Monthly Archives: Wrzesień 2015

Pożerane płuca nie bolą

kartka z pamiętnika – przemyślenia

20150908 SOFIA (46)instam - Bułgaria 012   instam - Bułgaria 075Wycieczka – Bułgaria – Istambuł  w której uczestniczyłam była dość  mecząca ,  ale zmęczenie zostało nagrodzone pięknymi obrazami i emocjami.

Poniżej publikowana kartka z pamiętnika uświadomiła mi, jakiego nie lada wyczynu dokonałam pokonując 5000 tys. km wycieczką autokarową Bułgaria – Istambuł , z której niedawno wróciłam . Bardzo ucieszył mnie fakt , że zwiedzając Istambuł w temperaturze 35 stopni niejednokrotnie podążając za pilotem pod górę nie miałam zadyszki charakterystycznej dla osób ze słabym układem oddechowym .

Kartka z pamiętnika

Dnia 23..05.2005r

Dzisiejszy dzień nieoczekiwanie okazał się dobrym dniem. Jest godz. 16 i ufam , że dalszego dnia nic nie zasmuci mojego dobrego samopoczucia . Mam z czego się cieszyć , bo na kontynuowanie budowy domku otrzymałam kredyt w 10 minut i to wcale nie mały. Z radością kalkuluję jakie potrzebne na budowę kupię materiały . Moja niezbyt wysoka emerytura jest całkowicie obłożona kredytem , ale prace przy budowie domku pomału posuwają się do przodu .

Jest godz. 19 , więc w dobrym humorze , aby dla relaksu spokojnie obejrzeć komedię w TV idę szybko wziąć sobie prysznic.

W łazience jak spojrzałam w lustro to mój dobry humor diabli wzięli. Zobaczyłam pod oczyma bardzo mi znane charakterystyczne obrzęki pod oczyma. Co prawda nie były aż tak wielkie jak przed diagnozą rak, ale na tyle duże, że posiały niepokój. Na obrzęknięte nogi nie zwracałam większej uwagi, ale teraz z obrzękami pod oczyma dają  jasny obraz, że coś nie tak dzieje się z moim organizmem.

Zamiast filmu zaczęłam przeglądać szczegółowo wynik badania tomografii komputerowej, wykonanej niedawno na umówioną wizytę z profesorem onkologii. Spokojnie dwa dni temu odebrany wynik odłożyłam do dokumentacji medycznej myśląc, że wynik jest dobry, a profesor onkolog tylko moją wiarę potwierdzi.

img161Mój wynik TK.

Po szczegółowym przeanalizowaniu wyniku TK ostatnie zdanie „…nie można określić stopnia regresji lub progresji „ stało się dla mnie oczywiste , że rak w płucach siedzi i pożera mnie żywcem. Nie ważne , czy ten guz się zmniejszył, czy zwiększył , on tam jest , a rak drobno-komórkowy rozwija się w bardzo szybkim tempie. Pożerane płuca nie bolą , ale czy się to zauważa czy nie , organizm to odczuwa i nie pozwala człowiekowi normalnie żyć i przeżyć odrobiny pozytywnych emocji.

W tym momencie ode chciało mi się oczekiwanej komedii w TV bo widmo śmierci i cierpienia zajrzało mi znów prosto w oczy. O swoim postrzeżeniu nikomu nic nie mówiąc zamiast filmu poszłam się modlić. Na zawołanie męża „ film się zaczął” wydobywając z siebie w miarę spokojny głos odpowiedziałam , że idę coś poczytać, bo ten film już widziałam .

Po modlitwach , przyszła mi refleksja , że chociaż już śmierci się nie biję, to myśl o umieraniu nadal mnie przeraża . Boję się rozliczenia swego życia, ale nie tego że coś źle zrobiłam, ale tego czego nie zrobiłam a mogłam zrobić i powinnam zrobić jak był temu czas, a nie odkładać na później. Tego później dla mnie już nie ma , ten mój czas się skończył i nic nie można już zrobić. Przy wypisie w szpitalu poinformowano mnie jasno, że wyczerpano u mnie wszystkie możliwości leczenia.

Nasunęła mi się następna refleksja . Życie jest tak proste , a przez to tak trudne . Wiele mogłam zrobić, wiele zobaczyć, ale zostawiłam to w swoich planach na później, że wiele jeszcze zrobię , zobaczę . Miałam wiele pięknych emocji do przeżycia, ale odkładałam na później usprawiedliwiając siebie , że coś tam, coś tam , a tak naprawdę odkładałam na później, bo bałam się. Był to lęk przed najmniejszym ryzykiem.

Przyszło mi  do głowy , że tak naprawdę to bojąc się ryzyka, dużo więcej ryzykowałam marnując swój cenny dany mi czas na usprawiedliwianie siebie i innych , oraz zamartwianie się przyszłością której jeszcze nie było i już nie będzie , bo raczysko w płucach już o to się postarało. I po co mi to było !? Przecież wystarczyło pomyśleć co lubię , dokonać wyboru i podjąć decyzję. Jest to tak proste, że aż już nie możliwe do zrealizowania bo umieram i to w szybkim tempie.

Zawsze robiłam to , co należało robić według ustalonych norm społecznych, które przyjęłam jako słuszne i dobre dla innych nie dbając o swoje dobro , bo tak trzeba było , bo tak byłam nauczona. Nabyłam przekonania, że tylko egoiści myślą o sobie , nie byłam świadoma , że takie przekonania były wygodne , bo nie musiałam ryzykować w dokonywaniu trudnych wyborów, podejmować decyzji.

Dbałam o to aby móc powiedzieć – „to nie moja wina ” . Często innych obarczałam winą , ale najczęściej usprawiedliwiałam siebie mówiąc , że „taka jest karma” lub że „takie jest życie”

Ci inni których obarczałam winą , skąd mogli wiedzieć co ja lubię i co sprawiło by mi przyjemność. Przecież ja nawet dla wszechświata po cichutku bałam się powiedzieć o swoich pragnieniach , które by mi przyniosły radość, bo uważałam , że  nie zasługuję.

Trochę późno, ale dopiero teraz podczas modlitw w obliczu śmierci uświadamiam sobie , że Pan Bóg dał nam wolną wolę i nic na siłę nie będzie nam wciskał, jeśli my o to nie poprosimy. Staje się dla mnie oczywiste , że również i odwrotnie Pan Bóg nas kocha i nikomu nie daje cierpienia . To my sami swoimi destruktywnymi przekonaniami nabytymi , lub odziedziczonymi po przodkach ściągamy na siebie zło tego świata.

Szkoda, że mnie już nie będzie dane , bo nie mam potrzebnego czasu , by dokonywać w swoim życiu wiele zmian. Aby dokonywać wiele zmian musiałabym od początku nauczyć się dokonywać wyborów licząc się z tym, że będą nie zawsze doskonałe i dopuszczać opcję popełnienia błędu.

Dotarło do mnie, że jak by jakimś cudem dane by było mi jeszcze trochę pożyć, to musiałabym w swoim życiu dokonywać wiele zmian sama , dokonywać wyborów nie mając pewności, czy nie popełniam błędów. Na takie nowe życie obudził się we mnie sprzeciw ;

Nie!!!!!! Tego dla mnie za dużo, jestem już na to za stara mam już 57 lat! To czas na odpoczynek, a nie uczenia się życia od nowa według nowych zasad.!!!!!!!!!

Odruchowo znów zaczynam  się modlić do Matki Boskiej Licheńskiej o szybką śmierć bez cierpienia. Tłumacząc podczas   modlitwy nie wiem komu, sobie czy Bogu, że nie dam rady , że już za późno zaczynać życie od nowa jak niemowlę. Niemowlęta mają opiekunów, a ja nie mogę obarczać swoich bliskich opieką i na stres z powodu dokonywania ewentualnie złych wyborów. Wszyscy znają mnie taką jaką jestem , a jak się zmienię , uznają mnie za dziwaczkę i ode mnie się odsuną , a ja tego nie chcę najbardziej na świecie!!!!!!

Na tym etapie nie byłam jeszcze świadoma, że praktykując terapie ; Radykalne Wybaczanie , Kod Uzdrawiania , medytacje , pomału wszystko mi się poukłada, a życie nabierze innych barw. Nie wiedziałam , że jeśli ja nie zacznę dokonywać wyborów według swoich upodobań, to ktoś lub życie podejmie za mnie nie bacząc, że są one dla mnie złe , często wpędzając mnie w tak zwany „kozi róg” , a ja chcąc, czy nie znów stanę się ofiarą losu. Nikt poza mną nie może wiedzieć co jest dla mnie dobre , więc nikt ani nic nie może za mnie dokonać dobrych wyborów.

Przypomniałam sobie jakże często kierując się lękiem o swoje dzieci , by uniknęły moich błędów, chciałam wyperswadować im ich własne wybory. Rady swoim dzieciom należy dawać, ale jednocześnie nie zapominać , że mają prawo do własnych wyborów i własnych błędów. Tego też muszę się uczyć . To takie trudne widzieć , że dziecko popełnia życiowy błąd i być bezsilnym , chyba czasem się przeceniałam myśląc, że wiem co dla moich dzieci jest dobre, a co jest złe. Tego tak naprawdę nie wie nikt .     Irena