Monthly Archives: Wrzesień 2016

Nieszczęsna gruszka

Przez piękną soczystą gruszkę  musiałam cierpieć i umierałam pogrążając się w otchłani ciemności. To nie do wiary, że są  to prawdziwe fakty z mojego życia.

Wszystko ma swój sens i tak samo było w moim przypadku przez niewinny malutki epizod z  nieszczęsną  gruszką, szłam przez życie pełnego bólu i niepowodzeń.

 gruszka-nieszczesna-088img095

 

Jako mała dziewczynka nie poradziłam sobie z rzeczywistością  w jakiej się znalazłam i mój umysł ratując mnie przed groźnymi skutkami dla życia, ukrył przed moją świadomością  i  zdarzenie zakopał  głęboko  w  podświadomości.

 Wszystko ma swój sens i tak samo było w moim przypadku przez  malutki epizod z nieszczęsną gruszką, szłam przez życie pełnego bólu i niepowodzeń.

Zaczęło się niewinnie,  jak miałam 6 latek  kotek uciekł mi na strych domu, a następnie przez ukrytą dziurę w ścianie na strych sąsiadów. Nie zastanawiając się nad niczym z impetem  za nim pobiegłam. Zatrzymałam  się dopiero u sąsiadów w kuchni, jednak nie podążyłam dalej za kotkiem, który  pognał  do pokoju. Myśląc, że może ktoś znajduje się w mieszkaniu, głośno krzyknęłam –  „Proszę Pani kotek do Was mi uciekł”.

Na moje wołanie jak się nikt nie odezwał zorientowałam się, że jestem sama w cudzym mieszkaniu. To przestraszyło mnie i starałam się jak najszybciej z tego mieszkania wydostać. Wracając    zobaczyłam  na stoliku przepyszną nieszczęsną gruszkę.  Nieszczęsna , bo  błyskawicznie wylądowała u mnie w fartuszku.

Podczas sesji terapeutycznej odkrywając zapomniane zdarzenie, wyraźnie czułam  jak w moich rękach mnie parzy, ale  łakomstwo wzięło górę  i na swoją zgubę zabrałam ją ze  sobą. Połączone łakomstwo ze strachem  dawało emocje podobne do złodzieja okradającego  cudzy sejf ze złotem.

Z gruszką w rączce,  ukryta na strychu sąsiadów  trochę ochłonęłam i wówczas  dotarło do mnie, że ja grzeczna dziewczynka zostałam złodziejką. Próbowałam ponownie położyć gruszkę na miejsce  skąd wzięłam, ale niestety było za późno, bo sąsiad wrócił do domu.

Siedząc w ukryciu  zaczęła się moja prawdziwa gehenna, bo ze  skradzioną  gruszką  nie mogę przejść na swój strych  z powodu młodszego braciszka, który zawsze jak cień chodził za mną.  Za ścianą  przez szpary widzę jak czegoś szuka  myszkując blisko wyjściowej dziury, a jego ulubionym zajęciem było skarżenie do Rodziców na mnie.  Będąc  w pułapce musiałam się  pozbyć dowodu kradzieży.

Trzęsąc się ze strachu i trochę z zimna, płacząc na siłę  połykałam w pośpiechu gruszkę  razem ze łzami, aby po niej nie było śladu. Była  gorzka,  zimna i  nie mogłam przełknąć żadnego ogryza, ale jakoś na siłę  ją  zjadłam  z obrzydzeniem. Jakaż  one była  ohydna!!!! Po co ja ją z sobą zabrałam! Trudno, stało się!

Z kryjówki wyszłam jak kochany braciszek sobie poszedł, którego kochałam  nad życie, dlatego tolerowałam jego skargi na mnie. Nawet było mi przykro, że nie mogłam jemu tej  gruszki  dać, wyobrażałam sobie, jak  apetycznie by ją  wcinał.

               Od zawsze  bardzo starałam się udowodnić swoim kochanym Rodzicom i całemu światu, że jestem dobrą, mądrą i grzeczną dziewczynką, a teraz ta gruszka  wszystko zniszczyła.

Nie bałam się kary, otrzymałabym lanie i tego się nie bałam. Martwiło mnie to,  że  kradzież u moich Rodziców była bardzo mocno piętnowana.

Nauczono mnie, że piętno złodzieja nie wymaże  żadna kara do końca życia!  Co ja narobiłam!  Przecież ja cały czas udowadniam Rodzicom, że jestem dobra i że jestem jednak mimo wszystko coś  „ wartana”, a teraz wszystko poszło na marne, już zostanę najgorsza do końca życia!!!  Jestem złodziejką i tego nie można już zmienić.

Chociaż  kradzież gruszki  się nie wydała, ale  noszony w sobie wstyd będąc małą Irenką doskwierał mi bardzo.   Próbowałam o tym co zrobiłam przyznać się zaufanej cioci, siostrze zakonnej na religii, oraz Mamie. Niestety,  nie do końca w swych zwierzeniach byłam szczera,  nie dopowiadałam  skąd ją ukradłam i nikt mnie o to się nie pytał.  Z uśmiechem moje zwierzenia ignorowano, kończyli  rozmowę regułką którą dobrze znałam – jak się coś wzięło to trzeba znów  położyć na miejsce. Sęk w tym, że skąd po sezonie miałam wziąć gruszkę i jak ją położyć na miejsce, skoro dziurę na strychu już  ktoś załatał.

Po roku na spowiedzi przed Pierwszą Komunią Świętą, ksiądz również nakazał mi oddać  gruszkę  i położyć na miejsce, ale już  pod rygorem, że inaczej spowiedź będzie nieważna i nie będę mogła przystąpić do Komunii Świętej.

Księdza nie obchodziło, że gruszki w maju nie zdobędę, a dziura na strychu u sąsiadów jest od dawna porządnie zabita deskami. Nie przyszło mi do głowy, że oddać mogę już wchodząc normalnie drzwiami, ale to było mało istotne, bo w maju  gruszka  była nie do zdobycia. /W czasach mojego dzieciństwa owoców  po  sezonie   nie było w żadnym sklepie/

Nie miałam wyjścia, więc o kradzieży przyznałam się Ojcu, akcentując mu, jaki przy spowiedzi  otrzymałam warunek rozgrzeszenia. Oczywiście zataiłam, że ukradłam z mieszkania sąsiadów. Ojciec  odpowiedział mi tak jak wszyscy wcześniej, tylko dodał, że jak nie oddam, to nic się nie stanie, bo pod drzewem i tak by się zmarnowała. Chciałam jeszcze Ojcu coś  powiedzieć, ale machnął ręką uznając, że temat zamknięty i poszedł sobie, zostawiając mnie z nierozwiązanym problemem.

               Do I Komunii Świętej przystąpić musiałam, będąc pewna, że popełniam  „Świętokractwo” bo otrzymałam rozgrzeszenie pod warunkiem, którego nie spełniłam, więc uznałam spowiedź za nieważną. Nikt mnie, małej Irence  w odpowiednim momencie tego nie wyjaśnił.

W trakcie przyjęcia I Komunii Świętej,   umysł kradzieży  gruszki  i spowiedź zakopał głęboko w ciemnych zakamarkach mojej podświadomości, jednocześnie programując we mnie raka płuc.

To że zaistniałe fakty z emocjami  zostały wymazane z pamięci, wcale nie oznaczało, że w podświadomości umarły. A wręcz przeciwnie, one wraz ze mną rosły w siłę kreując moje życie, tylko bez mojego świadomego udziału. W tym zakopany lęk przed śmiercią rósł bez przeszkód w niebotyczną siłę, czyli sprawce programu mojego raka płuc.

W  dorosłym życiu realizowało się to tym,  że pomału oddalałam się od kościoła. Przebywając w  kościele wydawało mi się, że Święte obrazy mi grożą,  bo  nie jestem godna do kościoła przychodzić, ale już nie pamiętałam dlaczego i nad tym się nie zastanawiałam.

Na swojej drodze życia złe   zdarzenia   zganiałam  na mój taki los.  Już jako małolata padałam ofiarą drobnych kradzieży, oraz niesłusznych  osądów o spowodowanie kradzieży. Mając 20 lat o mało co nie poszłam do więzienia za oskarżenie mnie za znaczną kradzież pieniędzy, które ukradł ktoś inny. Ciągle musiałam udowadniać, że jestem uczciwa, na ogół mnie się to udawało, ale ile przeszłam przez to  upokorzeń nie będę już tego wspominać.

Związku z powyższymi  wydarzeniami strach i lęk  ukryty  w podświadomości rósł w niebotyczną siłę zadając mi w życiu cierpienie i tworząc choroby. Skąd mogłam wiedzieć, że podświadomość nie słucha świadomości, a kreuje naszym życiem. Gdybym o tym wiedziała, na pewno moje życie  potoczyło by się inaczej.

Niestety do terapii emocjonalnej z Radykalnym Wybaczaniem nakłonił mnie dopiero rak płuc.  To przykre, że musiała śmiertelna choroba zmusić  mnie do pokonania swojego „ego” i  spojrzenia w głąb siebie, by uwolnić ukryte emocje. Przecież wcale tak być nie musi, można uwalniać zablokowane strachy  i lęki  zanim dopadnie choroba!!!!!!!!

„ Powracające na nowo negatywne emocje niosą często ze sobą jakąś wiadomość, podobnie jak czyni to choroba.” – Eckhart Tolle.

               Po terapii długo nie mogłam uwierzyć jak tak  absurdalne ukryte wydarzenia emocjonalne z  zapomnianej przeszłości poczyniły w moim życiu tyle cierpienia!!!!!!!!!  Przecież tak naprawdę nie uczyniłam nic złego!!!!!

Już po wszystkim, mój rak poszedł sobie tam skąd przyszedł. Ten sobie poszedł, tylko czy inny nie będzie musiał mi czegoś przekazywać ?  Lepiej nie !  Żadnych informacji i niczego od żadnej choroby już nie chcę. Chciałabym resztę życia przeżyć spokojnie w gronie bliskich bez żadnych chorób i cierpień.

Za gościnę raka zapłaciłam dużą cenę i to wystarczy, dlatego  przygodę z terapią  emocjonalną  ciągle kontynuuję, zapobiegając chorobom i wielu toksycznym zdarzeniom w swoim życiu, o czym w miarę swoich możliwości na blogu opiszę.

Irena

 

 

Matka staje się nikim

Obecnie Matki dobro się nie liczy,  tylko dobro dzieci.

W mediach, w Decyzjach Sądowych, Ustawach Rządowych , w tym ustawach o ochronie życia poczętego bierze się pod uwagę tylko i wyłącznie dobro obecnych i jeszcze nie narodzonych dzieci, a  Matki dobro  w ogóle nie jest brane pod uwagę.  Wobec  faktów dzisiejszego życia Matka stała się nikim? Matka tylko musi, nikt jej się nie pyta czy na narzucone zobowiązania wystarczy jej sił.

Wobec powyższych faktów nic dziwnego, że wielu młodych  zatraciło  szacunek do seniorów,  skoro im od momentu poczęcia wmawia się, że tylko im wszystko się należy, bo tylko Oni są ważni, Matka wobec nich wykonuje tylko obowiązek i łaski nie robi, bo musi, bo jest Matką.

Gdzie nie  ma wdzięczności, nie ma szacunku.

Teraz jeszcze głośno mówi się, że  biedni młodzi muszą  na nasze emerytury pracować, dlatego mało zarabiają.

Każda  Matka marzyła i walczyła o to, aby przyszłemu pokoleniu żyło się lepiej. Problem jest w tym, że teraz o tym się nie pamięta, wielu uważa, że  gdyby nie nasze emerytury młodym żyłoby się dostatniej.

Zapomniano, ŻE NAM  SENIOROM PRZEZ DŁUGIE CIĘŻKIE LATA  ZABIERANO WIĘKSZOŚĆ WYPRACOWANYCH POBORÓW NA  INWESTYCJĘ DLA MŁODEGO POKOLENIA I NASZĄ PRZYSZŁĄ EMERYTURĘ.

My seniorzy nic nikomu nie jesteśmy winni, na swoją emeryturę zapracowaliśmy swoją ciężką pracą!!! Swoim dorosłym dzieciom też   niczego nie jesteśmy winni, wychowaliśmy ich tak, jak potrafiliśmy najlepiej!!!  Mamy prawo liczyć na ich wdzięczność i należny nam  szacunek!!!

 

jesien-zycia-039         jesien-zycia-038 Jesień jest piękna i obfita

 

My seniorzy Rodzice już dla swych dorosłych dzieci dużo zrobiliśmy, pytanie, co dzieci zrobiły dla nas, dla swych Matek? Może się zdarzyć, że będą coś jeszcze chcieli dla swej Matki zrobić, ale na to już będzie za późno, bo nas może już nie być.

Przez całe życie ciężko pracowaliśmy na swoją emeryturę, nie nasza wina, że ktoś nasze pieniądze zebrane  na emeryturę  zaprzepaścił. Jesteśmy powojennym pokoleniem, wychowywani na zgliszczach wojennych. Nie narzekaliśmy na chowanie się w biedzie i później takie samo życie, bo były trudne czasy.

Rozumieliśmy, że nasze  niskie pobory wynikały  z potrzeby, bo większość  była  zabierana na potrzeby wyższego rzędu.  Należało  w pierwszej kolejności wznosić  na gruzach nowe budowle, szpitale, szkoły, drogi, przemysł itp. Do tego jeszcze swoimi niskimi poborami  spłacaliśmy swoją edukację szkolną i uczelnianą.  Znane było powiedzenie ” chcieliście się uczyć, to teraz nie narzekajcie, że zarabiacie mniej od tych co się nie uczyli. To były czasy, kiedy swoją edukację trzeba było odrabiać całe długie lata.

Uważam, że dawanie uszlachetnia jeśli jest wdzięczność. W przeciwnym razie dawanie przeobraża się w żądania   i przymus dawania.

 Według mnie  ciągłym dawaniem, czasem ponad siły, seniorzy zatracili szacunek sami do siebie.  Natomiast młodzi są tego projekcją. /To nie znaczy, że usprawiedliwiam młodych za brak szacunku/

Na polu bycia niepotrzebnym wraz z Matkami  polegli i Ojcowie.  Seniorzy, jak  poczuli się niepotrzebni, wycofali się w cień i stali się NIEZAUWAŻALNI.

Dawniej Matki zdanie  liczyło się do późnej starości i tak samo do późnej starości  seniorzy czuli się potrzebni. Dorosłe dzieci przy  swoich ważnych decyzjach, brali pod uwagę zdanie swoich Mam, mając na względzie ich życiowe doświadczenie i  miłość. Nie oznaczało to wcale,  że młodzi nie podejmowali decyzji samodzielnie. Tak naprawdę byli  w decyzjach odważniejsi, co skutkowało wcześniejszym usamodzielnieniem się  niż dzisiaj.

Powyższe przemyślenia skłoniły mnie do zastanowienia się jaką ja jestem seniorką. Młoda już nie jestem, ale jako seniorka czuję się jeszcze młoda. Wychodzę z domu na różne kursy, na spotkania, wycieczki organizowane dla seniorów.  Cenię sobie należność do  Stowarzyszenia Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Związku z powyższym na nudzenie się nie mam czasu, ale i tak czuję się niepotrzebna, bo moi bliscy już mnie nie potrzebują. Dzieci dawno się usamodzielniły co mnie bardzo cieszy, bo chyba nie miałabym już czasu i sił im pomagać.

Czasem dzwonią  moje kochane wnuki  i zwierzają mi się, że tęsknią za babcią. Po takim telefonie pojawia się radość,  kręci się  łezka  w oku i duża tęsknota.

Natomiast uczucie bycia niepotrzebną tkwi nadal niczym głaz nie do ruszenia.

Moje toksyczne przekonanie w tym temacie wyrosło niczym wielka góra lodowa. W moim życiu przejawiało się  to, na wydobyciu się na powierzchnię lęku „nie przeszkadzaj”.  Nawet córka zwróciła mi uwagę, co Ty Mamo ciągle ostatnio wychodzisz z niedorzecznym absurdalnym „przeszkadzam”

Spostrzeżenie córki na moje często wypowiadane słowo „przeszkadzam” dało mi do myślenia, że wyszło na wierzch toksyczne przekonanie.

Jestem bardzo ciekawa, co ma wspólnego automatycznie wypowiadane często słowo „przeszkadzam” z uczuciem bycia niepotrzebną.

T E R A P I A

Wczuwając się w lęk  „przeszkadzam”, gdzieś z tyłu głowy  słyszę szepty „nie przeszkadzaj”

Wyciszona przy pomocy medytacji i Kodu Uzdrawiania wczuwając się w szepty „nie przeszkadzaj” po nitce do kłębka weszłam jak zwykle w ukryte obrazy wczesnego dzieciństwa.

Mam około trzech latek, jestem w otoczeniu dorosłych ciotek i kuzynów. Idziemy polną drogą, a właściwie oni idą, a ja między nimi biegnę. Przynaglają mnie, abym szła szybciej, bo gdzieś nie zdążymy. Ruszyłam biegiem do przodu, nagle potknęłam się i poczułam w prawej ręce ogromny ból. Upadając oparłam się rączką o wbite w ziemię coś ostrego i brunatnego, była to chyba zardzewiała blacha. Ciocia owinęła mi czymś  rękę dodając,  tyle roboty, a tu jeszcze z tobą trzeba jechać do lekarza, dlaczego nie uważałaś!

jesien-zycia-069

Na zdjęciu mały ślad opisanego zdarzenia pozostał.

Bardzo chciałam jak najszybciej przytulić się do Mamy, aby mniej bolało. Po przyjściu  do domu Mama jak zobaczyła zakrwawioną rękę uderzyła w biadolenie, jak Ona teraz zostawi wszystko i pojedzie do miasta na opatrzenie ręki. Chciałam się przytulić, odsunęła mnie mówiąc,  „nie przeszkadzaj” muszę się spieszyć, abyśmy zdążyli na autobus. Wcale nie chciałam jechać do szpitala, byłam pewna, że jak by mnie Mama przytuliła, to ręka przestała by boleć i po sprawie.

Pokazał mi się następny obraz w zimowej scenerii, jak naśladując duże dzieci pod ich nieobecność pozwoliłam sobie zjechać z dużej ślizgawki. Poleciałam głową w dół rozbijając sobie czoło i łuk brwiowy. Mocno leciała mi krew, a ja wykorzystując, że nikogo nie było, zakrwawiona uciekłam za pobliską stodołę i tam spokojnie wycierałam śniegiem krew z czoła i twarzy. Tam chyba zasnęłam, bo obudziłam się na rękach sąsiadki, która czule do mnie przemawiała opatrując czoło. Jak tylko wspomniała, że zaprowadzi mnie do domu, ja wyrwałam się z jej objęć i uciekłam.

Widzę jak uciekam, a Ona mnie goni. Sąsiadkę lubiłam, bo była miła i troskliwa, ja tylko strasznie bałam się iść do domu, że znów w jakiejś ważnej robocie przeszkodzę Mamie. Moja Mama zawsze coś ważnego robiła, zawsze była zapracowana. Bardzo pragnęłam Mamie pomóc, ale Ona zawsze mówiła, pomożesz, jak nie będziesz przeszkadzać.

W tym momencie utrwaliłam sobie toksyczne przekonanie ” jak przeszkadzam to jestem niepotrzebna” ; „Lepiej abym nie istniała, Mamie i cioci  byłoby lżej”

Podczas terapii łzy leciały mi ciurkiem, ale spojrzenie na fakty z pespektywy dorosłej spowodowało ulgę taką, jak by jakiś ciężki kamień spadł mi z  pleców, który czułam jak uwierał mi w krzyżu.

Świadomie pamiętam, jak będąc dzieckiem bolało mnie coś w krzyżu, ale wstydziłam się tego bólu, bo wmawiano mi, że naśladuję Mamę.

Po terapii poczułam wielką ulgę nie tylko w kręgosłupie, ale i na duchu, bo nareszcie poczułam się potrzebna. Pozostał jeszcze lęk, abym nigdy nie potrzebowała pomocy, zamiast tego  obym zawsze mogła pomagać.

Dotarło do mnie, że skoro jestem na tym świecie, a do tego  wyszłam z nieuleczalnej choroby, to mam jakąś rolę do spełnienia, nawet jeśli będę słaba i potrzebowała pomocy.

Wszystko ma swój sens, nic nie dzieje się bez przyczyny.

Irena

 

 

Licznik odwiedzin
0219988
Visit Today : 40
Total Visit : 219988
Hits Today : 206
Total Hits : 1428279