Monthly Archives: Sierpień 2016

Cierpienie przez „MIŁOŚĆ”

MIŁOŚĆ uzdrawia, oślepia i rani.

/Kartka z pamiętnika pisanego inaczej 10 – 12.05.2016r. /

Jest   wieczór,  jestem sama, za wcześnie aby  iść spać,   a na nic innego nie mam ochoty.  Źle się czuję,  boli mnie gardło,  mam objawy  anginy,  ale  nie mam  gorączki.  Wydaje mi się, że  jakaś obręcz uciska mi szyję, a  klatkę  piersiową ugniata coś ciężkiego, jak by uciskał  kanciasty  kamień.  Czuję się  tak bardzo źle,  że pomyslałam  o inhalacji  oskrzeli.  Niestety od lat  nie używam już inhalatorów  i w domu  nic takiego nie posiadam.

Wiele moich znajomych cierpi na grypę i nic dziwnego, że być może mnie też dopadła.  Boję się, aby nie nastąpiło odnowienie astmy oskrzelowej. Parę lat temu  jej się pozbyłam, dlatego żadnych inhalatorów nie używam.  Teraz przydałyby  się,  może  by mi pomogły, ale bez recepty nigdzie nie kupię.

Chyba powinnam  zrobić sobie badania lekarskie,  tylko na samą myś o lekarzach  czuję się jeszcze gorzej. Jednak będę musiała się przemóc, aby  dowiedzieć  się co z punktu widzenia lekarskiego mnie dolega. Jeśli  nawet zaatakował mnie jakiś rak, to też chciałabym wiedzieć, na czym stoję, a może już leżę. Bliskim o swoich podejrzeniach nic nie powiem, nie chcę przysparzać  im  swoich problemów.

Tak długo miałam błogi spokój, a teraz  dopada mnie lęk, że mam być może znów raka? A może to nie lęk, tylko rak? Jestem pewna tylko tego, że bezpowrotnie pozbyłam się DRP, a  na inny typ raka nie mam „imunitetu”.

Póki co biorę się w garść, ogarniam myśli i  upominam siebie, że  mam sposób na dolegliwości zdrowotne. Przełamuję broniące  się  „ego” lękiem i   tak jak przy początkowym leczeniu  raku płuc, tak i teraz zaczynam modlić  się do MATKI BOSKIEJ LICHEŃSKIEJ  i proszę  PANA JEZUSA O ŚWIATŁO  MIŁOŚCI. Wizualnie promienie  ŚWIATŁA  PANA JEZUSA   kieruję  na bolące miejsca. Od razu czuję się lepiej  na tyle, że chyba będę mogła zasnąć.

Całą noc przespałam, ale obudziłam się połamana, zupełnie nie do życia. Nie mam wyjścia, przełamuję się   i idę  do lekarza.

Jestem po wizycie  u rodzinnego lekarza, zrobiłam podstawowe badania i  wróciłam  ze  skierowanie do pulmonologa.

W swoich dokumentach medycznych odnajduję  numer  telefonu do lekarza  onkologa pulmonologa. Po trzech latach przerwy w badaniach kontrolnych  ponownie dodzwaniam  się do przychodni pulmonologicznej  raka płuc.  Nie zaskoczył mnie 5 miesięczny okres oczekiwania,  tylko  zdumiewa  mnie, że po  3 latach przerwy  muszę rejestracji  dokonać osobiście przywożąc z sobą skierowanie do pulmonologa.  Zastanawiam się dlaczego?  Przecież nie wierzą, że  mój nieoperacyjny rak płuc można  było wyleczyć.

Dociera  do mnie, że hasło „PACJENCIE LECZ SIĘ SAM” nadal jest aktualne, pod tym względem nic się nie zmieniło.

W tej sytuacji, znów  ogarniam  myśli i kontynuuję poprzednią  terapię, bo  ostatnio nie poszła mi energia i czuję, że coś nie dokończyłam.  Jak zwykle zaczynam od  medytacji  i  zadania  samej sobie  pytania  co czuję?

Tym razem obok  poczucia winy pojawił się głęboki żal mojego syna, ot tak bez powodu bardzo go żałuję i czuję  jak bym mu coś okropnego niechcący zrobiła.  Trzymam się tego uczucia, oczy napełniły się  łzami, pełna obaw ,  boję  się  w to wejść, ale co ma być to będzie! Trudno! Wchodzę!

W ostatniej chwili jeszcze dociera do mnie, że tak naprawdę   tymi  uczuciami wchodzę do swojej podświadomości, gdzie są ukryte toksyczne zdarzenia. Dla odwagi usilnie mówię sobie  i  głośno, Ty tu już Irena byłaś, dałaś radę, to i teraz  nic ci się nie stanie!

Nieoczekiwanie wizualnie pojawia  się ukryte  zdarzenie!!!! ……  Pojawia się  okropne samopoczucie!  Żal ściska mi serce i zalana łzami  widzę,   jak  tulę mojego  7-dmio letniego synka całkowicie  załamanego, który  łkając szepcze mi, że mnie kocha, a ja tulę go, wycieram mu łzy i też  mówię mu, że go kocham. Chcę mu coś powiedzieć, ale nie wiem co,  mam zamęt, tylko go tulę, wycieram  mu łzy i razem płaczemy.  Czuję  się winna, ból rośnie do nie wytrzymania.

Pojawia mi się obraz, jak mąż  synkowi  wymierza karę pasem  za kłamstwo.  Kupił drogie zabawki za podebrane nam pieniądze i  zwalił winę na kolegę, że to on dał mu te  pieniądze.  Powiadomiliśmy jego rodziców, a oni za to sprawili mu porządnie  lanie.

Jestem  winna, bo  czuję, że mój synek kłamał ze strachu  podobnie  jak  ja,  ze strachu nie broniłam go. Jak mogłam  pozwolić go  tak mocno zbić!!!!  On  biedny   będąc  okładany pasem  nawet nie krzyknął, ani nie płakał.  Ja też powstrzymywałam płacz, głośno płakała tylko  młodsza  siostrzyczka.  Ból rozdziera mi pierś , że dziecko cierpi, a ja jestem bezsilna i jeszcze tłumaczę jego oprawcę!!!!!  Że niby dla jego dobra musiał tak postąpić.  Po wymierzeniu kary nie mogłam go nawet przytulić. Dopiero jak  wszyscy posnęli,  podeszłam do łóżka  synka. On biedny dopiero teraz po cichutku chlipał w poduszkę, bo przy nas nie uronił  ani jednej łzy.

Poczułam jeszcze bardziej się winna, bo nie dopełniłam  obowiązku  jako  Matka, powinnam  bronić synka  przed karą, bo na nią nie zasłużył. Kłamał ze strachu, co biedny miał robić?

Mimo bólu przemyka  mi  pytanie, dlaczego nie obwiniam męża, to przecież też jego syn. Mąż spokojnie teraz sobie śpi w obliczu dobrze spełnionego  ojcowskiego obowiązku!  Przecież  tak naprawdę  też  dzieci kocha i tak naprawdę jak wymierzał mu karę był bardzo spokojny, wcale się nie  złościł.  Może jednak synek  powinien otrzymać karę, bo ze strachu, ale źle postąpił i jego kolega niewinnie ucierpiał. Nagle  zaczyna mi coś mówić, /w głowie prześwitywać/,  że  synek słusznie otrzymał karę. W tym momencie opuścił mnie ból i żal.

Jak opuścił mnie ból z żalem, dopiero byłam zdolna spojrzeć na synka poprzez jego uczucie.  On wcale nie cierpiał z powodu poniesionej kary,  nawet był zadowolony, że tą karę otrzymał. W pewnym momencie dotarła  do mnie  synka pretensja, że Tato za mało mi wlał  za to co zrobiłem!

Uświadamiam sobie, że mój synek cierpiał i rozpatrzał, że przez jego kłamstwo ucierpiał jego przyjaciel, którego bardzo  cenił, a nie przez otrzymaną karę.  Najgorsze jest to, że teraz wstyd mu i nie wie jak spojrzeć  przyjacielowi  w oczy. Żali mi się,  jak teraz pokaże  się kolegom na podwórku.

Dociera do mnie okrutna prawda,  że przez  „miłość” czułam  ogromny  ból  i dlatego nie dostrzegłam  prawdziwego problemu synka. On biedny rozpatrzał, bo nie  potrafił poradzić sobie ze wstydem  i winą wobec swojego  przyjaciela.

Dotarło też do mnie, że nie poradziłam sobie z problemem wychowawczym dziecka. Czyżby zaślepiła mnie miłość do synka? Teraz targają mną nowe wątpliwości, ale już nie są  ukryte w podświadomości,  tylko  świadome.  Usprawiedliwiam siebie, że miałam prawo popełniać błędy, bo nikt mnie nie uczył jak wychowywać dzieci. Starałam się wychowywać tak jak potrafiłam najlepiej.

img189Moje kochane skarby.

 

Teraz z perspektywy czasu  widzę, że przez moje miękkie serce, przez przytulanie  go  po wymierzonej karze przez ojca, pokazałam mu swoją słabość. On tego ode mnie jako Matki nie potrzebował!!!!! Ja jego w  tym ważnym momencie nie zrozumiałam i przez to zawiodłam.

Mój synek zamiast ode mnie pomocy w rozwiązaniu jego problemu, w które sam się  pogrążył i nie  umiał sobie poradzić, otrzymał ode mnie współczucie, które jeszcze bardziej w tej sytuacji go pogrążało.

Obecnie jestem przekonana, że gdyby za kłamstwo nie otrzymał kary podobnej do przyjaciela,  w jego psychice pozostałby destruktywny ślad do końca życia. 

To była jedna z trudniejszych terapii, ale  dzięki  niej dolegliwości w ciele zniknęły. Za tydzień muszę pójść  zbadać sobie tarczycę, jak funkcjonuje przy niedoczynności po uwolnieniu destruktywnych emocji. Mam nadzieję, że niebawem też  przestanę brać  lek  na niedoczynność tarczycy, tak samo jak na pozostałe choroby.

Irena

 

Pamiętnik pisany inaczej

Japonia aparat 084Japonia aparat 039

 

Budowanie nowego życia nie polega na zmianie partnera, pracy, czy miejsca zamieszkania. Przy takim sztywnym podejściu bez zmiany przekonań,  zmartwienia i problemy podążają za człowiekiem jak cień.

Po odkryciu, że rak przekazuje mi  informacje o moich przekonaniach,   moje kartki pamiętnika nabrały innego charakteru.

Na rakowych gruzach dokańczałam  dzieła zniszczenia dotychczasowego  życia, by na nich  budować nowe zdrowsze i  nieznane.

Moje zapisane własnoręcznie kartki papieru które nazwałam pamiętnikiem   pokazują  nowe wydarzenia  z życia zaskakujące, tak samo jak  wszystko co zaczęło się dziać w moim życiu, po uwolnieniu lęków.

Nowym ważnym wydarzeniem jest inne spojrzenie na pewne aspekty z życia wczesnego dzieciństwa, dzięki wejrzeniu do swojej podświadomości.

Oznacza to uświadomienie, że zmartwienia, lęki, smutki, cierpienia z przeszłości ciągnęły się za mną i manifestowały przez całe moje życie!!!!!!!!

Praktykując uwalnianie destruktywnych lęków i przekonań zniszczone ciało zaczynało się naprawiać i to mnie cieszyło, ale czasem czułam się nieswoje jak  zauważalnie  moje dotychczasowe życie  zaczęło ulegać  zniszczeniu. Niestety, do niektórych zmartwień i smutków tak się przyzwyczaiłam, że zaczęło powoli mnie ich brakować. Na szczęście w zamian w pewnych aspektach następowały pozytywne  zmiany co budziło  refleksje, czasem niedowierzanie, ale  stare przyzwyczajenia ulegały zapomnieniu.

I tak na przykład, czasem przypominałam sobie z sentymentem, jak  czułam się bezpiecznie, czując się  małą dziewczynką, kiedy byłam uzależniona od pierwszego męża  despoty,   który  nie pozwalał podejmować  mi  żadnej decyzji. Podejmował je  za mnie, ale nie kierował się moim dobrem, często nawet nie swoim tylko głupotą. Nie zauważałam niczego, bo czułam się emocjonalną małą dziewczynką otoczona opieką.  Przy takich wspomnieniach, szybko następuje  refleksja, że konsekwencją tego były zmartwienia i cierpienia  dorosłej kobiety o sile „Herkulesa”.

Do  60-ciu lat  moje życie nie należało do łatwego, czekałam na emeryturę jak na zbawienie, marząc już tylko o wypoczynku i spokojnym obserwowaniu   jak radzą sobie dzieci i jak dorastają wnuki.

Kiedy w końcu przeszłam na upragnioną emeryturę, zaczęłam chorować, czego mogłam się spodziewać.  Jednak  nigdy  nie pomyślałam, że  na stare lata  będę burzyła dotychczasowe życie, by na tych ruinach budować  coś  od nowa.

Co wcale nie oznacza, że nie mam sentymentu do minionej młodości.  Nie żałuję niczego co poległo w gruzach, bo  z  pod nich wyłania się wiele radości i uśmiechu.

Wiele osób powiada, że coś tam lubi, bo są to jego smaki dzieciństwa. Kiedy się pytam, jak fajne  i piękne musiała Pan/i/ mieć dzieciństwo i jaką największą radość pamięta? Najczęściej nie potrafią sobie nic przypomnieć, a niektórzy  po namyśle  odpowiadają, że Święta Bożego Narodzenia. Kiedy dopytuję się o szczegóły radości, to zawsze pojawiają się żale i łzy smutku.

Uważam, że wynika to z tego, że negatywne uczucia pamiętamy bardziej, niż radość i miłość. Smutki i żale są zawsze na wierzchu niczym piana i śmieci na wzburzonym morzu.

 W moim praktykowaniu uwalniania zablokowanych emocji doświadczyłam, że usuwając potężną emocję z aspektu życia okresu dzieciństwa, to automatycznie  rujnuje się życie obecne  w wielu aspektach i tworzy się zupełnie coś nowego. Natomiast w ciele ulegają zniszczeniu choroby i następuje  naprawa, na zasadzie co jeszcze można naprawić  to ciało odbudowuje i  naprawia, a ja nie robię nic, tylko patrzę co się dzieje.

Jest to fascynujące doświadczenie, trudne do opisania, jak  dolegliwości ciała i problemy znikają.

Zapomniałam już, jak co rano oglądałam obrzęki pod oczyma, zastanawiając się, czy to nie jest oznaką nawracającego raka. Jeszcze niedawno trudno było mi  wejść po schodach, a uważne dobieranie  środków  higieny i czystości, ze względu na uczulenie jest już dawną  przeszłością. Od młodych lat  na okropne bóle kręgosłupa chodziłam do lekarzy, masażystów, kręgarzy, bioterapeutów,  by trochę ulżyć w cierpieniu, ale bóle ciągle wracały bezlitośnie. Parę lat temu  ten problem zdrowotny  sam przeminął. Może nie do końca sam, bo musiałam pozbyć się pewnych destruktywnych przekonań.

Kiedy czytam, że 9 lat temu było mi przykro i kłóciłam się z obecnym mężem, że  nie spędzał wolnego czasu ze mną,  wychodził z domu i przychodził  tylko jeść i spać.   Zastanawiam się, czy mój mąż jest tym samym człowiekiem, bo obecnie jest wielkim domatorem domu.

Kiedyś  wszelkie porządki należały tylko do mnie.  Jak męża  poprosiłam o pomoc to ewentualnie zrobił tylko to, na co wskazałam palcem i to najczęściej odwleczone w czasie. Nie interesowało go, co ja robię, co lubię i co mi się podoba, wcale  mnie nie zauważał. Obecnie mąż pilnuje i robi  porządki  w domu i ogrodzie. Jak ja np. sadzę kwiatki, to mąż bez proszenia go od razu jest przy mnie i kopie pod nie ziemię.

Z ponurego, ciągle marudzącego, wiecznie nie zadowolonego stał się radosnym, miłym i zadowolonym mężem.  Nie pamiętam, kiedy miał do mnie by jakieś pretensje. Rano wita mnie z uśmiechem i idziemy spać w miłym nastroju.

               Takiego miałam męża, jakie  miałam przekonania  lęki i ograniczenia nabyte we wczesnym dzieciństwie. Nie musiałam zmieniać męża, wystarczyło zmienić swoje przekonania i pozbyć się ograniczeń, a wszystko się pomyślnie poukładało z korzyścią dla obu stron.

Sztuka polega na tym, że buduję życie od nowa nie zmieniając męża, dzieci i miejsce  zamieszkania.

Dla wielu budować nowe to zmieniać partnerów, pracę, miejsce zamieszkania i rodzić dzieci. Później są zaskoczeni, że wraz ze mianami, pozostają te same lub większe problemy i zmartwienia.

JA zmieniłam  tylko przekonania, styl życia i koleżanki, bo przyjaciół tak naprawdę nie miałam i nie mam. Kiedyś myślałam, że otaczam się przyjaciółmi, ale nowe życie zweryfikowało, że nazywałam  coś czym nie było. Być może mam już paru przyjaciół, tylko jeszcze nie wiem i dopiero się niebawem przekonam?

Dawniej w pamiętniku opisywałam tylko bieżące swoje  życie i emocje.  Obecnie mój pamiętnik ma szersze zastosowanie, bo opisuję w nim  doskwierające  emocje obecne, z aspektem życia który je wywołuje  sięgając  aż do korzeni,  czyli  do okresu dzieciństwa.  Opisuję całe swoje uczuciowe życie, łącznie z dzieciństwem.

              Sięgając do źródła juz nic nie muszę robić, wszystko dzieje się samo, ja jestem tylko bacznym obserwatorem co się dzieje i  tylko  skrupulatnie zapisuję na kartkach papieru.

Obecny pamiętnik od poprzedniego różni się tym, że zapisuję obecne życie przed zachodzącymi zmianami, po zmianach i  łączę  z przekonaniami nabytymi w   dzieciństwie.

Opisując jednocześnie  swoje dzieciństwo uwidaczniam  jak  małe dziecko błędnie interpretuje wydarzenia z życia i jaki to ma wpływ na dalsze jego życie.

Po paru latach lubię swoje zapiski  czytać, wówczas  przypominam  sobie jaka naprawdę byłam kiedyś, a jaka jestem dzisiaj. Co czułam, jakie miałam dolegliwości zdrowotne, co mnie doskwierało, a teraz minęło bezpowrotnie.

Gdyby nie kartki pamiętnika, pewnie bym już nie pamiętała, jakie miałam marzenia i ile z nich się spełniło. Nie moją intencją jest  propagować pisanie pamiętników. Chcę tylko powiedzieć, że  jak  przeglądam swoje zapiski, to zawsze uświadamiam sobie, jak wiele w swoim życiu dokonałam zmian zdrowotnych i życiowych.

Muszę przyznać szczerze, że nowe zmienione aspekty życia, nie zawsze są takie jak bym sobie życzyła, myślę że wynika to z nie do końca oczyszczonych wszystkich ukrytych emocji. Ale i tak wdzięczna jestem BOGU, że dane było mi dokonać tyle zmian i że nadal to się dzieje.

Część pamiętnika pisanego inaczej,   opublikuję, a część  nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo chcę  zachować prywatność nie tylko swoją, ale całej Rodziny trzech pokoleń.

Irena