Monthly Archives: Styczeń 2015

Oczyszczające sny w terapi

 

Żadna wróżka tak prawdy nie powie jak  sen  po terapii.

Odkryłam, że niewinne dziewczęce   fantazje miały wpływ na moje dorosłe życie.

Emocje w moich snach dotyczące zdarzeń z przeszłości,  odzwierciedlają rzeczywiste uczucia.

001 019

 

Swoje  sny po terapii zapisuję od lat i zauważyłam, że  śnione zdarzenia są   przeplatane  z moimi fantazjami z dziecinnych lat i czasem  młodzieńczych.

Prawie nie mam w snach fantazji z  obecnego okresu życia. Tłumaczę to tym , że w terapii przerabiam blokady i przekonania nabyte w dzieciństwie.

Jak fantazje małej Irenki  miały wpływ na moje obecne  życie opowiem z ostatniego snu po terapii.

Sen – jestem z pierwszym mężem, a On w ogóle nie zwraca uwagi na mój zewnętrzny wygląd. Zwraca uwagę tylko na to jaka jestem i co robię i jak się zachowuję. Ja chciałam podobać się innym. Zwracałam uwagę na to, czy podobam się innym mężczyznom, nie oczekując nic w zamian, pragnęłam tylko aby podobać się innym. Moje pragnienie się realizowało, bo czułam i mówili mi że się podobam jako kobieta swoim wyglądem.

Ten sen był bardzo miły, tak bardzo, że aż żałowałam, że już się skończył. Po przebudzeniu, jak zwykle sen zanotowałam w paru zdaniach. Pochylając się nad zapisanymi zdaniami, popadłam w zadumę. Sen pokazał mi wspaniałego męża, przeciwieństwo do tego, jaki był naprawdę.

Na ten sen zrobiłam sobie krótką,  uproszczoną sesję terapeutyczną. Myjąc się i szykując wnukom śniadanie wczuwałam się jakie przeżywałam emocje podczas snu. Zanim dzieci zasiądą do śniadania, miałam jeszcze wolną chwilę którą wykorzystałam na krótką terapię.

T E R A P I A

Oswojona już ze swoimi uczuciami ze snu , zapytałam siebie , określ  dokładnie Irena  jakie  uczucia czułaś  we śnie?  –  Odpowiedź przyszła automatycznie, że  we śnie chciałam podobać się innym mężczyznom i   z podobania odczuwałam radość .

Drugie pytanie zadałam sobie , czy w rzeczywistości będąc żoną pierwszego męża  tak samo jak we śnie pragnęłaś podobać się innym?  Czy odczuwałaś radość z podobania się innym? – Odpowiedziałam sobie bez problemu, że tak samo było w rzeczywistości i to od początku małżeństwa.

Trzecie pytanie co związku z tym czułaś wobec  męża, że pragnęłaś podobać się innym? – Wyszedł mi duży WSTYD wobec męża , a  wobec siebie Miałam poczucie WINY / jak wina to i kara/

Czwarte pytanie dlaczego miałaś poczucie WINY i dlaczego czułaś WSTYD?!

Szybko sobie przypomniałam, że mój mąż zwracał uwagę tylko na to jaka jestem w środku , wygląd zewnętrzny dla niego nie miał znaczenia –  za to uważałam go za wspaniałego człowieka.

Na  uczucia z zadanych pytań zrobiłam sobie krótki 3 minutowy „ KOD UZDRAWIANIA”

Z kodu wyszło mi, że od dziecka wpajano mi, że tylko to liczy się, co robię i co umiem zrobić, a nie wygląd zewnętrzny. Ale ja występując w przedszkolnym, a później w szkolnym teatrzyku, chciałam podobać się jak wszystkie piękności z wystawianych bajek.

Pokazało mi się pewne zdarzenie ;

Pewnego razu moi nauczyciele skrytykowali mnie z rezygnacją w głosie, że ja na scenę nie mogę wyjść  rozczochrana zgodnie ze scenariuszem, bo nim wejdę to zdążę błyskawicznie włosy poprawić i nie ma na to siły, jestem beznadziejna tym swoim głupim podobaniem się innym.

Zostałam pouczona, że mądre dzieci wiedzą, że ważne jest to co w środku człowiek  sobą prezentuje, a nie jego wygląd zewnętrzny. Jasno z tej nauki wynikało, że do mądrych dzieci nie należę.  Poczułam się wówczas  okropnie zawstydzona.

Jako dziewczynka z podobaniem się innym  swoim wyglądem i byciem wartościowym człowiekiem nie poradziłam sobie, powstał konflikt, który zepchnęłam do swojej podświadomości. Od tamtej pouczającej lekcji , za każdym razem, jak fantazjowałam , że podobam się innym, że jestem piękna niczym księżniczka, wstydziłam się swoich dziewczęcych fantazji i jednocześnie wpadałam w POCZUCIE WINY  wobec samej siebie.

Następnie zobaczyłam  inne zdarzenie swojego życia;

Mój pierwszy mąż ten ze snu,  zaimponował mnie tym, że nie zwracał uwagę na mój wygląd, tylko na to jaka jestem w środku. Od samego początku nie ukrywał, że ma wobec żony duże wymagania. Mnie zaimponowało to, że mimo takich jego wymagań wybrał mnie na żonę.

Dla swojego męża nie musiałam ładnie wyglądać, ale za to musiałam być:

– być dobrą ekonomistką, która potrafi wyżyć za grosze

– dobrą kucharką, która z byle czego smacznie i zdrowo ugotuje

– dobrą krawcową, która z resztek, ze starych zużytych szmat coś fajnego przerobi, modne sukienki i ubrania sama  uszyje

– dobrą zdrową sprzątaczką, która w domu zawsze utrzyma porządek i do pomocy mąż jej nie jest potrzebny jak  jest zaradną gospodynią / często słyszałam,  że dobra gospodyni to ……../

– być kochanką, która jest zawsze zwarta i gotowa spełniać wszelkie zachcianki męża

– żona nie powinna pracować zawodowo, dla dobra dzieci.

Ja  jego wymagania przyjęłam świadomie  i byłam dumna, że mogę tym wymaganiom sprostać, bo w podświadomości miałam przekonanie, że tylko to jest ważne co  w środku człowiek sobą przedstawia, czyli co potrafi zrobić, czy jest się dobrym człowiekiem.

W swoich fantazjach łupałam oczyma na prawo i lewo – takie kobiety uważane były za złe, więc wstydziłam się swoich fantazji i miałam poczucie winy wobec męża, że w myślach rozglądam się za innymi i chcę się podobać innym.

Podobać się sobie też nawet w myślach nie chciałam, bo to by było złe. W mojej podświadomości było przekonanie; –  „Tylko zła egoistka zapatrzona w siebie podoba się sobie”  Świadomość moja od dawna  wiedziała że to nie prawda, ale moja podświadomość o tym nie wiedziała, bo podświadomość nie słucha świadomości , dlatego wystąpił u mnie konflikt.

Konflikt ten poczułam w swoim ciele;  –   w tyle głowy drętwy silny ból , pod lewym barkiem mocne ukłucia wzdłuż całej ręki wychodzące małym i serdecznym palcem.

Przez moment poczułam silny gniew na pierwszego męża, który sam wobec siebie nie miał żadnych wymagań. Zarabiać nie mógł więcej, bo mu przełożeni nie dali, zarabiał tyle ile mu pozwolili zarabiać. Za dzieci bierze odpowiedzialność  tylko matka, bo to matka rodziła, a nie ojciec. W ogóle dziećmi się nie zajmował.  Uznawał, że ojciec ma tylko ojcowskie prawa. Tak naprawdę robił taką projekcję, że nic co wymagało by od niego wysiłku robić nie musiał, a zasługi były tylko jego, bo to on tylko zarabiał  na całą Rodzinę.

Nie miał żadnych wymagań wobec siebie, tylko wobec innych i nikt nie miał prawa żądać czegokolwiek od niego. Zachowywał się jak rozpieszczony „bachor” który nigdy z krótkich spodenek nie wyrósł.

Uświadomiłam  sobie, że temu rozpieszczonemu staremu  „bachorowi”  byłam wdzięczna,  że wybrał mnie za żonę. To uświadomienie i oczyszczenie z umysłu i ciała zawdzięczam pięknemu niewinnemu snu.    Irena

 

 

 

 

Prawda nie jest wiarygodna ?

 

Przemyślenia –  odkryły blokady  niskiej  wewnętrznej wartości

/Terapia – praca z sobą   – usuwanie blokad w podświadomości /

„Dlaczego aż tylu chorych na raka umiera ? ’’

„Dlaczego tylko niektórzy wygrywają walkę z rakiem? „

„Prawda nie jest wiarygodna tylko kłamstwo” ?

Jako detektyw swoich emocji  dwa dni temu dokonałam  w swojej podświadomości odkrycia, że pod tymi dręczącymi mnie  pytaniami ukryte są poważne blokady przekonań.

W tym odkryciu w dużej mierze przyczynił się mój  wpis na blogu – „ O co na forum onkologicznym chodzi?”.

Po napisaniu  w/w wpisu zaczęły  za mną chodzić dręczące pytania, które nie dawały mi spokoju. Chcąc nie chcąc zadawałam  sobie pytania;    Dlaczego  na forum mi nie uwierzono ?  Dlaczego  udowadniałam że ja to ja i że moja dokumentacja medyczna jest  moją?   Dlaczego na znanym forum pomniejszono mój wysiłek w uzdrowieniu , że to niby był sobie taki mały raczek niby złośliwy, ale niegroźny?

Dlaczego nawet  przyjmując wersję, że mimo przerzutów był to sobie taki mały raczek na prawym płucu wielkości 4cm x 8 cm  z którym medycyna z łatwością sobie  u mnie poradziła, a u tak wielu chorych na takiego samego raka  była bezradna i chorzy musieli umrzeć?

Dlaczego aż tylu chorych na raka  umiera? Dlaczego tak mało jest wyleczonych szczególnie z raka płuc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ponieważ dręczące pytania bez odpowiedzi powodowały u mnie dyskomfort psychiczny , postanowiłam ulżyć sobie znaną i wypróbowaną  mi terapią , a przy sposobności zaspokoić swoją ciekawość ,  jakie terapia da mi  odpowiedzi?

T  E  R  A  P  I  A

moja terapia 003terapia 021

Ja podczas swojej  terapii                                 Stolik przygotowany do terapii

Jak zwykle na stoliku świeczka, parę kartek czystego  papieru, długopis, ARW, Arkusz z KODEM UZDRAWIANIA , książki ; BIOLOGIA PRZEKONAŃ / B. Lipton/ , SIŁY KTÓRE POKONUJĄ RAKA  / wydawnictwo CHARAKTERY/.

Jak mam więcej dręczących pytań to tworzy  mi się w głowie  chaos i  nie wiem od czego zacząć.  By  emocje uporządkować,  wykonuję EFT  – Garego  Craiga  i    modlę się. A jak to nie skutkuje ,  szukam  w swojej skromnej biblioteczce książek  i wybieram intuicyjnie jedną , lub dwie książki by  po raz kolejny ulubione fragmenty przeczytać.

Tym razem po raz kolejny przejrzałam  książkę  –  „ Siły, które pokonują raka „  –  wydawnictwa Charaktery.

Nie zastanawiając się co uporządkowało moje  emocje zaczęłam terapię pytaniem – Związku z tym, że na forum Ci nie uwierzono  co Irena czujesz?  Ciągle się wczuwając  w swoje emocje poczułam  silny LĘK.

Trzymając się odkrytych uczuć  kontynuowałam pytania ;

Czego się boisz? –  po tym pytaniu pojawił się u mnie  WSTYD .

Co jeszcze czujesz? , kiedy ostatnio czułaś wstyd?

– Wchodząc uczuciami od zdarzenia do zdarzenia poczułam , że  od najmniejszego dziecka do  dnia dzisiejszego  uważałam  siebie za takie nic  !!!!!!!!!!!

Dlaczego uważałaś siebie za takie nic Irenko?

– Po tym pytaniu ciągle  kierując się emocjami ,  zobaczyłam siebie jak mam 2 – 4  latka a dorośli , ciocie, wujkowie i  w szczególności nastoletni kuzyni pokazują mi na palcu  mówiąc do mnie  –  ściuś ; ściuś; ściuś; ściuś ; sciuś  , jednocześnie śmiejąc się ze mnie okrutnie. Kuliłam się , zakrywając twarz rączkami , wywołując  u nich jeszcze większą lawinę śmiechu.

Zobaczyłam, że  ulubioną zabawą  ze mną cioć i kuzynów było ośmieszanie maleńkiej Irenki i patrzenie jak się kuli szukając miejsca do schowania swojej główki. Były to dla mnie małej Irenki  nie do opisania ciężkie psychiczne tortury.

Widzę jak  wyśmiewają mnie  z wszystkiego ,  jak o  coś  się pytam, tłumaczę że coś chcę,  żalę się,   a oni nie rozumieją, że mnie boli bo się przewróciłam.  Ponownie  śmiejąc  się znów  szturchali , popychali , a moja Mama nie rozumiała moich żalów tylko odpychała mnie od siebie mówiąc – „ nie przeszkadzaj „

Świadomie zrozumiałam, że była to dla wszystkich dorosłych zabawa ze mną z malutką Irenką, a że płakałam, krzyczałam , uznawano, że jestem rozpieszczoną beksą.

Pod uczuciem  OŚMIESZANIE  poczułam LĘK  przed odepchnięciem osób na których mnie zależało. Skoro Mama  odpycha to każdy mnie odepchnie. Dla mnie małej Irenki odepchnięcie było odtrąceniem.

Następnie pojawił mi się obraz  jak  miałam  4 lata.  Zobaczyłam  siebie w przedszkolu jak  z przejęciem  opowiadam  dzieciom : ” U nas w domu był prawdziwy   Mikołaj,  który nazywa się Gwiazdorem  , miał z sobą kosz z obierkami ziemniaków trochę  rózeg  i wszystkim kuzynom rozdawał rózgi i obierki, a tylko mnie jednej dał całą miseczkę ciastek.”

Opowiadałam , że ten Gwiazdor wszystko widzi i  wie, bo nawet wiedział, że kuzyni mnie szturchają , popychają i pogroził im mówiąc, że nie wolno im mnie bić i popychać.

Na moją opowieść wszystkie dzieci zareagowały śmiechem ,  wyśmiały mnie pokazując palcami, że prawdziwy Mikołaj chodzi z paczkami, a nie z koszem obierek i już zaraz będzie w przedszkolu i zobaczę. Dzieci  mnie nie uwierzyły a ja im też nie dałam wiary, aż do momentu jak przyszedł Mikołaj z paczkami.

Jak zobaczyłam  jako  czteroletnia dziewczynka wchodzącego Mikołaja z paczkami przestraszyłam się i zaczęłam krzyczeć, chociaż  wcale go się nie bałam. Przestraszyłam się tego, że dzieci miały racje ,bo przyszedł z paczkami i teraz wszyscy mnie odtrącą i nikt już nie będzie chciał się ze mną  bawić.

Krzyczałam, że nie chcę tego Mikołaja, chcę mieć tego Gwiazdora który był u nas w domu, bo Mama nie kłamie, mówiła, że był prawdziwy.

Wpadłam w histerię, uznałam, że przez Mikołaja zostałam przed całym przedszkolem  ośmieszona, bo przyszedł z paczkami. Bałam się,  że nikt ze mną  nie zechce się bawić  i całkowicie przestaną mi wierzyć.

Po paczkę do Mikołaja nie poszłam, tylko z krzykiem uciekłam  do szatni i schowałam się za  szafką. Po jakimś czasie jak się uspokoiłam zobaczyłam, jak do szatni wszedł Mikołaj, myślałam, że przyszedł mi powiedzieć, że wie gdzie jestem schowana , bo wszystko widzi i wie bo jest prawdziwy.

Zawstydzona , z poczuciem winy, siedziałam cicho  sparaliżowana strachem. Nagle  oniemiałam, bo widzę jak ściąga z siebie  brodę i maskę syn naszej bardzo lubianej  Pani kucharki Bruno. Zdziwiło mnie to , po co się przebierał, ale szybko podbiegłam do niego ciesząc się, że teraz wszystkim dzieciom wyjawi  prawdę.

Bruno wziął mnie za rękę i nakazał mi milczenie na zasadzie wspólnej tajemnicy, której nikomu nigdy nie wolno  wyjawić i szybko sobie poszedł. Bardzo go lubiłam,  chciałam naszej tajemnicy dochować .

Dla mnie,  małej Irenki to zdarzenie spowodowało duży szok,  moją rację podważył  fałszywy Mikołaj , zobligował tajemnicą,  a i tak    nie mogę nikomu o tym  powiedzieć,  bo nikt nie uwierzy, tylko  wyśmieje !!!!!!!!!!!!!!!!

W  przedszkolu historią z  Mikołajem   nabyłam  destruktywnego przekonania – „ Nikt nigdy mnie  nie uwierzy, co mnie spotkało,   co widziałam i słyszałam ”  ;  „ Dla innych  prawdziwe są  kłamstwa, a mnie  kłamstw autorytetów  nie wolno wyjawić.

Na koniec terapii jak zawsze złożyłam modlitwą wdzięczność, że dane mi było poznać destruktywne zdarzenie w innym świetle. Zobaczyłam siebie, jako dzielną małą dziewczynkę, której dorośli opiekunowie w poznawaniu nowego świata niczego nie wytłumaczyli  i wogóle jej nie słuchali co miała ważnego dla niej  do powiedzenia.

Poczułam znaną mi fajną energię w całym ciele. Jak zawsze po każdej swojej terapii   miałam w nocy  krótszy sen , a rano wstałam  wypoczęta pełna życia i energii. Nie wiem czy związku z tym coś się w moim ciele naprawiło, ale na pewno pozbyłam się niepotrzebnego lęku, wstydu, nabrałam pewności siebie. Najważniejsze, że zobaczyłam siebie w innym świetle i  wzrosło moje poczucie własnej wartości.

W mojej Rodzinie,  poczucie niskiej wartości przez różne ośmieszania  w okresie dzieciństwa rosło z pokolenia na pokolenie, mam nadzieję, że  terapią w końcu ten łańcuch przerwałam. Uwalniając się ze swoich  blokad, swoim spadkobiercą  pozostawię trochę mniej destruktywnych przekonań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

W późniejszych okresach jak dorastałam i jako dorosła  wielokrotnie  weryfikowałam i  przyjmowałam inne definicje prawdy i kłamstwa , ale niestety podświadomość nie słucha świadomości , dlatego   spotykały mnie w tym temacie   życiowe  konflikty.

„ Tragedią współczesnego człowieka jest nie to, że wie on coraz mniej o sensie własnego życia, lecz że coraz mniej zajmuje się tym pytaniem „ Autor – Vaclaw Hawel

Poza tym w tej terapii mocno siebie dowartościowałam, co to zmieni w moim życiu?  Nie wiem i niech tak zostanie , życie w swoim czasie zweryfikuje i  pokaże.     Irena

 

 

 

Pokora jest wypaczana

 

Fałszywa pokora zabija nadzieję, a bez nadziei nie ma się szansy na wyleczenie z choroby.

Uważam, że osoby posiadające  zbyt dużą pokorę poddają się  śmiertelnej chorobie, nie dają sobie szansy na wyleczenie,  bo w ogólnym rozumieniu jest to uznanie własnej ograniczoności.

Pokora to jest prawda. Pycha to jest fantazja”

„Pokora która jest bardzo ważną i cenną wartością, bywa w fałszywy sposób wypaczana”  Autor – ks. Piotr Pawlukiewicz

 droga

Według mnie,  ci co przejawiają zbyt dużą pokorę nie są często   świadomi, że zbyt duża pokora jest zwyczajnie fałszywa.  Pokorą  nie może być  poniżanie siebie, by na przykład   inni przy nas czuli się dowartościowani. Czasem chorzy są zbyt pokorni, by u innych zasłużyć na pochwałę, jak to dzielnie znoszą ból, cierpienie i by być  posłusznym  swoim lekarzom.

Nie nawołuję chorych do przeciwstawiania się lekarzom, chodzi mnie o ślepe posłuszeństwo, branie zapisywanych leków mimo, że nic nie pomagają, czujemy się gorzej, a jak łagodzą ból to dlatego, że leczą nas środkami przeciwbólowymi. Mimo tego nie  konsultujemy się z innymi lekarzami innych specjalności, by nie przeciwstawić się lekarzowi prowadzącemu.

„Prawdziwej pokorze towarzyszą znaki: radość, pokój, cichość i moc.

Objawami fałszywej pokory są:  zniechęcenie, rezygnacja z ćwiczenia się w cnotach, nieustanny niepokój serca i brak przebaczenia sobie popełnianych błędów”  Autor – Jerzy Zieliński, Walka duchowa.

Spotkałam chorego Pana  u  profesora ginekologa, który u niego leczył raka płuc z przerzutem do głowy i nie chciał zmienić lekarza .  Okazało się, że dopiero po czterech miesiącach zwrócił się do onkologa pulmonologa , ale na wyleczenie było już za późno, zmarł po dwóch miesiącach. Pani pulmonolog powiedziała bliskim, że gdyby przyszedł  wcześniej byłaby duża  szansa na przedłużenie życia. Bliscy odpowiedzieli, jak to,  przecież leczył się u znanego profesora , zmarł bo tak musiało  być.

„Głupotą jest wykonywanie uciążliwej pracy, aby być podziwianym ; zachowywanie przykazań Bożych w męczącym wysiłku tylko po to aby otrzymać ziemską nagrodę.  Kto przez praktykowanie cnót chce uzyskać dobra ziemskie , jest jak człowiek, który sprzedaje kosztowny przedmiot za drobne grosze. Mógł zdobyć niebo, a zadawala się przemijająca pochwałą… „   –   Św. Grzegorz Wielki ; Moralia, 2, 8

Moje  przekonania  w temacie pokory są zgodne w zacytowanym  poniżej   fragmencie  artykułu  – „Pokora to jest prawda” Zbigniewa Kaliszuk

„Regularnie pomniejszamy swoje sukcesy i zalety, a powiększamy wady. Ile razy słyszałem jak komuś  coś się udało, tłumaczenia eeeee, to tylko tak przypadkiem.

Zarazem osoby, które potrafią się obiektywnie, dobrze oceniać wzbudzają zgorszenie. Sam podpadłem w życiu wielu osobom rzekomą pychą – choćby tym, jak mówiłem o swoich osiągnięciach Nieważne było to, że odwoływałem się do faktów i robiłem to w określonym celu na przykład po to, by pokazać, że rozwiązania jakie proponuję przynoszą dobre rezultaty”  – Autor Zbigniew Kaliszuk    

„Na szczęście mamy wpływ na swoje przekonania i możemy je zmieniać. Nie jest to proces łatwy i bezbolesny. Często bowiem jesteśmy bardziej przywiązani do naszych przekonań niż do naszego życia czy zdrowia.”  Autor –  Oliwia Szczuka, Monika Popowicz

 

Fałszywa pokora to  myślenie;  skoro  zachorowałem  na  złośliwego raka to niedługo  umrę,  bo   tak musi być.   Skutecznie izoluje  nadzieję na wyzdrowienie.     Irena

 

 

O CO NA FORUM ONKOLOGICZNYM CHODZI ?

 

Opatrzność nade mną czuwała , że  nie trafiłam na Forum Onkologiczne jak toczyłam walkę z rakiem i później z lękiem przed  wznową.

Według mnie to forum  na które ja trafiłam w 2013 r. jako irina48  powinno się nazywać forum beznadziei.

Na moje szczęście   trafiłam na to forum   jak już byłam odporna  na  czyjeś sugestie i stres spowodowany wrogością wobec  osoby która wyszła z raka, a przez medycynę uznaną za nieuleczalną.  W tej ludzkiej beznadziei chciałam dać odrobinę nadziei , że dopóki człowiek żyje wszystko jest możliwe.

Wszyscy byli omylni, tylko Pani Administrator odkryła prawdę, bo podchodzi do leczenia bardzo merytorycznie, dlatego  w poście   podważyła  wszystkie moje wyniki badań, nawet to badanie, że miałam przerzut do węzłów chłonnych.

obrazy posesja 018                                          serce 2

Mój ogród wiosną                                                                                                                         /plik serce ściągnięty/

Warto włożyć trochę wysiłku by poczuć piękno  wiosny w swoim ogrodzie, serce raduje się cały rok.

Jestem prostą kobietą, która sama ,  w desperacji  w obliczu śmierci sięgnęła i wypróbowała metodę wyleczenia z nieuleczalnego według  metody  C.C. Tippinga ; Alexandra Loyda ;  Eckharta Tolle  ; L.Hay   i innych znanych naukowców nie akceptowanych przez mafię farmaceutyczną.  Moje doświadczenie z tymi metodami zostało uwieńczone sukcesem wyleczenia z nieuleczalnego raka płuc.

Obrońcy mafii farmaceutycznej   ignorują moje  wyleczenie  bo nie dość, że nie jestem znaną osobą, to do tego jeszcze  nie mam naukowego wykształcenia. Takie przypadki takich osób jak ja , są nawet bagatelizowane przez media.

To jest  tak  – jak im mówię, że wyszłam z raka płuc – to wzruszają ramionami, że miała sobie takiego „raczka” z którym medycyna sobie bez trudu  poradziła , bo  jak by był złośliwy z przerzutem to bym już nie żyła.

Jak ja przedstawiam swoją medyczną dokumentację, to  twierdzą, że to tylko jest dokumentacja medyczna nieuleczalnie chorego, a ja jestem tylko w jego posiadaniu.

Na Forum Onkologicznym powołałam się na ustawę, że podszywając się pod nieswoją dokumentację jest karalne i na pewno moi wrogowie na forum by to wykorzystali. Na to Pani Administrator tego forum w poście odpowiedziała, że musiała być pomyłka w diagnozie. Nie wzięła tego pod uwagę, że mnie wykonano kilkanaście , czy nie kilkadziesiąt  zdjęć , TK i innych różnych badań podczas leczenia i zaraz po leczeniu przez wielu lekarzy i profesorów z dziedziny onkologii.

Wszyscy byli omylni, tylko Pani Administrator odkryła prawdę, bo podchodzi do leczenia bardzo merytorycznie  podważając wszystkie wyniki badań, nawet to badanie, że miałam przerzut do węzłów chłonnych.

Gdyby  z choroby wyszła znana osoba, to pisały by o tym wszystkie gazety, i media pokazywałyby znaną osobę  aż do znudzenia ubarwiając wszystko na swój sposób, bo dla kasy może odważyli by się sprzeciwić mafii farmaceutycznej.

Ja  na Forum Onkologicznym ujawniłam się opowiadając swoją historię z rakiem,   że  miałam DRP z przerzutem , żyję 9 lat  i mam się dobrze.  Swoją historią  nieoczekiwanie narozrabiałam.  Nie przewidziałam w najgorszych snach, że spotkam się  z opiekunami tego forum aż z taką wrogością, z powodu niżej pokazanej diagnozy i tego , że żyję  od diagnozy 11 rok a do tego  mam się dobrze jednocześnie w ten sam sposób pozbywając się innych chorób./ Zaznaczam, że nie prowadzę terapii dla innych  osób , czasem tylko wspomagam bliskich którzy mieli odwagę zmierzyć się ze swoimi lękami / .

Moja diagnoza  z wypisem

img124

Po zalogowaniu się na Forum Onkologicznym najpierw zażądano ode mnie całą dokumentację medyczną , bo sama diagnoza nie wystarczyła, którą jak się później okazało opiekujący się lekarze wcale jej nie przeglądali – oczywiście wysłałam.

Po wysłaniu dokumentacji  zarzucono mi , że nie jestem właścicielką przekazanej  dokumentacji, tylko jakąś  fałszywą podstawioną osobą , nie bardzo sprecyzowano po co?

Następnie prowokowano mnie, bym udowadniała, jak się ktoś w jednym z postów wyraził, Irena ma udowodnić na forum , że nie jest  wielbłądem.

Na ostatnim poście Pani Administrator podsumowała – cytat: „ Podsumowanie: ……Los sprawił, że znalazłaś się w grupie znaczącej mniejszości chorych leczonych radykalnie na DRP, i zostałaś wyleczona” – jasno z tego postu wynikało, że wyleczona przez lekarzy służby medycznej.

Z całym szacunkiem, jestem wdzięczna lekarzom, że poskromili we mnie tego raka, ale zakończyli leczenie z pozostawionym guzem.

W / w   cytowanym fragmencie postu zwyczajnie Pani Administrator  zinterpretowała moją diagnozę i wypis po chemii błędnie mijając się mocno z prawdą – a niby mówią o sobie że są bardzo merytoryczni.

Przede wszystkim  na moim wypisie jasno jest napisane, że zostałam wypisana z pozostawionym guzem o grubości  8mm na szerokości  3 cm , z ustnym dodaniem, że medycyna przedłużyła mi życie o 6 miesięcy i już w walce wyczerpała wszystkie swoje możliwości. Mogą mi jedynie poprawić komfort życia przez te miesiące jakie mi zostały. Od wypisu do dnia dzisiejszego  nie przyjmowałam więcej żadnych leków na raka.

Nie wiem na jakiej podstawie Pani Administrator w poście uznała, że zostałam wyleczona – według mnie było to zwyczajne świadome kłamstwo, tylko po co ?  Dlaczego z taką zapalczywością bronią przekazania chorym  nadziei ?

W jakimś celu w tym samym poście zaakcentowała, że moje DRP  było typem ograniczonym, mimo tego, że w diagnozie wyraźnie jest napisane, że był przerzut umiejscowiony w węzłach chłonnych, z których wykonano BAC  i wykryto – „ składniki komórkowe odczynowo  zmienionego węzła chłonnego. Miałam postawioną diagnozę, że komórki rakowe atakowały już głowę. Z diagnozy  wyraźnie podano , że miałam drobnokomórkowego raka płuca prawego z przerzutami, czyli był postacią rozsianą – a o której sama Pani Administrator w poście pisała , że jest całkowicie nie wyleczalny, czyli dokładnie tak jak moi lekarze  oznajmiający mnie wyrok.  O co tym opiekunom na forum chodzi?

Szkoda, że tak utrzymuje się w tajemnicy tych co wyszli z nieuleczalnej choroby, jeśli nie można  uzasadnić medycznie, że jest to możliwe, do tego stopnia, że utrudnia się nawet dawanie nadziei.

W sieci trudno znaleźć osoby które pokonały chorobę nieuleczalną, chociaż wiem, że tacy istnieją i nie dziwi mnie, że się nie ujawniają.

Uważam że nie ujawniają się dlatego, bo nie chcą przed nikim się tłumaczyć, że nie są oszustami, ani udowadniać, że swoją szansę na drugie życie zawdzięczają BOGU i swojej ciężkiej pracy pokonując lęki , stresy i destruktywne przekonania. Proszę mi wierzyć  nie jest to łatwe, by jeszcze aplikować sobie stresy  udawadnianiem, że nie jestem „wielbłądem” – jak to jedna z Pań napisała w mojej obronie w poście , za co jeszcze raz serdecznie dziękuję. A szkoda wielka, bo bez nadziei nikt raka nie pokona!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wyjście z każdej choroby jest możliwe. Skoro dokonałam tego ja – to może tego dokonać każdy, bo jeśli coś zrobiła chociaż jedna osoba to może to samo zrobić każda  inna bez wyjątku.   A może tego obawiają się obrońcy mafii farmaceutycznej?

Serdecznie wszystkim życzę dużo WIARY I NADZIEI w  walce z śmiertelną  chorobą . Irena

 

 

 

Licznik odwiedzin
0149105
Visit Today : 57
Total Visit : 149105
Hits Today : 250
Total Hits : 1053871