Monthly Archives: Maj 2015

Ukryty szpitalny horror

kwiaty w moim ogrodzie  I 005

Przystępując do terapii na przepracowanie emocji z wypadku w którym zostałam poparzona będąc dzieckiem  nie podejrzewałam, że  przeżyłam aż taki horror. Nie wiem, czy jak bym cokolwiek pamiętała miałabym odwagę przeżyć to jeszcze raz.

Moja stosowana  terapia jest skuteczna, ale  polega na tym, że aby uwolnić się od niechcianych emocji trzeba odnaleźć źródło  mimo , że w TRW C.C.Tippinga nie ma potrzeby szukania źródła przekonań.

Ja bardzo poważam  TRW , jednak  stosuję terapię łączoną  która dla mnie okazała się bardziej skuteczna.  W praktyce oznacza , że trzeba  znaleźć źródło przekonań i  poczuć  przeżyte  emocje  ponownie, co prawda  tylko na parę chwil,  które w wielu  sytuacjach wydają się wiecznością.

Najwięcej  blokowanych emocji  i destruktywnych przekonań  źródło znajduje się  w okresie dzieciństwa. W związku z tym chcąc uwolnić się z emocjonalnych blokad przerabiam swoje dzieciństwo, czyli uczuciowo przeżywam to jeszcze raz , najczęściej już z innym  spojrzeniem na przerabiane zdarzenie.

Do terapii na pobyt w szpitalu po wypadku poparzenia wrzątkiem w wieku 6 – 7 lat  przymierzałam się od paru tygodni. W międzyczasie odblokowywałam emocje z innych blokad, ale  leczenie poparzenia  odwlekałam, albo zawsze coś mi stawało na przeszkodzie, aż w końcu zebrałam siły i podjęłam się terapii na to odpychane zdarzenie.   Czułam, że kryje się w tym duża emocja, skoro ego aż tak się broni.   Nie podejrzewałam, że w tym zdarzeniu mam  ukryty  przeżyty  horror .

Świadomość moja zapamiętała z tamtych ciężkich chwil poparzenie  z mojej wyłącznej  winy .

Pamiętałam ,  że  byłam leczona w szpitalu  przez wspaniałego chirurga wysokiej klasy. Lekarz ten cieszył się  w okolicy sławą  jako lekarz i jako niesamowity chirurg .  Przez wielu uważany był za wojennego bohatera, bo fama głosiła, że  nabył swoje  bogate doświadczenie lecząc  ludzi z urazów i chorób podczas wojny na froncie. Byłam  dumna, że byłam leczona przez tak sławnego lekarza i  wojennego  bohatera.

Wydawało  się, że nie ma potrzeby przerabiania szpitalnego leczenia poparzenia, bo leczenie zakończyło się dużym sukcesem, można nawet powiedzieć, że cudownym. Ktoś nawet powiedział mi, po co szukasz dziury tam, gdzie jej nie ma? Ja mimo wszystko chciałam się przekonać  skąd emocjonalny  opór do zdarzenia uwieńczonego sukcesem?

Moi rodzice często podkreślali znajomym jakiego niesamowitego cudu  dokonał prowadzący mnie lekarz , bo po poparzeniu nie ma śladu. Ojciec  jeszcze  dodawał, że na froncie wypracował swoje skuteczne metody leczenia i dzisiaj jemu nie ma równych i długo takich lekarzy nie będzie.

Podczas terapii prawda z wypadku była  zupełnie  inna i to w wielu aspektach.

kwiaty w moim ogrodzie  I 003

Okazało się, że początek szpitalnego  horroru ma miejsce  przed wypadkiem. Zdarzenie miało miejsce w  1954 r jak miałam 6 lat.

W pewien  ciepły majowy dzień bujałam się przy kuchni na krześle patrząc jak pali się ogień pod kuchnią. W pewnym momencie mama  ostrzega  mnie przed stawianym gorącym wrzątkiem w kotle, akcentując abym natychmiast przestała się bujać, bo jeszcze wpadnę do wrzątku i wyszła. Prawie w tym samym czasie  moja koleżanka z sąsiedztwa zawołała mnie z radosną nowiną w głosie. Bez żalu zgodnie z mamy poleceniem przestałam się bujać na krześle i wyszłam  na korytarz naprzeciw wołającej mnie koleżanki. Jak tylko  mnie zobaczyła  jednym tchem przekazała nowinę, że jej mama znalazła dla nas   ładne pomieszczenie na nasz dom i to będzie tylko nasz!!!

Ten domek to była przy oborze pusta,  ale zamknięta  komórka, a teraz  jej rodzice pozwolili nam się w niej  bawić, dla nas była to niesamowita sprawa.  Koleżanka miała z sobą w metalowej miseczce placki, wówczas przypomniałam sobie, że na stole w kuchni  zostawiłam przez siebie wcześniej zrobioną oranżadę. /Oranżadę zrobiłam z octu, sody i cukru/ Biegiem wróciłam się po nią do kuchni na moment zapominając, że na środku wejścia stoi kocioł z gotującymi się jeszcze przed chwilą obierkami dla inwentarza. Nagle z  impetem lewą stroną pośladka i nogi wpadłam do wrzątku z obierkami po brzegi wypełnionego kotła.

W pierwszy momencie nie czułam bólu, tylko przerażenie  jak utrzymać równowagę, aby kocioł razem ze mną się nie przewrócił i nie  oblał mnie całą jeszcze bulgocącym  wrzątkiem. Kocioł stał na drewnach, aby chronić podłogę, dlatego  nie był stabilny i się bujał.

Kod Uzdrawiania precyzyjnie odtworzył mi nie tylko uczuciowo, ale i wizualnie przebieg wypadku, czego z jakiegoś powodu moja świadomość nie zarejestrowała. Wyraźnie odsłonił mi się obraz jak walczę z utrzymaniem równowagi z bujającym się kotłem i błagalnie patrzę na krzesło na którym niedawno się bujałam, szukając możliwości uchwycenia się jego w taki sposób aby się wyzwolić z bujającego się kotła. Niestety było to niemożliwe, krzesło stało za daleko, więc   musiałam nadal   balansować rękoma  w powietrzu.  Mój krzyk usłyszeli  będący na podwórku sąsiedzi, lub  koleżanka  zaalarmowała ich  czekająca na mnie w  korytarzu. Nieoczekiwanie  ktoś  wyciągnął mnie z tego kotła i dopiero poczułam ogromny ból.  Zaraz przybył mój ojciec, a za nim moja Mama krzycząc – „ a mówiłam aby się nie bujała !!! ” Na  wyjaśnienie zdarzenia  nie było miejsca i czasu.

Byłam pewna, że  Ojciec najpierw przyłożył mnie ręką klapsy  i położył na kanapie. Dopiero teraz zobaczyłam i poczułam, że ojciec mnie nie bił, tylko otrzepywał ze mnie przyklejone obierki , które jakimś sposobem znalazły  się na moich  obydwu pośladkach  i nogach  przyklejone z gotującego się kociołka.  Dokładnie słyszę jak ktoś krzyczy, że dobrze by było lepiej oczyścić oparzenie i polać  spirytusem. Ojciec  zobaczył  stojący  na stole ocet pozostawiony przeze mnie jak robiłam sobie oranżadę. Głośno krzyknął, że nie ma spirytusu i nie ma czasu na oczyszczanie ,  ale jest  ocet spirytusowy i resztę niech zrobi lekarz. Nie czekając na niczyją aprobatę energicznie polał nim oparzenie. Przez ogromny ból słyszę jak  głośno mówi, że biegnie na pocztę dzwonić po pogotowie.

W między czasie wszystkie zaalarmowane ciocie i sąsiadki aby sprawić mi ulgę  trzymały moją poparzoną nogę  i pośladek w powietrzu i dmuchały na nią, aby mi trochę ulżyć.  Mimo bólu fizycznego czułam żal, że ojciec mnie zbił jak by za mało ukarał mnie kocioł z gotującymi się obierkami.

Do dnia dzisiejszego uważałam, że ojciec mnie zbił, a nie że otrzepywał gorące przyklejone obierki. To otrzepywanie obierek z moich pośladków było tak bolesne, że odczułam to jako bicie.  Po tym sprostowaniu od razu  nastąpiła  ulga, ale pojawiło się  poczucie winy, że obwiniałam ojca  za coś, czego nie zrobił. Automatycznie zniwelowałam dopiero co powstałe poczucie winy  rozumiejąc,  że mała Irenka w bólu i szoku  miała prawo tak poczuć.

Przyszło mi uświadomienie, że będąc małą dziewczynką w  szoku uwierzyłam w kłamstwo,  że się bujałam i dlatego wpadłam do gorącego kotła drogą sugestii przez  Mamy wykrzykiwanie „ a mówiłam abyś się nie bujała!!!”   Moja biedna Mama skąd miała wiedzieć, że ja zaraz po jej wyjściu przestałam się na krześle  bujać .

Moje odczucie, że ojciec nie otrzepywał mnie z przyklejonych obierek, tylko dawał klapsy sprawiło, że sugestia mamy została utrwalona i  stała się  moją zakłamaną prawdą.

Tak naprawdę nikogo  nie obchodziło jak wpadłam do kotła, tylko mnie i może trochę moją Mamę.

Nim Ojciec wrócił z poczty przyjechało pogotowie i jak zrobili mi opatrunek ból momentalnie mi przeszedł, ale mimo tego zabrali mnie do szpitala. Nie chciałam z pogotowiem jechać, ale dobre ciotki i sąsiadki tłumaczyły mi, że muszę pojechać, bo zaraz opatrunek przestanie działać i znów zacznie boleć, a w szpitalu na miejscu dadzą mi ratunek – to pocieszanie ciotek  w dobrej wierze tak naprawdę w dużym stopniu przyczyniło się do przeżytego horroru w szpitalu.

Szpitalny horror się zaczął;

Nie pamiętam jak pogotowie  przywiozło mnie do szpitala. Obudziłam się  na dziwnym  łóżku ogrodzonego kratkami z nogą wiszącą w powietrzu przywiązaną do czegoś w pustym pokoju. Próbowałam się podnieść, rozejrzeć, ale nie miałam sił. Leżałam przerażona nie wiedząc gdzie  jestem. Wydawało mnie się to miejsce bardzo dziwne. Zabrało mnie pogotowie, ale nie pamiętam co działo się dalej. Z oddali słyszę jakieś odgłosy i jak usłyszałam czyjeś słowa zaczęłam wołać, aby ktoś przyszedł. Przyszła pielęgniarka i wyjaśniła mi miłym głosem że jestem w szpitalu, a w szpitalach są takie łóżka i na dowód otworzyła drzwi i pokazała mi w pobliżu drugie pomieszczenie w którym były podobne łóżka, ale było ich dużo , a w nich były  dzieci.

Wyraziłam swoje pretensje, że ja też chcę być w tym pokoju z innymi dziećmi. Nim powiedziałam swoje żale pielęgniarka bez słów zamknęła drzwi i wyszła.

Samotna w pustym pokoju w dziwnym łóżku poczułam się odrzucona, a za tym gorycz i żal i pogarda do siebie, jestem gorsza od innych. Ojciec zawsze miał rację, dał mi  klapsy dlatego abym wiedziała, że zawiniłam bo nie byłam posłuszna.

Trochę cichutko sobie popłakałam i zasnęłam. Obudziła mnie inna już pielęgniarka, myjąc mnie w łóżku oznajmiła, że zaraz do mnie przyjdzie lekarz. Liczyłam na to, że przyjdzie tak samo miły lekarz jak z pogotowia, zobaczy poparzenie i zrobi bezbolesny opatrunek . Jeszcze wierzyłam, że będzie tak, jak pocieszano mnie nim zabrało pogotowie.

Z impetem otworzyły się drzwi i wszedł nie jeden, ale dwóch lekarzy i jakaś z groźną miną pielęgniarka , a za nią z tyłu  stanęła jeszcze jedna. Lekarz ostro i energicznie przypiął mnie ręce pasami do łóżka, mocno przytrzymał, a ten drugi zdarł opatrunek i jak by tarką na  żywca ranę skrobał. Ten zabieg trwał całą wieczność  tak długo, że nie miałam sił już krzyczeć.

Na koniec zabiegu na ranę położyli  żrący opatrunek i mnie z bólem,  krzyczącą, a raczej skamlącą zostawili  samą i wszyscy wyszli. Myślałam, że żywcem trafiłam do piekła, gdyby nie to, że wszyscy  byli ubrani  na biało , a diabły są czarne od dymu i smoły.  Z tymi myślami  osłabiona przysnęłam.  Obudziła mnie pielęgniarka, uwolniła  z pasów, zmieniła pościel i przebrała w suchą piżamę. Była miła, coś do mnie mówiła, ale ja jej już nie słuchałam, nie wierzyłam już nikomu.

Najgorsze, że ten okropny  rytuał  zmiany opatrunku i czyszczenia rany  odbywał się codziennie. Podczas zabiegu wykrzykiwałam z bólu różne rzeczy; zapewniałam, że już zawsze będę posłuszna, wołałam na pomoc Mamę, wołałam do Mamy że Ona nie wie, że porwali mnie bandyci i torturują, a ten najgorszy  to ukraiński. Któregoś dnia podczas zabiegu straszyłam Ojcem, że jest bohaterem wojennym, że poradził sobie z faszystami, to i poradzi sobie z bandytami. W ataku bólu i niemocy nazwałam  lekarzy bandytami .  Słysząc, jak  jeden z lekarzy  zaciąga akcentem wschodnim nazwałam ich ukraińskimi bandytami. Jako dziecko wielokrotnie nasłuchałam się opowiadań dorosłych jak to bandyci ukraińscy okrutnie traktowali ludzi, nie oszczędzając nawet swoich bliskich. Akcent wschodni był mi znany, bo wielu rodziców moich kolegów podobny mieli akcent, a wiadomo mi było, że byli Ukraińcami, tylko tymi dobrymi i wstyd im było za ukraińskich bandytów. Jeden z moich kolegów tak bardzo wstydził się ukraińskich bandytów, że nawet płakał, że jest Ukraińcem. Nikt z tego powodu temu koledze nie dokuczał, bo był bardzo lubianym kolegą, to on sam od siebie tak zareagował.

W szpitalu leżałam bardzo  przestraszona ,  nikt mi niczego nie wyjaśniał miałam sześć lat i byłam mądrą dziewczynką,  ale nie  rozumiałam  dlaczego lekarze zadawali mnie ból,  na poparzenie nie posmarowali taką maścią  jak lekarze z pogotowia, po której od razu przestało boleć!!!!! Wyciągnęłam wniosek, że to co robili mnie, to nie mogli być lekarze.

Pamiętałam, jak  lekarz  tłumaczył mi, że dlatego robi mnie bolesne zabiegi abym była ładną dziewczynką z ładnymi nogami, ale do mnie te argumenty nie trafiały. Miałam 6 lat i  jak każda dziewczynka chciałam być ładna , ale za cenę takiego bólu  uroda  nie była tego wart.

Jedna pielęgniarka,  którą naprawdę polubiłam  przekonała mnie , że zabiegi robią mi mądrzy lekarze. Wówczas wyciągnęłam wniosek , że na pewno  dowiedzieli się , że jestem nieposłusznym dzieckiem, dlatego zadają mnie ból, poniżają i oddzielili od innych grzecznych dzieci. Jak by zadawali ból bandyci, to ja nie byłabym winna. Jak ból zadają szanowane autorytety to znaczy, że ja zasłużyłam sobie  na ból i cierpienie.

Żadne mądre wyjaśnienia nie były już wstanie zmienić moich dopiero co zaprogramowanych destruktywnych przekonań. Wiarygodne wyjaśnienia potęgowały jedynie już coraz większy WSTYD chowany do głębokich  warstw podświadomości.

Moment  przed wypadkiem miałam przyjemność i radość, związku z tym w podświadomości zaprogramowałam sobie przekonanie , że radość  w swój domek, przyjemność z bujania jest przyczyną mojego poparzenia, a tym samym okropnego bólu i cierpienia.

Irenka już  w swojej podświadomości zaprogramowała na 61 lat  przekonanie, że przyjemność i radość jest zła, niedobra, dlatego jest poniżana, odizolowana od innych, a za winę zasługuje na cierpienie. Przecież zadawali jej ból lekarze, którzy są szanowani, a nie jacyś  bandyci. Co za WSTYD!!!! , że  mnie  to spotkało !!!!!!!!!!!!

 To wszystko nie do przeżycia – umysł małej Irenki z tym sobie nie poradził, dlatego zepchnął emocje i nabyte przekonania do ciemnego zakamarku podświadomości.

Po zaprogramowanym wstydzie  każdego następnego dnia tą samą procedurę zabiegu mała Irenka przyjmowała z pokorą , coraz bardziej utrwalając swoje nabyte nowe przekonania, oraz  wiarę w błędną wersję zdarzenia swojego wypadku.

Jako dorosła do  dnia dzisiejszego byłam pewna, że bujając się na krześle wpadłam do kotła z wrzątkiem nie słuchając matki, abym przestała się bujać.  Uwierzyłam w coś co było nieprawdą.

Najgorsze, że nabyłam destruktywne przekonania blokujące nie tylko przyjemność i radość, ale również przekonanie, że mając oddzielny pokój jest się odrzuconym, odizolowanym od innych.

W  swoim życiu to przekonanie przekładało się na to, że miałam lęk przed  radością  i  przyjemnością.   Krótko przed wypadkiem otrzymałam wiadomość, że mam z koleżanką swój dom, a w nim każda z nas ma swój pokój./Fikcyjny dom i pokoje dla dziewczynek były prawdziwe/ .

Wywołana radość pośrednio była przyczyną wypadku.

61 lat temu wypadek z poparzeniem był prawdziwy, ale  spojrzenie  na  to wydarzenie było bardzo nieprawdziwe. Był to wypadek i nie była to niczyja wina.

Mój lekarz, którego jako dziecko znienawidziłam dokonał cudu, dzięki niemu z poważnego poparzenia nie zostały blizny, a groziły mnie przykurcze, a tym samym nawet krótsza noga. Dzięki temu lekarzowi nie zostałam  kulawa.

Teraz z perspektywy czasu rozumiem , dlaczego   leczenie z poparzenia  przykryłam wstydem i ukryłam w głębokiej swojej podświadomości. Już przed wyjściem ze szpitala, kiedy opatrunek był już zmieniany bezboleśnie, przekonywałam się, że lekarz jest miły i sympatyczny i coraz bardziej wstydziłam się tego co wygadywałam na lekarza podczas bolesnego zabiegu.   Teraz mogę się domyślać, że było bolesne, bo lekarz nie mógł mnie  aplikować codziennej narkozy, a środków przeciw bólowych takich jak dzisiaj nie było. Świadoma jestem również i tego, że tak wspaniały lekarz i człowiek nie brał do siebie co na niego wykrzykiwała mała dziewczynka w okropnym bólu. Doskonale wiedział, że już niedługo docenię to co dla mnie zrobił.

Dowodem na to jak bardzo doceniłam lekarza, jest  ukryty  duży wstyd za swoje zachowanie w bólu i cierpieniu  sześcioletniej  Irenki,  ukryty w podświadomości na 61 lat.

Ta terapia była o wiele cięższa i boleśniejsza niż terapia uwalniająca od przyczyny raka płuc. Nie wiem, czy moje ciało  uwolniło się z jakiejś dolegliwości. Teraz obecnie dziękuję BOGU , że dane mi było wyprostować błędne spojrzenie z wypadku . Czuję się lekko, jakby mi ktoś z pleców i piersi zdjął co najmniej po 10 kg aż byłam się zważyć czy nie spadło mi sadło. Ważę tyle samo co przed terapią, tylko czuję się lekka jak piórko.

Po wyprostowaniu błędnego zdarzenia jest tak wspaniałe uczucie , że nie mogę znaleźć słów by to wyrazić,   ciekawe jak długo będę się tak fajnie czuła? Tego nie wiem, ale przekonanie,  że Ojciec bardziej mnie kochał niż myślałam zostanie na zawsze.   Irena

Kontrola emocji

„Samokontrola nie powinna być trudnym i znojnym zadaniem wymagającym wysiłku, takim, które wydaje się równie meczące i uciążliwe jak mozolna wspinaczka pod górę w mokrym ubraniu. Samokontrola powinna raczej przypominać zjazd na nartach z pięknej góry przy idealnym śniegu.” – autor – Aleksander Loyd

„KIEDY KONTROLĘ PRZEJMUJE PODSWIADOMOŚĆ . Jak nazywa się ten proces? Nazywa się reakcją stresową! O tym właśnie mówił dr Lipton, gdy nawiązywał do tego, z jakiego powodu ludzie się boją kiedy nie powinny się bać. Właśnie to sprawia, że nie osiągamy takich rezultatów, jakie moglibyśmy.

  Za każdym razem, kiedy te traumatyczne wspomnienia znowu staja się   aktywne, świadome myślenie się wyłącza. Włącza się świadomy umysł i zazwyczaj robi to, co powinien. Czyli zazwyczaj wywołuje w organizmie reakcję stresową.” – cytat z książki KOD UZDRAWIANIA   A. Loyd 

serce 3

Kiedy mamy zaburzony system energetyczny ciała , to zachować emocjonalny spokój jest niemożliwe.

Z przerażeniem zauważyłam, że niektórzy by  na twarzy nie można było dostrzec żadnych uczuć,  to spychają  nawet radość i  zadowolenie do ciemnych zakamarków swojej podświadomości, tym sposobem jeszcze bardziej zaburzając  swój system energetyczny ciała  powiększając swój stres.

Najgorsze, że te osoby by ukryć negatywne emocje robią projekcję na inne osoby związanych z pracą, czy w relacjach  wobec bliskich.   Wmawiają im  słowa których nigdy nie wypowiedzieli, oraz negatywne emocje, których nie okazali. Inaczej mówiąc takie osoby są bardzo toksyczne.

Jak sobie radzić z takimi osobami? Najlepiej toksyczne osoby unikać, a jeśli to niemożliwe? Według mnie przede wszystkim należy zaakceptować te osoby takimi jakimi są i  nie pozwolić sobie  niczego wmówić. Jeśli to możliwe to  dobrze by było nakłonić takie osoby do leczenia układu nerwowego  póki ich stres nie ujawnił się jako poważna choroba. / jak ujawni się choroba to sami  ją  zaczną  leczyć z powodu dolegliwości/   Niestety dopóki  robią  projekcję na innych na jakiś okres chorobę swojego ciała  z powodu stresu oddalają, ale za to czynią innym wiele zła swoim zachowaniem.

Z takim problemem spotkała się Kasia z powodu toksycznego zachowania swojej kochanej siostry. Przyszła do mnie prosić  dla niej o pomoc. Po długiej namowie Kasi jej  siostra zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy potrafię  pomóc , by  mogła lepiej ukryć swoje emocje. Powiedziała mi, że do tej pory z tym ukrywaniem uczuć dawała  sama sobie radę, ale teraz ma bardzo stresująca pracę  i związku z tą pracą trochę  ma z tym problem . Powiedziałam jej , że moja terapia polega na uwolnieniu emocji, a nie ukrywaniu jej.  Wówczas bez żadnej obiekcji  podsumowała moją terapię jako szkodliwą. Przecież ja chcę emocje ukryć, a nie uwalniać !!!!! – tak podsumowała naszą telefoniczna rozmowę.

Razem z Kasią byłyśmy zaskoczone jej wypowiedzią, bo zajmuje się JOGĄ  , zdrowym odżywianiem, stosuje dietę warzywną i pozytywne myślenie. Mimo tego   nie chce zauważyć, że ma tak  duży lęk przed uwolnieniem się z  zablokowanych emocji, że jeszcze spycha z całych swoich sił wypływające  uczucia do ciemnych zakamarków swojej podświadomości.

Jak wynika z wypowiedzi Kasi, siostra sprawiała sobie ulgę  robiąc  na nią projekcję, a Ona tłumaczyła ją  stresującą  pracą, dlatego z pokorą przyjmowała obelgi i poniżanie. Do tego kochana jej siostrzyczka wymyśliła, że to  Kasia musi wzmocnić swój układ  nerwowy, a nie ona. / Chyba po to by lepiej znosiła jej stres/

Według mnie stres siostry Kasi nie był wywołany stresującą  pracą , tylko jej zablokowane negatywne emocje powodowały problemy w pracy , podobnie jak  spięcia  między siostrami.

Kasia podczas KODU UZDRAWIANIA  odblokowała przymus ustępowania  siostrzyczce,  bo uwolniła  POCZUCIE WINY  za wypadek  pięcioletniej siostry, chociaż  była w tym momencie pod opieką Matki. Wzięła odpowiedzialność za Matkę , a jak wina , to i kara, dlatego z pokorą przyjmowała siostry obelgi i poniżanie.

Po  terapii  poczuła niesamowitą lekkość, niczym z automatu nastąpiło wybaczenie siostrze wszystkich doznanych przykrości. Wzrosła jej pewność siebie i już nie pozwoli niczego sobie wmówić, a projekcję siostry automatycznie odrzuci w jej stronę, może wówczas siostra  podejmie się leczenia? Ja mam taką nadzieję, ale jak będzie nie mam na to wpływu. Uważam, że teraz relacje między siostrami się polepszą, ale nie będą one takie jak być powinny, z powodu nie odblokowanych emocji siostry.   Pracę z podświadomością każdy musi wykonać sam,  tej pracy za nikogo nie można wykonać.          Irena