Monthly Archives: Maj 2014

Emocje – to dar niedoceniany

Co to są emocje? Jakie emocje znamy?

Emocje to uczucia które powstają w nas. To dar, którego nie doceniamy, często zakopujemy jak jakieś piętno, bo nie wiemy co z nim zrobić. Przecież , każdy z nas odczuwa emocje, to coś tak naturalnego jak oddychanie. Jeśli jesteśmy na etapie : że nic nie czujemy, to też jest jakaś emocja tylko nie umiemy jej nazwać.

Często mamy problem z nazwaniem emocji.  Postaram się teraz opisać i uszeregować je, tak by pomóc każdemu z nas w zorientowaniu się w której porze roku jesteśmy i ile mamy do przepracowania. Emocje opiszę  dzieląc  je na 4 etapy, w każdym z nich uszereguję  je od najgorszej do najlepszej.

Emocje dzielimy na IV etapy:

I)stagnacyjne – jesień,

II)negatywne – zima,

III)neutralne – wiosna,

IV)pozytywne – lato.

 

I)                 Jesień tzw. emocje stagnacyjne

Powodują bezruch, bezsilność, zniechęcenie, nie mamy siły na nic, nie chce nam się nic robić. Bardzo destruktywne są najgorsze bo odbierają chęć do działania.

Do tych emocji należą:

  1. Lęk
  2. Smutek,
  3. Depresja
  4. Rozpacz, ból
  5. Poczucie bezsilności
  6. Poczucie winy
  7. Brak poczucia bezpieczeństwa
  8. Poczucie bycia niegodnym
  9. Poczucie bycia odrzuconym

 

Te emocje najczęściej  występują  jedna  po drugiej , przeplatają się. Zabierają nam chęć do działania. Powodują izolacje od środowiska, rodziny, różnego rodzaju uzależnienia. Często uzależniamy się od drugiej osoby z powodu lęku przed samotnością, odrzuceniem, przed lękiem utraty poczucia bezpieczeństwa. Jesteśmy w związku destruktywnym , w którym nie mamy prawa głosu, kobiety często są bite wykorzystywane, a mimo to nie potrafią odejść. Z miłości często mówimy. Ona go tak kocha że nie chce odejść. Nie!  To nie miłość: To lęk przed bycia samotną, przed tym,  że sobie sama nie poradzę, to lęk przed odrzuceniem. Poczucie winy że przeze mnie rozpadnie się małżeństwo, dzieci nie będą miały ojca. Często sobie tych emocji nie uświadamiamy, bo nie chcemy ich zobaczyć.

Emocje stagnacyjne jesienne , są najgorsze bo powodują bezruch. Zamieramy w bezruchu i boimy się zrobić cokolwiek, bazujemy na resztkach sił i wydaje nam się,  że jak cokolwiek zrobimy rozpadniemy się na kawałki i to będzie koniec. Nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy najniżej jak się da, jeśli przeżywamy te  emocje to zajrzeliśmy do piekła które sami sobie zgotowaliśmy. Niżej już się zejść nie da. Sięgnęliśmy dna. Możemy się już tylko odbić  i sięgnąć szczebelek wyżej.

Krok pierwszy 1. Weź odpowiedzialność za swoje życie. Nazwij swoje emocje i je przepracuj.

Jeśli znajdujesz się w jesieni – to dobra wiadomość jest taka, że niżej nie da się spaść, gorzej już nie może być,  może być tylko lepiej.

Pracując na stagnacyjnych emocjach- najpierw musimy wyzwolić gniew. Jeśli tego dokonamy to nasz pierwszy sukces. Przesuwamy się na skali emocji w górę, wyszliśmy z jesieni i jesteśmy w zimie.

 

II)               Zima tzw.  emocje negatywne,

 

Uznawane niesłusznie często za najbardziej destrukcyjne, często nie chcemy się do nich przyznawać powszechnie uznawane za złe. Moim zdaniem najbardziej destruktywne emocje opisane są w jesieni, opinia która przyległa do złości i agresji jest trochę przesadzona. W końcu żeby mogło powstać coś nowego najpierw musi przyjść wicher i zmieść wszystko to co złe, dopiero na tych podwalinach może powstać coś nowego. Gniew jest o tyle dobrą emocją, że zmusza nas do działania, do zmian, dzięki niemu mamy odwagę na te zmiany. Jeśli czujemy gniew, wyzwolimy go w sobie to bardzo dobrze. Gniew jest destruktywny dopiero jeśli go skierujemy na drugą osobę, lub na dziecko. Sam w sobie nie jest taki zły. Po prostu musimy nauczyć się jak sobie z nim radzić i jak go ukierunkować z pożytkiem dla nas i bez uszczerbku dla osób z naszego otoczenia .

Zima –  do tych emocji należą:

10.Zazdrość

11.Nienawiść

12.Wściekłość

13.Zemsta

14.Gniew, agresja

15.Obwinianie

Jeśli ich doświadczamy, oznacza często dla nas samych że jesteśmy źli niegodni. Często potępiamy siebie za te uczucia, powodując,  że cofamy się do jesieni. Tłumimy je w sobie jako coś niegodnego. Dopóki nie pozwolimy im wypłynąć na wierzch to nie będziemy gotowi na zmiany na przyjście wiosny.

III)              Wiosna- emocje neutralne.

Jesteśmy wyczerpani po zimie, przeżywamy przesilenie wiosenne. Wtedy dopada nas najczęściej:

16.Zniechęcenie

17.Zamartwianie się

18.Powątpiewanie

19. Rozczarowanie

20.Uczucie przytłoczenia

21. Irytacja,

22.Pesymizm

23. Nuda

Nie mamy siły do działania, jesteśmy zniechęceni, znudzeni, nie widzimy perspektyw, nowych rozwiązań. Gniew się wypalił i została spalona ziemia i zgliszcza po wichurze. Przychodzi opamiętanie i co dalej. Na spalonej ziemi nie widać jeszcze nowych roślin, wydaje nam się że na tej jałowej wypalonej ziemi nie wyrośnie nic nowego. Jesteśmy w błędzie, dopiero teraz świat stoi przed nami otworem, mimo że jesteśmy znudzeni to drzemie w nas siła do przenoszenia gór. Jeszcze tego nie widzimy, ale tak jest. To dobry etap,  jesteśmy na przednówku , musimy sobie tylko zdać sprawę gdzie jesteśmy i co stworzyliśmy w swoim życiu. Od tych emocji do lata już dzieli nas tylko mały krok.

 

IV)              Lato -Emocje pozytywne .

Często się do nich nie przyznajemy, bo boimy się je stracić. Wolimy je tłumić z lęku że nam ktoś je odbierze. Każda tłumiona emocja przechodzi w destruktywną chorobę. Nie bójmy się śmiać i cieszyć, pozwalać sobie na radości. Każda emocja jest dobra jeśli jej nie tłumimy. Może wydawać się niektórym dziwne że tłumimy pozytywne emocje, ale prawda jest taka że tak jest. Kiedy pozwoliłeś sobie na radość i przyjemność bez za hamowań?  Kiedy cieszyłeś się jak dziecko?  Nawet jeśli wydarzyło się coś co wywołało tą emocje – to staramy się jej nie okazywać na zewnątrz. Nawet jest powiedzenie: śmieje się jak głupi do sera lub: Co tak szczerzysz zęby nie wiadomo z czego? Często środowisko szydzi z osób okazujących radość , zadowolenie , więc by nie narażać się na szykany tłumimy te uczucia.

Do pozytywnych emocji należą:

24.Nadzieja

25.Zadowolenie

26.Optymizm

27.Pozytywne oczekiwanie

28.Entuzjazm

29. Pragnienia

30.Wiara

31.Poczucie szczęścia

32.Pasja

33.Radość

34.Wdzięczność

35. Bezgraniczna Miłość

Każda emocja którą tłumimy w sobie, może  spowodować  w nas chorobę. Nie ważne do jakiej grupy należy. Dlatego nauczmy się postępować z naszymi emocjami tak by w naszym życiu zawsze panowało lato. Lato z którego będziemy się umieli cieszyć i nie będziemy się jego wstydzić. Tak by w naszym życiu zapanowało szczęście , radość i miłość. Tego wszystkim życzę. W dalszej części opiszę, jak pracować z każdą emocją.   Aga córka Ireny

 

 

 

Emocje – to klucz do zdrowia

Emocje – to klucz do zdrowia

Krok 1 ) Jestem odpowiedzialny za wszystko co mi się w życiu przydarzyło.

Krok 2) Muszę być szczery sam przed sobą wsłuchać się w swoje emocje.

Zadać sobie pytanie?  Dlaczego ja? Co czuję w związku z tą sytuacją? Co czuję teraz? Kiedy jeszcze coś podobnego odczuwałam wcześniej?

Emocje to klucz do sukcesu.  Furtka do równowagi wewnętrznej i zdrowia. Jakie właściwie znamy emocje? Czy się do nich przyznajemy? Czy potrafimy je nazwać.

Radość – co to właściwie jest i kiedy ją ostatnio przeżywałam? Czy umiem ją jeszcze odczuwać?

Gniew – jest zły, destruktywny. Czy wolno mi go okazywać?

Płacz, smutek – oznacza słabość. Czy wolno mi płakać? Czy się tego wstydzę i płacze w ukryciu?

Wstyd – postępuje źle, nie chcę by ktokolwiek się o tym dowiedział. Zrobię wszystko nawet wbrew sobie, by tajemnica nie wyszła na jaw? Ile jestem wstanie poświecić siebie, dla jednej durnej emocji którą ktoś mi wmówił jak byłem mały?

Lęk – boję się choć tak naprawdę nie wiem czego. Boję się śmierci. Boję się odrzucenia. Boję się że zostanę sama.

Przychodzimy na ten świat właśnie po to by doświadczać emocji. Emocja – to uczucia które czujemy i to one ukazują nam czy jesteśmy w harmonii sami ze sobą i światem czy nie. Każdy z nas odczuwa emocje tzw pozytywne i negatywne, choć tak naprawdę wszystkie są tak samo ważne, ten podział jest trochę sztuczny. To tak jak z porami roku mamy : wiosnę, lato , jesień i zimę. Czy to znaczy że pora roku taka jak wiosna i lato jest pozytywna , a jesień i zima negatywna. Nie , każda z tych pór roku jest ważna. Gdyby nie zima nie umielibyśmy cieszyć się wiosną i latem, to kontrasty pozwalają zauważać nam różnice. Pozwalają zdecydować co lubimy a czego nie.

Gdy przychodzimy na świat instynktownie umiemy okazywać emocje, swobodnie przechodzimy od płaczu,  do radości. Przepływ jest naturalny nie wymuszony, harmonijny. Z czasem tak jakbyśmy zatracali tą zdolność. Wychowanie mówi chłopcu nie płacz, to okazanie słabości. Chłopcy często tłumią płacz. Dziewczynce mówi się że nie wolno krzyczeć, bić , okazywać gniewu bo to złe. Dziewczynki często tłumią gniew, agresje w sobie. Od małego jesteśmy uczeni jak stłumiać emocje, a powinniśmy raczej dzieci uczyć jak ich słuchać i jak sobie z nimi radzić. Każda tłumiona emocja w przyszłości może zaowocować jako choroba. Często się mówi o chorobach genetycznych, występujących w danej rodzinie, to geny mówimy. Geny, czy wychowanie? Czy przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenie? Myślenie, że to geny zwalnia nas z poczucia winy, ale też odbiera szanse zapanowania nad problemem. Patrz krok 1 – bądźmy odpowiedzialni za swoje życie. Jeśli to wychowanie tzn.: przekonania, które wpojono nam z mlekiem matki przekazywane z pokolenia na pokolenie? To oznacza, że to owszem i nasza wina, ale też oznacza że mogę zapanować nad problemem. Emocje są moje i tylko ja wiem co odczuwam i ja mogę w każdej chwili je zmienić. Poczucie winy i wstyd to też emocje nad którymi powinniśmy pracować , by się ich pozbyć. W nagłówku na stronie głównej migają zdjęcia dziecka w momentach przeżywania pełnej radości. Jest to jedno i ciągle to samo dziecko. Nawet na tych zdjęciach widać że w pierwszych latach życia ta radość jest pełna spontaniczna. Z biegiem czasu już nie umiemy się tak cieszyć, potrafimy się tylko uśmiechać. Zadaj sobie pytanie? Kiedy się tak cieszyłem całym sobą? Pamiętasz  ten moment? Jaką szczęśliwą chwilę  pamiętasz z wczesnego dzieciństwa? Gdy miałeś  5, 3 , 2 lata. Czy w ogóle sobie takie chwile możesz przypomnieć?

Ja jak zaczynałam prace nad sobą – miałam pustkę, nic nie mogłam sobie przypomnieć. Przecież to nie możliwe bym się nie śmiała, nie przeżywała radości spontanicznie kiedy byłam dzieckiem? Kiedy i co spowodowało, że się zamknęłam w sobie? Zamknęłam się na radość? Dlaczego pozwoliłam by w moim życiu zapanowała zima. Przeżywałam głównie przykrość, smutek, wstyd i tłumiony gniew. Jak mogłam na to pozwolić? Gdzieś po drodze zgubiłam radość życia. Mama pracując nad sobą pokonała raka. Ja stosując te same metody odzyskałam spokój , poczucie własnej wartości i radość życia. Przypomniałam sobie co to szczęście, co to znaczy śmiać się całym sobą. Zaprosiłam wiosnę do swojego życia. Czy to oznacza że nie przeżywam smutku, gniewu? Nie – po prostu ich nie tłumię.  Pozwalam im odejść i na to miejsce wejść radości , tak jak można zaobserwować u małego dziecka. Gdy pracując nad sobą poczujesz pełnię  radości i miłości , będziesz wiedział o czym piszę.

Uświadomienie sobie jakim darem są emocje to klucz do sukcesu. Bądźmy szczerzy przed sobą i wsłuchajmy się w swoje emocje. Kiedy jesteśmy chorzy o tyle jest łatwiej, że te emocje są na wierzchu łatwiej nam je nazwać, określić. Więc i łatwiej na nich pracować. Co teraz czuję? Kiedy się jeszcze tak czułam wcześniej? To początek do TRW. Zachęcam wszystkich do pracy nad sobą. Nie czekajmy, aż usłyszymy diagnozę, możemy zacząć już dziś.

Córka Ireny Aga

 

Po kruchym lodzie na wyspę

/powrót do  terapii „ Mamo! Ty nie wiesz!/

Muszę zaznaczyć, że  moje opisane na blogu wszystkie terapie mocno odbiegają od terapii według  Arkusza Radykalnego Wybaczania C. C . Tippinga. W swojej podróży emocjonalnej   korzystam  z  ARW  jako podstawy swojej terapii , za co Autorowi  serdecznie dziękuję.  Według terapii ARW  C. C. Tippinga  aby nastąpiło wybaczanie podróż do okresów wcześniejszych  nie jest konieczna.  Ja w swoich  terapiach  uwolniłam się z raka i innych destruktywnych przekonań odnajdując   źródła programu   tylko w dzieciństwie .  Kierując  się swoim doświadczeniem ,   aby zmienić destruktywne programy życia przerabiam te zdarzenia w dzieciństwie które zawarzyły na całym moim życiu.

 Po trzech dniach wróciłam do  terapii   – „ Mamo! Ty nie wiesz!”  Podczas której odczuwałam  duży ból  i  odkryłam przekonanie  „ Muszę tłumić płacz, by nie być odrzuconym”. Podczas  terapii  często ból jest dokuczliwy,  ale za to  później  odblokowana  energia  daje   cudowne przeżycie  tak duże,  że po każdej terapii  łatwiej pokonuję  opór „ego” by znów wcielić się w detektywa swoich własnych emocji. Niektórzy po ten dreszczyk emocji wspinają się na szczyty gór, zdobywają bieguny , morskie głębiny , a ja wcielam się w detektywa swoich emocji i udaję  się w nieznaną podróż  , nie wiedząc dokąd i co mnie tam spotka.  Po czym nagle odnajduję się w swoim , tylko nieznanym, dawno  zapomnianym  okresie   dzieciństwa.  Tak naprawdę to nie wiem dlaczego  destruktywne programy odnajduję w dzieciństwie ? Może  dlatego, że w tym okresie  znajdują  się źródła ważnych życiowych  programów?   Może dlatego, że dzieci uczucia  są czyste i łatwiej się w tych emocjach odnaleźć?  Nie muszę na te pytania znać odpowiedzi. Ważne, że jest to dla mnie ekscytujące , bo  uwalniam  się z  problemów zdrowotnych i życiowych.

Wczuwając się w odkryte  uczucie lęku przed odrzuceniem  , poczułam  zimno, w butach pełno wody, Edzio na mnie denerwuje się, że jestem powolna  i ciągnie mnie za rękę  po kruchym lodzie  na środku jeziora.  Denerwuje się, bo grupa dzieci już nas  wyprzedziła i będą  na wyspie pierwsi. Kłócę się z nim, płaczę, krzyczę , ale posłusznie idę  za nim i jeszcze krzyczę by mnie  samej nie zostawiał, bo się przewracam i za nim nie nadążam. Na kruchym lodzie na środku dużego jeziora absolutnie nie mam poczucia jakiegokolwiek zagrożenia życia. Z brzegu jeziora grupa dorosłych krzyczy do nas, abyśmy się zatrzymali , na tą odezwę  inne dzieci nie reagują, tylko  ja się zatrzymałam , bo moje nogi przemoczone odmówiły mi posłuszeństwa. Niebawem dorośli połączonymi drabinami , ściągnęli nas z tego jeziora.  Po uratowaniu  z topniejącego lodu, mama powiedziała mi, że jak będę grzecznie leżała w łóżku, to za to,  że oddaliłam się z domu nie powie tacie  i mnie nie zbije. Grzeczna byłam bez problemu, bo zaraz zasnęłam , a mama słowa dotrzymała i ja uniknęłam kary. Zaraz na drugi dzień , po wyjściu na podwórko dowiedziałam się, że wszyscy  uczestnicy wyprawy do kaczek na wyspę dostali poza mną  porządne lanie.  Największe lanie dostał mój kolega Edzio, pokazywał nawet siniaki, na co ja zareagowałam radosnym śmiechem. Cieszyłam się, że dostał, bo to przez niego poszłam na ten lód, bo zachwycał się jakimiś  dzikimi kaczkami i ich jajkami, które miały znajdować się na wyspie na jeziorze.  Mnie nie interesowały  jego kaczki i ich jaja  bo nie były  ładne.  Cieszyłam się  myśląc, że już teraz  będzie chciał się bawić  w moje wymyślone zabawy, bo jego są złe i  głupie . Od tamtego pamiętnego dnia Edzio na mnie się obraził i już na zawsze przestał się ze mną bawić.  Stratę przyjaciela z wczesnej piaskownicy   bardzo  mocno przeżyłam, programując się w przekonanie na 63 lata „ By nie być odrzuconą, muszę robić to co inni lubią ; Muszę  ukrywać  głęboko, jeśli czegoś robić nie lubię, chociaż jest to dla mnie  złe , brzydkie i głupie. Nie wolno robić niczego co się lubi, bo spotka każdego zasłużona kara, tak jak mojego kochanego przyjaciela Edzia.  Wiedziałam jak bardzo mu się te kaczki dzikie podobały i ciekawiły ,  z dużym  przejęciem i radością długo  mi o nich opowiadał.  Zinterpretowałam sobie, że dlatego uniknęłam tylko ja kary, bo robiłam coś, co chcieli inni , a mnie  się w ogóle to nie podobało. Mama mnie za takie podejście  w dobrej wierze bardzo chwaliła , nie zdając sobie sprawy, że zatwierdziła u mnie destruktywny program –„ nie ponoszę winy jeśli robię  to co podoba się innym,  „  Ten program był podstawą innych destruktywnych programów na długie lata.      Irena

Mamo! Ty nie wiesz !

/ dalsza  terapia  rozpoczęta  z  dzieciństwa na  plebani ,     w poszukiwaniu         przyczyn przepuklin/

Następnego dnia rozpoczęłam terapię ARW  z KU z nie do końca przerobionego    zdarzenia z dzieciństwa na plebani . Poddając  się emocjom po   odsłonięciu wstydu,  ze strachem , ale weszłam w lęk  przed odrzuceniem.  Wówczas nagle tak jakbym się ocknęła z głębokiego snu, zobaczyłam siebie  w łóżku , w domu rodzinnym  przed trzecim rokiem życia . Widzę i czuję jak wesoło skaczę po całym łóżku niczym na trampolinie, tylko zamiast siatki w koło obstawione  są grube duże poduszki ,  o które fajnie odbijałam się nie robiąc sobie krzywdy. Nie jestem sama, jest gwarno, pokój wypełniony wieloma  ludźmi , a pośrodku moja mama trzyma w poduszce  malutkiego dzidziusia  i płacze .  Wyraźnie  widzę jak po policzkach z oczu spływają jej ogromne łzy.  Podskakując nad poduszkami obserwowałam  zaciekawiona   co się dzieje. Wiedziałam, że ten mały dzidziuś to mój braciszek  Tadzio.  Ważne dla mnie są porozkładane wokół łózka  duże poduszki,  mogłam bezpiecznie przewracać się nie czyniąc sobie bólu o krawędzie łóżka.  Wesoło skacząc czułam się  ważniejsza od braciszka, który co prawda był na rękach Mamy, ale  zwinięty  tylko w jedną cienką  poduszkę i wyczuwałam w nim smutek.  Próbuję jeszcze nie przerywać sobie wesołego skakania, ale mamy łzy nie dają mi spokoju. Już nie skaczę by się bawić, tylko by znad poduszek  widzieć  co się dzieje. W pewnym momencie  czuję, że mój mały braciszek  jest nieszczęśliwy, bo Mama go nie chce , patrzy na niego i płacze . Dzidziusiowi jest tak bardzo przykro, że aż zrobiło mi się go żal. Pomyślałam, że oddam mu swoje łózko z dużymi  poduszkami, aby też poczuł się ważny.   Zaczynam  głośno wołać, aby ktoś nas zamienił.  Na wołanie nikt nie reaguje, to zaczęłam krzyczeć . Mama nadal pochłonięta swoim płaczem , a nie moim krzykiem.  Zawsze jak się śmiałam, skakałam to się do mnie uśmiechała, ale tym razem nawet na mnie nie popatrzyła.  Coraz głośniej  krzyczałam, skakałam  chcąc  dzidziusiowi  oddać łóżko i mamę od niego  uwolnić  , aby znów się uśmiechała. Mama o tym nie wie!!!  – jak się czegoś nie chce, to się nie płacze, tylko zostawia, albo wyrzuca i po kłopocie , ja zawsze tak robię.  Czuję, jak mały dzidziuś  wolał  by  być w moim łóżku niż być  powodem mamy płaczu.  Mama o tym nie wie!  Ja jak coś trzymam w rączkach , a mnie się nie podoba, albo jak dziobie, albo gryzie to po prostu z rąk wyrzucam , a nie płaczę.  Mama o tym nie wie,  że  jak dzidziusia  nie chce mieć , to niech położy go do mojego łózka i już nie będzie jej się chciało płakać.  Nagle ktoś mnie podnosi z łózka, kątem oka widzę, że to Zosia, błyskawicznie pomyślałam jeszcze, że na pewno mnie lubi , wołam do niej  –  chcę do mamy!  Spełnia moje życzenia i  podsuwa do mamy blisko zawiniątka. Usilnie staram się  dzidziusia wziąć z mamy rąk i położyć  do łóżka pełnego poduszek  bo czuję , że on tego chce i mama znów by się uśmiechała.   Niestety Zosia przytula mnie serdecznie do siebie  i odsuwa od dzidziusia i mamy. Z przykrości i złości  , że  nie pozwala mi pomóc braciszkowi i mamie , zanoszę  się od płaczu i uciekam  do innego  nie zamieszkałego pokoju.  Rozpłakałam się z żalu , że braciszek jest smutny,  niepotrzebny  , że przez niego  mama płacze , a mój trud był daremny i nie mogę temu zaradzić.  Moje ciało mocno reaguje ,  żal rozpiera pierś, pojawia się w dołku ból,  z oczu po policzkach  spływają  mi łzy.  Siedzę w koncie  samotna w  pustym  pokoju.  Na odchodne Zosia wykrzyczała mi , że beksy nikt nie lubi, kuzyn Fredzio przedrzeźniał  „ beksa! beksa!  nikt cię nie lubi i pokazywał na palcach jaki  to wstyd być beksa lalą.   Bezskutecznie próbowałam stłumić płacz, aż  w końcu stłumiłam, ze strachu, że będę przez wszystkich   odrzucona, bo beksy nikt nie lubi. Za to teraz po policzkach spływają mi łzy  i ja już nie tłumię płaczu jak kiedyś trzyletnia Irenka. Poszłam do tej małej Irenki , mocno przytuliłam , powiedziałam jej, że jak ma ochotę to może płakać do woli, a jak coś boli to niech krzyczy i tupie  tak długo , aż  ktoś pomoże. Mała Irenka pokazała, że boli ją tutaj w piersiach. W tym momencie niestety  w realu poczułam  duży  przeszywający fizyczny ból  w okolicy dołka , sięgający aż do  gardła.  Tego  bólu przestraszyłam się  tak bardzo, że aż  przerwałam terapię i obudziłam męża , że być może będzie musiał wezwać do mnie pogotowie. Położyłam się do łóżka i jak zwykle w takich chwilach szybko ratowałam się medytacją ze  ŚWIATŁEM MIŁOŚCI  Pana Jezusa,  jednocześnie   prosząc  o pomoc Matkę Boską  LICHEŃSKĄ  i swojego Anioła.  Mąż uspakajał mnie, że przestałam się pocić  to  może znak , że to nie zawał serca. Powoli ból ustępował , a ja zasnęłam twardym snem na cztery godziny. Po przebudzeniu   poczułam  znajomą mi charakterystyczną dużą  energię , po ataku ani śladu,  czułam się  jak nowonarodzona.  Dawno już nie zdarzyło mi się przerwać terapii.  Sądząc po energii, to może terapia została dokończona?  Zastanawiam się, skąd ten mocny ból pod koniec terapii?   Nigdy wcześniej w tym miejscu  takiego bólu nie odczuwałam.  Nie wiem co może to oznaczać?  Może odeszła mi następna przewlekła choroba?  Jak się poczuję zdrowsza i młodsza , to się przekonam na własnym ciele i umyśle. Mimo tego powtórzę jeszcze raz na to samo zdarzenie   terapię  z ARW i KU według swojej interpretacji, aby się przekonać, czy z wszystkich negatywnych emocji oczyściłam się. Może z wszystkiego się nie oczyściłam, ale   na tej terapii odkryłam istotny  w podświadomości  destruktywny  program  przykryty wstydem, a pod wstydem lęk  przed odrzuceniem. Ten program to ;   muszę   płacz swój mimo bólu stłumić, by nie być odrzuconym.  Według Totalnej Biologii  przyczyną astmy jest „stłumiony płacz” . Myślałam, że z astmy się już uwolniłam, a może tylko uwolniłam skutek, a przyczyna została i w odpowiednim momencie   niebawem mogłaby się ujawnić ? Sprawdzę , czy na pewno tego programu już nie mam.  Odczuwalna silna energia  jest dowodem , że jeśli nawet nie wiem  czego destruktywnego się pozbyłam , to i tak zyskało na tym moje zdrowie, a o to  przecież chodzi. Wiedziałam, że uwalniając się z destruktywnych emocji można odczuwać fizyczny ból,  zaskoczyło mnie , że aż tak silny , na szczęście był krótkotrwały. Nie uwalniając się od niego teraz, to na pewno niebawem ten ból by mnie dopadł  z dużo większą  siłą i to na dłużej .  Wyszło dobrze  , co nie znaczy, że nie może być lepiej.  Niedawno  dowiedziałam się, że prawdziwym powodem płaczu mojej mamy była poważna choroba mojego braciszka, był  tego dnia szybko chrzczony , bo  lekarz powiedział, że w każdej chwili może umrzeć . O tym mała Irenka nie mogła wiedzieć , odkrywała świat jak każde dziecko według swojego spojrzenia i  interpretacji.  Pogrążona w smutku i bólu  moja kochana Mama nie wiedziała, że mała Irenka chciała jej i swojemu  małemu braciszkowi pomóc . Nikt nie jest niczemu winien , tylko  spojrzenie na te same wydarzenia  jest całkowicie  inne  dziecka niż dorosłego.  Irena

 

 

Bądźmy odpowiedzialni!

Bądźmy odpowiedzialni!

Czytam mamy wpisy. Właśnie nasunęła mi się myśl: jakie to dziwne, że jakieś przeżycia małej dziewczynki na plebani miało taki wpływ na całe jej życie i choroby. Wydaje się to aż nieprawdopodobne. Gdybym sama nie stosowała tych samach metod pracy nad sobą, wydałoby  mi się to wręcz bezsensu.

Dotarło do mnie,  że zapomnieliśmy wspomnieć o jednej podstawowej zasadzie. Mama zanim zaczęła pracować nad sobą,  wzięła odpowiedzialność za swoje życie. Zrozumiała podstawową zasadę,  wszystko co mi się w życiu przydarza  zaprosiła w jakimś momencie do swojego życia. Dlaczego to zrobiłam? Świadomie nie wie, dochodząc po emocjach do kłębka,  właśnie próbuje to sobie uświadomić i odpowiedzieć na to pytanie dlaczego mi to się przydarzyło? Dlaczego ja?. To klucz do wyzdrowienia.

Każdy z nas musi być szczery sam przed samym sobą i wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Napisałam w tytule : Bądźmy odpowiedzialni!- tylko co to znaczy? Co znaczy dla każdego z nas z osobna.

Mam nadzieje,  że Ty właśnie sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie. Co to znaczy być odpowiedzialnym za swoje życie? Jestem pewna, że dla każdego oznacza to słowo coś innego.

Być odpowiedzialnym za swoje życie, to dla mnie przede wszystkim uświadomienie sobie, że wszystko dosłownie wszystko,  co mi się w życiu przydarza przytrafiło mi się na moje własne życzenie. Podświadomie ściągnęliśmy takie doświadczenia do naszego życia. Rozejrzyj się wokół siebie i zadaj sobie pytanie, podoba mi się moje życie? Jeśli jest szczęśliwe i pełne radości to ok. Jeśli nie, to powód abyś wziął odpowiedzialność za swoje życie i zaczął nad sobą pracować. Oczywiście,  że dużo prościej jest powiedzieć nam,  że to nie nasza wina. Łatwo zwalić winę na choroby genetyczne, wychowanie naszych rodziców, środowisko , nauczycieli, brak możliwości podjęcia pracy, nasz rząd który nic nie robi, brak perspektyw itd. itd.

Lubimy narzekać i zwalać winę na wszystkich wkoło. Jeśli należysz do tych osób to czas byś uświadomił sobie,  że tak naprawdę winisz za wszystko siebie, czas popracować nad sobą I pozbyć się tego przytłaczającego ciążącego na tobie poczucia winny. Poczucie winy to tylko emocja którą wywołuje jakaś konkretna myśl, przekonanie, a myśli zawsze można zmienić.

Czas wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Powtarzam,  wszystko co się w Twoim życiu przydarza sam zaprosiłeś do swojego życia. I tylko ty sam możesz zacząć to zmieniać.

Gdy zmienimy myślenie i programy w swojej głowie to świat wokół nas też się do tego dostosuje. Najpierw musimy zacząć być odpowiedzialni.

Często chory na raka mówi : nie mogę pracować bo nie mam siły, lekarz zalecił mi coś innego,  to wystarczy. Tylko to nie lekarz zaprosił tą chorobę do twojego życia i nie on ma moc wyproszenia jej z twojego organizmu. Tylko każdy z nas ma taką moc , tylko nie chcemy z niej korzystać, bo nie chcemy wziąć tej odpowiedzialności za siebie za swoje życie. Poczucie winy jest przytłaczające,  jest to ciężar którego nie jesteśmy wstanie udźwignąć.

To jak z alkoholikiem,  nie może zacząć się leczyć dopóki nie będzie szczery sam przed sobą i nie uświadomi sobie ; Boże to prawda jestem alkoholikiem, to moja wina, sam się doprowadziłem do tego stanu. Puki sam sobie tego nie uświadomi nie ma mowy by wyszedł z nałogu. Połowa sukcesu to uświadomienie sobie problemu. Tak samo jest z każdym z nas. Najpierw musimy sobie uświadomi,  że to my jesteśmy odpowiedzialni za wszystko co nam się w życiu i w naszym organizmie przydarzyło.

Tak to twoja wina. Powtarzam  –   tak to twoja wina. Uświadomiłeś w końcu to sobie.

To dobrze, może cię to trochę przeraża, wydaje ci się,  że to Cię przerasta . Teraz dobra wiadomość – jeśli to Twoja wina to tylko Ty masz moc by to w swoim życiu zmienić. Dopóki nie weźmiesz za swoje życie odpowiedzialności brama do wyzdrowienia jest zamknięta. Nie ważne czy masz przepuklinę, raka, czy zapalenie płuc , droga do wyzdrowienia jest taka sama. Najpierw trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje życie i uświadomić sobie – tak to moja wina podświadomie ściągnąłem wszytko to do swojego życia. Zacząć zadawać sobie pytanie dlaczego to mnie spotkało? Co mi organizm przez to chce powiedzie? Co czuję? Co czuję w tej chwili? Jakie emocje prze zemnie przemawiają. Każdy z nas coś czuje.  Emocje to klucz do wyzdrowienia. Nikt nie może sprawić byśmy coś poczuli, dlatego każdy z nas prace musi wykonać sam.

Mama przerabia teraz program z dzieciństwa, bo chce się dowiedzieć dlaczego jej organizm doprowadził  do zagrożenia życia jakim były przepukliny powstałe w jej brzuchu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła to wzięła odpowiedzialność za to co robiła. Uświadomiła sobie –  ja doprowadziłam sama siebie do tego stanu, podświadomie oczywiście. Nie wpadła w pułapkę typu;  to przez dźwiganie, złą dietę, operacje na wyrostku, lekarzy bo przez nich mam zrosty itd. Nie, Ona wzięła odpowiedzialność za swój stan. Powiedziała sobie : no dobra to moja wina , doprowadziłam siebie do tego stanu, teraz spróbuje się dowiedzieć dlaczego i to zmienić, bo przecież nie chcę aby ta sytuacja się powtórzyła. Teraz przerabiając emocje z dzieciństwa chce się dowiedzieć dlaczego? Dlaczego mój organizm wytworzył te przepukliny, co mi przez to chciał powiedzieć? Co moja podświadomość chce mi powiedzieć?

Mamo jestem z ciebie bardzo dumna. Trzymam kciuki i mam nadzieje,  że wytrwasz w pracy nad sobą do końca, czuję,  że jesteś już blisko celu. Tak trzymaj. Jesteś dla mnie inspiracją. Dziękuję Ci za to.

Każda nasza choroba jest wołaniem o pomoc naszego organizmu, byśmy się opamiętali i zawrócili z błędnego myślenia , powinnam raczej napisać odczuwania emocji. I weszli na drogę radości miłości i szczęścia. Na drogę zdrowia. Jest to praca bardzo trudna, ale możliwa. Tylko ona może sobie pomóc, bo tylko ona wie co czuła w danym momencie i co czuje teraz. Nagrodą  jaką każdy z nas znajdzie na końcu tej drogi – jest naprawdę warta zachodu. Więc weźmy odpowiedzialność za swoje życie i do roboty! Zachęcam z zapoznaniem się z zakładką : leczenie raka radykalnym wybaczaniem (Tam jest opisane jak zacząć prace nad sobą stosując Terapie Radykalne Wybaczanie w skrócie TRW) .

Córka Ireny Aga

Destruktywne programy emocjonalne

 

/ usuwanie  następnych destruktywnych programów  z dzieciństwa /

Po ostatniej terapii „ Program przepukliny odblokowany” ciało  daje mi odczuć , że w podświadomości coś destruktywnego pozostało , wyraźnie  w dołku pod splotem słonecznym coś ciężkiego mi siedzi. Aby się przekonać  podczas terapii ARW i KU ponownie  wracam do wspomnień dzieciństwa związku z kłótnią Rodziców na plebanii. Wspomnienia zostały zachowane , ale już bez tych negatywnych silnych emocji.  Inne spojrzenie spowodowało w moim wnętrzu niesamowitą radość  i wdzięczność  z szacunkiem do moich Rodziców, Pani gospodyni , księdza i do całego zdarzenia jakie miało wówczas miejsce. Uświadomiłam sobie, że bez tej pracy mojej mamy i możliwości  przebywania nas dzieci na plebani  prawdopodobnie moje dzieciństwo nie byłoby tak fajne, a destruktywnych przekonań być może w innych  okolicznościach nabyłabym gorszych i już nie gdybam  co by było, gdyby było, by nie wprowadzać  w umyśle niepotrzebnego zamieszania.

„ Pamiętaj – nie ma łobuzów i ofiar, tylko aktorzy dramatu.” – Colin C. Tipping

Po dwóch terapiach ARW i KU wczuwając się w uczucia,  zadałam małej Irence pytanie , co teraz czujesz  związku z  przebywaniem na plebani?  W odpowiedzi spontanicznie poczułam skrępowanie,  bo musiałam być czujna, aby nie narazić się nikomu na krytyczne uwagi. Musiałam być grzeczna , dostosować się do panujących tam zasad, a to nie było łatwe. Wychowawcza rola Pani gospodyni polegała na sprawdzaniu, czy mam czyste ręce uszy i szyję, sprawdzanie jakie umiem wierszyki, jak czytam i piszę. Miałam problem z kaligrafowaniem pierwszych liter , aby nie narazić się na uwagi , kombinowałam aby uniknąć nielubianego pisania , angażując  się w pomaganiu prac kuchennych kucharce, odwlekając pisanie na później.  Najczęściej odwlekanie kończyło się upomnieniem, abym poćwiczyła w domu , ale za to Pani kucharce oferowaną  pomocą wkradłam się w jej łaski. Wiedziałam, że mnie lubi , ale ja na to nie zasługiwałam , bo wcale nie miałam ochoty pomagać, wybierałam tylko łatwiejsze  zajęcie.  Związku z  tą kombinacją   poczułam duży  WSTYD – aby nikt się o tym nie dowiedział , że nie lubię  pisać i pomagać w kuchni.

Zadałam małej Irence następne pytanie kiedy wcześniej  zrobiłam coś z lękiem o czym nikt nie mógł się dowiedzieć ?  Wczuwając się    pod wstydem w lęk   poczułam jak bardzo boję się odrzucenia.  Wchodząc w ten lęk odsłoniło mi się traumatyczne zdarzenie jak miałam trzy latka,  razem z innymi dziećmi  topiłam się na jeziorze  na kruchym lodzie .  Już widzę , jak  to zdarzenie   jest pierwotną przyczyną innych późniejszych destruktywnych emocji  zaprogramowanych na plebani. Jest to również pierwotna przyczyna mojego  programu raka płuc. Na wspomnieniu o tym zdarzeniu, pod splotem słonecznym w dołku zaczęło się coś dziać  trudne do opisania. Jaki  ma związek  topienie się trzyletniej Irenki   z odrzuceniem i innymi programami ?  Niebawem  tym ważnym  odkryciem podzielę się na blogu. Irena

 

Program odblokowany

/odblokowane trzy aspekty – przepracowanych  przyczyn przepuklin /

                                                                                                                                                                                    Zdarzenie  w  artykule  „Przyczyna przepukliny” ma  kilka aspektów i destruktywnych  przekonań.  Po emocjonalnej podróży obolała, zmęczona, aby się nie przewrócić  oparłam się w wygodnym fotelu  i wykonałam Kod Uzdrawiania według książki Alexandra Loyd  z nadzieją,  że poczuję ulgę. Nadzieja została spełniona, poza tym wyszło mi z KU , że nie oczyściłam się z ukrytej złości na moją Mamę i na  księdza gospodynię.  Odżyło wspomnienie, jak  pewnego razu Ojciec bardzo wzburzony wpadł na plebanię z pretensjami do Mamy , że się poniża będąc służącą u księdza gospodyni, że  Pani gospodyni  powinna się wziąć za robotę , a nie zatrudniać służącą.  Ksiądz słysząc awanturę, poparł Ojca i zaczął krzyczeć na swoją gospodynię, podobnie jak  Ojciec na Mamę. W końcu Ojciec z księdzem w zgodzie poszli razem do stodoły na małą wódkę , jak się wyrazili, by się uspokoić.  Mama dla świętego spokoju poszła do domu, ale na drugi dzień znów poszła do pracy na plebanię , a księdza jakby to nie interesowało kto zrobi, ważne, że było zrobione. Ojciec w końcu też to chyba zaakceptował, bo awantur już nie słyszałam. Muszę wyjaśnić, że przez  dzieci na religii i w ogóle w całej parafii gospodyni nazywana była,  księdza kobietą. Sam ksiądz słysząc odpowiedź np. „księdza kobieta prosi, by ksiądz zaraz przyszedł” takich odpowiedzi nie prostował, dlatego dla nas dzieci było to normalne . Nim zrozumiałam mnie małą dziewczynkę tylko  dziwiło,  dlaczego dorośli z tego powodu się uśmiechają.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że mała Irenka zaprogramowała się podczas awantury w przekonania;  Praca – „usługi dla innych są poniżające”  – z czasem moja świadomość zweryfikowała nabyte doświadczenie, ale niestety nieświadomy program w podświadomości pozostał, czyniąc  spustoszenie w moim ciele i życiu. Ten program uaktywnił się jak podjęłam pracę , obsługując ludzi  za ladą w sklepie , a później na okienku. Naprawdę, świadomie bardzo lubiłam pracę z ludźmi nic o tym nie wiedziałam, że podświadomość uznawała, że jest to zajęcie poniżające. Ukryta  złość na Mamę i gospodynię po uświadomieniu , czyli wydobyciu z podświadomości zniknęła i nie było już co wybaczać ani sobie ani nikomu.  Energia poszła mi po całym ciele , poczułam się lekka, zmęczenie całkowicie zniknęło, nastąpiło duże ożywienie, mimo to jak poszłam spać szybko smacznym snem zasnęłam . Rano  po sześciu godzinach obudziłam się zdrowa i wypoczęta. Jednak wyczuwam  coś w dołku pod splotem słonecznym ciężkiego, chyba zostało  jakieś destruktywne przekonanie.  Może program czwartej usuniętej przepukliny?  Na pewno niebawem o tym się przekonam i na blogu następnym  odkryciem się podzielę.  Irena

„Tłumienie gniewu jest jak przykrywanie wulkanu – pewnego dnia wybuchnie! ” – Colin C. Tipping

„Pierwszy i drugi etap Radykalnego Wybaczania wymaga od nas  dotarcia nie tylko do gniewu, ale również do stłumionej emocji. Oznacza to konieczność jej przeżycia – nie rozmowy o niej, nie nazwania jej, ale przeżycia! ” – C. C. Tipping

 

 

 

 

Programy z dzieciństwa – kontynuacja

/kontynuowanie  w podświadomości przyczyn moich przepuklin/

Podczas operacji lekarze odkryli aż pięć przepuklin i zrosty , a każda przepuklina  i każdy zrost ma inną  przyczynę . Według mnie, jeśli nie odnajdę przyczyny, to przepukliny ze zrostami w jakimś okresie znów się odnowią . Dowiedziałam się, że w 60 % , a nawet w 80% przepukliny po operacji i zrosty ponownie się odnawiają  zataczając błędne koło. Wierzę, że odnajdę wszystkie przyczyny i to błędne koło u mnie nie będzie miało miejsca. Poza tym być odkrywcą swoich ukrytych destruktywnych emocji i jaki  to miało wpływ  na  życie , oraz  jak  reaguje  moje ciało  z  jednoczesną  widoczną  zmianą swojego  życia stało się dla mnie bardzo ekscytujące.  Zauważyłam, że ta ekscytacja jest potężną bronią wobec broniącego się „ego”  i już mnie ciekawi co za absurdy ukryłam gdzieś  głęboko  w swoim wnętrzu, a może to nie takie absurdy?  Obserwując swoje wnuki i inne dzieci  zauważyłam, że logika dziecka jest prosta, ale tak  bardzo mądra, że dla nas dorosłych często niezrozumiana.  W ciągu życia nauczyliśmy się tak komplikować  wszystko w nas i wokół nas, że to co proste przestało przez nas być  dostrzegane , czasem bagatelizowane,  niestety najczęściej nierozumiane.

Kontynuując  dalej i  głębiej podróż emocjonalną w okres dzieciństwa  , spod odsłoniętych uczuć wyłaniały się nowe silniejsze od tych odsłoniętych. Nagle poczułam niesamowitą złość  –  utrzymując  tą  wyzwoloną złość  zadałam  małej Irence pytania – na co się tak złościsz? ; na kogo się tak złościsz?;  już możesz powiedzieć na kogo,  nikt poza nami o tym się nie dowie, a jeśli już, to nic ci za to nie grozi, jesteś bezpieczna , bo ja jestem z tobą. Mała Irenka po tylu latach przede mną  się otworzyła.  Nie lubiła  nic , co musiała robić;   1 –  nie lubiła się uczyć, nie znosiła pisać laseczek i kaligrafować, bo to było nudne.  Była wściekła, zła, że musi wykonywać  nudną  pracę.  Była wściekła, że musiała pilnować  młodszego braciszka, który nie pozwalał jej bawić  się w ulubioną zabawę, a bawić się tak aby jemu się podobało było nudne. Była wściekła, że musiała pilnować  krowy na pastwisku, by nie poszły w szkodę, a było to też bardzo nudne.  Była wściekła, że wszyscy inni wykonują taką pracę z radością,  chętnie, szybko i dobrze .  2  – Była zazdrosna, że innym to nudne zajęcie się podoba, tez by chciała by się jej to co każą  robić  się podobało, ale tak nie jest, jestem niedobra, zła do niczego, jestem gorsza od innych, jestem beznadziejna.  3  – Ukrycie tego wszystkiego, by się nikt o tym nie dowiedział, bo jaki to wstyd być naprawdę taką jak ja. 4 – To moja wina / POCZUCIE WINY – jak wina to i kara/, że jestem taka jaka jestem, że nic nie lubię robić , bo praca jest nudna i brudna.  Czuję do siebie , smutek, żal , bezsilność. 5 – Nienawidzę siebie za to, że jestem taka jaka jestem.

Pod splotem  słonecznym  w swoim ciele poczułam  ból ,  mdłości i zawroty głowy, mam ochotę tą podróż  przerwać i się położyć. Czuję niesamowity uścisk niczym obręcz wokół gardła. Jestem bardzo zmęczona, słaba, oblana cała potem. Próbuję jeszcze zrobić akt wybaczenia na te emocje, ale nie mam sił. Na szczęście mam pod ręką  Kod Uzdrawiania , zobaczę czy mi ten KU pomoże i co mi wyjdzie?  O tym napiszę  jutro. Czy to jest przyczyna, której szukam? Na razie nic nie wiem. Irena

 

Program z dzieciństwa , programem życia

/ dziwna  przyczyna przepukliny  –  terapia  z emocjami na poziomie podświadomym/

Dzisiaj jako detektyw swoich emocji pokonałam  opór  które stwarzało „ego” i udałam się w  podróż  do  podświadomości.  Niezbędne wyciszenie , ulubiony stolik, zapalona świeczka , książka Colina C. Tippinga  z Arkuszem Radykalnego Wybaczania , Kod Uzdrawiania, wcześniejsze  notatki z ćwiczeń L. Hay.  Zaczęłam zastanawiać się  kiedy mogłam dostać przepuklinę.  Wiadome mi było, że przepuklinę dostaje się od dźwigania ciężarów,  według L. Hay od wykonywanej niechcianej pracy. Stosując zasadę prób i błędów , korzystając  ze skromnej i niepewnej wiedzy zaczęłam zadawać sobie pytania, co czułam  w każdej wykonywanej pracy zarobkowej . Zaczęłam  od ostatniego Zakładu Pracy i wczuwając się w emocje poczułam w okolicy  pooperacyjnej dyskomfort. Zaskoczyło mnie to, że dyskomfort poczułam kiedy  wczuwałam się w pracę , którą lubiłam wykonywać.  W ostatniej  pracy bardzo lubiłam  na okienku obsługiwać ludzi , ale i na zapleczu też  miło mi się pracowało.  Wchodząc głębiej w emocje  poczułam  stres, że nie zdążę swej pracy wykonać na czas, że nie mam wszystkich potrzebnych druków, których nie mogę znaleźć, lęk,  że w kolejce  ludzi ślamazarnie obsługuję. Poczułam już nie dyskomfort  pod splotem słonecznym  w miejscu byłej  przepukliny , tylko wyraźny nasilający się ból. Idąc  za  tropem uczucia silnego  charakterystycznego   stresu przeszłam wszystkie instytucje w których pracowałam i wszystkie zakłady pracy. Ujawniły mi się ciągle te same powtarzające się przekonania w każdej pracy; 1 – To nie do strawienia by być  w pracy ślamazarą ; 2 – Nie mogę pozwolić, by  zwolniono mnie z pracy, więc muszę być w pracy bardzo dobrym pracownikiem ; 3 – To nie do strawienia, że zwolnią mnie z pracy, bo jestem do niczego. W ten sposób odnalazłam wiele niechcianych powtarzających się emocji. Nagle dokonałam odkrycia, że w podświadomości nie lubiłam ludzi których na okienku  obsługiwałam . Świadomie nie mogłam w tą prawdę uwierzyć.  Wchodząc głębiej w uczucia  uświadomiłam sobie negatywne skojarzenia z obsługą ludzi z okresu dzieciństwa, z pracą mojej matki na plebanii u księdza. Moja Matka w pracy tej była doceniana i szanowana, tylko mój Ojciec uważał, że nie po to walczył o wolność  i Demokrację Ludową, by jego żona u księdza była służącą. Jako dziecko byłam świadkiem ciągłych awantur Rodziców , a powodem była praca mojej Mamy na plebanii,  jej  obsługa  księży i Panią gospodynię plebanii, która nie mogła się splamić żadną pracą, była tylko od zarządzania, a mojemu Ojcu bardzo to się nie podobało. Lubiłam  jak  na plebanię  Matka nas dzieci zabierała , bo  tam mieliśmy dobrą opiekę  ,  wyżywienie i sporo smakołyków jakich w domu nigdy nie mogliśmy doświadczyć.  Plebania księdza z mojego dzieciństwa niczym nie przypomina obecnej. Ksiądz był właścicielem  całego olbrzymiego gospodarstwa rolnego. Na stałe zatrudniał parę osób  w gospodarstwie i  w domu. Posiłki spożywali wszyscy razem z księdzem w olbrzymiej kuchni w której na środku był duży okrągły stół. W pokoju stołowym ksiądz spożywał posiłek tylko jak  gościli inni księża. Te wspólne posiłki były dla mnie przyjemnością ze względu na pyszne poobiednie desery, ale i katorgą ze względu na przestrzeganą kulturę  spożywania posiłków. Np. nie siorbać, wszystko musiało być  na talerzu zjedzone, by otrzymać deser.  Lubiana kucharka często podtykała nam różne smakołyki między posiłkami ,  przy sporządzaniu deserów, czy przy pieczeniu ciasta. Bardzo miło ten okres w swoim życiu wspominam i niestety to nie praca mojej Mamy , tylko przez  konflikt  Rodziców  o jej pracę   zaprogramowałam sobie   destruktywne  emocje, które spowodowały zmiany w moim ciele jako przepuklina.  Uświadomiłam sobie jak bardzo destruktywnie wpłynęło to jednocześnie  na całe  moje życie. Lubiłam pracę z ludźmi , a jednocześnie stwarzało to u mnie konflikt, bo miałam destruktywną blokadę w swojej podświadomości , a w mojej świadomości absurdalną i niedorzeczną. Okazało się, że przyczyną mojej przepukliny nie była ciężka praca, tylko praca, którą bardzo lubiłam. Ponieważ miałam aż pięć przepuklin, idąc za ciosem poszukiwania następnych destruktywnych emocji trwają nadal, aż do zdarzenia z  dzieciństwa wczesnej piaskownicy. Jak mała trzyletnia Irenka przez zabawę z dziećmi zaprogramowała sobie program na  60 lat ?  Jest to absurdalne , ale niestety prawdziwe. Przekonałam się  , że to nie los sprawił, że było mi ciężko w życiu , tylko mój program z okresu dzieciństwa , który kontynuowałam nieświadomie aż prze tyle lat.     Irena

 

Koszmarne osłabienie

Co za koszmar mieć  osłabienie. Chwyciło mnie na własne życzenie,  bo zapomniałam jakie to samopoczucie mieć osłabienie i że ze swoją nawet dość dobrą odpornością nie należy przesadzać. Bardzo dobrze czułam się po dość poważnej operacji, nawet Pani doktor przy wypisie  szpitalnym  zaakcentowała „ miała Pani  najpoważniejszą operację , a najlepiej się czuje, nie odczuwa jak inni zawrotów głowy , osłabienia”. Pogratulowała mi dobrej kondycji. Dość długo nie miałam osłabienia, grypy, ani przeziębienia , prawie zapomniałam jak to jest. Do dobrego szybko się człowiek przyzwyczaja ,  zapomina się, że nic nie ma za darmo ,  że  aby mieć trochę kontroli  nad swoim zdrowiem, trzeba ciężko na to pracować i nie wolno zbytnio się forsować.  Niestety życie dało mi lekcję pokory, bo ja zamiast po operacji  z należytą starannością dbać o swoje zdrowie , to  trochę przesadziłam.  Zaraz po operacji w zastrzyku pozwoliłam wstrzyknąć  sobie wirusa , niby dla ochrony zdrowia,  ale  w nieodpowiednim momencie.  Poprosiłam swoją czteroletnią  wnuczkę i pięcioletniego wnuka, by za zgodą swojej mamy sami u mnie przez parę dni po Świętach  zostali. Na co z oporami i lękiem córka na to przystała, bo dziadek pomysł poparł oferując pomoc w opiece. I tak byłoby cudownie jak by nie to, że ja zabrałam z sobą wnuków  i poszłam na swój zaplanowany  trzeci zastrzyk przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby. W ten sposób zaprosiłam do swego życia w nieodpowiednim momencie osłabienie. Ostrzegano mnie , że zastrzyk bardzo osłabia i mogę się czuć jak bym miała grypę, ale ja te ostrzeżenia zbagatelizowałam. Zaraz po operacji, nie musiałam brać  trzeciego zastrzyku w ustalonym terminie. Trudno,  stało się i teraz po Świętach zamiast cieszyć się wnukami, to z lękiem pokasływałam, bo każdy kaszel może być przyczyną pooperacyjnych zrostów na otrzewnej. Korzystając z ładnej pogody  zamiast  spacerować z tryskającymi radością  wnukami chodziłam obolała , skulona jak by mnie kto przed chwilą jakąś kłodą porządnie obłożył. Byłam wściekła na siebie robiąc projekcję na cały Świat , do końca marnując cudowne chwile z wnukami. Nie wiem jak te dni przetrzymały ze mną  moje kochane wnuki i mój mąż. Dziękuję  wam moje wnuki, dziękuje Ci mój kochany mężu  , że wytrzymaliście przez te dni  moją złość na siebie i całego świata. Nawet moja córka zdążyła się załapać na końcówkę mojego  koszmarnego osłabienia.  Kocham Was i za wszystko przepraszam , obiecuję, że następnym razem nie zepsuję  wam i sobie tych pięknych chwil przebywania z wami. Teraz  wracając pomału do formy staram się naprawić ile się da ewentualnym skutkom niebezpiecznego  osłabienia na własne życzenie. Korzystając z porady mojej siostry zaczęłam stosować okłady na brzuch, ponoć  pomocne w zapobieganiu ewentualnym początkowym zrostom na otrzewnej. Codziennie  zaparzam   siemię lniane w gazie i robię z tego na brzuch okłady. Nie wiem czy to pomoże, ale co mi szkodzi spróbować czegoś co może pomóc, ale na pewno nie zaszkodzi. Aby zapobiec zrostom będę stosowała wiele sposobów, przede wszystkim zgodnie z zaleceniem lekarzy przynajmniej przez pół roku będę bardzo na siebie uważała, nie przemęczała się, nie dźwigała. Najgorsze, że muszę zrezygnować z podróżowania ,  basenów i różnych ćwiczeń, trudno , jak trzeba to trzeba. Za pół roku pójdę zrobić jakieś odpowiednie prześwietlenie, czy USG które mi wykluczy zrosty.  Mam nadzieję, że dzięki operacji pozbyłam się przepukliny, a dzięki emocjonalnej terapii raz i na zawsze w moim ciele przepuklina już nigdy nie zagości. Kto wie może i znajdę  odpowiedź , dlaczego moje jelita narażone są na uszkodzenie z powodu zrostów i przepuklin? Biorę się za siebie , by naprawić  to co przez 66 lat zniszczyłam , to jasne, że nie świadomie, ale podświadomie to i owszem , w niszczeniu swojego zdrowia i życia ciężko tyrałam, nie pozwalając sobie na odrobinę wypoczynku. Dlaczego się tak spieszyłam? Nie wiem. Może mi ktoś to powie?            Irena

 

Ego się broni?! Super -to znak że jesteśmy blisko celu.

Ego się broni?! Super -to znak że jesteśmy blisko celu.

Witam wszystkich po przerwie.

Święta, święta, święta i po świętach. Wspaniały czas dla rodziny. Dziś jestem na takim etapie , że doceniam chwile z rodziną. Dlatego na ten czas  Świąt rodzina stała się dla mnie najważniejsza.  Blog musiał zaczekać.

Moje nowe autko sprawuje się świetnie, dojechałam na miejsce bez przeszkód i tak samo szybko i sprawnie wróciłam do siebie. Jeszcze nie mogę uwierzyć , że jest naprawdę moje i że tak szybko je kupiłam.  Odebrałam mamę po zabiegu ze szpitala i odwiozłam do domu. Operacja była dość poważna, ale jak na taki zabieg mama czuła się dobrze, owszem nie wolno jej się teraz przemęczać, ma zakaz dźwigania i jak po każdej operacji jest na diecie. Ogólnie jesteśmy wszyscy optymistycznie nastawieni, mama pracuje z radykalnym by się dowiedzieć dlaczego miała te przepukliny i zrosty. W końcu nie chcemy by ta sytuacja się powtórzyła.

Sama jestem bardzo ciekawa co jej wyjdzie i do jakich wniosków dojdzie. W tym miejscu chce ponownie napisać o motywowaniu siebie do pracy i obronie naszego ego. Jak pracujemy nad sobą i jesteśmy blisko celu, albo pracujemy nad istotnym dla nas problemem i dochodzimy do sedna sprawy to nasze ego się broni. I to w bardzo dziwaczny sposób, by tylko nie wykorzenić  niewłaściwego podejścia do świata wynikającego z naszych błędnych przekonań. To dla naszego ego być albo nie być, jeśli zmienimy na poziomie podświadomym postrzeganie naszego świata, to ten byt , to nasze ego przestaje istnieć, tworzy się nowa podświadomość inne ego. Tak ja sobie to tłumacze. Z boku widać lepiej i czasem to zabawnie wygląda. Często namawiając chorego do pracy nad sobą też mamy odczynienia z oporem ego. Tak np.: nagle chce się mu spać, albo wymyśla sobie tysiąc prac by tylko nie usiąść do zadania. Na moją mamę najlepiej działa stwierdzenie: no tak twoje ego się broni. Jak chce się nam spać – to dobrze jednak się wyspać i ponownie usiąść do zadania rano. Jeśli chodzi o wymyślanie sobie zadań, to dobrze wyręczyć chorego lub uświadomić mu że wszystko jest już zrobione i nie musi nic robić. Nawet ulubiony serial to nie wymówka bo teraz można nagrać na dekoder i obejrzeć później. Choć zabawnie czasem jest popatrzeć jak osoba sama sobie wymyśla wymówki by nie usiąść i nie popracować nad sobą. Bo jak tu sobie wymyślić sprzątanie jak na Święta wszystko wysprzątane, dania ugotowane na trzy dni na przód i do tego ma się zalecenia by nic nie dźwigać i się nie przemęczać. Jak się chce to się zawsze znajdzie i tak zawsze można sobie wymyślić wyciskanie świeżego soku z owoców i warzyw, lub zrobienie czasochłonnego dania którego akurat niema, jak już nic nie skutkuje i w końcu bierzemy się do pracy – po chwili mama zasypia nad kartkami. Na drugi dzień sprawa się odwleka bo harmonogram dnia układa się podobnie. Oznacza to,  że jesteśmy bardzo blisko sedna i już niewiele brakuje i by dokonać znaczącego przełomu w swoim życiu. Wymaga to od nas samych naprawdę dużego samozaparcia. Jeśli pracując nad radykalnym, dojdziemy do nagłego olśnienia, zrozumiemy dlaczego się wszystko tak potoczyło, ogarnie nas niesamowita radość i energia, taka że nie będziemy mogli zasnąć, energia jakby nas rozpalała od środka, po krótkim śnie mamy wrażenie że możemy góry przenosić – to znak,  że praca została dokonana i doszliśmy do końca. Przynajmniej z tym problemem. Mam nadzieję,  że mama dotrze do swojego i go opisze na blogu na bieżąco. Trzymam za nią kciuki i za wszystkich którzy pracują nad sobą. Bo powód,  że zaczynamy pracować nad sobą jest najczęściej spowodowany wstrząsem w naszym życiu, i to nie ważne czy to choroba śmiertelna czy kataklizm rodzinny. Jak zaczniemy przygodę z pracą nad sobą z Radykalnym Wybaczaniem lub inną metodą, uświadamiamy sobie,  że to sposób na życie i korzystamy z tego na co dzień. Tego właśnie wszystkim życzę.

Córka Ireny – Aga

Licznik odwiedzin
0210213
Visit Today : 74
Total Visit : 210213
Hits Today : 326
Total Hits : 1375220