Monthly Archives: Sierpień 2015

Drugie życie to szczęście, czy fart ?

wiosna 005

Mnie udało się wyjść z zaawansowanego raka płuc,  dlaczego z takim samym typem raka tak wielu umiera?  Opuściło ich szczęście?

Po zapoznaniu się z moją historią choroby,   wiele osób stwierdza,  że otrzymałam drugie życie.

„Fart nie trwa długo, ponieważ nie zależy od nas.

Szczęście tworzymy sami,  dlatego trwa wiecznie”.   Autorzy   – Alex R. Celma ; Fernando Trias De Bes

Tak naprawdę to mnie  z przed diagnozy już nie ma, ja dawna  całkowicie odeszłam i nie wiele z tej Ireny dawnej dziś zostało,  niby jestem tą samą, ale całkowicie już inna, ale dzięki temu żyję.

Nie do wiary, że mój układ oddechowy jeszcze pracuje po tym co rak zrobił swoje,  a resztę dokonała chemia i radioterapia .

Po leczeniu z wypisu szpitalnego  dowiedziałam się,  że został mi guz 1cm x 3 cm. Poszłam do Pani doktor prowadzącej z reklamacją, że się pomyliła , że po piątym cyklu chemii guz był mniejszy i nie mógł teraz po szóstej chemii urosnąć,  chyba, że dano mi faktycznie placebo,  jak po szpitalu głosi fama. Na moją interwencję poprawiono wpis na wypisie szpitalnym  na 3 mm x 0,5 cm, niczego nie wyjaśniając. Później   z perspektywy czasu uznałam, że guz na koniec leczenia się powiększył,  stąd było dziwne zachowanie Pani doktor i poprawiono mi jak chciałam dla  mojego spokoju.  Nie oddano mi szpitalnych RTG zdjęć,  a po wielu interwencjach oświadczono,  że zaginęły.

Tak, czy tak zakończono moje leczenie raka płuc z pozostawionym guzem.

Długość życia naukowcy ustalają na podstawie pojemności płuc.  Nie tylko moje chore prawe płuco było całkowicie zdewastowane, ale również  podczas radioterapii ucierpiało  płuco lewe oraz oskrzela . Nie trzeba być lekarzem, by wiedzieć,  że jeśli płuca źle dotlenią inne ważne organy to oczywiste,  że wszystko szybko zacznie źle funkcjonować.

Z tego tytułu  nie powinnam być już tak zdrowa jak przed zachorowaniem na raka. Lekarze i profesor onkolog powiedzieli mi,  ze u mnie rak się uaktywnił sześć miesięcy przed diagnozą.

Wcześniej przed rakiem,  nie należałam do osób tryskających zdrowiem.  Byłam ciągle pod opieką lekarzy różnych specjalności z powodu zdiagnozowanych wielu chorób.

Do najbardziej dokuczliwych chorób nieuleczalnych z którymi walczyłam była ;   – niedoczynność tarczycy z ostrym zapaleniem, z licznymi guzkami /choroba Hashimoto/

– duża dyskopatia kręgosłupa ze skrzywieniem / dla złagodzenia bólu   brałam leki i terapie/

– otłuszczona wątroba po operacji woreczka żółciowego;

– migrena

– przepuklina

– alergie /codziennie brałam leki przeciw alergii/

– astma oskrzelowa /na codziennych lekach i inhalatorach/

– niedotlenienie serca , chore stawy i nerki.

Wymieniłam tylko te choroby które kiedyś były zdiagnozowane , leczyłam się i mam na nie dokumentację medyczną .

Nie do wiary, ale wymienione choroby już mnie nie dotyczą i na razie nie wymagają leczenia. Biorę tylko małą dawkę „letrox „ na niedoczynność tarczycy,  ale guzki zniknęły.

Z tego powodu też jestem inną osobą, jaką byłam przed diagnozą rak. Poza tym nie zajmuję innym kolejek w gabinetach lekarzy różnych specjalności.

Nastąpiła we mnie tak duża pozytywna  zmiana pod wieloma względami,  że trudno nawet mnie uwierzyć,  że ja to jestem ja z przed 11 – laty.

Jeszcze czasem wspomnę dawną siebie z małym sentymentem,  ale szybko wracam do obecności,  jak przypomnę sobie jak cierpiałam z powodu wielu chorób i jak meczące były wizyty u lekarzy .

Nie do wiary, ale zakładając,  że jakaś wróżka chciałaby mnie przenieść w czasie o 20 lat,  to ja błagałabym ją aby tego nie czyniła. Oczywiście chciałabym wyglądać młodziej o 20 lat ale nie cofając się w czasie. Nie miałabym już sił przeżywać tyle bólu i cierpień ponownie.

Jak odkrywałam,  jakie przekonania i lęki kryją się za daną chorobą uwalniałam się od dolegliwości,  tym samym zmieniając siebie i swoje życie,  chociaż nie było to moim celem.

Jak widać  niżej na  dołączonych zdjęciach,  niecałe dwa lata przed diagnozą ze swojego życia byłam zadowolona,  czyli ja 12 lat temu, 2002 – 2004 r.

 

 img154

 

Przed rakiem ze swojego życia byłam zadowolona i nie widziałam powodu dlaczego miałabym siebie zmieniać i swoje życie. Owszem miałam pragnienia   ale na zasadzie, aby one dołączyły dodatkowo do mojego życia i do mnie jaka byłam.  Nie zdawałam sobie sprawy, że w ten sposób tworzyłam wewnętrzne konflikty,  a tym samym choroby .

„Nasz organizm, podobnie jak całe nasze życie, odzwierciedla ukryte myśli i przekonania” – Autor Luiza Hay

Do zmiany siebie i swojego życia zmusił mnie rak,  a ja tylko tym zmianom się poddałam w obliczu kończącego się mojego życia.

Wcześniej nigdy bym nie pomyślała, że na stare lata będę tak diametralnie zmieniała siebie i swoje przekonania. Wówczas mnie moje przekonania odpowiadały i broniłam ich z całych sił jako swoje dziedzictwo i swoją tożsamość.

Uczono mnie, że im człowiek starszy to tym trudniej zmienić jemu swoje nawyki, przyzwyczajenia, a o zmianie przekonań nie ma mowy,  bo są już tak przez lata utwardzone, skamieniałe,  że nie do ruszenia.

Moje przekonania na miarę moich lat były dość mocno twarde i żadna siła nie zmusiłaby mnie do ich zmian,  które nikomu nie czyniły zła i nikomu nie przeszkadzały. Wówczas mnie nie przeszkadzały,  nawet mało narzekałam uznając, że taka moja karma.

Niestety rak poinformował mnie, że na tych misternie , z trudem , ale z dumą budowanych przekonaniach moja ścieżka życia się kończy.

W obliczu śmierci zrozumiałam, że jeśli dotychczasowe moje nawyki , przekonania są  dla mnie aż tak cenne to muszę oddać za nie życie. Nie wiedziałam i jak bym umarła nigdy bym się nie dowiedziała,  że budowane były na złym spojrzeniu na życie po większej części w okresie wczesnego dzieciństwa.

Bardzo chciałam się dowiedzieć dlaczego muszę cierpieć ? Dlaczego rak mnie żywcem pożera i to tak nagle i w szybkim tempie? Przecież tak bardzo się starałam dbać o swoje zdrowie. Dlaczego!!!!!!!

Zgodnie z zasadą,  że nie ma złych pytań, tylko są złe odpowiedzi w pierwszych dniach po diagnozie to dręczyło mnie pytanie dlaczego? Zadawałam sobie nieustannie, aż za którymś razem coś wewnętrznego powiedziało mi, że najpierw dowiedz się Irena KIM JESTEŚ ???? !!!!!!!!

Od zadania sobie pytania  kim jestem? Zaczęła się na dobre moja walka najpierw z rakiem, a później sama z sobą i to ostra!  Na śmierć i życie,  ale małymi etapami i kroczkami.

 

  1. – w pierwszym etapie poddałam się śmierci, pogodziłam się ze śmiercią, ale nie zrezygnowałam z walki z rakiem. Póki żyję postanowiłam walczyć z nim do ostatnich sił różnymi sposobami , postanowiłam atakować go „ z lądu, morza i powietrza” .

To oznaczało, że podjęłam walkę metodą akademicką i niekonwencjonalną i wszystkimi sposobami na ile wystarczy sił.

Na tym etapie jednak priorytetem moim było w miarę możliwości przygotować się do śmierci.

  1. pierwszy mój krok – Zadając sobie pytanie kim jestem? Ze wstydem przyznałam się przed sobą, że może nie odwróciłam się, ale oddaliłam od kościoła i Boga więc kim ja teraz jestem?
  2. drugi krok – Z pokorą zwróciłam się do Matki Boskiej Licheńskiej z prośbą o wybaczenie mi, że oddaliłam się od BOGA . Modliłam się nie o zdrowie, tylko o wybaczenie i gorąco od serca prosiłam aby Anioł był przy mnie jak będę po tej drugiej stronie i nie pozwolił „demonowi” / dla mnie rak był demonem/ zawładnąć moją duszą. Było mi wstyd, że dopiero teraz jak umieram to zwracam się o wstawiennictwo do Boga. „Jak trwoga to do Boga” Tak modliłam się codziennie i długo ile starczało mi sił, aż pewnego dnia poczułam, że modlitwy zostały wysłuchane. /wpis na blogu „Modlitwy wysłuchane”/

To było niesamowite jak poczułam, że mimo wszystko mnie takiego niedowiarka Matka Boska też kocha. Po tym odkryciu łzy szczęścia lały mi się strumieniem, ilekroć sobie o tym przypomniałam.

  1. – W drugim etapie zadawałam sobie pytanie dlaczego tak panicznie boję się śmierci ? Dlaczego oddaliłam się od kościoła?

Zastanawiałam się, czy dzieciństwo spędzone na plebanii miało na to jakiś wpływ. Co takiego zrobiłam? Co przeszkadzało mi chodzenie do kościoła.

a/ trzeci krok – Żałowałam, że nie byłam lepszym człowiekiem niż byłam , ale tak naprawdę nie mogłam sobie przypomnieć , abym coś aż tak bardzo złego w życiu zrobiła aby aż tak bać się śmierci.

Na tym etapie jeszcze mylnie uważałam,  że sobie to krzywdę mogłam robić, ważne aby innym nic złego nie czynić.

Efekty takiego myślenia widać na  niżej załączonych zdjęciach     –  to ja  dwa tygodnie po ostatniej chemii i rok po radioterapii , czyli 10 lat temu , 2004 – 2005 r.

 img158

 Poniżej na zdjęciu ja już bardziej zgodna sama z sobą obecnie tu i teraz, zupełnie inna   jak z przed 10 lat.

wakacje z babcią 059 u Basi w ogrodzie 012 u Basi w ogrodzie 014

Jeśli po drodze gdzieś zgubiło się radość i szczęście to co drugiemu człowiekowi można dać jak zostały tylko lęki i cierpienie?

Następne etapy i kroki na swojej ścieżce do zdrowia niebawem na blogu opublikuję .

Irena