Monthly Archives: Listopad 2016

Nie przegap szczęścia

szczescie-103  szczescie-104      Szukaj szczęście sercem, bo dla oczu i uszu może być niewidoczne.

Swoim „SZCZĘŚCIEM ZDROWIA”   zobrazowane      przez  wnusię  Milenkę,  dzielę się z  całego serca z wszystkimi, którzy  go potrzebują.

Biegnąc przez życie,  niby  patrzymy i nie widzimy, słuchamy, ale nie słyszymy – stój!  Zatrzymaj się czasem i poczuj tą chwilę sercem i zacznij żyć!!!!

Wielu całe życie  oczekuje, że  szczęście im się przytrafi, zamiast żyć,  cieszyć się życiem i  mieć chwilę, aby  rozejrzeć się wokół siebie, czy czasem coś cennego   nam nie  umyka.

Nasz umysł, wzrok i słuch, zwracają uwagę na to co błyszczy, jest ładne i miłe dla  uszu  i oka. Na swojej drodze  życia omijamy, lub nawet przydeptujemy co jest  ciche i mało widoczne, nie zdajemy sobie sprawy, że coś  niepozorne,  może być bardzo cenne, może to nawet być  np. „SZCZĘŚCIE”.

Ja należę do tych szczęśliwców której udało się pokonać nieuleczalnego, bo drobnokomórkowego raka płuc  z przerzutami i to bardzo już zaawansowanego, a następnie jeszcze  z paru innych chorób.

Związku z powyższym  od pewnego czasu miałam potrzebę  podzielenia się swoim  „SZCZĘŚCIEM ZDROWIA” z innymi,  którzy walczą o zdrowie i z tymi, którzy chcą swoje zdrowie zachować.

Przyznam się otwarcie, że nie bardzo wiedziałam w jakiej formie  i jak się z innymi podzielić. Myślałam o tym aby zwrócić się do grafika komputerowego o pomoc,  by stworzył graficzny obraz energii przypominającej    piękne światło miłości, które rozbłyskuje się  pięknymi promieniami na wszystkie strony świata, bo tak sobie wyobrażałam  SZCZĘŚCIE  które mnie spotykało na drodze do wyzdrowienia.

Moje wyobrażenie było zgodne z moimi odczuciami  ogromnej wdzięczności za uzdrawiający cud.  Mimo, że poprzedzony ogromną pracą i dużym  wysiłkiem, ale  wiem,  że bez Boskiej pomocy tego bym nie osiągnęła, dlatego moja wdzięczność jest ogromna.

Poszukiwania grafika zakończyły się niepowodzeniem, więc gorącą modlitwą poprosiłam swojego Anioła, aby mi w tym poszukiwaniu pomógł.

Moja prośba została wysłuchana, ale zupełnie inaczej niż ja to sobie wyobrażałam, bo  niewinnym serduszkiem dziecka.  Kochana,  siedmioletnia wnusia, ot tak bez żadnej okazji wręczyła mi  narysowany  bardzo skromny  bukiecik   kwiatów i w podpisie nazwała go BUKIETEM  SZCZĘŚCIA.  Wręczyła mi słowami; Babciu, to jest magiczny bukiet,  który  przynosi  SZCZĘŚCIE.

Niespodzianka mojej wnusi była bardzo wymowna, w kontekście niedawnej prośby do mojego Anioła.  Patrząc  na  podarowany obrazek ,  zrobiło mi się głupio z powodu mojego wyobrażenia szczęścia w porównaniu,  jak wyobraziło to sobie dziecko, która uwielbia malować i maluje  bardzo kolorowo i ozdobnie.

Anioł rączkami i serduszkiem dziecka  podpowiedział mi, że  SZCZĘŚCIE  jest  tak skromne  dla oczu, że może być niezauważone  i należy go szukać  SERCEM.

Irena

 

 

 

Dwa oblicza winy

instam-bulgaria-164  bulgaria-058

Ból i żal narasta nie do wytrzymania, a ja już nic nie mogę  dla  niej  zrobić!!!!!!!

Czyżby?

Czy są tacy, którzy nie popełniają błędów? Takich osób nie ma, ale wiele bierze odpowiedzialność za błędy swoich bliskich, wpędzając się w problemy życiowe i choroby.

Czy istnieją  tak idealne osoby, którym nie ma co wybaczyć?

Czy córka może mieć coś do wybaczenia   nieskazitelnej, dobrej  Mamie?

Błagam pomóż mi, Ala pożaliła się do mnie mówiąc, ” czuję ból i  żal za wszystkie zło jakie uczyniłam Mamie, Ona  odeszła w zaświaty, a ja nie zdążyłam ją nawet przeprosić”.

Odpowiedziałam jej, że może jeszcze przeprosić i wybaczyć, a Ona na to odpowiedziała gniewnie.

Coś Ty!!!!!!!!!!!!

Moja Mama to była niesamowitą osobą i najlepszą Matką na świecie!  Taka MAMA POLKA.

Zawsze ciężko pracowała, dwoiła się i troiła z całego serca i duszy, by zaspokoić nasze potrzeby. Robiła wszystko dla dzieci  z Anielską cierpliwością i  nie tylko dla swoich.  Nigdy nie krzyczała,  nie biła, dziecko miało prawo wybierać sobie z jedzenia najlepsze kąski, zjadała to, co mała Alunia  zjeść nie chciała,  zawsze miła, uśmiechnięta.

Moja odpowiedź była nieubłagana, jeśli chcesz się pozbyć doskwierającego  bólu i żalu, że byłaś  dla  tak wspaniałej Mamy  niedobrą córką, spróbuj wejść w uczucia swoje aby się przekonać, czy faktycznie nie masz co wybaczać. Jej już nie ma, odeszła do Aniołów,  a  Tobie  wraz z upływem czasu ból i żal będzie narastał  nie do wytrzymania.

Ala po moich krótkich argumentach przystała na terapię i zmierzyła się ze swoim bólem.

Okazało się, że miała co Mamie wybaczać, niestety jej Mama w wychowaniu stosowała metodę krytykowania.  Była przekonana, że  jest to skuteczna metoda wychowawcza, więc krytykowała ją nawet, kiedy otrzymywała piątki, argumentując, że piątka piątce jest nie równa. Jej  piątki zawsze były  słabsze  od piątek    koleżanki, stawianą przez Mamę za przykład ułożonej dziewczynki.

Nagle podczas sesji terapeutycznej Ala zaniosła się płaczem  połączonego z żalem i złością. Zobaczyła ponownie wyparte zdarzenie z dzieciństwa. Gdy miała około 9 lat, wraz z przykładną koleżanką były świadkami rozmowy swoich Mam o nich.  Oczywiście Mama Ali jak zwykle  mówiła o niej krytycznie, a koleżanki Mama jak zwykle piała nad nią zachwytem, że jest tak pracowita, że gotuje i sprząta tak ładnie, że ją dom w ogóle nie obchodzi. Mama Ali tylko powiedziała, że  „moja córka tego nie robi”.

Ala aż krzyknęła, bo jej koleżanka na  słowa  Mam podsumowała Alę – „widzisz,  nawet Twoja Matka poznała się na Tobie  jak jesteś beznadziejna. Nie zdążyła  zaprzeczyć  słowom, bo koleżanka w podskokach z  wyniosłą miną od niej uciekła.

Niejednokrotnie słyszała, jak była w  domu koleżanki, że póki jest dzieckiem, a ma zdrową Mamę, to w domu nic nie musi robić, tylko się uczyć. Twierdziła, że jeszcze się narobi jak dorośnie, więc tak naprawdę jej koleżanka w domu nic nie robiła.

W pewnym momencie pomyślała o swojej Mamie źle i tak by myślała, gdyby nie była świadkiem rozmowy nauczycielki z obcą Panią, która z troską wyznała nauczycielce, że Ala jest taka chudziutka, chyba w jej domu nie mają co jeść. Nauczycielka  zaprzeczając, wychwalała Ali Mamę, że jest taka dzielna i taką  wspaniałą Matką, że by gołymi rękoma ryła ziemię, aby dzieciom niczego nie zabrakło.

Po słowach nauczycielki Ali zrobiło się wstyd, że źle pomyślała o swojej Mamie i zaprogramowała sobie duże poczucie winy wobec Matki, a całe zdarzenie umysł wymazał z pamięci, do dnia dzisiejszego.

Teraz z perspektywy czasu, Ala zobaczyła swoją Mamę, jak naiwnie dawała wiarę innym Matkom, przez co bardzo krzywdząc swoją córkę.  Nie mogła nachwalić się  jej koleżanki i brała ją za przykład, która była wyniosła i fałszywa, bo miała Mamę dwu licową, co innego mówiła do dzieci, a co innego  do dorosłych.

Po spojrzeniu na zdarzenie z perspektywy czasu, bez problemu naiwność  i krytykowanie  swojej Mamie wybaczyła, szczęśliwa, że tak naprawdę Mamie nic nie zrobiła i w niczym nie zawiniła. Najważniejsze, że doskwierający  Alę  ból rozwiał się,  bo w przeciwnym razie mógł przejść w nieuleczalną chorobę.

Nie można obarczać się odpowiedzialnością za błędy bliskich. Każdy za swoje błędy musi sam za siebie  wziąć  odpowiedzialność, dla dobra swego i innych. Niestety,  nasza podświadomość nie jest logiczna i dlatego czasem przez całe życie nosimy w sobie niepotrzebne urazy, manifestujące się chorobą i trudnym życiem.

Irena

 

 

Umieram, bo nie oddycham

 

Człowieku! Ocknij się!  Ta emocja jest Ci potrzebna do życia, jeśli nie zaczniesz krzyczeć, to już umarłeś!

 

kolo

 

Jak uchronić się przed agresją?

Agresja – zło tego świata. Jest to coś,  co przyciąga uwagę  jak magnes i napawamy się nią,  gdy tylko nas nie dotyczy, czyli zło które lubimy oglądać w filmach i wiadomościach.

Dlaczego lubimy ogladać przemoc?

Uwielbiamy słuchać  opowieści ofiar przemocy. Wszystko jest fajnie,  dopóki agresja  nas nie dotknie,  lub kogoś  bliskiego.

Jesteśmy w szoku gdy stajemy z nią oko w oko.

Zadajemy sobie pytanie dlaczego ja? Dlaczego moje dziecko? Czym sobie na to zasłużyłam? Co takiego zrobiłam?

Czy to możliwe,  że sama zaprosiłam oprawców do swojego życia? W myśl TRW -tak,  sami przyciągamy do siebie takie okropne  osoby by nas czegoś nauczyły.

Pytanie zadajemy po czasie dlaczego ja?

Czemu wcześniej nie  zastanawiamy się- dlaczego chcemy  tego słuchać? Dlaczego nie przełączamy  na inny kanał gdy mówią o przemocy,  tylko nas to interesuje?

Dlaczego   ego czuje się lepiej gdy tego słucham?

AGRESJA!!! ZŁOŚĆ!!! GNIEW!!!

Mnie nie dotyczy, ja tego nie czuję? Tak oszukujemy samych siebie.

Często słyszymy: trzeba być sobą, lubić się takim  jakim się jest. Tylko co to znaczy?

Postaram się teraz to przybliżyć. Pojednać nas z samym sobą.

AGRESJA!! Od niej zacznę opis emocji.

To przez nią złość i gniew ma tak zszarganą opinię  i jest z nią  zaszufladkowane.

A przecież jak dziecko się rodzi pierwszą emocją,  którą czuje i okazuje światu,  jest właśnie złość i gniew.

Złość czuje –  bo zostało wyrwane z przyjemnego ciepłego miejsca w brzuchu mamy i wypchnięte na suche zimne nieznane coś. Pierwszą emocją,  którą umiemy okazywać jest gniew i złość.

niemowlak2

Każdy niemowlak zaczyna swoją wędrówkę przez życie tak samo,  a pierwotna emocja,  która mu jest niezbędna do życia to jest złość. Każdy bez wyjątku umie okazywać złość jako niemowlak. Jeśli nie płacze i nie krzyczy jest to oznaka choroby i martwimy się wtedy, że z dzieckiem jest coś nie tak. Uśmiechać się nauczy dopiero za miesiąc, a okazywać smutek dopiero za pół roku. Natomiast  złość okazuje już w pierwszej minucie życia.

Tylko potem uczymy dziecko,  że nie wolno okazywać złości, że to jest złe. Tępimy tą pierwotną  emocję,  aż ją zgnębimy całkiem lub troszkę, czasem z lepszym czasem z gorszym skutkiem.

Często wypieramy ją, udajemy,  że jej nie ma. Bo chcemy być dobrzy, cywilizowani, uczłowieczeni. I to jest właśnie udawanie kogoś kim nie jesteśmy.

Zaprzeczamy  własnym emocjom. Własnemu ja – nie ma ludzi nie czujących złości w sobie.

Odczuwanie gniewu jest tak naturalne jak oddychanie. Jeśli ktoś mówi mi,  że nie czuje gniewu i złości, to tak jakby mi mówił że nie oddycha. To nie możliwe.

Można udawać oczywiście,  że  się nie oddycha,  można płytko oddychać tak,  by klatka się nie unosiła. To prowadzi do niedotlenienia organizmu, strat energii na pilnowanie płytkich oddechów, zabiera nam energie i radość życia.

Aby się śmiać trzeba mocno zaciągnąć powietrze. To nas zdradzi, że oddychamy,  więc się nie śmiejemy,  jesteśmy poukładani według wzorca.

Długotrwałe niedotlenienie komórek oprócz zniechęcenia i braku energii może doprowadzić do wielu schorzeń.  Jeśli ten stan będzie się utrzymywał dłużej,  w konsekwencji doprowadzi do niewydolności zaburzenia pracy wielu narządów, a w końcu  doprowadzić może nawet do śmierci.

Umieram bo nie oddycham! 

Bzdura,  kto by tak długo udawał,  że nie oddycha! No właśnie Bzdura, ale że nie powinniśmy czuć złości jesteśmy szkoleni od dziecka. I właśnie się tak zachowujemy przez lata,  udajemy, że nie czujemy złości. A gdy dziecko jest agresywne  to należy je wyciszać – słyszymy.

Dokładnie tak samo zabijamy energie, radość życia, przyciągamy choroby i nie akceptujemy siebie za to,  że oddychamy (czyli, że  czujemy gniew).

Niemowlaku ocknij się,  ta emocja jest Ci niezbędna do życia, jeśli nie zaczniesz krzyczeć to już umarłeś!

Tłumienie gniewu doprowadza do chorób, ale nasz  los,  Dobry Bóg,  czy w co tam wierzycie chce nas ratować i stawia nam na drodze ludzi którzy mają w nas wyzwolić ten ukryty gniew by nas ratować.

Agresja zawsze  dotyka ludzi którzy wyparli gniew. Nauczyli się gniew tłumić perfekcyjnie. Więc  przyciągają do swojego życia agresywnych  ludzi, aby gniew wyzwolić, lub sami stają się agresywni i przyciągają ofiary.

Prawda jest taka, że gniew jest cudowną emocją,  która nakręca nas do działania, nadaje nam napędu,  jest paliwem. Jeśli ją właściwie ukierunkujemy wzniesie nas na wyżyny. Tylko trzeba ją właściwie ukierunkować.

Agresja – jest wtedy,  gdy złość wylewamy na drugą osobę i tylko wtedy złość jest destruktywna.

Gniew, złość – jest pierwotną emocją która porywa nas do działania i jeśli ją właściwie ukierunkować przynosi same korzyści. Mnie  się najlepiej w złości sprząta, a drewno to się samo rąbie.

Pokochajmy złość która mieszka w nas, to pierwszy krok do akceptacji i pokochania siebie, pierwszy krok do zdrowia.

Jeśli jej nie czujesz,  to oszukujesz sam siebie, to znaczy że nie oddychasz , pomału umierasz – wyzwól w sobie złość.

Nie wiesz jak? Oj chyba kłamiesz? Nieładnie tak kłamać, bo jak się rodziłeś to wiedziałeś doskonale co robić. Krzyk!  Tak,  krzyk jest najlepszym sposobem na sprawdzenie,  czy tłumimy w sobie złość czy się jej wstydzimy.

Uwaga!!!

Teraz wszyscy krzyczą w poduszkę ( by sąsiedzi zawału nie dostali).

Co tak słabo,  jeszcze raz!!!

Nie potrafisz, stłumiłeś oddech, twój krzyk był cichy, czy pomyślałeś,  że to bezsensu i nie wykonałeś ćwiczenia?

To znaczy,  że nie oddychasz i masz stłumiony gniew. Ten artykuł jest właśnie dla ciebie. Przeczytaj go jeszcze raz od początku i tym razem spróbuj wykonać ćwiczenie.

Każdą terapię należy zacząć od akceptacji złości w sobie. Każdą bez wyjątku. Każda choroba zaczyna się od tłumienia złości.

Pozdrawiam

Ines

 

 

 

Gotowa na śmierć

Tak bardzo chce się żyć, a nieoczekiwanie  nadchodzi koniec

W ostatnich momentach życia najbardziej boimy się rozliczenia wcale nie z tego powodu, że zrobiliśmy coś źle.

Za mało się o tym mówi, dlaczego przejście na drugą stronę wielu przeraża

urodziny-001   kwiaty-w-moim-ogrodzie-i-005

Wiadomość o śmierci koleżanki Ani  poraziła mnie całkowicie. Porównywałyśmy swoje diagnozy,  a później swoje wyniki i  naprawdę były bardzo podobne, prawie identyczne.  Tak samo  była duża remisja raka,  pozostał tylko mały guzek, w porównaniu z tym co było.  Taki  malutki guzek,  ale  dał  przerzut  na tarczycę, krtań i wątrobę i  już nic lekarze nie mogli zrobić. Tak naprawdę z pozostawionym dużym guzem tak samo nic by nie mogli zrobić.

Dopiero teraz zrozumiałam odpowiedź lekarzy na moją radość z powodu dużej remisji. „Nie ma się z czego cieszyć, remisja nie zmienia rokowań w leczeniu”. Odpowiedź zabijająca moją radość uświadomiła mi, że lekarze wobec mojego raka są bezsilni.

Wystrzegam się porównań, ale w sytuacji  jak się ma  ten sam typ raka porównanie następuje spontanicznie, bez zastanowienia, czy to dobrze, czy źle.

Przyszło mi na myśl, że owszem, raka miałyśmy takiego samego i podobnie usadzonego w płucach, ale ja jestem inna niż koleżanka, więc i przebieg choroby może przebiegać inaczej, więc może jeszcze troszkę życia mi zostało, cichutko dawałam sobie nadzieję.

Z koleżanką  Anią  łączyła mnie dziwna więź przyjaźni.  Obydwie byłyśmy zupełnie inne.  Każda z nas wyznawała inną filozofię życia, mimo to lubiłyśmy z sobą rozmawiać szanując  odmienne  poglądy.  W 2005 r. razem  byłyśmy  na radioterapii przez  cztery miesiące,  gdzie było sporo czasu na dyskusje i rozmowy.

Pamiętam jak ciągle  bała się przerzutu na tarczycę. Dziwiłam się dlaczego boi się raka tarczycy, przed diagnozą miała tarczycę zdrową,  nie tak jak  u mnie zdiagnozowano  poważne schorzenie.

Na moje szczęście jej lęku nie przejęłam.

Po  smutnej wiadomości  o  śmierci koleżanki moje myśli  mnie przeraziły. Chcąc zmienić swoje myśli najpierw zastanowiłam się,  co mnie w tej wiadomości przeraziło.

Jak zwykle w takiej sytuacji zadałam sobie pytania bez odpowiedzi. Na taki sam typ raka umiera ogromna ilość osób o różnych osobowościach, związku z tym czy ja już jestem  następna? Ile mi pozostało życia?

Śmierć jest przerażająca, bo  budzi lęk,  że  jest bezpowrotna i nie wiadomo co jest po tamtej stronie?

A może śmierć mnie przeraża, bo boję się rozliczenia swojego życia?  Wydawało mi się, że ja tą lekcję śmierci przerobiłam i jestem oswojona z tym tematem tabu.

Oj!  Jednak  rozliczenie napawa mnie lękiem.  Już nie boję się tego co źle zrobiłam , ale żal mi, że nie odrobiłam  zadanej mi  lekcji życia i że już odrobić nie będę mogła.

Życie jest tak proste , a przez to tak trudne. Wiele miałam  tematów  do zrobienia, wiele do zobaczenia, wiele emocji do przeżycia, które odkładałam na późnej. Usprawiedliwiałam siebie,  że nie teraz,  ale później, że teraz nie jestem gotowa, że coś tam mi przeszkadza.

Odkładałam wszystko na później, tak że w ogóle nie jestem na  odejście gotowa, chociaż śmierć już blisko patrzy mi prosto w oczy, a ja ciągle boję się podnieść odważnie na nią wzrok.

Szkoda, że tyle spraw mam nie pozałatwianych, a najgorsze że tyle rzeczy nie zrobiłam odkładając na później w ogóle nie zdając sobie sprawy, że może już być na to za późno i tego najbardziej mi było żal.

Odkładałam na później, bo tak naprawdę bałam się zmian,  blokował mnie lęk przed najmniejszym ryzykiem.

Przyszło mi teraz do głowy, że to dziwne, że nie bałam się ryzykować marnując cenny czas na usprawiedliwianie,  na zamartwianie się, a marnowałam cenny czas na blokowanie działań.

Przecież wystarczyło by tylko zacząć robić to co lubię.  Proste  – pomyśleć  co lubię,  dokonać wyboru i podjąć decyzję. Jest to tak proste, że aż nie możliwe do zrealizowania  do dnia dzisiejszego.

Właściwie ciągle  robiłam to co należało zrobić według ustalonych norm społecznych, rodzinnych. Było to mi tak wygodnie, bo nie musiałam dokonywać wyborów, podejmować decyzji. Dzięki temu można było za swoje życie obarczać innych, a siebie usprawiedliwić,  to nie moja wina bo wszyscy tak postępowali.  Ci inni, których obarczałam winą za swoje życie,  skąd  mogli wiedzieć co ja lubię  i co sprawiało by mi przyjemność?  Ja im nawet nie raczyłam  o tym powiedzieć.

Lęk powodował, że te pragnienia, radości ukrywałam, żeby czasem ktoś za mnie nie dokonał wyboru według mojego odczuwania radości, przyjemności?

Choroba nowotworowa spowodowała,  że  obydwie podjęłyśmy  drastyczną  walkę, tylko  każda trochę na swój sposób jaki uważała za najbardziej odpowiedni.

Absolutnie nie oceniam  nas której sposób był lepszy,  tylko szukam odpowiedzi dlaczego tak wspaniała osoba musiała odejść?

Aby dać sobie szansę na wygranie z rakiem może powinnam porównać  nasze sposoby walki, który sposób okazuje się  bardziej skuteczny?

W przeciwieństwie do mnie, z  uporem trzymała się swoich przekonań, nie weryfikując  ich słuszności. Twierdziła, że nie boi  się podejmować  decyzji,  dokonywać wyborów. Jednak  podczas dyskusji  wynikało,  że  nie zakładała nawet teoretycznie związku z chorobą  żadnych zmian.

Uważam, że nie  chciała wiedzieć , że  upór to była walka, by nie podejmować nowych wyzwań związku z chorobą i inną sytuacją rodzinną z powodu tej  choroby.

Nie zmieniła  swoich nawyków życiowych i  żywieniowych.  Twierdziła,  że wystarczy jak trochę więcej wypije  soku i zje trochę warzyw po uprzedniej konsultacji z lekarzem onkologiem.

Z mojego doświadczenia wynika, że lekarze niekoniecznie byli dobrymi dietetykami, ale na tego rodzaju uwagi grzecznie odpowiadała  – każdy robi to co uważa za słuszne.

Zadałam sobie pytanie, czy związku z powyższym mam większą szansę na pokonanie choroby? Bardzo bym chciała spotkać osobę, która mój typ raka pokonała, bym mogła przyjrzeć się, jak od raka się uwolniła. Na razie takie osoby znam tylko z książek, ale dziękuję Bogu, że dane mi było ich poznać, bo dali mi nadzieję, że to jest możliwe.

Koleżankę nie zdołałam  do niczego przekonać  by pomóc w  skuteczniejszej walce z chorobą,  chociaż widziałam, że popełnia błędy, bo coraz gorsze miała samopoczucie, dochodziło nawet do omdleń w szpitalu i później w przychodni.

Była racjonalistką, do wszystkiego podchodziła racjonalnie, dawała wiarę tylko temu co było udowodnione naukowo i przyjęte przez medycynę akademicką.

Przecież i tak w końcu dokonała wyboru, aby los  podjął  decyzję.

Wiem, jak bardzo jeszcze pragnęła  iść  tą drogą za znakiem zakazu „rak”.

Za tym znakiem  niestety dalszej drogi już nie było i musiała  przejść na tą drugą stronę mimo tego, jak bardzo chciała  jeszcze żyć.

Nie wiem ile mi pozostało życia mimo,  że zboczyłam z drogi na której stał rak.  Skąd  mam wiedzieć na jaką  wkroczyłam  ścieżkę życia?  Może jest bardzo krótka  i w każdej chwili mogę odejść  z różnych innych przyczyn, w końcu umiera się nie tylko na nieuleczalnego  raka.

Tego nie wie nikt  i dlatego powinniśmy być przygotowani na śmierć tak, jak by miała nastąpić za chwilę.  Ważne abyśmy byli gotowi  przejść na drugą  stronę bez lęku,  strachu i żalu, że nie zdążyliśmy  załatwić jakichś ważnych spraw.

Przyznam szczerze, że nie do końca jestem gotowa na przejście na drugą stronę, ale jeśli to nastąpi, to w całości, bez żalu chciałabym   oddać  się Matce Boskiej i BOGU.                                                                                                                               Irena

Licznik odwiedzin
0149112
Visit Today : 64
Total Visit : 149112
Hits Today : 318
Total Hits : 1053939