Monthly Archives: Lipiec 2015

Mam raka!!! co robić???

 

Wspomnienie   po diagnozie raka

W związku z wieloma takimi i podobnymi pytaniami zwracających się do mnie osób dotkniętych chorobą nowotworową sięgnęłam do swoich zapisanych kartek pamiętnika z okresu swojej choroby raka płuc.

Moja diagnoza miała miejsce 11 lat temu i już od dawna żyję innym życiem. Swoje życie dzielę na przed rakiem i po raku. Ja zmieniłam się i moje życie po raku. Chorobę nowotworową wspominam jako dramatyczną przygodę, która obróciła się na moje dobro.

Teraz z perspektywy czasu dla mnie rak płuc to nic groźnego. Na pewno miałabym problem z innym typem raka gdyby u mnie zagościł .  Nie znałabym przyczyny , ani jak będzie przebiegało leczenie. Wiem na pewno, że wszelkimi sposobami starałabym się przyczynę odnaleźć. Być może byłabym bezsilna, jeśli lekarze byliby tak bezsilni jak przy moim raku płuc, ale z pewnością zweryfikowałabym obecny styl życia, i zmieniłabym radykalnie na inny.

 Ślimak 081

 

Gdzieś czytałam , że przy śmiertelnej chorobie dobrze jest zmienić tryb życia przeciw stawnie do obecnego. Jeśli na przykład ktoś dużo pracował powinien dużo wypoczywać i pozwalać sobie na leniuchowanie. Jeśli ktoś mało pracował dużo bezczynnie marnował czasu, to powinien poszukać sobie zajęcia które wymaga dużo pracy . Jeśli ktoś był domatorem i w ogóle się nie bawił , powinien zacząć chodzić na balety, tańce i szukać towarzystwa którzy lubią się bawić itp. Analizując swoje życie przed rakiem i po raku, to myślę, że w tym jest coś na rzeczy.

Przed rakiem wydawało mi się, że prowadzę zdrowy tryb życia , poza tym kontrolowałam swoje zdrowie systematycznymi lekarskimi badaniami , a mimo to jak zdiagnozowano u mnie raka, to był już bardzo zaawansowany i były przerzuty. Najbardziej zaskoczyło mnie to , że RTG płuc miesiąc przed diagnozą żadnych zmian w płucach nie stwierdził. Poza tym stosowałam dietę wątrobową, wybierałam oczka z rosołu , unikałam smażonych potraw, stroniłam od zabaw i towarzystwa rozrywkowego.

Bruce Lipton pisze w książce Biologii Przekonań , że wszystkie komórki w naszym ciele zachowują się jak ludzie. Przyzwyczajają się do swojego środowiska w którym się rozmnażają , dlatego w trakcie choroby warto zmienić swój styl życia na bardziej niekorzystny dla np. komórki rakowej.

Po usłyszeniu diagnozy najpierw było u mnie niedowierzanie, a  później bezsilność,  bo skoro lekarze i naukowcy bezradnie rozkładali ręce, to co ja prosta kobieta mogłam w takiej sytuacji zrobić.

Tak się złożyło, że ja jakoś instynktownie faktycznie zaczęłam prowadzić inny tryb życia, nie zastanawiając się dlaczego i po co .

Wiedząc, że umieram i zostało mi mało czasu to; po pierwsze zaczęłam się modlić i to tak od serca i chodzić do kościoła; po drugie zmieniłam swoją dietę beztłuszczową na bardziej tłustą, bo usłyszałam , że płuca lubią tłuszcz , ale bez przesady do diety tłuszcz dodawałam z umiarem ; po trzecie zaraz po chemii pojechałam po raz pierwszy na 3 tygodniowe wczasy sanatoryjne na których bawiłam się i szalałam do białego rana bo uważałam , że skoro umieram to już nic nie mam do stracenia; po czwarte terapie jak : RADYKALNE WYBACZANIE, KOD UZDRAWIANIA , EFT i inne pomału zaczęły zmieniać mnie i moje życie i chyba na dobre, bo pozbyłam się raka płuc i to bez wznowy

Kartka z pamiętnika

Pamiętnego dnia 22.10.2004 r.   po pół rocznym lataniu od jednego lekarza do drugiego różnych specjalności nareszcie zdiagnozowano mi moje dolegliwości . Nie podejrzewałam jednak nawet w najgorszych snach, że ta diagnoza będzie dla mnie wyrokiem śmierci i to w krótkim czasie. Bez chemii dawano mi trzy tygodnie życia, a z chemią sześć miesięcy ewentualnie 10 miesięcy, jeśli dobrze zniosę leczenie. / dokumenty medyczne są w zakładce leczenie /

Tak czy siak dotarło do mnie, że umieram i to w krótkim czasie.

Nigdy nie myślałam o śmierci , wiedziałam że to innych spotyka , nawet moich bliskich , ale ja tu i teraz umieram , co to jest ta śmierć !!!!!, co to znaczy , że mam raka , to niemożliwe, to mnie nie mogło spotkać!!!!!!

Pierwsze co zrobiłam, to zadałam sobie pytanie ? czy jest coś straszniejszego od raka ? Odpowiedź przyszła sama –tak – to mój okropny lęk przed śmiercią. Wówczas przed okropnym rakiem uciekłabym wszędzie nawet na drugą nieznaną stronę, gdyby nie ten towarzyszący mi paniczny strach co mnie spotka po śmierci, po tej drugiej stronie?

Jeszcze snułam nadzieję, że może to pomyłka? Jeszcze liczyłam, że zaraz po chemii poszukam dobrego onkologa, który podważy innymi badaniami te badania potwierdzające raka płuc. Mocno wierzyłam, że na pewno jest jakiś lek na świecie na ten typ raka, tylko że do mnie do małego żuczka taka wiadomość nie została przekazana.

Niestety szybko inni onkolodzy po innych badaniach potwierdzali znaną mi diagnozę ; ma Pani drobnokomórkowego raka płuc z przerzutami i nie ma skutecznego leku na całym świecie na ten typ raka. Są jedynie leki, które zmniejszają raka agresję przedłużając życie, w zależności od stopnia remisji i jak organizm zniesie leczenie.

Niektórzy lekarze pocieszali mnie mówiąc – zdarzają się przypadki, że  z Pani diagnozą żyją nawet trzy lata. W takich sytuacjach włączało mi się myślenie , że dotyczy to szczęściarzy, a mnie przez całe życie szczęście omijało szerokim łukiem, więc zostawałam z rokowaniem, że zostało mi 6- 8 miesięcy życia.

Zewsząd skąd było możliwe szukałam wiarygodnych informacji na temat mojego typu raka, bardzo chciałam wiedzieć z czym mam do czynienia.

I się dowiedziałam , że mam DRP w zawansowanym stadium , bo w moim płucu prawym guz 4cm x 8 cm z przerzutem do węzłów chłonnych zaliczany był przez wszystkich lekarzy i profesorów onkologów , że jest w zaawansowanym   stadium i to dużym i nie ma na niego skutecznego lekarstwa.

Po takiej wiedzy wyciągnęłam wniosek, że mam raka płuc bardzo inteligentnego , przebiegłego, skoro lekarze i naukowcy z całego świata nie mogą sobie z nim poradzić. Zadałam sobie pytanie dlaczego mój rak tak mądry i przebiegły , tak szybko chce mnie swojego żywiciela uśmiercić? Przecież musi wiedzieć, skoro jest mądrzejszy od naszych naukowców, że on również zginie wraz ze mną.

W tych moich rozmyślaniach nasunął mi się wniosek, że skoro jest tak przebiegły, to może we mnie siedzi „demon” który po mojej śmierci po tej drugiej stronie też mną zawładnie.

Po takich rozważaniach z całą desperacją podjęłam walkę z nim na śmierć i życie. Nie zależało mi już tak na życiu, tylko na tym aby siedzącego we mnie „demona” zniszczyć by zginął razem ze mną, jeśli ja przez niego muszę umrzeć to on też zginie , by nie mógł mną po mojej śmierci zawładnąć.

Moja koleżanka „niedoli’’ z takim samym rakiem płuc przyznała mi się w tajemnicy że też się boi , że jej rak po śmierci porwie ją do jakiejś otchłani. Związku z tym zaraz po chemii wybiera się do księdza który uwalnia ludzi z opętań i demonów i podała mi zapisany na kartce adres. Ja do tego księdza nie miałam zamiaru jechać , intuicyjnie coś mnie od tego pomysłu wzbraniało i nie pojechałam. Nie mniej poczułam się lepiej, że nie tylko ja boję się raka demona że mną po śmierci zawładnie.

Leżąc pod kroplówką na szpitalnym łóżku wiele myślałam o śmierci i swoim życiu, zaskoczyłam że przecież ja nic takiego w życiu nie zrobiłam, aby teraz aż tak bać się życia po życiu. Starałam się żyć uczciwie , starałam się świadomie nikomu krzywdy nie czynić . Uświadomiłam sobie, że moim największym grzechem było nie chodzenie do kościoła, a jeśli już, to tylko od czasu do czasu od wielkiego święta.

Teraz w obliczu śmierci żałowałam, że aż tak bardzo odeszłam od kościoła, a tym samym od BOGA.

Zaraz po pierwszej chemii modląc się i przy pomocy Arkusza Radykalnego Wybaczania prosiłam o wybaczanie i wybaczałam. Czyniłam tak nie licząc na żaden cud ani wyzdrowienie . Aż pewnego dnia przestałam się bać śmierci i zaraz po tym poczułam jak rak z głośnym jęczeniem, którego odgłosu nigdy nie zapomnę , oderwał się ode mnie z hukiem jak poparzony i uciekł daleko ode mnie, gdzieś w przestrzeń kosmiczną. Nie trudno było mi zrozumieć, że rak boi się miłości. / Więcej w tym temacie pisałam – „Modlitwy wysłuchane” /

Tego dnia poczułam , że jestem wolna od raka płuc . Moja radość trwała do momentu dopóki sobie nie uświadomiłam, że poszły przerzuty i rak może się ujawnić w jakichś innych organach. W ten sposób stworzyłam sobie potężny lęk przed wznową. Przy każdych okresowych kontrolach lekarskich ostrzegano mnie przed wznową, mówiono mi , że wznowa nastąpi na pewno, tylko nie wiadomo w jakiej części ciała . Już i tak mając lęk przed wznową utwierdzali mnie w przekonaniu, że wznowa nastąpi i muszę być czujna. Zawsze z  nadzieją wpatrywałam się w usta lekarzy , że wszystko jest w porządku, a oni nie wiem po co pogłębiali mój lęk , skoro medycyna w razie wznowy nie miała mi już nic do zaproponowania w walce z rakiem.

Walka z lękiem przed wznową była trudna , długa i mozolna ale w końcu jak ten lęk pokonałam to uwierzyłam, że jestem wolna od raka płuc .

Tak naprawdę moja walka z rakiem to była walka z samym sobą , a konkretnie to ze swoimi lękami. Jak okazało się była bardzo skuteczna skoro żyję już 11 lat od diagnozy i to bez wznowy.

Irena