Monthly Archives: Kwiecień 2014

Szukam emocjonalnego konfliktu

/czyli jakie zdarzenie jest przyczyną moich przepuklin ? /

Witam na blogu  wszystkich  po długiej przerwie. Po szpitalu  moje milczenie  było spowodowane pracą nad swoimi  przekonaniami, które doprowadziły  do zabiegu chirurgicznego. Usilnie starałam sobie odpowiedzieć na pytanie  dlaczego nie mogłam  dotrzeć  do przyczyny przepukliny w  swojej podświadomości przez tak długi okres czasu?  Właśnie dzisiaj  na to pytanie podczas pracy ze swoimi emocjami otrzymałam odpowiedź. To co napiszę zabrzmi niewiarygodnie, ale to operujący mnie chirurg pomógł rozwiązać w mojej podświadomości  konflikt pieczołowicie pielęgnowany  przez 62 lata. Przy operacji  przepukliny po otwarciu jamy brzusznej okazało się, że mam nie jedną, tylko pięć przepuklin i  lekarze  muszą otwierać otrzewną , by usunąć na niej zrosty. Wcześniejsze badania USG  tego wszystkiego  nie odkryły. Czy dawały mi jakieś dolegliwości? –  nie wiem,  miałam  pewne dolegliwości zdiagnozowane jako migrena , a może to nie była migrena?  Nikt mi nie wyjaśnił  jakie dolegliwości mogą dawać zrosty na otrzewnej i łańcuch przepuklin.  Obecnie  w szpitalu  wyjaśniono mi pokrótce, że stanowiły dla mnie zagrożenie życia i ani jednego słowa więcej.  Mimo różnych zastrzeżeń  jestem lekarzom wdzięczna za przeprowadzony zabieg,  jak na razie mi się zdaje w miarę dobrze.  Zrosty powstały przy dużo wcześniejszych dwóch operacjach, o czym dowiedziałam się dopiero przy tym zabiegu. Wcześniej żaden lekarz nawet mnie nie uprzedził, jakie grożą mi powikłania pooperacyjne.  Teraz lojalnie  uprzedzono mnie, że po usunięciu zrostów  mogę znów mieć na otrzewnej nowe zrosty pooperacyjne.  Z tymi zrostami powstaje kółko, czyli  znów po operacji znalazłam się w podobnej sytuacji, jak przed operacją , z tą tylko różnicą, że  teraz jestem tego świadoma. Dla mnie jako detektywa własnych emocji ta świadomość o zrostach naprowadziła  na trop i dotarłam do przyczyny powstania moich przepuklin  i zrostów. Tropienie i dotarcie do  przyczyny jest dla mnie tak zaskakujące i tak niesamowite, że brudne warunki sanitarne na oddziale chirurgii przestały mnie szokować. To drobiazg w porównaniu z tym co ukryła moja podświadomość. Odkrycie  jaki  stres  emocjonalny zaprogramował u mnie raka płuc , nie było dla mnie aż takim szokiem jak obecne odkrycie konfliktu emocjonalnego w mojej podświadomości. Wszystko mi się poskładało  jak w  klockach „lego”.  Nawet  zrozumiałam  swoje dziedzictwo przekonań ze strony Matki i Ojca. W tej emocjonalnej układance okazało się, że bez wcześniejszych przekonań  zdobytych  we wczesnym dzieciństwie wczesnej piaskownicy nie miałabym szans zaprogramować się cztery lata później na raka płuc. Jedne przekonania wynikają z drugiego niczym reakcja łańcuszkowa. Jest to niezwykle fascynujące, szkoda, że nie potrafię  tych fascynacji emocjonalnych opisać, bo to i chyba nie sposób. Swoich doświadczeń, swoich emocji i uczuć żaden opis nie jest w stanie oddać.

Ze szpitala wyszłam na same Święta Wielkanocne i w domu zastałam dom wysprzątany, okna pomyte i wszystko było  gotowe , tak że spokojnie mogłam zająć  się swoimi emocjami. Przypominałam sobie swoje samopoczucie po operacjach co robiłam i jak się czułam. Zadawałam sobie pytanie dlaczego aż pięć przepuklin?  Potocznie wiadomo, że przepuklinę dostaje się od dźwigania ciężarów, ale czy na pewno? Nigdy ciężko fizycznie nie pracowałam, więc  skąd aż tyle przepuklin?  W tych pytaniach z pomocą przyszedł mi sen w którym przeżywałam lęk  , że w pracy nie zdążę się wyrobić na czas , w wyznaczonym terminie. Idąc tym tropem – „ Chaos , bałagan „ w swoich wykonywanych różnych zajęciach , w różnych instytucjach. Zmieniałam pracę , ze względu na zmianę  miejsca zamieszkania, mieszkałam w kilku nadmorskich miejscowościach. Wykluczyłam przeprowadzki, bo nie towarzyszył mi lęk , że nie zdążę na czas w wyznaczonym terminie. Ten lęk towarzyszył mi tylko w wykonywanej pracy zarobkowej. W ten sposób zawężałam swoje pole poszukiwań, gdzie i kiedy mogłam dostać przepukliny, bo zrosty  wiadomo są  po operacjach. W same Święta odpuściłam sobie przeprowadzenia terapii, ze względu na doniosłość Świąt  i  gości. W wolnych chwilach zadawałam sobie pytania jakie podobne , a może takie same lęki i stresy towarzyszyły mi w każdej pracy. Zachowanie mojego „ego” było dowodem, że jestem na właściwym tropie swoich własnych emocji i to ważnych, chociaż niekoniecznie związane z moimi przepuklinami. Jak tylko przez chwilę skupiałam się na lękach w swojej pracy zawodowej , to ogarniała mnie niesamowita senność i niechęć do wspomnień z każdej pracy. Było to dziwne, bo świadomie lubiłam swoją pracę i w niejednej  pracy byłam zadowolona i ze mnie też byli zadowoleni. W żadnej pracy nigdy  nie potrącono mi premii, więc lęki i stresy nie powinny mieć miejsca, a jednak były, tylko głęboko ukryte.  Zaraz po Świętach postanowiłam przeprowadzić znaną  mi  terapię z  ARW i Kodem Uzdrawiania , koncentrując się na stresie i lęku jaki towarzyszył mi w każdej pracy idąc tropem swoich emocji. Co z tego wyniknie? –  już niedługo się przekonam i na blogu opiszę.  Irena

img072Moje wyniki po zabiegu operacyjnym

WESOŁYCH ŚWIĄT

Wyszłam ze szpitala, czuję się dobrze jak na kogoś po poważnym zabiegu. Operacja okazała się  poważniejsza niż przewidywano.  Czekam na wyniki histopatologiczne. Życzę wszystkim Zdrowych, Wesołych Świąt.  Irena

Niewiarygodne – to działa!

Niewiarygodne – to działa!

Za każdym razem jak obserwuje w życiu swoim i otoczenia zmiany, jakie w nim zachodzą, nie mogę się nadziwić, że to działa.

To tak niesamowite, że praca nad sobą, zmiana podejścia do myślenia o pewnych rzeczach tyle potrafi zmienić w naszym życiu na lepsze.

  Teraz  ten samochodzik przekazałam Mamie

Ja wiem że to działa, pracuję z tą metodą nie od dziś,  ale za każdym razem gdy dociera do mnie ogrom zmian jakie zaszły w moim życiu nie mogę się nadziwić, że to takie proste.

Ale zacznę od początku:

Mama wybiera się na planowany zabieg do szpitala, skierowanie ma od lekarza chirurga z powodów niepokojących objawów ze strony brzucha. Podejrzewają przepuklinę, tak naprawdę nie wiadomo, co tam stwierdzą po otwarciu. Ze względu na mamy przeszłość nowotworową jesteśmy trochę w strachu. Lekarz kierujący nie wiedział nic o tym, że mama leczyła się onkologicznie, już dawno temu postanowiliśmy nie ułatwiać im pracy i się do tego nie przyznawać. Niby prosty planowany zabieg, ale lęk jest.  Na domiar złego wysiadło mi auto i to na dobre,  naprawa nieopłacalna. Poprosiłam Anioła o pomoc w kupnie nowego samochodu,  takiego bez awaryjnego, ładnego i ekonomicznego. W związku z lękami związanymi z mamy operacją zrobiłam radykalne na te lęki, obawy. Po wszystkim ogarnął mnie błogi spokój i pewność, że wszystko będzie dobrze, że dzieje się to po to,  by mamie poprawić  jakość życia, że Bóg jest po naszej stronie. Poprosiłam Anioła by asystował mamie przy operacji i sprawił by przeszła zabieg pomyślnie i wyszła ze szpitala zdrowa w pełni sił. Zaufałam aniołom i odpuściłam sobie wszystko. Wyszło mi to jakoś samoczynnie.  Zajęłam się swoimi sprawami, dziećmi,  pracą, bo co tu robić jak nie mam nawet auta by do mamy pojechać.  Nagle się okazało, że wygrałam sprawę w sądzie o zachowek i na konto wpłynęły mi pieniądze. Nie za duże, ale na małe 15 letnie auto jak znalazł. Zaczęłam szukać samochodu przez Internet,  podobały mi się Reno Clio, lub Opel Corsa. Rano, gdy miałam zawieźć dzieci do przedszkola zaczęło strasznie padać. Nie mam auta,  więc mieliśmy jechać rowerami. Koleżanka przyjechała do pracy swoim autem, widząc mnie z dziećmi , po prostu dała mi kluczyki mówiąc: masz zawieź dzieci do przedszkola moim. Tym sposobem zawiozłam dzieci do przedszkola, autko było małe świetnie  się prowadziło. Tak mi się spodobało, że wychodząc sprawdziłam, jaka to marka. Była to Honda Jazz. Super pomyślałam, wcześniej nawet nie wiedziałam o istnieniu tego modelu. Jak nic? Mój Anioł wskazał mi ten model pomyślałam, dziękując mu w duchu za wskazówkę.  Postanowiłam sprawdzić po ile chodzą te modele. Niestety to auto było poza moim zasięgiem finansowym – po prostu za drogie. Po pracy wpadła do mnie sąsiadka, informując mnie, że jej mąż chętnie pojeździ ze mną po komisach, a ona w tym czasie zajmie się moimi dziećmi. Zanim zdążyłam pomyśleć, co się dzieje już jeździłam z sąsiadem od komisu do komisu. W najbliższym komisie stała piękna Honda Jazz- istne cacuszko oczywiście za droga. Wiec pojechaliśmy szukać dalej. Pod koniec dnia mojego sąsiada olśniło, że zna osobę, która chce sprzedać tą Hondę. Zadzwonił i utargował sporą sumkę, ale teraz autko po mału było w moim zasięgu, ale ciągle brakowało mi na nie kasy. Gdy tak rozmyślałam skąd wziąć brakującą część zajeżdżając już pod dom, na drodze zobaczyłam mojego szefa. Działając pod wpływem jakiegoś impulsu, podeszłam do niego i poprosiłam o zaliczkę, w kwocie, jakiej mi brakowało do kupna samochodu. Jak usłyszał, że to na samochód? Zgodził się bez zastanowienia.

Nie wiem jakim cudem, ale w jeden dzień nie dość że znalazłam auto które chciałam kupić , to jeszcze znalazły się na nie pieniądze. Na następny dzień byłam na jeździe próbnej i tak stałam się właścicielką Hondy Jazz.  Jutro jadę do mamy. Jestem zadowolona i jeszcze sama nie wierze, że się wszystko tak poukładało i to w tak krótkim czasie. Skoro Anioł pomógł mi z samochodem, to nabrałam pewności, że z mamą też będzie wszystko dobrze. W końcu poprosiłam Anioły o pomoc a to najlepsi menadżerowie na świecie, rzeczy nie do załatwienia załatwiają w jeden dzień, cuda zajmują im trochę więcej czasu , ale też są do załatwienia. W końcu w Biblii jest napisane proście a będzie wam danę. Zrodziła się we mnie jakaś taka pewność, że Bóg mnie kocha i świat mi sprzyja.

Aniele stróżu mój dziękuję Ci za pomoc. Dziękuję, że ze mną jesteś.

Dziś przepełnia mnie wdzięczność do świata. Życze wszystkim podobnych przeżyć, mimo niesprzyjających okoliczności. Trzymajcie razem ze mną za Mamę kciuki.

Córka Ireny Aga

 

 

Nie tylko rak zagrożeniem życia

/ Idę do szpitala /

Umiera się na wszystkie choroby, nie tylko na raka.  W 2009 roku jak  wykryłam u siebie guz w brzuchu,   szybko  zwróciłam  się o pomoc do lekarza z lękiem, że mam wznowę. Niestety lekarz moje obawy potwierdził i dał skierowanie do chirurga. Zgodnie z zasadą, by diagnozy potwierdzać u drugiego lekarza tak zrobiłam i okazało się, że prawdopodobnie mam przepuklinę brzuszną. Po przeanalizowaniu swojego  dobrego samopoczucia skłaniałam się do tej drugiej diagnozy , że to przepuklina brzuszna, jednak tak naprawdę do końca tej pewności nigdy  nie miałam. Przecież wszyscy lekarze twierdzą, że czasem rak objawów nie daje . To coś w brzuchu mi nie dokuczało, nie rosło, ale denerwuje , a stres jest przyczyną wielu chorób .  Metodą TRW próbowałam na wszelkie sposoby guza w brzuchu się pozbyć , niestety bez żadnego rezultatu. Przez ostatni okres kilka krotnie odwiedzałam gabinety lekarskie z tym problemem , wszyscy mówili mi,  a raczej straszyli, że chodzę z bombą zegarową w brzuchu i że powinnam jak najszybciej  usunąć. Moja stosowana terapia  TRW zadziałała na wiele problemów, niestety na tego guza, czy przepuklinę nic nie zadziałało. Chcąc  się pozbyć  trochę tłuszczyku  z brzucha,  przy kodzie uzdrawiania wyszło mi, że tłuszcz jest mi potrzebny do ochrony  moich jelit . Pani doktor w prosty sposób wyjaśniła mi , że mam dziury w powłoce brzusznej zatkane tłuszczem. Po takich wyjaśnieniach zrozumiałam, że mimo dobrego samopoczucia mogę stracić życie. Jeśli  jelito zahaczy   się o fałdę tłuszczu to może dojść do perforacji, więc dobrze by było pozbyć się tłuszczu, bo  lepiej się operuje  , ale bez tłuszczyku brzusznego też niebezpiecznie, bo   jelito może się zaplątać w otworze powłoki i też może dojść do uszkodzenia. W tej sytuacji nie wiedziałam nad jakim swoim  problemem  mam pracować, by się tego coś z brzucha pozbyć. Z jakiego powodu  jelita są zagrożone miałam zbyt wiele tropów  i dlatego moje detektywistyczne śledztwo swoich emocji nie było skuteczne i stanęło w martwym punkcie. Może właśnie dlatego, że tak do końca nie byłam pewna żadnej diagnozy, czy to jest przepuklina, czy może to jest guz, a może jeszcze całkiem coś innego?  W mojej  terapii TRW pewne diagnozy dają szybsze  rezultaty, w niepewnych diagnozach terapia jest  mało skuteczna, albo wcale. Co było robić?  Porobiłam   wszystkie badania  krwi , wyniki okazały się nawet bardzo dobre,  więc dobre samopoczucie zostało potwierdzone . Pomyślałam , że to dobry czas by iść na operację chirurgiczną na rzekomą przepuklinę brzuszną. Zapewniono mi, że to jest prosty nieskomplikowany zabieg i po co się narażać?   Nauczona doświadczeniem, że jak lekarzom powie się o swoim przebytym leczeniu, to  nie szukają przyczyny , bo po co ?  jak już mają  gotową diagnozę ?  Postanowiłam powiedzieć  o leczeniu onkologicznym dopiero w szpitalu. Pełna sił, wiary i optymizmu, ze skierowaniem idę  do szpitala na operację chirurgiczną  brzucha .  Ciekawe , jak mi zajrzą do środka  co odkryją?  Idę , ale tak do końca nie mam pewności  czy dobrze robię? Może  powinnam  jeszcze trochę nad tym guzem popracować , a nie iść po najmniejszej linii oporu?  Niech to co mam inni usuną, po co ja mam się trudzić, skoro żadna metoda nie skutkuje. Co ma być to  będzie,  idę by się przekonać co mi tam w brzuchu tak naprawdę siedzi. Proszę  trzymajcie za mnie kciuki. Irena

Rak płuc pokonany

 Już nie boję się raka płuc  drobnokomórkowego ale…

Skąd moja pewność , że drobnokomórkowy rak płuc nie powróci?   Wyjaśnił mi Pan profesor onkolog, że drobnokomórkowy rak płuc dał mi objawy nie wcześniej, jak pół roku przed diagnozą  / wpis na blogu „ Cudowny profesor onkolog „/. Do dnia dzisiejszego jest to dla mnie cenna informacja. Nie zapomnę,  jak  około pół roku przed diagnozą intensywnie szukałam pomocy u lekarzy różnych specjalności z powodu coraz dokuczliwszych dolegliwości. Zaczął mi bardziej boleć  kręgosłup,  doszedł niesamowity ból głowy, duszności , miałam coraz większą  trudność  z wejściem pod górkę, wejście po schodach stało się masakrą, ogólne osłabienie, silne pocenie się, obolałe wszystkie mięśnie jak przy grypie, co tydzień większe obrzęki nóg i pod oczami, które pojawiały się w nocy i malały w ciągu dnia. W tym okresie dwukrotne skierowanie do szpitala zostało odrzucone , że nie ma podstaw. Ten sam onkolog wyjaśnił mi, że  raka u mnie  można zdiagnozować tylko przez objawy, nie ma innej możliwości. Idąc tą radą zaczęłam dla swego dobra skupiać się nad swoim samopoczuciem, czy dokuczliwe  objawy  są silniejsze i kiedy lub po czym maleją. Nie skupiam się tylko na złych  dolegliwościach ,  zauważam również   swoje   dobre  samopoczucie.  Zadaję   sobie  pytanie co sprawiło  i co jeszcze mogę dla siebie zrobić , by poczuć się lepiej.  Biorę  pod uwagę  fakt,  że rak drobnokomórkowy atakuje błyskawicznie , to po 9 latach , gdyby się uchował, to zjadł by mnie już kilka krotnie. Dopóki czuję się dobrze, a podstawowe badania potwierdzają moją dobrą kondycję to wiem , że rak mnie nie atakuje. Później z pomocą przyszła mi „Totalna Biologia” która mówi, że rak płuc – to lęk przed śmiercią. Pracując  ze swoimi emocjami  przekonałam się, że po  pokonaniu lęku przed śmiercią,  nastąpiła u mnie radykalna poprawa / wpis na blogu – modlitwy zostały wysłuchane/ . Przekonałam się , że to co mówi  TOTALNA BIOLOGIA  u mnie sprawdziło się w  100 procentach. Nie wierzę , jak mówią lekarze i media, że rak nie daje objawów. Każdy rak  już w początkowym okresie  daje objawy , ale są ignorowane przez pacjentów, a najgorsze, że i przez lekarzy. Lekarze w ogóle  już nie zwracają uwagi na objawy,  swoje diagnozy opierają tylko na wynikach z badań  aparatury medycznej. Niestety ja na to wpływu nie mam, ale mam wpływ na swoje zdrowie i staram się wsłuchiwać w swoje ciało, które zawsze mówi  jakie doszły nowe dolegliwości i gdzie się czuje dyskomfort. Przecież nie ma możliwości, by nawet okresowo przebadać aparatem medycznym całe ciało.  U mnie zdjęcie Rtg  nie wykrył guza 4cm x 8 cm  we wnęce płuca prawego.  Nawet   płuca lewego  zmiany badania TK  opisano  dopiero po roku, dzięki temu, że zmiany zostały zahamowane , bo nie uwierzyłam  badaniom aparatury medycznej. Gdyby zmiany nie zostały zahamowane , nigdy by nie przyznano  się , że ich  lekarz nie potrafił odczytać wyników TK, pewnikiem poinformowano by mnie, że rak w początkowym stadium nie daje objawów.  Jak mam wierzyć, że badanie np. piersi będzie  na pewno dobre?  Ciągle słyszę jak kobiety  są spanikowane powiadomieniami  o złych wynikach badań, później okazuje  się niepotrzebnie , ale co strachu się najedli tego nikt im nie zwróci. Gorzej, jeśli się okaże, że wyniki dobre jak w moim przypadku, bo  guz został nie odkryty . Wówczas spokojnie ignoruje się wszystkie objawy, bo wyniki badań są dobre, a jak już nie ma płuca, czy innego organu , wmawiają nam, że rak nie dawał objawów i na leczenie za późno. Pacjencie nie tylko lecz się sam , ale przede wszystkim diagnozuj siebie sam i przy dolegliwościach  nie można polegać  na jednych badaniach, tylko szukać powodu dolegliwości  aż do skutku , jeśli chce się wykryć raka , czy inną chorobę. Jeśli coś ci doskwiera to lekarzowi trzeba  nie tylko  mówić , ale  tupać  i  krzyczeć  aż  do skutku.  Lekarze zamiast kierować na odpowiednie badania, celem wykrycia przyczyny , wypisują skierowania do lekarza innej specjalności, a ten specjalista do innego i tak często wysyłają nas chorych od „Kajfasza do judasza” aż na końcu stwierdzą , że rak na początku nie dawał objawów. Wkurzają mnie lekarze wypisujące na dolegliwości  co  róż nowe recepty na leki , jeśli poprzednie  nie skutkowały. Nikt nie wyjaśnia  ile złego niepotrzebne leki nam czynią i jak bardzo osłabiają naszą odporność,  można nas truć , można osłabiać zamiast leczyć , wprowadzać w błąd zupełnie bezkarnie. Nie wypisuję bzdur,  mam na te oskarżenia dokumentację medyczną. Każdy też może sam sobie przeanalizować na podstawie swojego doświadczenia lub bliskich czy  nie było podobnie.  Żeby nie było , że zniechęcam do badań medycznych , jak najbardziej polecam, tylko z  jednoczesną samokontrolą swojego ciała  i  swoich dolegliwości. Każdy doskonale wie  gdzie go coś boli, nawet małe dziecko wskaże w którym miejscu coś go boli. Każdy wie kiedy ma lepszą lub gorszą  kondycję zdrowotną , a kiedy są dolegliwości alarmujące , świadczą o tym długie kolejki do lekarzy. Nie wierzę, że jest ktoś komu wykryto raka zbyt późno, bo rzekomo nie dawał objawów, objawy są zawsze, tylko często ignorowane i to przez lekarzy.  Wcześniej przed diagnozą raka prawie każdy był u  lekarza skarżąc się na dolegliwości, tylko lekarze nie potrafili postawić diagnozy, najpierw  eksperymentowali  na chorym różnymi  lekami , a nie że rak nie dawał objawów. W  rozmowie ze starszymi seniorami wielu  otwarcie przyznaje, że nie  dożyli  by swych lat ,  gdyby połykali  wszystkie  zapisane  prze lekarzy  leki, żaden organizm by tego nie przetrzymał . O szkodliwości niepotrzebnych leków zbyt mało się mówi , bo to nie obciąża NFZ , a ktoś inny czerpie niebywałe zyski , tylko bezradny pacjent traci zdrowie i pieniądze. Apele o wczesnym wykrywaniu raka powinny być kierowane przede wszystkim do lekarzy. Póki co, dla wielu patentem na bezkarność  są uprawnienia lekarskie do leczenia.  Mając uprawnienia , wszystko im wolno i wszystkie pomyłki dozwolone. Tylko Urząd Skarbowy za pomyłki finansowe daje kary niewspółmierne do popełnionego  błędu, tylko kasjerka w kasie nie ma prawa się pomylić . Pieniądze przedstawiają jakąś wartość , niestety nasze zdrowie i życie ile jest wart? Sami to  oceńcie.  Irena

„ Na poziomie swojej świadomości większość ludzi nie chce chorować, jednak każde niedomaganie coś nam komunikuje. Ciało za pośrednictwem  choroby  daje nam znać, że w naszej świadomości tkwi fałszywe przekonanie. Coś,  w co wierzymy, co mówimy, robimy lub myślimy, nie służy naszemu dobru.  Zawsze wyobrażam sobie, że ciało ciągnie nas  za rękaw i mówi:  „Proszę cię, uważaj!” „   – Louise L. Hay

 

Rak jak bumerang powraca

 

 Może nie wróci? – Wszystko zależy od nas

Po diagnozie  raka płuc , życie  najpierw  stanęło w miejscu, następnie odwróciło się do góry nogami .  Po podjęciu walki z  rakiem  zgodnie z medyczną  procedurą , moim planem i moich bliskich zaczęłam żyć w rytmie  dostosowanym do tej walki. Wspomagana byłam przez wiele osób nie tylko bliskich, bo nawet służba medyczna wykonując swoje obowiązki lepiej lub gorzej zaangażowana była w  moją  walkę. Jak pokonałam lęk przed śmiercią walka zaczęła mi się podobać , dzięki temu przestałam myśleć  o niespełnionych  marzeniach i przyszłości. Po chemii i radioterapii jest remisja , wszyscy z zadowoleniem dobrze spełnionego obowiązku wrócili do innych zajęć ,  a ja  zostałam sama na pobojowisku.  Zdruzgotane rakiem i leczeniem  nie tylko moje ciało ale i całe moje życie jest stertą gruzu na pobojowisku. Po różnych kataklizmach ludzie łączą utracone siły do odgruzowania i odbudowania swojego życia, ale nie przy remisji raka płuc nieoperowalnego . Próbowałam czerpać  jakieś  wzorce, nie znajdując żadnego planu , ani   pomocy,  pozostałam sama wśród swoich ruin nie wiedząc  od czego zacząć. Na moje pytanie co mam robić? – słyszałam staraj się żyć normalnie. Co to znaczy żyć normalnie, jak się jest zaznaczonym piętnem  drobnokomórkowym  raka  płuc? Mam remisję  – super cieszę się, ale co dalej ? Jak mam dalej żyć ? Przy raku drobnokomórkowym nie można badaniami stwierdzić jak zakończyło się leczenie. Lekarze powiedzieli mi, że remisja nie zmieniła rokowań. Trudność polega na tym, że nie można stwierdzić , gdzie w moim ciele uchowały się komórki rakowe. Niestety z tym problemem  na pobojowisku zostałam sama.  Medycyna niekonwencjonalna też nie mogła mi pomóc, bo w  stawianiu  trawnych diagnoz  jest nieskuteczna. Niektórzy podejmowali  diagnozy, ale  szybko okazywały  się  chybione. Ja nie mogłam już normalnie żyć , co nie znaczy by  nie pozwolić by moi bliscy nie mogli z mojego powodu wrócić  do swojego normalnego życia.  Nie wiedziałam co robić, nie miałam nawet w tym temacie z kim porozmawiać, nie chcę   już dłużej obciążać  bliskich . W akcie desperacji próbowałam porównać się do 90 letniej staruszki. W tych porównaniach miałam dużo wspólnego ; tak samo słaba, tak samo bez przyszłości, tak samo w swej słabości samotna. Kto niby zdrową, ale słabą babcię już bez marzeń, bez przyszłości , pogodzoną  ze śmiercią , ale nie z samotnością zrozumie?  Po co takie osoby rozumieć?  Co czują? O czym myślą? Czy można mieć jeszcze jakieś marzenia stojąc nad grobem ?  Młody nad grobem przynajmniej może mówić o niespełnionych marzeniach, ale jak się już trochę przeżyło, to czyja to wina? To wstyd , że odkładało się na później i co teraz o tym głośno mówić?  To przyznanie się , że dotychczasowe życie było do kitu!  Przecież są wspaniałe dzieci , poza tym  pozostało  zastanawianie  się co ja jeszcze zrobiłam, dokonałam takiego, że nie miałam czasu dla siebie, by spełnić swoje marzenia? Przychodzą  pytania najgorsze po co to wszystko? Po co takie przedłużanie życia  w którym nic już nie można zrobić? Na co to wszystko? Miałam cel pokonać raka i chyba tego dokonałam, to co było widoczne dla medycznej aparatury nie ma, ale jest coś niewidocznego, coś co w każdej chwili może dać  znać  o sobie, tylko nie wiadomo  kiedy. Najgorsze, że nie wiadomo gdzie się u mnie może ujawnić. Niektórzy z lęku przed rakiem wycinają sobie zdrowe piersi, całe narządy , aby zminimalizować lęk przed rakiem. Co ja mam wyciąć sobie aby zminimalizować lęk ? Przecież nie można mi było nawet  wyciąć  nowotworowego guza ! Zaczęłam się zastanawiać, czy nie mądrzej zrobili ci,  co nie podjęli aż  tak desperackiej walki i spokojnie odeszli nie wadząc już nikomu? Może najlepsze co można było zrobić w mojej sytuacji, to modlić się, aby jak najszybciej zejść z tego świata? Co ja najlepszego dla bliskich i siebie zrobiłam z tą piękną remisją! I po co to wszystko! Na co to komu potrzebne? Teraz każdy kaszel, każde nawet drobne przeziębienie, każdy ból w  kręgosłupie , czy w innej części ciała może być zwiastunem, że już się zaczęła wznowa. Teraz po zakończeniu leczenia, nie ma z kim się nawet skonsultować . Moi bliscy  razem ze mną  są  już rakiem zmęczeni . Każdy lekarz tylko potwierdza, tak to jest wznowa, jedyne co można zrobić , to  trzeba czekać   i brać leki rozkurczowe na oskrzela i środki przeciwbólowe. Trzeba czekać na co? Wiadomo,  aż rak znów się dobrze ujawni , wówczas lekarze powiedzą mi orientacyjnie kiedy przejdę na tą drugą  stronę. Skoro przyszło mi czekać, to przyszło mi na myśl, że wykorzystam ten czas, i jako detektyw własnych emocji poszukam przyczyny dlaczego tak panicznie bałam się śmierci? Poczułam jakąś ulgę, że wyznaczyłam sobie krótkoterminowy cel, który póki jestem mogę realizować . Uświadomiłam sobie, że to może być fajna przygoda, odkrywać  emocjami  ciemne mocno ukryte  swoje zakamarki  i ciekawość co z tego wyniknie. Może się okaże , że życie jest nie tylko ciekawe, ale i piękne?   Przecież już trochę tego doświadczyłam  i wiem, że to jest realne . Nie zapomniałam o  terapii , tylko potężny lęk przed rakiem spowodował w moim umyśle zamieszanie , co poskutkowało zaniechanie terapii ze swoją podświadomością i pamięcią  komórkową.  Moje „ego” na ten czas obroniło się , ale już słabnie , bo wie , że jak jest cel i  ma się narzędzia   ,   to można  osiągnąć  wszystko.      Irena

„Zmiana jest niemożliwa, jeśli trzymasz się kurczowo stanu „ braku zmian”. Jeśli dostrzegasz i obserwujesz tylko to co jest nie po twojej myśli, to twoja koncentracja na problemie lub danej sytuacji może je tylko pogorszyć” – Dr Richard Bartlett .

Lekarze panami życia i śmierci

Dlaczego lekarze nie chcą zauważać  nieuleczalnie wyleczonych ?

Przeszłam z trudem, ale zwycięsko  chemię  i  radioterapię.  Przez moment  wierzyłam,  że najgorsze jest za mną. Oczekiwałam od lekarzy onkologów potwierdzenia badaniami , że w moich płucach nie ma już komórek rakowych , lub  jeszcze są i coś  można z tym zrobić.  Naiwnie wierzyłam , że otrzymam skierowania na badania , by dowiedzieć się  , czy  jak szły przerzuty  jakaś   komórka rakowa  nie zaatakowała jakiegoś organu.  Jednym słowem z przeprowadzonych badań dowiem się , czy  mój organizm  uwolnił się z raka czy nie. Spotkało mnie kolejne rozczarowanie , że  takich badań  na mój  typ raka nie przeprowadza się.  Zaczęłam  zastanawiać się  po co są zalecane badania kontrolne płuc, bez badań  innych organów ?  Lekarze wiedzą, że  przerzuty  z  płuc  idą  do wątroby , nerek,  trzustki , głowy i innych organów , mimo to nie doprosiłam się żadnych innych badań.  Łaskawie wyjaśniono mi , że  szybciej rozpoznam objawy , niż potwierdzi to aparatura medyczna, więc  nie ma potrzeby.  Niestety lekarz pozna tylko takie moje objawy o jakich ja mu powiem , bo sami niczego nie zauważą . Życie realne, to nie serial „ Na dobre i złe”.  Nie wiem jak to się ma  do  forum onkologicznego  do  dawania mi zaleceń  badań całego organizmu , bo drobnokomórkowy rak  rzekomo nie daje objawów . Nie wiem komu mam wierzyć przy sprzecznych zaleceniach ? Lekarze , onkolodzy , naukowcy jak widać łatwo dają  sprzeczne  zalecenia bo to nie ich zdrowie i to nie ich walka o życie, tylko moje. Nikt nie odpowiedział mi na pytanie po co straszą wznową ? Co to znaczy uważać  na wznowę ? Nikt z lekarzy mi nie powiedział co to znaczy być ostrożnym? Na co mam uważać i po co? Rak uodpornił  się na chemię i radioterapię , a mój organizm niczym  po „tornadzie” wyniszczony. Rak i leczenie go dokonały dzieła zniszczenia nie do naprawienia .  Bez obiekcji   zmylają pacjentów, że leczenie objawowe to też leczenie.  Nie kwapią  się  z wyjaśnieniem , że uśmierzają tylko ból  środkami przeciwbólowymi . Spotkałam  chorych, którzy  się cieszyli z leczenia objawowego,  że jest skuteczne, bo przestało boleć , więc jest lepiej i na razie nie muszą  szukać pomocy  na przykład  w medycynie niekonwencjonalnej. Na moją uwagę , oburzali się mówiąc , że odbieram im nadzieję na wyleczenie  , bo lekarze  potwierdzili  im,  że leczenie paliatywne też  jest leczeniem i co ja za bzdury opowiadam . Byłam bezsilna słysząc w odpowiedzi – kim jesteś, że podważasz autorytet lekarza.  Wielokrotnie spotkałam się z okłamywaniem chorych , że niby to dla ich dobra.  Klamka zapadła, wyrok już zapadł  i jak już nic nie można zrobić  to można bezkarnie , bez skrupułów nic nie wyjaśniając  okłamywać , w najlepszym razie mówić  tak, by chory nic  nie wiedział.  Myślę,  że to może być powód dlaczego lekarze  nie chcą zauważać  wyleczonych  z nieuleczalnej choroby , bo boją się swego rachunku sumienia ?  Ilu  chorym  przez okłamywanie , nie wyjaśniając niczego  pozbawili szansy na wyleczenie?   A może nie chcą się pozbawiać bycia  „ panami  życia i śmierci   „ nad chorymi ?  Nie wiem jak wytłumaczyć zachowanie lekarzy  wobec mnie obecnie.   Przy badaniu kontrolnym płuc dowiedziałam się, że remisja raka utrzymuje się zgodnie z przewidywaniem.  Z jakim przewidywaniem?  –   ze zdziwieniem odpowiedziałam,  przecież dawaliście  mi tylko sześć miesięcy życia. Usłyszałam, że wszystko się zmieniło i już myśli się inaczej i że z taką remisją jest jeszcze  parę osób , a w tej przychodni jest jeszcze dwóch z podobnym przypadkiem. Dlaczego tylko dwóch żyje  9 lat i na ilu chorych ?  Dlaczego to nam się udało, a i innym nie?;  My z długą remisją co mamy wspólnego poza remisją raka?  Na te i inne pytania usłyszałam  krótkie mruknięcie , że wszystko zależy od stylu życia, a potem długa cisza i z napięciem   milczące patrzenie w ekran komputera. Podobnie na forum onkologicznym ponoć pomaga 100 lekarzy i nikogo nie zainteresowała niewiarygodnie długa moja remisja. To co? –  lekarze na raka płuc pomagają tylko w  leczeniu  które skutkuje umieraniem ? Tacy jak ja co się wyleczyli zostali  niewygodnym wielbłądem? To przykre , ale prawdziwe, chory który nie poddaje się chorobie zostaje sam, niczym samotny żeglarz na wzburzonym oceanie.    Irena

„Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są  za wzorce”  – Lew Tołstoj