej. Naprawdę zdarzają się jeszcze prawdziwi wykształceni lekarze z prawdziwego zdarzenia . Każdego dnia dziękuję  Bogu, że miałam szczęście na tego Pana Profesora onkologa pulmonologii spotkać i że ze mną  porozmawiał. Wróciła mi wiara w człowieka. W terapii  z Radykalnym Wybaczaniem wskazówki co do objawów raka były mi bardzo pomocne. Postąpiłam tak jak mi powiedział i za cztery miesiące byłam już na radioterapii. Wizytę u tej Pani i Pana Profesor miałam bezpłatną, cud nie cud , ale tak było. Niewiarygodne jest to, że po tych wizytach szybko minęły mi  przykre objawy. Z logicznego punktu widzenia wynika,  że moje  te przykre objawy powodował stres,  z powodu poczucia odrzucenia na boczny tor. Irena

 

Remisja – walka ze wznową

Forum  Onkologiczne  mimo krytycznych uwag jest  jednym z rzetelnych miejsc,  gdzie chorzy mogą uzyskać  nie tylko sporo informacji, ale najważniejsze, że w tych trudnych chwilach nie są sami. Osoby wspierające chorych są potrzebni,  oddaję tym wszystkim  duży szacunek . Jeśli nawet chory jest wspierany w swoim lęku i strachu to i tak  lepsze niż samotność. Rozumiem chorych,  którzy z lękiem  i niepokojem oczekują wznowy po remisji raka. Oczekiwanie wznowy działa jak samospełniająca się przepowiednia, ale lęk i strach nie wspierany  też zrobi swoje. Uważam, że   każde wsparcie jest dobre na zasadzie mniejszego zła , bo nie ma nic straszniejszego jak oczekiwać czegoś złego w samotności.

Po sanatorium  w domu pełna optymizmu i wiary, że wszystko możliwe,  wcielam w życie swoje postanowienie – będę żyć normalnie  ignorując złe rokowania lekarzy.  Moje postanowienie ignorowania ostrzeżeń lekarzy przed wznową gruchnęły jak  domek z kart przed pierwszym bólem głowy. W desperacji szukałam lekarza który by mnie zechciał wysłuchać , niestety  trudno się było dostać nawet prywatnie , po usłyszeniu, że jestem po sześciu cyklach chemii  nikt nie chciał mnie przyjąć . Zakończona chemia i lekarze już nic nie mają  mi do zaoferowania . Ja mimo wszystko z uporem maniaka szukałam jakiegokolwiek wsparcia. Poczułam się w gorszej sytuacji niż zaraz po diagnozie  raka . Teraz lekarze po zrobieniu wszystkiego co do nich należało odrzucili  mnie na bok i poniekąd słusznie.  Moja Rodzina i najbliżsi  wrócili  do swoich zajęć i swoich  problemów  zostawiając mnie samą i też poniekąd słusznie. Znalazłam się w sytuacji bez wyjścia – niestety nie znałam Forum Onkologicznego.  Wydawało mi się, że umieram  wyrzucona, odrzucona przez wszystkich na  boczny tor. Silny ból głowy,  obrzęki pod oczyma  mniejsze, ale są , podczas medytacji usłyszałam znajomy odgłos raka – mniejszy, ale słyszałam .  Wszystko przypominało mi, że rak wrócił i przystąpił do ataku. Czekał i się doczekał, aż będę  osłabiona, albo samotna . Jak to dobrze, że byłam wypoczęta  po sanatorium , mam  zwiększone siły do obrony,  ale sama zupełnie sama.  Zadałam sobie pytanie, jak w takich warunkach żyć normalnie ?  Zajęcie  dla siebie znalazłam bez problemu . Nauczona pracy , zawsze robota mnie się trzymała na zasadzie „ głupiego robota lubi”. Zmęczenie fizyczne było  moim  wypróbowanym  sposobem  na szybkie zasypianie.  Do diagnozy kierując  się  rozsądkiem, swoją  świadomością życie zaskakiwało mnie problemami zdrowotnymi , życiowymi. Zdrowo się odżywiałam  –  a chorowałam , rozsądnie  wydawało się mądrze postępuję –  a głupio wychodziło , starałam się jak mogłam – a i tak  wszystko  szło na opak niż chciałam. Wielokrotnie przekonywałam się, że nad swoim życiem nie mam kontroli , cokolwiek nie zrobię, to i tak  na złe się obróci mimo dobrych intencji i odwrotnie do tego co zamierzałam.  Ludzie których znałam  uważali podobnie, mówili mi Irena  , cokolwiek nie zrobisz,  to i tak  d..pa  z tyłu. Niektórzy twierdzili,  że taka karma, albo szczęście. Przypominam sobie , że mam narzędzie, sposób na bycie twórcą  własnego życia,  wchodząc emocjami do podświadomości i usuwając destruktywne emocje .  Wiem jakie życie chcę mieć, robię plan i hokus pokus , żyję sobie tak jak zaplanowałam i już jestem w raju.  Tak to niestety nie działa. Doświadczam  podróży za pomocą emocji  do  podświadomości  i odblokowuję   niechciane emocje, które powodują zmiany w moim ciele i życiu,  tylko nie zawsze od razu te zmiany   zauważam. Na ogół zmiany dokonują się  powoli i subtelnie , dlatego   często  są niezauważalne tu i teraz. Dopiero z perspektywy pewnego okresu czasu można odkryć dokonane zmiany, to  zniechęca i zachęca  do starych przyzwyczajeń  i nawyków. Szkoda, że nie mogę tak często jak bym chciała robić badań , celem zweryfikowania aktualnego stanu zdrowia. Lęk przed zmianami ,  samotność w walce ze wznową były dobrymi sojusznikami raka, który pomału chyba zaczął się odradzać.  Mimo wszystko  przeważyła siła woli życia  i zaczęłam sobie  planować  nowe  zadania do walki przed wznową , wytyczać nowe cele i tworzyć nowe marzenia , bo inaczej jak mam powrócić do życia?   Życie po nowemu , przypomina raczkujące niemowlę, które z trudem podnosi głowę i świat odbiera się  nosem przy ziemi. Ten sposób myślenia nasunęło  mi skojarzenia, że upodobniłam się do raka?. Walka z rakiem przeszła na walkę  przed wznową,  mimo innych warunków i w samotności  nie poddam się,  będę walczyć wypróbowanym sposobem z lądu, morza i powietrza  do końca albo rak albo ja. Uważam, że pobyt w sanatorium  pozwolił mi złapać  świeży oddech do nowego życia i nowej walki. Irena

 

Pobyt w sanatorium

Pojechałam do sanatorium wbrew zaleceniom lekarzy onkologów. Zwyczajnie ukryłam leczenie raka płuc, w końcu co miałam do stracenia?  Lekarze nie mieli mnie już nic do zaoferowania oprócz ogólnych zakazów.  Sanatorium okazało się dla mnie kontynuacją dalszego leczenia raka. Szpital zakończył leczenie mimo, że część guza w płucu została, remisja była duża, ale nie całkowita.  W szpitalu po wypisie poczułam się wyrzucona na margines społeczny  oczekujących na śmierć,  której  już nic nie wolno. Zostało mi tylko prawo do środków znieczulających z którego akurat nie miałam ochoty korzystać.  W sanatorium wróciłam z powrotem do życia.  Przed lekarzami  i całą służbą sanatoryjną skrzętnie ukryłam diagnozę raka płuc  i że zakończyłam dwa tygodnie temu ciężką chemię. Oczekując na to, co miało nadejść nieuchronnie naprawdę milej i przyjemniej było w środowisku normalnych żyjących  ludzi  niż w izolacji. Przecież  rak  płuc nie jest chorobą zakaźną , nikomu krzywdy nie czyniłam,  nie rozumiem dlaczego  kierując się niby moim dobrem , służba medyczna skazała mnie na izolację niczym przestępcę  skazanego  na śmierć , chociaż  przestępcy  przed śmiercią mają  jeszcze jakieś   prawo do ostatnich życzeń. Jakim prawem komisje lekarskie  dokonują za mnie wyboru jak ja mam spędzić  resztę dni swojego życia i jakim prawem  odebrało mi się prawo do sanatoryjnego  leczenia kręgosłupa i okazuje się,  że  już na zawsze. Przebywając  z dala od domu ,  miałam sposobność spojrzeć  na swoje życie z  rakiem  tu i teraz z boku, a z boku widzi się lepiej. Podjęłam decyzję, że po powrocie  z sanatorium  wrócę w domu do normalnego życia w śród żyjących, a nie oczekujących na śmierć. Tak naprawdę to nikt nie zna dnia, ani godziny kiedy dla kogo nadejdzie ta chwila ostatnia. Lekarzom czasem się wydaje, że wiedzą  kiedy w ciężkich przypadkach chory z tego świata  odejdzie, na szczęście są omylni i dobrze by było, aby chorzy o tym wiedzieli. Cieszę się, że mogłam udowodnić lekarzom ich pomyłkę , ale nie mam do nich o to pretensji, niech  Bóg im wybaczy, bo czasem nie wiedzą co czynią. Irena

 

 

Czas na sanatoium! Jedziemy mimo, że nam nie wolno.

Fragment wpisu córki – Poradnik dla rodziny. Rak oczami córki.

Mama po zakończonych sześciu pełnych cyklach chemii – czuje się bardzo dobrze. Mimo sprzeciwu lekarzy postanowiłam, że mama pojedzie do sanatorium. Zaznaczam, że mama dostała skierowanie ze względu na zwyrodnienie i bóle kręgosłupa. Wniosek złożyła dwa lata wcześniej, nie wiedząc nawet, że będzie się leczyć onkologicznie. Inaczej w ogóle by tego skierowania nie dostała. Wyjazd na tą rehabilitację  nie ma nic wspólnego z rakiem, jej lekarz pulmonolog wyraźnie zabronił   jechać w jej stanie.  A jednak jedziemy! Czy to dobra decyzja? Tego nie wiem. Czy pacjentowi onkologicznemu nic od życia się nie należy? Według lekarzy mama jest takim beznadziejnym przypadkiem, że nawet skierowania na radioterapię nam nie dali chyba myślą, że nie dożyje. Postawili na niej krzyżyk, statystyki nie dają nam żadnych szans, nie ma nikogo, kto z rakiem drobno komórkowym z przerzutami do węzłów chłonnych przeżył dłużej niż pół roku. Czy lekarze są prorokami w tej dziedzinie – odpowiedź brzmi nie? Pójdziemy własną drogą, kierując się radością i miłością. Podczas medytacji dotarło do mnie, że tam gdzie jest miłość i radość nie ma miejsca na choroby. Przecież wyjazd do sanatorium,  to nowe doświadczenie związane z radością i wypoczynkiem. Nabrałam przekonania, że mama powinna pojechać. Przez dwa tygodnie mama wzmacniała się dietą, postanowiłam, że zawieziemy ją  samochodem, jakby się tam źle czuła,  to ją po prostu zabierzemy szybciej, przecież nigdzie nie jest napisane, że musi być tam przez cały turnus. Klamka zapadła – jedziemy.

Zawieźliśmy mamę do Duszniki Zdrój, nastroje pozytywne, postanowiliśmy nikomu w sanatorium nie mówić, że mama jest po chemii, bo ją jeszcze nie przyjmą. Mama ma perukę, jest łysa, trochę się tego krępuje. Chciała być sama zakwaterowana w pokoju. Niestety na miejscu  okazuje się to nie możliwe, będzie miała współlokatorkę. To spowodowało , że się mama wahała, jednak na próbę postanowiła zostać. Będziemy na telefonie – jakby się coś wydarzyło będzie się źle czuła, to zadzwoni przyjadę po nią.Tak z mieszanymi uczuciami, z nową koleżanką w pokoju zostawiłam mamę w sanatorium w Dusznikach Zdrój. Pożegnałam mamę i tak z sercem na ramieniu, z telefonem w pogotowiu, z świadomością, że w każdej chwili mogę po nią wracać – pojechałam do domu. Codziennie do niej dzwoniłam, tylko, co można się dowiedzieć przez telefon, że ok, że jej się podoba, że jest fajnie. Nie byłam pewna czy mówi prawdę, czy nie chce nas martwić, fatygować. Tak minął tydzień, czyli połowa turnusu. Jedziemy, ja z bratem, na weekend ją odwiedzić. Chcemy naocznie się przekonać jak się ona czuję. Co się tam dzieje? W końcu wchodzę do pokoju mamy w Dusznikach Zdrój a tam;

Mama niczym młody Bóg. Uśmiechnięta pełna energii, wigoru, na oko młodsza o jakieś dziesięć lat. W nowej bluzce. Pytam : Byłaś na zakupach, kopiłaś to? W ramach wyjaśnienia mama w czasie choroby, jeśli nie musiała, nie wychodziła z domu, unikała sklepów jak ognia, bardzo krępowała się swojego wyglądu, peruki.

Mama na to: Pewnie, a w czym niby mam na tańce chodzić?  

Zdziwiłam się: To ty chodzisz na tańce?       

Mama na to: No pewnie i mam nawet adoratora. Wyobraź sobie, że taki zakochany, że już nie miałam na niego siły. Chciałam by się odczepił, bo w końcu jestem mężatką, więc ściągnęłam przy nim perukę by mu pokazać, że jestem łysa, a on na to. Jesteś piękna kobietą takiej kobiecie jak ty nawet łysej też pięknie. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia i nadal za mną łazi.

Uśmialiśmy się z tej anegdoty do łez. Mama przestała się wstydzić tego, że ma perukę, zrozumiała, że z peruką czy bez i tak jest piękna i taką ją postrzegają inni. Nabrała pewności siebie. Z tego miejsca bardzo dziękuję temu Panu, że tak ładnie się zachował w stosunku do mamy. Przyczynił się do tego, że mama poczuła, że jest piękną, zyskała pewność siebie i zaczęła na nowo cieszyć się życiem. Przestała wstydzić się choroby tego raka i jego skutków. Zaczęła do tego podchodzić normalnie, jak do grypy. Zaczęła otwarcie mówić,  tak mam raka, jestem po chemii i czuję się dobrze. Czasem tą postawą szokowała nieznajomych. Właśnie taką ją chciałam widzieć uśmiechniętą, pewną siebie, wiedzącą, czego chce. Zrozumiałam, że to była dobra decyzja. Z czystym sumieniem zostawiliśmy ją do końca turnusu.

Minęło prawie 10 lat od momentu, gdy mama była w tym sanatorium w Dusznikach Zdrój. Teraz jest pacjentem onkologicznym, a takim się sanatorium nie należy. Choć nie wiem, dlaczego? Nie potrafię tego zrozumieć.  Ni jak nie wiem jak to obejść. Z chęcią mama pojechałaby znowu do sanatorium. Drogę ma zamkniętą, bo Rakowcom wypoczynek się nie należy, mają siedzieć w domu i czekać na kostuchę, a nie narażać naszą biedną służbę zdrowia na koszty. Nieważne ile lat jest po leczeniu i jak się dobrze czuje, ważne, co zapisane w karcie a tam jak byk: pacjent onkologiczny – odpowiedź nie należy się. Piętno diagnozy snuje się za człowiekiem jak smród po gaciach.

cdn

Córka Ireny – Aga

Następne kroki terapii – praca z sobą

  / praca  ze  swoją  podświadomością /

Przedstawiam  następne  kroki uwalniające destruktywne   przekonania  i  destruktywne emocje.

„Przekonania to myśli, które uznajemy za prawdę” – Louise L. HAY ;   „Co za głupota: karać siebie dzisiaj za to, że ktoś nas uraził dawno temu” – Louise L. HAY

Kiedy jakieś zdarzenie wywołało u mnie negatywną emocję ; smutek, złość , strach, lęk , żal ,  a moje „ego”  broni się tak bardzo, że nie mogę się skoncentrować , wówczas tak długo się modlę – obojętnie, gdzie jestem, aż uspokoję się na tyle, że mogę skupić się nad tym co czuję, lub co czułam w związku z pewnym zdarzeniem. Bywa, że „ego” się broni i wywołuje u mnie nagle silną senność  uniemożliwiając koncentrację , wówczas , jeśli warunki na to pozwalają wysypiam się i w wolnym czasie stosuję  terapię według przedstawionych  poniżej kroków.

Pierwsze trzy kroki obecnie stosuję już bez zastanawiania – automatycznie. Wyjątkowo wracam do pierwszych trzech kroków przy mocnym zdenerwowaniu. Poza domem stosuję medytacje bez muzyki i świeczek. Na przykład nad morzem , pod piramidą, czy na spacerach  i innych miejscach. Lubię medytować  podróżując pociągiem.

IV – krokiem jest  połączenie medytacji z muzyką relaksacyjną przy  zapalonych   świeczkach.

V – krokiem są modlitwy z modlitewnika  lub  modlitwy   z prośbami ;

–  z prośbą do Pana Jezusa o Światło miłości,

– do Matki Boskiej Licheńskiej o wybaczenie mnie i innym tego, co mam ukryte w ciemnych zakamarkach niewidocznych  dla mojej świadomości dla dobra swego i innych,

– do Przewodnika Duchowego o pomoc w wybaczeniu ukrytych w podświadomości destruktywnych uczuć,

–  do swojego Anioła Stróża o pomoc w uwolnieniu destruktywnych przekonań dla dobra swego i innych  i pomoc  w wybaczeniu wszystkim, którzy przyczynili się do destruktywnych emocji.

VI – krok zadawanie sobie pytań według  Arkusza Radykalnego Wybaczania z książki – Radykalne Wybaczanie – Colina C. Tippinga / można ściągnąć z Internetu , lub kupić książkę /

Wszystkie sesje terapii kończę wykonaniem  Kodów Uzdrawiania  – Alexandra Loyd / książka dostępna w Internecie/ . Kody Uzdrawiania działają jak się dojdzie do źródła problemu powodującego blokadę . Mnie udaje się odnajdywać źródło blokad za pomocą  przedstawionych wyżej sześciu kroków. Proszę pytać jeśli coś  jest niejasne, postaram się w miarę swoich możliwości  wyjaśnić. Irena

„Jednak prawie wszyscy są zgodni co do tego, że niemal wszystkie choroby mają jedną przyczynę – STRES! Ten pogląd w ciągu ostatnich lat zyskał tak powszechną akceptację, że poparł go oficjalnie nawet Rząd Federalny Stanów Zjednoczonych.” – Alexander Loyd.

 

 

 

 

 

 

Terapia – praca z sobą – moje pierwsze kroki

/ze  swoim wewnętrznym JA/

Na prośbę  wiele osób opiszę pierwsze stawiane kroki na drodze do wyleczenia swojego zdrowia i życia. Po diagnozie  rak,  moje życie zostało podzielone na przed i po diagnozie. Przed diagnozą  oburzało mnie jak czasem słyszałam, że sama sobie stwarzam różne złe sytuacje w swoim życiu. Już na pewno nie zaprosiłabym  do siebie raka. Pomału docierało do mnie, że świadomie nie, ale podświadomie , czy nadświadomie  możliwe, skąd ja mogę o tym wiedzieć? Okazało się, że można się o tym przekonać samemu , ale  na ten temat odwlekałam w czasie aż do diagnozy  – nowotwór płuca prawego z przerzutem  do węzłów chłonnych.

Mobilizując wszystkie swoje siły w przerwach między atakami bólu , pokonując osłabienie zdobywałam wiedzę jak  dotrzeć do swojej podświadomości. Okazało się, że prostą drogą do podświadomości są nasze emocje. Potężne emocje, to też ten ból, cierpienie,  które zafundował mi rak. Tymi emocjami go do siebie ściągnęłam i tą samą drogą go z siebie mogę wyrzucić.

Wszystko się zmienia , wyjątkiem są nasze emocje, które  nie uległy ewolucji na przestrzeni dziejów człowieka.  Dzięki temu są szeroką otwartą  bramą , przez którą można dotrzeć do naszej potężnej podświadomości .  Zrozumiałam ,  że  dzięki temu mogę być twórcą własnego nowego życia,  nieświadoma jak ciężkie i trudne wytyczyłam sobie zadanie pozornie niby proste i fajne. Nasze własne emocje zostały  przeze nas  stworzone  w jakiś konkretnym celu , jeśli przechodzą przez nas, to jesteśmy zdrowi i  wszystko się w życiu dobrze układa.  Gdyby nie były  blokowane przechodziły by przez nas , nie stwarzając żadnych problemów  zdrowotnych .  Ja  to rozumiem w prosty sposób,  to nasze  zdrowie jest takie jakie jest nasze życie , a jakie prowadzimy życie , takie mamy emocje , a jeśli są blokowane,  to są przyczyną naszych chorób  i problemów życiowych. Wszystko działa w odwrotnej kolejności , nasze problemy, nierozwiązane sprawy stwarzają blokady. Choroby informują nas , że mamy nie rozwiązany problem emocjonalny. Tak zawsze jest, że  nie  rozwiązany problem emocjonalny , powoduje problemy  życiowe.  Tylko  w  małym procencie otrzymujemy   w  spadku po przodkach w pamięci komórkowej , potocznie nazywane chorobami dziedzicznymi.

W paru krokach przedstawię swój schemat na drodze do uzdrowienia – uwolnienia się od raka;

I – Pierwszym moim krokiem było mówienie  afirmacji z książek Louise L.  Hay ,  z jednoczesną koncentracją./ afirmację można ściągnąć z Internetu/.  Już przez  pierwsze  medytacje uwalniałam się od stresu z powodu  raka  i jego skutków ,  co to będzie i jak będzie.

II – drugim krokiem były moje modlitwy . Każdy modli się na swój sposób, ja stosowałam koncentracje nad wypowiadanym w modlitwie  każdym słowie.

Te dwie wymienione koncentracje , to były moje pierwsze pozytywne medytacje . Podczas medytacji uwalniał mi się stres, poczułam ulgę i doświadczyłam, że niechciane myśli można zmienić  – stało się to dla mnie realne. Przełamywałam wewnętrzny opór , wykorzystując każdą chwilę do medytacji, nawet jak jechałam do lekarza i czekałam w przechodni przed gabinetem lekarskim.

III – krokiem było pytanie do siebie ? – co czuję w tej chwili? Przed gabinetem czułam lęk , przed poznaniem swoich wyników badań. Kiedy czułam wcześniej taki sam lęk? Charakterystyczny lęk pojawiał się zawsze jak  oczekiwałam na  coś,  na czym mi bardzo zależało. Takimi etapami posuwałam się  aż do okresu dzieciństwa; jak czekałam na wyniki z klasówek, jak ojciec wracał z wywiadówek i.tp .Przerwane śledzenie tego  lęku kontynuowałam później , w drodze powrotnej, przed snem, w każdej wolnej chwili . Odkryłam, że zajmując się śledzeniem swojej emocji zapominałam o raku i jego skutkach, tym samym rak nie otrzymywał przez dłuższą chwilę  ulubionego pokarmu jakim był stres. Dlaczego tak się działo niech się zajmują naukowcy, ja nie muszę wszystkiego wiedzieć. Dla mnie ważna była odczuwana ulga po takiej medytacji. Dalsze kroki do zdrowia opiszę  na blogu w dalszej części .  Irena

 

 

 

 

Forum onkologiczne – moją motywacją

 

Osiem miesięcy temu przy pomocy córki / nie potrafiłam jeszcze posługiwać się komputerem/ wysłałam swoją  dokumentację  medyczną na Forum Onkologiczne DUM SPIRO – SPERO ,  z przebiegu choroby  pod tytułem ,”to przecież możliwe „ jestem uzdrowiona” – chociaż wyleczenie jest niemożliwe. Na tym forum Irina48 „ Uzdrowiona z raka płuc „ – to ja. Wysyłając dokumentację medyczną  wywołałam  niezamierzoną  burzę, że ja nie wiadomo czy żyję, że może ja to nie ja itp. Szanując zasady  regulaminu  tego Forum nie mogłam udzielać  bliższych  wyjaśnień , że stosowałam w swoim leczeniu jednocześnie metodę niekonwencjonalną i  akademicką. Przykre, że te dwie metody ciągle wzajemnie się oskarżają,  oczerniają  , zamiast połączyć siły w walce z tą śmiertelną chorobą. Na tym forum uświadomili mnie , że należę do tych nielicznych szczęśliwców, którzy tą chorobę pokonali. Jestem zaskoczona, że tak mało nas wyleczonych z  raka płuc , myślałam,  że skoro mnie się udało,  to może wyleczyć się wielu, może to cud,  ale dla każdego możliwy. Z tego Forum nasunął mi się wniosek,  że gdybym miała umysł naukowca,  to trudniej by mi było wyjść z raka , bo wiara tylko w to,  co można udowodnić naukowo,  na to by nie pozwoliła.

„ABSURDEM JEST NIE STOSOWAĆ KURACJI , KTÓRE DAJĄ DOBRE REZULTATY TYLKO DLATEGO, ŻE ICH NIE ROZUMIEMY” – L.HAY.

Myślę, że wiele osób pokonało raka z podobnym rozpoznaniem jak moje, tylko nie chcą się ujawniać. Dlaczego? Chyba na Forum Onkologicznym  otrzymałam odpowiedź . Rozumiem, że jest to forum merytoryczne, ale czy dlatego trzeba dzielnie umierać?  Zgodnie z przewidywaną  przez medycynę akademicką rokowaniami,  z przewidywaną   procedurą , jest bardzo chwalebne duże cierpienie i dzielne umieranie. Biada komuś,  kto niezgodnie z ich przewidywaniami wyłamał się z tych ustalonych reguł. Jeśli ktoś pozbył się niewyleczonego raka zostaje od razu szczęśliwcem podejrzanym o coś złego, wstydliwego, niegodnego mądrze myślącego człowieka. Normalnie jak za średniowiecza „czary mary” Przecież „mądrze myślący” człowiek dał by wiarę tylko tym naukowcom,   na  których służba zdrowia się opiera , ale nie koniecznie musi wyleczyć. „Mądrze myślący” wierzy tym,  do których „mafia farmaceutyczna „ nie ma pretensji, bo nie zagrożone są ich zyski. Bo jak inaczej zrozumieć, może mi to ktoś wytłumaczy , że nie wolno mi na forum onkologicznym powiedzieć prawdy jak pozbyłam się raka. Jak zrozumieć Panią doktor która leczy chorych na raka płuc, ale nie wolno ? a może nie uchodzi?  wiedzieć jak  i co zrobiłam, że raka się pozbyłam zachowując dobra kondycję fizyczną. Czytając moje wyniki powiedziała –   stosuje Pani jakieś metody , niech Pani robi to co do tej pory robiła, bo są świetne wyniki, ale ja nic nie chcę wiedzieć.  Jak mam zrozumieć, że wiele osób pyta mnie  , co robiłam, że wyszłam z raka, ale cichaczem , potajemnie prywatnie przez maile , ale nie oficjalnie na blogu w komentarzu. Piszę tego bloga absolutnie nie po to, by cokolwiek komukolwiek udowadniać co robiłam i robię, że żyję. Bo nie zrobiłam nic i nie robię  czego człowiek mógłby się wstydzić i było przez  prawo zabronione. Przecież  żadne skuteczne metody nie są cięższe  od cierpienia przez raka. Kiedy w Rodzinie zawita rak,  to czy chory  umrze, czy wyzdrowieje , to i tak już nic nigdy nie będzie jak było. Rak zmienia całej Rodziny rzeczywistość  nieodwracalnie , bez względu na to jak postąpią. Z całym szacunkiem do prawa własnych wyborów, każdy ma prawo wybierać to, co uważa za słuszne, jeśli zna inne możliwości.   Irena

…….”.KŁOPOTLIWE PRZYKŁADY NOCEBO SUGERUJĄ , ŻE LEKARZE, RODZICE I NAUCZYCIELE  MOGĄ ODZIERAĆ  Z NADZIEI PROGRAMUJĄC CIĘ , BYŚ UWIERZYŁ W SWOJĄ BEZSILNOŚĆ „ –  BRUCE LIPTON .

 

Konflikty z córką

Emocje po piątej  chemii sięgały zenitu, co przedłożyło się na gorsze relacje z córką. Moje polepszające się samopoczucie, większe siły , nadal nie zmieniały rokowań co do mojego zdrowia, według mnie i moich lekarzy. Wiara w moje terapie  mimo pozytywnych objawów,  była bardzo słaba, by nie powiedzieć  nikła. Nie wierzyliśmy, że wygram tą walkę z rakiem. Jeszcze dzisiaj  opisując  miniony czas walki  wyzwalają się nam silne emocje. Podkreślam, że dzisiejsze  emocje różnią się  z  tamtych dni , bo wówczas nikt  nie dawał nam   żadnych szans na uzdrowienie. Moje dobre samopoczucie, zwiększone siły i dość dobre wyniki badań przyjmowaliśmy jako remisja, tylko nie wiadomo na jak długo. Tak naprawdę to do dzisiaj się uważa, że zaawansowany rak płuc jest bez szans na wyleczenie. Każdy robi swoje ,  co uważa  za słuszne? , a może niekoniecznie słuszne?   Kto dojdzie czyja wina czyj błąd, a kto ma rację?  Póki co  wyciągnęłam wniosek, że nigdy się nie dowiem i nie będzie miało to znaczenia , jeśli przestanę  swoim życiem kierować  się akceptacją innych. Moja córka też chyba  doszła do podobnego wniosku, bo zaczęłyśmy podejmować  decyzje, a tym samym działać  nie szukając wzajemnej akceptacji w tym samym temacie. Musiało to skutkować konfliktami i tak było. W tym wszystkim zbawienna  dla nas była zasada mojej kochanej córki, że każdy konflikt ze mną kończyła zdaniem – PAMIĘTAJ, ŻE CIĘ KOCHAM , odpowiadałam jej tym samym – PAMIĘTAJ, ŻE JA CIEBIE TEŻ KOCHAM. Po takim zdaniu nasze konflikty siłą rzeczy łagodniały. Po wypłakaniu się i przemyśleniach  wracałyśmy do siebie  przytulając się , szczęśliwe, że znów jesteśmy razem, łącząc  siły  do walki z rakiem. Pomału uczyłyśmy się szanować odmienny punkt widzenia, szukać wspólnych rozwiązań. Różnice zdań i różne  działania  przestały być bolesne, chociaż  nie koniecznie rozumiałyśmy się wzajemnie. Każde nieporozumienie zakończone słowami  – PAMIĘTAJ, ŻE CIĘ KOCHAM – nie może powodować dłuższego  gniewu i pretensji. Ważne, że moja córka nigdy się na mnie nie obrażała, bo chyba zawsze wiedziała, że Matka zawsze kocha szczerze, bezinteresownie i na zawsze. Uważam, że dotyczy to wszystkich matek, tylko niektóre nie potrafią tego okazać i nie potrzebnie  złoszczą się  i myślą, że ich miłość jest nie odwzajemniona. Życzę  wszystkim miłości i zdrowych relacji nie tylko w rodzinie. Moje relacje z córką choroba bardzo wzmocniła. Piękne relacje między bliskimi można wzmacniać nie tylko poprzez chorobę, tylko poprzez  zmianę spojrzenia na bliskich,  na  życie,  a może  spojrzenia  na pewne zdarzenia niekoniecznie są właściwe? Doświadczam tego wszystkiego na własnym ciele i umyśle i zapewniam, że warto i wszystko jest możliwe, jeśli nie zabraknie wiary, miłości to i cuda się zdarzają.   Irena

Licznik odwiedzin
0149105
Visit Today : 57
Total Visit : 149105
Hits Today : 247
Total Hits : 1053868