Monthly Archives: Październik 2014

Przemyślenia w 10 rocznicę diagnozy

Od diagnozy  zaawansowanego    drobnokomórkowego  raka  płuca prawego z naciekiem  16.10.2004r  – każdego dnia jestem zdrowsza i czuję się młodsza mimo upływającego czasu.

Tak  już jest,  że po diagnozie raka  każdy chory liczy ile kto  żyje od postawionej diagnozy. Pamiętam jak cieszyłam się i uważałam za sukces, że żyję rok czasu od diagnozy i czuję się nieźle. Następnie postawiłam sobie poprzeczkę, by przeżyć od diagnozy trzy lata. Później było moją  ambicją by przeżyć magiczne pięć lat. Po tych magicznych pięciu latach było mi już łatwiej uwierzyć, że wznowa raka nie nastąpi, bo już wielu lekarzy z którymi się spotykałam mieli przekonanie, że po upływie pięciu lat jest duża szansa na pokonanie wznowy aczkolwiek zastrzegali ,że nie wykluczone, że wznowa nastąpić może nawet po siedmiu latach.

U mnie złe rokowania nie były tylko z powodu ewentualnej wznowy raka, ale z powodu zniszczonych płuc po raku, chemii i radioterapii.   Według mnie największe zniszczenia płuc zostały dokonane przez radioterapię. I pomyśleć, że radioterapia być może była niepotrzebna, ale tego tak naprawdę nikt nie wie. Wznowa nie nastąpiła, ale płuca zostały bardzo mocno spalone , nawet nie porównywałam jaki procent moich  płuc  jest zniszczony , wystarczyło mi stwierdzenie, że duży obszar płuc jest zwapniony./ KT i Rtg płuc w zakładce – leczenie/.

Niestety płuca to  organ oddechowy , a bez oddechu nie ma życia. Kiedyś czytałam, że nasza długość życia zależna jest od kondycji naszych płuc. Tak głębiej się zastanowić, to oczywiste, że dotlenienie naszych organów i całego ciała uzależnione jest od wydolności  naszych płuc. W ten sposób słaba wydolność płuc osłabia wszystkie organy i cały organizm. Przy zniszczonych płucach nie można wyrokować większą długość życia, bo z każdą chwilą organizm nawet zdrowy ale  źle dotleniony ulega szybkiemu zniszczeniu w zależności od stopnia niedotlenienia. Płuca to organ który się nie regeneruje a osłabiony zwapnieniem szybko ulega dalszemu zniszczeniu.

 Taka jest prawda, że jeśli myślimy o długim życiu, to musimy dbać o swoje zdrowie , ale  o płuca w szczególności. Nasza długość życia zależna jest od pojemności życiowej płuc.  

Walka z rakiem zaawansowanym  czasem wydawała mi się bez sensu. Bo jeśli nawet walkę wygram to i tak płuca przeżarte rakiem i jego walką nie rokują niewiele dobrego. Swoją  szansę na podniesienie jakości życia zobaczyłam w pieczołowitym zadbaniu tych części płuc które zostały zachowane i ciężko pracują nadrabiając zaległości za tą część wyłączoną z powodu dużego zwapnienia. Już przy pierwszej chemii pomagałam płucom inhalując ich codziennymi długimi spacerami na powietrzu bez względu na pogodę. Codzienne ćwiczenia oddechowe przeponą, weszły mi w taki nawyk, że wykonuję je podczas spaceru, podróży, oraz  przy każdym wypoczynku. Dużą ulgę w oddychaniu zauważyłam przy uwalnianiu się ze stresów i lęków podczas stosowanych terapii opisywanych na blogu.

 

 Japonia aparat 10810 rocznice diagnozy obchodziłam w Japonii na dymiącej górze od gorących źródeł

 

Nie było łatwo , mozolnie pokonywałam lęk przed wznową w samotności , bez wsparcia lekarzy.  Dawało mi otuchy pewność, że bliscy życzą mi  z całego serca  zdrowia, bo niestety nic więcej uczynić  dla mnie nie mogli.   Moi lekarze  bali się bardziej ode mnie dać mi najmniejszą  nadzieję, że już jestem wolna od komórek rakowych, a jeśli nawet, to i tak rokowań to nie zmieni, bo zniszczone płuca już się nie zregenerują.  Nie mam za złe tego lekarzom, bo stawiają rokowania na podstawie badań i swojej wiedzy medycznej.  Niestety przy drobno komórkowym raku płuc  takich badań nie mogłam uzyskać, bo jak mnie poinformowano, że jeśli nawet  badania PEC  nie wykryją komórki rakowej, to nie ma pewności czy jakaś komórka  się nie ukryła i może zaraz na drugi dzień po badaniach się uaktywnić. Zazdrościłam czasem tym chorym, którzy swoją wygraną walkę z rakiem mieli potwierdzone medycznymi  badaniami, ale i tak od serca cieszyła mnie każda  wygrana i dawała nadzieję, że wszystko jest możliwe. Ja nie miałam wyboru i aby jakoś w miarę normalnie funkcjonować musiałam znaleźć pewność  w sobie i sama sobie  wygraną potwierdzać swoją dobrą kondycją fizyczną. Taką możliwość dała mi praca ze swoim wnętrzem , nauczyłam się emocjonalnej podróży do swojej podświadomości odkrywając  tajemnice źródeł swoich przekonań. Samoistnie stałam się detektywem swoich emocji , które przerodziło się w pasję.

Nic nowego nie odkryłam i nic nowego nie stosuję. Praktykuję tylko już znane i wypróbowane metody  naukowców  którzy swoje teorie poparli praktycznymi setkami doświadczeń i   krok po kroku w swoich książkach opisali. W miarę swoich doświadczeń w pracy ze swoim wnętrzem łączę doświadczenia kilku naukowców jednocześnie dzięki temu osiągam lepsze rezultaty widoczne w moim lepszym zdrowiu i wprost proporcjonalnie lepszym życiu, czego   wszystkim serdecznie życzę.  Irena

Fascynacja Japonią

Wrażenia  na  wycieczce  w  Japonii są pełne wrażeń i podziwu

Byłam na wycieczce w Japonii  tylko sześć dni + dwa dni podróży , dla mnie było to zdecydowanie za mało chciałoby się pobyć w tym pięknym kraju chociaż trochę dłużej. Cieszę się i jestem wdzięczna Bogu i losowi, że dane mi było być w tym pięknym kraju. Sama podróż z Warszawy do Tokio przez Paryż była miłą  przygodą. W moim odczuciu rejsowy samolot z Paryża do Tokio był samolotem luksusowym, dzięki temu już na początku podróży  czułam się dowartościowana. Miła obsługa dbała o wygodę, podawano dobre jedzenie, trochę słodkiej przekąski i do woli napoi ciepłych, chłodzących i alkoholowych. Zaraz po przylocie do Tokio, po małym krótkim odświeżeniu z marszu ruszyliśmy na zwiedzanie Tokijskiego metra. Miałam wrażenie , że znajduję się jak by na innej planecie. Tłum Japończyków jednakowo ubranych , mężczyźni w ciemne garnitury z jasnymi koszulami i niebieskimi kołnierzykami, kobiety podobnie tylko w garsonkach. Nawet dzieci i młodzież chodziła w mundurkach niby różnych, ale bardzo podobnych. Metro Tokijskie to olbrzymia przestrzeń pod miastem , to nie tylko pociągi, ale i chodniki, ruchome schody i tłumy ludzi kierowanych przez służby porządkowe w białych rękawiczkach. Całe metro zautomatyzowane ,  na pewno byśmy się pogubili mimo dwujęzycznych napisów / Japoński i Angielski/ , gdyby nie Pani przewodnik Japonka i nasz przewodnik Polak. Szybko okazało się, że mamy wspaniałych przewodników z dużą wiedzą , dobrym zmysłem organizacyjnym i dużą troską o całą grupę wycieczki. Wydawało się, że mnóstwo elektroniki,  automaty, pociągi i tłum ludzi powinien czynić zgiełk, szum i  zmęczenie, a odczuwałam spokój , porządek i bezpieczeństwo. W Japonii jest ruch lewostronny i w metrze tłum ludzi porusza się lewą stroną , ale grzecznie bez szemrania, a nawet z uśmiechem  omijali z nas tych którzy poruszali się pod prąd  z przyzwyczajenia trzymając się prawej strony. Od pierwszych godzin w Tokijskim metrze dało się odczuć Japońską precyzję, porządek i uśmiech.

Japończyków  precyzję porządek i uśmiech odczuwało się każdego dnia aż do końca pobytu. Myślałam  , że Japończycy  są pracowici niczym roboty, a zobaczyłam wspaniałych ludzi , którzy czują , posiadają niesamowity zmysł organizacyjny , szybkość w działaniu i precyzję. Nie wiem jak Oni to robią , ale odczuwa to się na każdym kroku. Byliśmy w Świątyni do której wchodzi się boso/ lub w skarpetach/ , a buty zostawia przed wejściem.  W tym ich świątecznym dniu przybyło tysiące ludzi, była piękna procesja i nikomu nie zawieruszył się zostawiony przed wejściem  ani jeden bucik. Jak w tym tłumie powiedziano, że muszę zostawić buty to  myślałam, że do hotelu wrócę na boso, tak się nie stało, każdy z łatwością odnajdywał swoją parę w większym porządku niż zostawił.

Są bardzo czyści, utrzymują czystość w każdym pomieszczeniu, ulicy , czy ciemnym zakątku, a najdziwniejsze jest to, że na ulicy, czy pomieszczeniu nie ma koszy na śmieci, a wszędzie jest czysto i żadnego najmniejszego papierka nigdzie się nie uraczy.

Najbardziej zafascynowało mnie w Japonii u Japończyków, że mają zawsze świeżą żywność, co dziennie wieczorem przed zamknięciem  ze sklepów i restauracji z lodówek   żywność jest wyrzucana , a następnego dnia wkładana nowa świeża. Co robią z wyrzucaną żywnością? – nie wiadomo, wiadomo tylko, że na pewno ponownie nie jest  do lodówek  wkładana. Przed zamknięciem megasamu byliśmy ostatnimi klientami i byliśmy świadkami, jak wyrzucają  z lodówek  wszystko do jednego dużego kosza oddzielając tylko opakowania i tacki po żywności. Już samo wrzucanie było niszczeniem żywności z opróżnianych lodówek. Zawsze świeża żywność daje poczucie , że jest zdrowa, bez chemicznych  konserwantów, bez szukania terminów ważności, bo wszystka  żywność jest świeża  jednodniowa.

Dodając do tego wszystkiego  Japończykom zasady uczciwości, prawości wpajane od setek pokoleń spowodowało, że  w Japońskich sklepach, restauracjach i innych kasach  jest całkowita uczciwość. Nie zdarzają się pomyłki niekorzystne dla klienta, całkowicie jest wyeliminowane  zjawisko kradzieży i oszustwa.

Tam w tej uroczej Japonii  każdy jest bezpieczny i pewny, że w Japońskich sklepach, restauracjach i budkach z  różnym towarem  ,  żywność jest świeża,  jakość jest warta  ceny każdego  towaru , nie ma podróbek, nie ma oszukiwania na towarze,  cenie i w ogóle nie ma  oszustwa , kradzieży i wandalizmu. Należą do ośmiu najbogatszych krajów świata  i krajem w którym żyje na świecie  najwięcej stu latków.

Jak Oni to robią, że w tak dalekim kraju  o odmiennej kulturze jedzenie ich było nie tylko zdrowe , ale i bardzo smaczne. Japonia wywarła na mnie duże wrażenie, nie sposób wszystkich wrażeń opisać. Piękne budowle nowoczesne, precyzyjnie odnowione ich Świątynie i  zamki , przepiękne krajobrazy sprawiają, że chciałoby się zostać dłużej.  Są bardzo mili, życzliwi, czy  są szczęśliwi? – nie wiem, ale z całego serca  wszystkim bycia szczęśliwym  życzę.  Irena

Na ulicy w Tokio w kimono czułam się skrępowana – jak Japonki w tych kimonach tak pięknie się poruszają?

Japonia aparat 039 Japonia aparat 109 Wypoczywam  na dymiącej górze

Japonia aparat 045 (2) Wypoczynek w Tokio  przed podwójnym mostem w cesarskim ogrodzie

Japonia aparat 205Japonia aparat 206Spacer po ulicach Osaka

Terapia – życiowe zmiany

Efekty  dalszych zmian  ostatniej terapii

  Otrzymałam odpowiedź dlaczego mając niecałe sześć lat zachorowałam na żółtaczkę, mając 25 lat wycięto mi woreczek żółciowy i nawet jak byłam szczupła zawsze diagnozowano mi otłuszczenie wątroby.   Zaprogramowałam sobie ten program mając pięć lat kiedy  byłam już na tyle  mądrą  dziewczynką , że świat odbierałam mądrzej  niż wskazywałoby odkryte  przekonanie. Na parę sekund, czy sekundę moja świadomość została zaburzona z powodu zdarzenia / opisane zdarzenie w terapii „  Burza mózgu i pieniądze”/ które przyczyniło się do  wstydliwej radości  i ukrytej dumy.  Moja radość okazała się destruktywna, bo była głęboko ukryta  połączona z poczuciem winy ,  przykryta wstydem i  to wszystko z powodu lęku przed utratą szacunku, który w  terapii również  został  uwolniony.  Zachodzące zmiany w moim wnętrzu znalazły odbicie  w moim  zdrowiu i życiu. Poprawił się ogólny mój fizyczny  stan zdrowia, nie wiem co uzdrowiło się w moim organizmie , tylko czuję się fizycznie sprawniejsza,  najlepiej widoczne jest to u mnie przy porannym wstawaniu. Wstaję rześka,  wypoczęta, bez łamania w stawach  czy kościach jak bywało to  jeszcze niedawno. W moim życiu również została zaburzona stagnacja i można powiedzieć  pozytywny spokój . Ten mój spokój został zakłócony  pojawieniem  się możliwości  zrealizowania  marzenia które  jeszcze wczoraj było  zupełnie nierealne.

Otrzymałam propozycje   wycieczki na drugą półkulę  moich marzeń sprzed  wielu lat.  Na tak daleką  wycieczkę nie zdobyłam się nawet myśleć , bo drogo, bo daleko, bo zdrowie już nie takie . Nie odważyłam się nawet myśleć by gdzieś  lecieć na drugą stronę globu!

Nadarzyła się okazja,  bo o wiele młodsza kochana  siostrzyczka leci i chce mnie z sobą zabrać . W pierwszym odruchu moja odpowiedź była zdecydowana na nie!!!!  Jak odmówiłam , to  zrobiło mi się przykro i żal, że wycieczka moich marzeń przejdzie mi koło nosa. Przecież taka okazja może mi się już nie powtórzyć, na tak daleką wycieczkę kiedyś później  nie odważę się   polecieć  sama jeśli nawet kiedyś podejmę decyzję dalekiej podróży.  Zobaczyć daleki kraj można na filmie , widokówkach, ale ja mam  pragnienie poczuć  inny klimat,  inną    kulturę . Niestety oglądając Japonię na filmach, widokówkach, czytając o niej w Internecie w broszurkach nie zastąpiło pragnienia poczucia i dotknięcia tego wspaniałego  kraju.

Moja kochana siostrzyczka, córka , mama  i mąż znali  moje marzenia i nie dali  za wygraną . Najbardziej do decyzji wyjazdu  przekonała mnie telefonicznie  moja kochana  Mama. Po pytaniu jak się czujesz? Na moją pozytywną odpowiedź co do zdrowia , powiedziała mi  krótko – jedź do tej  Japonii, realizuj swoje marzenie póki masz jeszcze siłę i zdrowie, później będziesz miała pieniądze, nabierzesz odwagi do podróży,  ale już możesz nie mieć zdrowia i sił na tak wymarzoną daleką podróż.

Po krótkim zastanowieniu się po słowach kochanej Mamy  podjęłam decyzję o wyjeździe. Znam moją Mamę ,  zawsze mało mówi i nie często udziela rad,  ale jak coś poradzi, to jej rady płyną  głęboko z serca poparte wielkim mądrym życiowym doświadczeniem. Zadzwoniłam do siostry z decyzją wyjazdu, na szczęście znalazło się dla mnie jeszcze miejsce. Kochana siostrzyczka załatwiła wszystkie formalności,  córka z mężem pomogli mi się spakować i wyjeżdżam w podróż swojego życia. Muszę przyznać, że szargają mną jeszcze  trochę lęki w związku z podróżą, ale  przeważa  radość   podróży  z wiarą ,że będzie fajnie i  nie ma innej opcji. Jadę!!!!!!!!  Jak będzie mi  na tej wycieczce w Japonii ?  Po powrocie na blogu  opiszę .  Do miłego zobaczenia!!!    Irena

 

 

Efekty ostaniej terapii

Ostatnie  pozytywne  zmiany  w moim życiu.

Niby wiem, że terapia działa, ale i tak z zaskoczeniem   obserwuję jak  bez lęku  staję się szczuplejsza. Nie ważę siebie na wadze  i nie wiem ile kilogramów mi ubyło, bo ja nie chudnę  tylko staje się szczuplejsza w ogóle o odchudzaniu nie myśląc. Jednak nie mogłam nie zauważyć jak  wszystkie ubrania stały się o dwa rozmiary za duże. Na początku wydawało mi się, że spodnie i bluzki mi się rozwlekają. Szybko  zaskoczyłam,  że  nie ubrania się powiększyły , tylko ja troszeczkę staję  się szczuplejsza. Z tego powodu moja radość  jeszcze trochę  była zaburzona powracającymi lękami,  ale już nie tak silnymi  jak wcześniej.  Powracające lęki typu , że jak chudnę  to może jest oznaką jakiejś ukrytej choroby która na razie nie daje objawów? Takie zaburzenia lękowe moja świadomość automatycznie świadomie bez terapii usuwała  wyjaśnieniem sobie, że na przykład  moja lepsza kondycja fizyczna zaprzecza  lękowi o nadchodzącej chorobie. Potrafię już  na swoje samopoczucie spojrzeć z dystansu  bez oszukiwania siebie. Dobrze pamiętam jak dawniej pogarszające się samopoczucie, słabsze mięśnie,  pocenie się tłumaczyłam sobie , że to takie nic  przejściowe.  Później przyzwyczajałam się, że tak już musi być , jak by nic człowiekowi nie bolało to by nie żył. Z czasem  dołączałam udawadnianie  sobie i innym bezlitośnie  forsując swoje siły , że jeszcze ze mną nie jest tak źle.

Wychwytywałam okresy kiedy moje ubrania ponownie  zaczynały robić się ciasne. Wówczas nie weryfikowałam swojego pożywienia, tylko zastanawiałam się jaki lęk we mnie znów odżył? Może znów boję się o swoje finanse? Z takich dysfunkcji wybawia mnie dwu, trzy minutowy KOD UZDRAWIANIA .  Nie zaprzeczam, że w raz z pojawiającym się lękiem zaczynam  jeść dużo więcej owoców , czasem zastępują mi słodycze by oszukać siebie, że to niby jem dla zdrowia. Niestety wszystko co nie jest umiarem jest szkodliwe. Czasem brakujących  witamin należy organizmowi dostarczyć więcej , ale też bez przesady, życie lubi umiar.

Po uwolnieniu się  z odradzającego  lęku apetyt na owoce  diametralnie spadał. Ja tylko wsłuchując się w siebie słuchałam swojego wnętrza.  Jadam to co lubię i sprawia mnie przyjemność dopóki po spożyciu czuję się tak samo dobrze lekko jak przed zjedzeniem swojego jadła. Jedzenie dla mnie przestaje być przyjemnością, jeśli po nim czuję się ociężała i mam wzdęcia, czy na przykład zgagę. Nie stosuję zbyt rygorystycznej kontroli nad swoimi posiłkami. Mój organizm  sam nauczył się wyczuwać  niechęć do żywności,  która   po wcześniejszym  skonsumowaniu  dawała jakiś  dyskomfort. Reakcja mojego organizmu działa podobnie jak  wiele osób  odczuwa  po jakimś zatruciu, przez jakiś okres czują niechęć do potrawy która wcześniej im zaszkodziła i mieli torsje. Uważam, że jeśli ja po spożyciu  potrawy  czuję się lekko, dobrze, to nie widzę potrzeby by cokolwiek zmieniać w swojej diecie. Przekonałam się, że jakie mamy niezdrowe nawyki  życiowe, czy  uzależnienia takie same nawyki i uzależnienia pojawiają się na talerzu. U mnie się to potwierdziło również  odwrotnie ,   jakie mamy nawyki i uzależnienia  żywieniowe takie same  mamy nawyki i uzależnienia życiowe. Z tym tylko, że ja swoje problemy rozwiązuję  nie na talerzu , tylko uwalnianiem  destruktywnych  lęków oraz  przekonań. Pomagają w tym wszystkie choroby informując  nas , z czym mamy problem?  Z czym sobie nie radzimy? Czego nie chcemy  widzieć i słyszeć? Jakiej nie chcemy   znać prawdy? Dlaczego sami siebie okłamujemy? Będąc detektywem swoich emocji odkrywam swoją prawdę o sobie  doświadczając emocjonujących przeżyć czego z całego serca  polecam.  Irena

 

„Myśli tak naprawdę nie maja nic wspólnego z rzeczywistością. Trzymają one nas w pryzmacie i więzieniu naszych przekonań. Nasze wzorce postrzegania kształtują to, co przydarza się nam w danym momencie.”  Autor  – DR RICHARD BARTLETT

Burza mózgu i pieniądze

/Praca ze swoim wnętrzem – terapia z podświadomością /

W dużym  niedostatku finansowym, w potocznej biedzie materialnej o szczęściu trudno czasem śnić.

„Dobry los nie jest sprzymierzeńcem bezczynnych”  –  SOFOKLES

 

 

Od dziecka słyszałam, że pieniądze szczęścia nie dają, jak dorosłam to wolę, że  jak już muszę być chora i nieszczęśliwa to lepiej z pieniędzmi niż bez.

Brak pieniędzy szczęścia nie przysparza,   choroby  nie są przywilejem bogatych, ani biednych.

Jak zachorowałam, rak pożerał nie tylko moje ciało, ale i środki finansowe i to proporcjonalnie w takim samym błyskawicznym tempie. Moje ciało, dusza i środki finansowe po leczeniu wyglądały jakby przeszło tsunami.

W okresie remisji  opatrywałam rany ciała i duszy o środkach finansowych nawet nie myśląc , bo nie starczało na to już sił. W  okresie remisji definitywnie uwolniłam się od raka jak pozbyłam  się lęku przed wznową. Odkrywam jak jedno uzależnia się od drugiego.  Przed remisją nie wiedziałam co to jest lęk przed wznową. Teraz z perspektywy czasu spostrzegam, że w miarę jak zdrowiało moje ciało nadwątlone przez raka, chemię i  radioterapię jednocześnie wracałam do równowagi finansowej zupełnie jakby automatycznie.

Na początku terapii czuję burzę mózgu. Pragnienie schudnięcia koliduje z lękiem utraty już nie zdrowia, bo z tego  się uwolniłam tylko  wyszedł następny  lęk  utraty środków finansowych.

Tych uzależnień i lęków nie widać było  końca. Nie mogłam ogarnąć z czym mam problem? Przystępując do terapii zawsze wiedziałam  jaki mam problem i zawsze najsilniejsza emocja szybko się uwidaczniała.

Na  przodującej emocji jako detektyw swoich emocji odkrywałam ukryte  tajemnice w swojej podświadomości, tym razem moje emocje skakały niczym na trampolinie raz jedna, za chwilę inna, nie mogłam żadnej wyłapać,   stąd chyba  uczucie burzy mózgu.

Mimo tego biorę się za terapię, zobaczę co z tego wyniknie? Może odnajdę coś niebywałego, a może zwyczajne  nic?

Terapia

Aby się wyciszyć włączam muzykę  relaksacyjną, stawiam  wygodny fotelik , na stoliku zapalam świeczkę , kładę  Arkusz Radykalnego Wybaczania , książkę  – Kod Uzdrawiania, parę kartek papieru i długopis. Jak nigdy dotąd muzyka mnie drażni więc wyłączam i  się modlę. Po modlitwach  trochę się wyciszam, zadaję   sobie  pytania zawarte w ARW  i  wczuwam się w swoje emocje , jednocześnie  kontrolując swoje ciało jak  reaguje.

Gdyby nie mój  spory dystans do samej siebie w życiu nie zdobyłabym się na odwagę , by odkrycia z tej terapii opublikować.

Podczas terapii wcielając się w detektywa swoich emocji odkryłam w sobie tak śmieszne przekonanie , a do tego tak  głupie, że jak by mi ktoś powiedział, to bym nie uwierzyła.

W pierwszej kolejności zareagowała moja wątroba, później  kręgosłup  i ból od splotu słonecznego w dół. Jest mi niedobrze, duszno , mam  uczucie gorąca jednak  nabieram odwagi i wchodzę w ten ból. W tym bólu i zgiełku uczuć wyraźnie  odczuwam wstydliwą radość.

Pomału  odsłania mi się zapomniane zdarzenie. Widzę siebie jak mam pięć lat, ojca jak rozmawia ze znajomym i mamę smażącą słoninę pokrojoną w cienkie plastry. Słyszę jak  znajomy pyta moją mamę po co tyle słoniny smaży?  Mama z uśmiechem odpowiada mu  – na okrasę do kaszy na obiad.

Zdumiało mnie zdziwienie znajomego i jego wyjaśnienie,  że u nich tyle słoniny musiałoby wystarczyć na okrasę na co najmniej tydzień. Mama z  niezwykłą swoją skromnością skwitowała, że Dzięki Bogu na okrasę słoniny nam na razie nie brakuje. Znajomy jeszcze długo kiwał głową , że to niby mamy przepych. Na odchodne  Mama wepchnęła mu trochę zapakowanej słoniny,  wzbraniał się , ale w końcu dziękując przyjął. Rodzice tego zdziwienia znajomego   nie skomentowali , tylko małą Irenkę ta sytuacja  zaskoczyła , a raczej zszokowała bo była pewna, że należą do najbiedniejszych. Nagle dowiaduje się, że są wśród znajomych szanowanych osób biedniejsi. Jeszcze w uszach słyszę jak Mama często powtarzała , że jesteśmy biedni i na  nic nas nie stać. Niejednokrotnie Ojcu mówiła, że jak jest się biednym, to dumę trzeba czasem schować do kieszeni.

Niestety dla małej Irenki duma była jednoznaczna z szacunkiem, a tym samym bieda kojarzyła się z utratą szacunku. Teraz dowiaduje się , że jest inaczej i już  wie,  że są biedniejsi i mają szacunek.

Automatycznie  radość zostaje  przykryta  wstydem bo nie  wolno   cieszyć się , że komuś jest gorzej.  Nie potrafi sobie z tą radością poradzić bo zamiast współczucia wobec Rodziny biedniejszej z tego powodu cieszy się. Mała Irenka  programuje sobie poczucie winy, jestem zła, niedobra jak mogę cieszyć  się czyjąś biedą! Z tego zdarzenia radość, zadowolenie, poczucie winy przykryła wstydem i schowała głęboko w swoich zakamarkach podświadomości.  Małej Irence od tamtego  dnia zasmakowała smażona słonina, bo jedząc ją odczuwała radość, ale połączona  z  poczuciem winy/ jak wina to i kara/. Cieszyła się i  karała  siebie za to , że  nie należy do  biednych, a tym samym nie  należy się  jej należny szacunek. Zaczęłam też  kaszleć  z powodu drapania w gardle/ być może dlatego, że tak bardzo starałam się być dobra , a radość z powodu „słoniny” w tym przeszkadza?/ Tak naprawdę nieważne dlaczego, nie muszę  na wszystko znać odpowiedzi. Poruszona energia z reakcją mojego ciała jest dowodem, że odkryłam źródło destruktywnych przyczyn.

W tym zdarzeniu odkryłam przyczynę programu niskiego poziomu życia. Najgorsze, że jednocześnie wprowadziłam program, że  nie zasługuję na należny szacunek, bo cieszę się że są biedniejsi a tym samym jestem zła, niedobra. Ten znajomy Ojca cieszył się dużym szacunkiem bo  był biedny.

W tej swojej logice pojmowania życia. mając pięć lat,  nie wzięłam pod uwagę faktu, że ten znajomy  bardzo pomagał chłopom jako wiejski weterynarz.

Mimo tego  nabyłam   błędne   przekonanie  „ ma się szacunek jeśli żyje się bardzo biednie”.

W  danej chwili błędne spojrzenie spowodowało błędny program przekonań.

Po niedługim czasie  nabyta inna świadomość powodowała konflikt między świadomością a moją podświadomością. Inaczej mówiąc ja sama z sobą w żaden sposób nie mogłam się dogadać, tworzyłam konflikty i choroby. To niesamowite jak uwidoczniły się u mnie te konflikty samym z sobą.

Teraz wyprostowałam swoje przekonanie jak zobaczyłam,  że ten wiejski weterynarz miał  10 dzieci i dlatego był biedny, bieda z szacunkiem nie miała nic wspólnego. Ten człowiek miał szacunek bo był wartościowym człowiekiem, leczył ludziom  zwierzęta o każdej porze dnia i nocy, a nie dlatego, że był biedny!!! Również  wyłączyłam sobie program konfliktowy Mama  nie mówiła prawdy. Dowiedziałam się dlaczego    przestałam słuchać się Matki z wielkim poczuciem winy wobec niej .

Z tego jednego zdarzenia zaprogramowałam kilka destruktywnych przekonań  na 61 lat . Szłam przez życie z nieświadomym  przekonaniem, że jak ma się obiad z okrasą to jest się wystarczająco bogatym i grzechem  jest żądać od życia i Boga czegoś więcej, bo i tak się jest za bogatym by zasługiwać na szacunek.

Niestety  takie śmieszne przekonanie związane ze „słoniną” narobiło mi całkiem poważne prawdziwe  problemy finansowe i  zdrowotne. Mój kręgosłup i  dzielna wątroba przez 61  lat przekazywali   mi informacje, że mam  destruktywne przekonania  które są  kłamstwem , a to nie pozwala mi żyć w prawdzie. Dopiero dzisiaj  tą informację odczytałam, lepiej późno niż wcale. Poruszyła mi się energia w całym ciele, czuję niesamowita lekkość z radością, a wszystko wokół stało się piękniejsze.

Po raz kolejny udowodniłam sobie, że to prawda, że  wszystko jest w nas i wszystko zależy od nas.

Irena

„Angażowanie się w walkę z podświadomością jest tak bezcelowe , jak kopanie szafy grającej z nadzieją, że zmieni listę dostępnych przebojów”  autor  – Bruce Lipton

„Jesteśmy tym, co o sobie myślimy.

Wszystko, czym jesteśmy wynika z naszych myśli.

Naszymi myślami tworzymy świat” – BUDDA

 

 

Licznik odwiedzin
0149106
Visit Today : 58
Total Visit : 149106
Hits Today : 258
Total Hits : 1053879