Monthly Archives: Październik 2015

A jednak można!

Na tej stronie chce się z wami podzielić skutkami działania terapii emocjonalnej – na innych.

wikiend 054

Mam nadzieję że to będzie motywacja dla wszystkich do pracy nad sobą. Jak wiecie korzystam z tej metody od 11 lat. To, że zaczęłam interesować się rozwojem osobistym i terapiami zawdzięczam mamie, w szczególności jej chorobie: rakowi i beznadziejności sytuacji w jakiej się w tedy znalazłam. Teraz z perspektywy  czasu widzę wszystko inaczej i jestem wdzięczna za naukę jaką otrzymałam przez bogate doświadczenia wynikające właśnie z choroby mamy.

Wiem, że terapia emocjonalna działa. Przekonałam się o tym nie raz i za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu: że aż tak i że … jednak można! Wystarczy tylko chcieć. Tylko z tym bywa różnie.

Zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc osoba której mama zachorowała na raka, sytuacja wydawało by się podobna do mojej.

Z chorymi jest tak, że sami nie chcą dać żadnego wysiłku od siebie by wyzdrowieć. Zazwyczaj to rodzina szuka ratunku pomocy. Chory jest przecież chory, musi odpoczywać tak jak lekarz zalecił i łyka pigułki by nikt mu nie zarzucił że się nie leczy.

Terapia emocjonalna działa: tylko że to każdy sam musi się wyleczyć pracując ze swoimi emocjami. Bo to one są kluczem do zdrowia i harmonii w naszym ciele. Choroba jest sygnałem alarmowym że organizm już sobie sam nie radzi. Często przykre emocje są tak dla nas przerażające, bolesne , że je wypieramy i wolimy o nich nie pamiętać. Jeszcze raz stanąć z nimi w oko w oko jest dla nas nie do przejścia. Wolimy umrzeć niż przeżyć powtórnie ból, wstyd itp. Tak było z mamą Pani Kasi. Na wszystkie propozycje odpowiadała jestem już zmęczona, dajcie mi spokój,  lekarz mi kazał odpoczywać. Nie zmusimy drugą osobę do czegoś czego nie chce.

Jedynie możemy się skupić na sobie i swoich emocjach. Spytałam się Pani Kasi co czuje w związku z zaistniałą sytuacją. Tak zaczęłam  z nią pracować. By mogła uporać się z zaistniałą sytuacją, mogła ją lepiej zrozumieć i potrafiła wybaczyć sobie i przede wszystkim swojej mamie to, że nie chce walczyć do końca. Jeśli nie możemy pomóc choremu bo on tego nie chce, pomóżmy sobie. Tylko my mamy wpływ na swoje emocje, przecież nikt inny nie wie co czujemy w danej chwili i nikt nie może sprawić byśmy coś poczuli. Uczucia należą do nas i są naszą własnością. To największy dar jaki posiadamy.

Pani Kasia podczas terapii wykonała bardzo dużo pracy w okiełznanie własnych emocji. Po wyczerpującej sesji w końcu wybaczyła sobie i mamie. Pogodziła się z decyzją mamy i zaakceptowała fakty takie jakie są. Zrzuciła z siebie żal i poczucie winy, wyszła z terapii lżejsza spokojniejsza i z wiarą że da sobie radę nawet jak mamy zabraknie. Wzbudziła w sobie wdzięczność za czas jaki miały ze sobą i jaki im pozostał.

Po kilku dniach zadzwoniła do mnie bardzo dziękując za terapie. Jej relacje z mamą się bardzo poprawiły, na nowo stały się dla siebie bardzo bliskie jak dawniej. Pani Kasia umówiła się ze mną na kolejną sesje. Jakie było moje zdziwienie gdy przyjechała z mamą. Jej mama powiedziała mi, że córka jest dla niej najważniejsza, miłość i wsparcie jakie od niej teraz czuje i otrzymuje jest warte tego by walczyć do końca. Nawet jak to przedłuży jej życie o kilka miesięcy to warto. Tak, zgodziła się na sesje.

Pomyślałam wtedy…..A jednak można!

Pozdrawiam

Agnieszka