Monthly Archives: Maj 2017

Moje zło odeszło

 

Tak naprawdę to mnie z przed diagnozy już nie ma, na moje szczęście  ja dawna całkowicie odeszłam i nie wiele z tej Ireny dawnej dziś zostało,  niby jestem tą samą, ale całkowicie już inna.

Nie do wiary, że mój układ oddechowy jeszcze pracuje po tym co rak zrobił swoje,  a resztę dokonała chemia i radioterapia .

Długość życia naukowcy ustalają na podstawie pojemności płuc.  Nie trzeba być lekarzem, by wiedzieć,  że jeśli płuca źle dotlenią inne ważne organy to oczywiste,  że wszystko szybko zacznie źle funkcjonować.

Z tego tytułu  powinnam już dawno być wrakiem człowieka, a ja jakoś się jeszcze trzymam i na razie mam się nieźle.

Wiele osób cieszy się, że  waz z upływem lat  prawie się nie zmienili. Ja pracowałam ciężko, aby zmiany u mnie się dokonały, bo nie chciałam cierpieć i być ciężarem dla bliskich z powodu dysfunkcji po raku i jego leczeniu.

Nie przypuszczałam, że nastąpi  we mnie  i moim życiu tak duża  pozytywna zmiana pod wieloma względami.   Czasem  trudno mi  uwierzyć,  że ja to jestem ja z przed 14  – laty i bardzo się z tego cieszę.

Jeszcze czasem wspomnę dawną siebie z małym sentymentem,  ale szybko wracam do obecności,  jak przypomnę sobie jak cierpiałam z powodu wielu chorób,  jak meczące były wizyty u lekarzy  i jak bardzo źle wyglądałam jako kobieta.

Zakładając,  że jakaś wróżka chciałaby mnie przenieść w czasie o 20 lat,  to ja błagałabym ją aby tego nie czyniła.

Oczywiście chciałabym wyglądać młodziej o 20 lat,  ale nie cofając się w czasie. Nie miałabym już sił przeżywać tyle bólu i jako kobieta wolę swój wygląd obecny, niż dawny sprzed laty.

Osobiście się przekonałam, że  jeśli sami wprowadzamy zmiany w sobie, to one zawsze są korzystniejsze niżby miał za nas dokonać ślepy los. Życzę każdemu pozytywnych zmian w swoim życiu.

Irena

 

Nie wolno mi!

 

 

 

 

„ Zatem co jest prawdziwą przyczyną uzależnienia? Zacznijmy od tego, co nią nie jest. Źródłem problemu nie jest z całą pewnością to, co sugerują metody konwencjonalne, czyli:

– Nie jest to zły nawyk.

– Nie jest to czynnik dziedziczny.

– Nie jest to spowodowane degeneratywnym środowiskiem rodzinnym

– Nie jest to słaba konstrukcja psychiczna uzależnionego.

– Nie jest to brak silnej woli. „  Autor   –  GARY CRAIG

Od lat   stosując    Terapie  Emocjonalne,  Radykalne Wybaczanie, Kod Uzdrawiania, oraz   Potęgę Teraźniejszości   dowiodły  mnie,  że prawdziwą przyczyną uzależnienia jest nawarstwiający ból, z którym nie można sobie poradzić,    i aby serce nie pękło  podświadomość  znajduje wentyl bezpieczeństwa, u mnie tym wentylem bezpieczeństwa  było uzależnienie radości od drugiej bliskiej osoby.

Moje życie wbrew pozorom, było pasmem udręk i bólu.  W młodym wieku trzęsły mi się ręce jak galareta, od dziecka  odczuwałam bóle kręgosłupa,   dolegliwości wątrobowe i sercowe.

Rodzice chodzili ze mną do lekarzy, ale nikt nie kojarzył tego, że dźwigam na sobie wielki ciężar emocjonalny, a problemy wątrobowe wynikają z braku żałowania siebie.

Prawie od zawsze  żałowałam wszystkich wokół siebie, poza sobą. Jak wyczerpał się zasób uczuć, to zostawała  tylko gorycz w postaci zbierającej się żółci i syndrom uzależnienia psychicznego, aby serce z powodu braku żalu   nie pękło.

Przez całe długie życie nie zdawałam sobie sprawy, że moja podświadomość zabrania mi wszystkiego, co sprawia mi przyjemność i radość, mogę cieszyć się tylko tym, co sprawia przyjemność i radość moim bliskim. Niestety, to za mało aby móc czerpać radość z życia, przecież co moim bliskim sprawia radość, mnie niekoniecznie musiało  to cieszyć i odwrotnie.

Źródłem pierwotnym   uzależnienia radości  było przekonanie; „Jestem od innych gorsza i na radość nie zasługuję”

Mając trzy latka czułam do siebie pogardę i nienawidziłam siebie za sprawą moich Rodziców. We wczesnym dzieciństwie nie karcono mnie biciem, tylko moje złe zachowanie było pogardliwie z uśmiechem wytykane,  była to dla mnie wyjątkowo bolesna krytyka, o wiele gorsza od bicia. Moi koledzy z podwórka  otrzymywali co prawda pasy na tyłek, ale później ich ojciec, czasem matka bardzo chwaliła, a co gorsza moja mama też ich chwaliła, a nawet ich złe zachowanie usprawiedliwiała.  Ja nie otrzymywałam pasów, ale i też nigdy mnie nie chwalono, więc uznałam, że ja  nie  zasługuję. Było mi bardzo żal moich kolegów na podwórku, że są tacy wspaniali, a mimo to otrzymywali na tyłek pasy. Rodziców żałowałam, że ciężko pracują dla mnie, a ja jestem taka niedobra,  starszego kuzyna żałowałam, chociaż mnie bił, ale był biedny, bo sierotą, młodsze rodzeństwo żałowałam, że są mali i słabi.

Przez ich żałowanie pozwalałam im cieszyć się z tego, że mnie coś mojego cennego zniszczyli, że mnie popychali i szturchali  i kłamali skarżąc, że to moja wina. Ja nigdy na nikogo nie skarżyłam, bo to było złe, ale tylko w jedną stronę. Dla mnie ja byłam nieważna,  dbałam tylko o zadowolenie innych.

Moi Rodzice nie zdawali sobie sprawy, że programowany mam syndrom uzależnienia psychicznego. Często słyszałam nawet już jako dorosła, że moje rodzeństwo bardziej kochało mnie, niż ja ich, wynikało to z tego, że tylko oni na mnie skarżyli, nieważne, że kłamali, często powtarzane kłamstwo stało się prawdą, przynajmniej dla moich Rodziców i dla  Rodzeństwa.

Bardzo mnie to wszystko bolało i aby uśmierzyć ból, moja podświadomość  dała mi możliwość czerpania radości tylko  uzależniając od bliskich osób co było jednoznaczne stop!!!!!  – dla czerpania  radości ze  swojego   życia.

Tak się stało, że nim skończyłam 5 lat, miałam zablokowany syndrom uzależnienia psychicznego i zablokowaną radość .

W dorosłym późniejszym życiu walczyłam o swoją radość i przyjemność wpędzając się w wewnętrzny konflikt, między podświadomością a świadomością.   Jak pisze Bruce Lipton, że każdy konflikt stwarza wewnętrzny stres, który nas zabija, a tam gdzie jest wewnętrzny konflikt, podświadomość zawsze wygrywa i tak też było w moim przypadku.

Po terapii w moim życiu bardzo dużo  się zmieniło, zaczynam coraz więcej robić to, co sprawia mi przyjemność, podróżuję w miłym towarzystwie,  a moje dzieci i mąż coraz częściej zaskakują mnie miłymi gestami sprawiające mi radość.

Ważne, że nie  oczekuję w kolejkach do lekarzy i nie truję się receptowymi lekarstwami pochłaniające całą  emeryturę.

Moje życie w widoczny sposób zmieniło się na lepsze, co nie znaczy, że już nic mnie nie doskwiera, mam jeszcze sporo bolączek do odblokowania, ale mam świadomość, że wszystko jest w nas i naprawdę bardzo wiele od nas samych zależy.

Wszystkim serdecznie życzę sukcesów na drodze zdrowia i czerpania z życia jak najwięcej radości.

Irena

 

Matki miłość niewinna

Dzieci nie mają prawa obwiniać swojej Matki,  że są takimi jakimi są,  a woleli by być kimś innym.

Matka dla swych dzieci zrobi wiele i robi wszystko  kierując się ich dobrem, ale jest tylko człowiekiem który nie zawsze wie co dla jej dziecka jest najlepsze, poza tym    jak każdy popełnia błędy.

Zakładając, że  los komuś  zmienił by  jego  Matkę, to i tak nie zostałby innym człowiekiem, bo to od nas zależy jacy jesteśmy, bo wszystko jest w nas, a nie w naszych matkach.

Dane mi było mieć kochanych Rodziców , którzy dla nas dzieci ciężko pracowali.  Chcieli dla nas jak najlepiej, chociaż  w tym temacie mieliśmy  czasem  inne zdanie, to bardzo ich kocham i nie zamieniłabym ich na innych za żadne skarby świata.  Tak jak każdy popełniali błędy, za które  nie mam żadnych  do nich pretensji, ale przyznaję, że nie zawsze tak było. Dopiero po terapii  absolutnie za nic  swoich kochanych rodziców nie obwiniam i nie obarczam żadną odpowiedzialnością za swoje życiowe niepowodzenia , czy choroby.  Mówiąc prawdę  miałam  co wybaczać,  przecież ja też miałam i mam prawo do postrzegania swojej rzeczywistości po swojemu.

Inaczej mówiąc chcę powiedzieć, że mam prawo do wyrażania swoich emocji jak   ból, żal, przykrość, czy rozczarowanie z powodu decyzji Matki czy Ojca. Jak emocje opadają, to zaraz  po nich następuje poczucie winy, a jak wina to i  kara. Natomiast chowane, tłumione emocje przynoszą wielokrotnie większe  cierpienie i ból dla całej rodziny.

Tak naprawdę  w  konfliktach pokoleń nie wiadomo  kto ma rację i to  nie jest istotne, ważne  by w tych związkach rodzinnych panowała miłość i harmonia, a do tego konieczne jest wybaczenie  Matce,  sobie i wszystkim w Rodzinie.

Często słyszy się   o matkach, że  nie dają swoim dzieciom prawa do własnych błędów. Natomiast nie mówi się o swoich  matkach, że mieli prawo wobec nas  popełniać  błędy. Mają  prawo i każda kochająca matka nie jest winna , że  popełnia  błędy  wobec swych kochanych dzieci. Natomiast dzieci nie mają prawa obwiniać swoich rodziców  że są takimi jakimi są,  a woleli by być kimś innym.

Każdy ma prawo do błędów  i  żadna  matka nie ma patentu na nieomylność,  więc pytam się,  jakim prawem wielu za swoje życiowe niepowodzenia obarcza winą swoją Matkę?

Wszystkim Matkom  przesyłam  od serca spokoju,  radości z dzieci   i dużo, dużo  miłości!!!!!!

Irena

 

 

 

 

 

 

Ukryta uczuć moc

Supernowa rakowi wspak

 

Już wcześniej pisałam, że  emocje  z myślą   są nierozłączne,  pojawiają się razem   i  wzajemnie na siebie  działają,  pozytywne myśli trzymają pozytywne emocje, a negatywne emocje  skupiają negatywne myśli.

Czasem trudno pozbierać myśli  rozbiegane w różnych kierunkach. Ja w takiej sytuacji  skupiam swoją uwagę na czerwonej róży. Od lat stosuję podczas medytacji uwagę na pięknej róży którą zawsze miałam pod ręką i trzymałam  przed sobą.  Tak mnie to weszło w nawyk, że teraz jak potrzebuję  trochę spokoju i uwagi, automatycznie wizualnie róża pojawia mi się przed oczyma i ja tak długo się w nią wpatruję, aż  ulotnią się myśli  niechciane.

Myśli  wraz z  uczuciami  posiadają ogromną moc do tworzenia naszego życia,  czy jesteśmy tego świadomi  czy nie,   i czy chcemy tego  czy nie tworzymy swoje życie, a tym samym choroby, cierpienie i radość.

W konsekwencji wszystkie blokady powodują ogromne lęki przed zmianą życia.

Wielu z nas nie chce wiedzieć, że te zmiany dokonują się i tak, bo czyni to za nas podświadomość, która niestety  nie odróżnia dobra od zła, a to powoduje konflikty ze świadomością,  tworząc nam wewnętrzny stres który nas zabija.

Jeśli  czujemy dyskomfort, coś nam doskwiera, to automatycznie pojawiają się takie same destruktywne myśli, a to oznacza,  że są w nas zablokowane uczucia.

Dysfunkcje mogą powodować niekoniecznie  tylko złe uczucia, ale również pozytywne, takie jak radość i miłość.

U  siebie zablokowałam radość w dzieciństwie, jak Matka przerywała mi  na podwórku zabawę z dziećmi w najlepszym momencie wołając do domu na obiad. Po  którymś razie moja podświadomość  zablokowała mi radość z zabawy, aby uchronić mnie przed  ogromnym bólem z powodu przerwanej zabawy.

Tak naprawdę, nie ma złych emocji, dopiero stają się złe  jak  je  zablokujemy, wówczas nawet zablokowana miłość i  radość  przejawia się jako ból  rujnujący  nam życie.

Irena

 

 

Cytat

Szczególnie w  złych chwilach warto sobie przypomnieć cytaty zawierające mądrości życiowe.

Nic nie trwa wiecznie wszystko przemija, porażka może przerodzić się w sukces i odwrotnie, sukces może przerodzić w porażkę.

Kiedy wszystko się układa jak należy, to cieszmy się każdą chwilą dopóki jest cudownie bo tylko skrupiając się na chwili obecnej oddalamy porażkę.

Kiedy wszystko się wali, to dajmy sobie nadzieję, że zło przeminie i nie skupiajmy się na użalaniu się nad sobą, tylko pomyślmy, co możemy zrobić aby wyjść z otaczającego nas zła, a jak to jest niemożliwe, to pomyśleć jak  możemy sobie ulżyć i złagodzić skutki zła.

Życzę wszystkim, aby szczęśliwe chwile trwały jak najdłużej, a złe omijały, a jeśli  już  zaistnieją  to oby błyskawicznie przemijały.

Irena

 

 

 

Dlaczego boimy się miłości

 

Jak przyciągnąć do siebie miłość, taką  prawdziwą,  jak odkryć,  co to właściwie jest ta miłość,  jak ją poczuć? Jak znaleźć coś i poczuć czego się nigdy nie miało?

Sesja 3.

 Dlaczego boimy się miłości? Nie potrafimy zaufać drugiej osobie? Sesja jak otworzyć się na miłość? Gdzie popełniamy błąd?

Jak nie wiemy co to miłość zawsze powinniśmy się kierować szacunkiem. Tam gdzie nie ma szacunku tam też nie ma i miłości.

Żeby wzbudzić do siebie szacunek, najpierw trzeba uwolnić gniew. Bez tej emocji, bez przyzwolenia sobie na odczuwanie gniewu nie wzbudzimy szacunku u nikogo.

Akceptacja wszystkich emocji które w nas powstają to dar i tylko od nas  zależy co z nim zrobimy. Wypierając jakąś emocje wypieramy część siebie. Nie zależnie którą,  czy to gniew, smutek, czy miłość.

Miłość też bardzo mocno wypieramy. Jak to?  Spytacie,  jak można wypierać się miłości. Można gdy nazywamy związek miłością, a on  kończy się  rozczarowaniem. Wtedy miłość kojarzy nam się z bólem.

Jesteśmy wstanie więcej zrobić by uniknąć bólu niż by nas spotkała radość.

Często ból jest tak silny że go wypieramy i zamykamy się na związki na relacje z innymi ludźmi z lęku przed rozczarowaniem.

Tak naprawdę nie miłość nas boli,  tylko to rozczarowanie. U Tereski lęk przed rozczarowaniem jest bardzo silny. Robimy sesje by pozbyć się lęku i otworzyć na szacunek i miłość.

Rozczarowanie jest bardzo silną emocją budzącą lęk.  Wywodzi się z  oczekiwań i życiem w przyszłości a nie tu i teraz. To miejsce w którym coś sobie wyobrażamy,  czyli przyszłość  powoduje rozczarowanie,  bo wpływ mamy tylko na teraźniejszość. Związek oparty na takich mrzonkach nie ma nic wspólnego z miłością. Mrzonka zawsze się będzie kończyć rozczarowaniem.

Wtedy najczęściej jedna ze stron marzy,  żyje iluzją  i mówi się  że jest zakochana. Tak naprawdę jest to zauroczenie które sama sobie wymyśliła, nawet nie widzi jaki  jej  obiekt  westchnień jest naprawdę. Zakochuje się w wyobrażeniu o danej osobie. Mówimy wtedy,  że taka osoba jest zakochana bez wzajemności.

Powyższa  postawa nie ma nic wspólnego z miłością.

Taki związek zawsze  będzie się  kończył rozczarowaniem. Tam gdzie jest  miłość jest szacunek i nie ma oczekiwań co do drugiej osoby.

Jak to! Mam od partnera nic nie oczekiwać? To oczekiwanie że osoba będzie się zachowywała według naszego wyobrażenia nie ma  nic wspólnego z miłością. Miłość jest czysta szlachetna.  Jeśli chcesz kochać to nie oczekuj. Musisz mieć radość w oku i w sercu z przebywania z daną osobą tu i teraz bez oczekiwań.

Jak jesteś z kimś i wyobrażasz sobie jaki będzie wasz  dom, wasze dzieci, jak wejdziesz ze swoim ukochanym do koleżanek a on będzie elegancko ubrany jakie na nich zrobi wrażenie – to mrzonki. T jest Twoje oczekiwanie co do tej osoby.

Jeśli chcesz spotkać prawdziwą  miłość to żyj chwilą obecną  tu i teraz  i nie oczekuj.

Nie wierzę  w taką miłość!

A w jaką miłość wierzysz? W miłość matki do dziecka wierzę.

Czy jak dziecko przychodzi na świat to oczekujesz od niego że będzie się zachowywało w odpowiedni sposób?

Będzie ładnie spało, jadło i robiło wrażenie na dziadkach  i koleżankach?  Czy jak zachowuje się inaczej,  płacze po nocach, nie chce jeść,  ma kolki, a jak przyszli dziadkowie to ulało  na nowy garnitur dziadka, to przestaniesz je kochać?

No nie!

To dlaczego wobec mężczyzn postępujesz inaczej?

To działa tak samo!

Zastanów się jak twoje dziecko zacznie chodzić do szkoły,  to mu mówisz masz mieć same piątki i być najlepszym sportowcem bo inaczej nie będę cię kochać? Czy dziecko któremu tak postanowiono wymagania, po nieudanej klasówce czy zawodach będzie chciało wrócić do takiego domu? Czy raczej wolało by zapaść się po ziemię  i uciec gdzie pieprz rośnie?

Przez oczekiwania zabijamy w dziecku jego wewnętrzną wartość, przy pierwszych niepowodzeniach będzie czuło że jest nikim. Czy raczej pomagasz mu w problemach i jesteś wsparciem bo kochasz go za to że jest?

Czy nie chcesz by się realizował i  spełniał marzenia?  Jego szczęście jest twoim szczęściem.  A nie za to by spełniał twoje oczekiwania. Oczekiwania zabijają radość, szacunek do samego siebie i miłość.

Co do mężczyzn powinno być tak samo. Powinnaś widzieć go takim jaki jest, z jego wadami a i tak go kochać mimo jego wad. Najpierw musisz zauważyć wady tej osoby i sprawdzić czy mimo nich i tak przy nim możesz przeżywać radość. Dziecko pomimo swoich wad wywołuje w nas radość: jest spontaniczne, szczere,  przez co wywołuje w nas radość. Mimo całego naszego zmęczenia czujesz radość gdy i ono się cieszy. To jest kolejna oznaka miłości radość. Szacunek, brak oczekiwania i radość.

Będąc z daną osoba powinniśmy czuć radość  w oku i sercu, będąc sobą nikogo nie udając. Nie możesz starać się być inna niż jesteś, masz być sobą jak przy swoim dziecku. Jeśli facet chce odejść niech idzie, jeśli nie czuł radości w oku i sercu będąc z tobą. Niech idzie!  Szkoda czasu dla niego!

Ty w tym czasie się zastanów jak możesz sprawić radość sobie. Co lubisz robić? Jak lubisz jeść salami to jedz salami, jak lubisz jeździć na rowerze to  jeździj. Bądź szczera sama ze sobą. Musisz nauczyć się żyć      dla siebie. Spotykać ludzi nic od nich nie oczekując, skup się na tym czy było fajnie, co ci sprawiło radość gdy byłaś z tą osobą.

Rozmowa, wspólne jedzenie, spacery   rowerem, czy wspólne gotowanie. Przeżywaj chwile i pozwól jej odejść.

Jak osoba odejdzie,  a też  czuła radość w oku i sercu, to zatęskni i sama będzie chciała się z Tobą jeszcze raz spotkać. Nie zmieniaj swoich planów pod daną osobę, nie warto. Miej szacunek do siebie i do swojego czasu. Zaproponuj pierwszy wolny termin,  albo się zgodzi albo nie. Jak komuś zależy na tobie to poczeka.

Nie oczekuj by osoba zachowywała się w konkretny sposób tylko wczuj się jak się przy niej czujesz czy się spinasz, czy jesteś sobą, czy udajesz kogoś innego. Jak nie jesteś sobą to znaczy że grasz i udajesz kogoś kim nie jesteś. Wtedy przyciągasz osobę która dokładnie robi to samo. Przyciągniesz pozoranta. To zawsze się koczy rozczarowaniem. Wiec bądź sobą, mężczyzna musi Cię zaakceptować jak dziecko z wszystkimi twoimi wadami. Dziecko Kocha cię nie zależnie ile ważysz, czy jak się ubierasz, czy masz makijaż czy nie. Kocha cię za to ze jesteś sobą że nikogo nie udajesz.

Ze związkami z drugą osobą  jest tak samo. Najpierw musisz być szczera i prawdziwa dla siebie, pokochać siebie jaka jesteś naprawdę. Szanować siebie i swój czas. Sprawiać sobie radość w drobnych rzeczach na co dzień i cieszyć się z tego jak dziecko – zasługujesz. Jak lubisz dostawać kwiaty kup je sobie, jak wolisz dostawać je od kogoś z dedykacją,  że jesteś wspaniała wyślij je sobie pocztą kwiatową.

Nie oczekuj że ktoś będzie spełniał twoje życzenia, sama zacznij je spełniać, chociaż te drobne i ciesz się z tego. Życie masz tylko jedno –zasługujesz na to. Jak lubisz pić  kawę w kawiarni to umów się z koleżanką na tą kawę. Nie czekaj aż ktoś zacznie zgadywać i spełniać twoje życzenia – ty jesteś od tego i tylko ty wiesz czego naprawdę potrzebujesz.

Zadbaj o siebie i zacznij się uszczęśliwiać. Bądź wdzięczna za każdą przyjemność którą sobie spełniasz. Naucz się dbać o siebie. Radość zawsze przyciąga miłość.

Zobaczysz siebie oczami twojego dziecka. A szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Wtedy inni też będą ciebie tak spostrzegać.

Zarobiliśmy sesje na : Jak pokochać siebie?

Gdy mamy zablokowaną miłość te ćwiczenia są bardzo trudne do realizacji. Dopiero podczas sesji widać jakie blokady trzeba przezwyciężyć.

Zadziwiające jak często zablokowani jesteśmy na miłość. To dla mnie nowe doświadczenie, jak boimy się miłości. Nie tylko nad tymi tak zwanymi „złymi” emocjami musimy pracować, ale także uczyć się otwierać na te „ dobre”. Kierujmy się szacunkiem i radością.

Tam gdzie nie ma szacunku tam nie ma miłości. Radość przyciąga miłość. Dopiero jak będziemy czuć radość w oku i w sercu nasze serce będzie gotowe na przyjęcie miłości.

Niech was Bóg Pobłogosławi Boską Miłością, by każdy z nas mógł się otworzyć na szacunek i miłość do siebie,  a następnie na cały świat.

Tego wszystkim życzę

Aga  córka Ireny

 

 

 

Nie lubię cierpieć

Każdy ma prawo do szczęścia i radości sukcesu.

Po poznaniu PRAWA DO SZCZĘŚCIA  dało mi determinację do poszukiwań w sobie  przyczyny moich cierpień. Poszukując w tym temacie odpowiedzi na pytanie dlaczego ja nie korzystam z tego prawa wcieliłam się w detektywa swoich emocji, celem poszukania w sobie przyczyny. Moje emocjonalne podróże zaowocowały poprawą zdrowia i życia. Doświadczyłam przeżyć z cyklu  „nie do wiary” jak się okazało, że sprawcami moich cierpień są moje uwięzione emocje.

 

Podróż w głąb siebie jako detektyw swoich emocji nadal kontynuuję uwalniając schowane uczucia w ciemnych zakamarkach podświadomości, by mogły ujrzeć światło i uwolniły się uzdrawiając moje ciało i życie.

Życzę   wszystkim z całego serca szczęścia i radości sukcesu

Irena

O tym należy mówić

Człowieku lecz się sam, jeśli chcesz żyć, – takie potoczne często słyszane powiedzenie dla mnie przestało być sloganem,  jak zachorowałam na nieuleczalną chorobę dla mnie  stało się faktem.

Wielu naukowców już udowadnia, że procedury medyczne, oraz recepturowe leki uśmiercają.

Bruce Lipton w książce BIOLOGIA PRZEKONAŃ dał mi odpowiedź, dlaczego 13 lat temu mnie było łatwiej pokonać raka płuc, niż przekonać służbę medyczną do leczenia tego raka.

Uważam, że należy o tym mówić, jeśli chcemy, aby procedury medyczne zmieniały się z korzyścią dla chorych.

Irena

Bo ja kocham

 

Uwolnij gniew, to odzyskasz szacunek do siebie i swoje życie.

Sesja2, z Matką chłopca który miał poczucie winy

Matka ma stłumiony gniew, nawet mówi szeptem. Nigdy się na nikogo nie gniewa, zawsze jest uległa i ugodowa. Nikt,  nawet  jej matka nie okazuje  szacunku.

Jak mamy stłumiony gniew, to zamykamy się na miłość. Gdy nie mamy  dobrych wzorców z domu często nazywamy miłością to co nią nie jest. Jeśli do tego mamy niskie poczucie własnej wartości to najczęściej stajemy się ofiarami przemocy domowej.

Tereska miała agresywnego ojca, który ich zostawił gdy była mała. Brzydziła się agresji i przemocy. Zawsze była posłusznym i uległym dzieckiem. Matka i tak wiecznie była z niej niezadowolona.

Cicha, wyciszona, posłuszna. Gdy spotkała Tomka, który dobrze zarabiał podobał się Mamie, był jedyną osobą z którą mogła pójść na randkę. Tomasz akceptował ją taką  jaka jest, cichą, uległą i  chciał z nią być. Wydawało się jej,  że on  jest najcudowniejszą  osobą na świecie, że jak zabierze ją od matki,  która była zimna,  wyrachowana i nigdy nie okazywała żadnych uczuć Teresce,  to z nim razem  będą żyć jak w bajce.

Tomasz nie lubił jak się mu sprzeciwiała, wpadał wtedy w złość, był bardzo o nią zazdrosny, nigdzie nie pozwalał jej chodzić. Jak wychodziła do pracy to też były awantury, że na pewno tam z kimś się spotyka. Więc po ślubie zrezygnowała z pracy, przestała spotykać się z przyjaciółkami,  bo one nastawiają ja przeciwko Tomaszowi.

Przychodziła do nich  tylko mama która i tak zawsze stawała po stronie Tomasza. Tereska nie miała prawa głosu, nie mogła powiesić nawet firanek bez zgody męża bo była awantura. Gdy przestała pracować,  zaczął dodatkowo kontrolować i wyliczać jej wydatki. Źle się ubierała, źle gotowała  i z byle powodu była awantura,  z czasem zaczęło dochodzić do rękoczynów. Gdy uderzył ją po raz pierwszy i poskarżyła się mamie,  ta stanęła po stronie męża twierdząc,  że ma racje bo tej tylko łajdactwo w głowie. Chciała wtedy wyjść na wieczór panieński przyjaciółki. Nie docenia męża i jest nie wdzięczna, jak będzie tak dalej robić to się nie zdziwi że ja Mąż zostawi.

I to się nazywa Miłością,  taka dobrana z nich para. Tak mocno ją mąż kocha dlatego jest taki zazdrosny.

Diagnoza: Tereska ma brak poczucia własnej godności i stłumiony gniew.

Pracujemy z gniewem. Tak by pokonać  gniew w sobie.

Gniew jest kluczem do szacunku. Jeśli nie wiemy co to jest miłość zawsze powinniśmy iść w stronę szacunku. Powinniśmy zadać sobie pytanie: czy druga strona mnie szanuje? Jeśli odpowiedź jest negatywna, to znaczy,  że związek zbudowany jest na relacji psychopata ofiara. Jedna ze stron jest wampirem energetycznym i żyje kosztem drugiej osoby. Ofiara ma tak niskie poczucie wartości że zazwyczaj cieszy się,  że  chce z nią ktoś być – to nazywa się: „bo ja go kocham”. To nie ma nic wspólnego z miłością.

Tam gdzie nie ma szacunku, to nie ma też  miłości.

Czy mąż mnie szanuje? Nie. To nie jest miłość.

Czy kocham siebie? Co to znaczy? Nie wiesz? Zadaj sobie pytanie czy siebie szanujesz? Czy szanujesz swoje ciało? Czy robisz posiłki które będą zdrowe dla twojego ciała? Czy jesz je w spokoju? Tak by dostarczyć organizmowi najważniejsze substancje odżywcze. Czy dbasz o wszystkich domowników, a nic nie robisz dla siebie? Ile czasu poświeciłaś dziś dla siebie, dla swojego ciała? Czy wymagasz od innych szacunku dla siebie?

Co zrobić by wzbudzić w sobie szacunek i miłość do siebie? By zaakceptować sytuacje jaką stworzyłam i pokochać się za to jaka jestem. By pokochać siebie za emocje które są we mnie.

Przeprowadzamy sesje. Na gniew, na szacunek do samej siebie. Tereska ma problem z okazywaniem gniewu, jakby  nie miała tej emocji w sobie. Jakby to było coś strasznego.

Ćwiczymy razem z dzieckiem, bawimy się wykonując ćwiczenia. Na koniec wszyscy spontanicznie się śmieją jest to bardzo oczyszczające.

Koniec sesji 2.

Tereska wyzwoliła w sobie gniew. Wykonywała ćwiczenia sumiennie w domu.

Zadzwoniła do mnie już tego samego wieczoru i powiedziała ze mąż pierwszy raz zapytał ją o zdanie i zaczął się liczyć z jej zdaniem. Zaczęła szukać pracy. Dość szybko ją znalazła uruchomiła stare kontakty. Odnowiła stare przyjaźnie. Znalazła mieszkanie i postanowiła się wyprowadzić się od męża. Wstąpiła w nią determinacja o która nawet się nie podejrzewała, przestała się bać męża. Wystąpiła o rozwód.

Aga córka Ireny

 

Poczucie winy – emocja która nas toczy niczym rak.

Poczucie winy –emocja która nas toczy niczym rak.

Gdy nosimy ze sobą poczucie winy ściągamy na siebie nieszczęścia, hodujemy jakąś chorobę,  która wyjdzie na jaw za kilka lat – hodujemy  być może raka. Poczucie winy – jest obezwładniającą emocją, odbiera nam chęci do jakiegokolwiek działania. Najczęściej towarzyszy jej lęk, wstyd,  by nikt się o tym nie dowiedział.

Łatwiej mi będzie to opisać na przykładzie:

Jest u mnie na terapii Kobieta lat 35 , ma problemy z dzieckiem. Dziecko lat 8, jest agresywne wycofane, często zamyka się w sobie ma problemy w szkole, nie słucha się Mamy, buntuje. Często ja wyzywa. Słucha się tylko męża,  wtedy się izoluje,  siedzi w pokoju. Często robi sobie krzywdę,  wali głową w ścianę, drapie się do krwi. Matka boi się,  że się zacznie ciąć żyletką. Mąż uważa,  że to wina złego wychowania kobiety, bo jej całymi dniami nie ma w domu. Uważa, że źle się nim zajmuje. Nie wyraził zgody na wizytę u psychologa. Uważa,  że to wina żony i powinna lepiej się nim zajmować. Matka jest zrozpaczona.

Dowiedziała się od koleżanki,  że mogę pomóc. Przyjechali na terapie. Dziecko przyjechało, bo mama mu kazała, jest obrażony i niechętnie odpowiada na pytania.

Przeprowadziłam terapie na dziecku;  wynikło z terapii,  że w domu stosowana jest przemoc psychiczna i fizyczna. Ojciec bije i terroryzuje mamę. Nie wiem czy bije   też chłopca,  bo o tym nie mówi. Pozwalam opowiedzieć mu to z jego perspektywy. Dziecko widzi przemoc w domu, myśli że jest zły i to przez niego tak się dzieje. Wstydzi się matki, myśli że to co ojciec o niej mówi;  że jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje to prawda. Kocha mamę i jednocześnie się jej wstydzi nie chce być taki beznadziejny  jak ona, chce być taki jak Ojciec i jednocześnie nie chce. Boi się go i go nienawidzi, więc nienawidzi siebie. Wolał,  by go nie było,  jest beznadziejny i wszystko to jego wina.

Przeprowadzamy terapie na: „To nie moja wina”.

Chłopiec niechętnie współpracuje, pracuję tylko z nim bez mamy. Wykonuje polecenia, jest szczery i nie okazuje emocji, jakby nie miał uczuć. W końcu się otwiera i zaczyna strasznie płakać. Uwalnia tłumione łzy. Płacz zawsze jest oczyszczający. Przytulam go do siebie i płaczemy razem. Nad jego losem nad sytuacją. Daję  mu przyzwolenie na płacz,  na bycie sobą. W dalszej części terapii przerzucamy odpowiedzialność na rodziców.

Poczucie winy jest zawsze braniem odpowiedzialności za kogoś. Już nic nie muszę. Już mam prawo  być sobą. To oprawca powinien się wstydzić za swoje czyny, a nie ofiara za niego.

Jak wina to i kara. Jeśli czujemy się winni za jakąś sytuacje zawsze spotka nas za to kara, przewrócimy się, poparzymy, taka typowa niezdara,  co zawsze coś niechcący sobie zrobi. To osoba z ogromnym poczuciem winy.

Osoby,  które się samo okaleczają nienawidzą siebie i otoczenia, mają ogromne poczucie winy. Sami wymierzają sobie karę za to, że są źli, że nie pasują do społeczeństwa. Po samookaleczeniu czują się choć na chwile lepiej.

To tylko chwilowa ulga. Jeśli się w porę nie zareaguje, taka osoba może w paść w depresje i doprowadzić siebie nawet do samobójstwa. Czuje się nic nie warta i przytłacza ją ogromne poczucie winy. Tak było też w tym przypadku. Czasami następuje wyparcie poczucia winy, wtedy nasza podświadomość wymazuje zdarzenia które wywołało poczucie winy i przechodzą one w przekonania. Takie wyparte uczucia zawsze są początkiem choroby, która może ujawnić się po latach.

Dzięki terapii pozbyliśmy się poczucia winy. Chłopcu wyraźnie ulżyło. Nad zbudowaniem szacunku do samego siebie i zbudowaniu wewnętrznej wartości będziemy musieli jeszcze popracować.

Chłopiec po terapii poszedł się bawić na dwór z moimi dziećmi.

Omówiłam problem z Matką, ze względu na powagę sytuacji umówiłam się z Nią na osobną  sesje. By pomóc dziecku najpierw musi pomóc sobie. Dzieci są nierozerwalnie związane z matką do 14 roku życia,  jej emocje,  przeżycia,  są odbiciem w zachowaniu dziecka.

Dziecko po sesji się zmieniło,  już po pierwszej sesji przestało się okaleczać.

Poczucie winy – jest obezwładniającą emocją, odbiera nam chęci do jakiegokolwiek działania. Najczęściej towarzyszy jej lęk, wstyd,  by nikt się o tym nie dowiedział.

Gdy nosimy ze sobą poczucie winy ściągamy na siebie nieszczęścia, hodujemy jakąś chorobę,  która wyjdzie na jaw za kilka lat – hodujemy  być może raka. Potem będziemy zadawać sobie pytanie: dlaczego ja? Dlaczego akurat mnie to spotkało. Pytanie pozostanie bez odpowiedzi, a my będziemy biedni,  pokrzywdzeni przez los. Kompletnie nie winni za to,  co nas spotkało. To los,  przeznaczenie, środowisko. Wszyscy będą winni naszej choroby tylko nie my, nie głęboko skrywane poczucie winy, poczucie że nie zasługuje, że jestem gorszy, tylko nie emocja którą pielęgnowaliśmy latami. Na pytanie o emocje odpowiemy: ja nie mam problemów z emocjami, ja nic nie czuję. Zrobimy wszystko by się nie wydało że czujemy się winni. Nawet jesteśmy wstanie umrzeć na tego raka niż dowiedzieć się prawdy o nas samych. Te emocje są wstydliwe i głęboko zakopane. Nikt się nie może dowiedzieć. Dlatego tak ciężko nam się przełamać i podjąć terapii. Prawda jest taka, że każdy z nas hoduje swoje demony,  tylko od nas zależy,  czy zaczniemy się od nich uwalniać. Więc jak dopadnie nas jakieś nieszczęście, czy choroba,  nie obwiniajmy Boga, świata , lekarzy,  tylko zacznijmy od siebie. Bo w nas się wszystko zaczęło i tylko my możemy to skończyć. Wystarczy mieć odwagę stanąć oko w oko ze swoimi demonami takimi jak wstyd, poczucie winy, lęk i się ich pozbyć. Skoro mały chłopiec dał sobie radę i ty możesz. Tego wszystkim życzę.

Aga córka Ireny

 

Ślepa wiara zabija

Czy chory musi wierzyć  lekarzowi, że tylko jego stosowane metody leczenia są słuszne i jedyne?  Czy możliwe jest wybudowanie zamku w skale? Ale to jest namacalnym faktem, niedowiarek może pojechać i zobaczyć na własne oczy. Czy możliwe jest  wyleczenie z raka płuc? Ale ja znam bliską mi osobę, która jest tego żywym dowodem.

Byłam świadkiem spotkania Pani Doktor, która ma Tatę chorego na raka z moją Mamą. Pani Dorota ma męża, który też jest lekarzem i był obecny na spotkaniu. Ogólnie beznadziejny przypadek bezmyślnego wierzenia w medycynę konwencjonalną.

Przyjechali spotkali się z Mamą. Przejrzeli wyniki badań Mamy. Pokiwali z niedowierzaniem głowami.

Zaczęliśmy rozmawiać o terapii emocjonalnej. Usłyszeliśmy: wie Pani problem w tym, że my jesteśmy lekarzami i JA W TO NIE WIERZE!!!

Bardziej interesowało ją, co mama jadła, co robiłaby przejść przez chemie, by mieć siłę na następną niż właściwe leczenie.

Wcale mnie to nie zdziwiło, bardzo często zwraca się do mnie lub do Mamy rodzina chorego. Zaznaczam, że rodzina, a nie sam chory. Proszą o pomoc. Ale tak naprawdę są ciekawi jak to wyglądało, co stosowaliśmy. Wszyscy pytają o zastrzyki, tabletki, zioła. Coś, co można podać choremu by go wyleczyć.

Byle nic od chorego nie wymagać. By on sam nie musiał nic dać wysiłku od siebie. Bo on jest chory, zmęczony, jest zły, ma depresje i na pewno nie będzie chciał.

Najczęściej nawet nie spotykamy się z tym chorym by mu nie zaszkodzić, by go nie denerwować. Wiec jakieś emocje okazuje rodzinie, skoro boją się jego reakcji. Bo wie Pani praca nad sobą, rozmowa o emocjach to nie dla niego. Lekarz zabronił. Oni już mają inną terapie. Zioła, zastrzyki, chemie, naświetlania i spróbują najpierw tamtego. On w takie terapie nie wierzy. Model, który się powtarza za każdym razem.

A w naświetlania, chemie wierzy? Ile osób, bo takim leczeniu przeżyło, które zna i którym jakość życia nie spadła. Ja ani jednej.

Przejrzałam Internet i z bólem serca stwierdzam, że nic przez tą dekadę się nie zmieniło.

Statystyki są nieubłagane, jeśli chodzi o raka płuc.

Więc dlaczego ci ludzie zawsze wolą iść w stronę śmierci, zamiast spróbować czegoś nowego. Czegoś, co się sprawdziło już na choćby jednym przypadku. Tym bardziej, że to leczenie nie wymaga rezygnacji z leczenia konwencjonalnego, można te terapie stosować jednocześnie. Czy jakość życia po tym leczeniu zmienia się? – nie, może jedynie ulec poprawie. Lecz czy tą decyzje podejmuje chory, czy jego rodzina? Skoro nawet z tym chorym nie rozmawiałam. Tego nie wiem.

Pani Dorota, powiedziała Mamie, że to niesamowite, że Ona żyje po takiej diagnozie i rozpoznaniu tego typu raka. Z niedowierzaniem patrzyła na wyniki z przed lat. To jak wygrana szóstka w Totolotka, że u Mamy zaszła taka remisja i nie ma przez tyle lat wznowy – powiedziała. Ale nie wie, dlaczego trafiło właśnie na mamę. Ale ona w to leczenie nie wierzy. Przeglądali te wyniki jakby nie wierzyli w to, co mama pisze na blogu, musieli sprawdzić osobiście. Cmokali z niedowierzaniem – to cud usłyszeliśmy.

To nie pierwsza osoba, która nam to mówi. Generalnie wszystkie kontakty z rodzina chorego tak się kończą. Naprawdę sporadyczne przypadki poddały się terapii. Ja pracuje i stosuje Terapie emocjonalna w każdym przypadku. Przy uzależnieniach, depresjach, agresji w domu, przy problemach zdrowotnych dzieci. W każdym z tych przypadków terapia działa. Ale ci ludzie chcą spróbować tej terapii. A chorzy na raka nie. Nawet nie chcą spróbować.

Zastanawiam się, dlaczego? Bo nie wierzą?

Przypomniała mi się terapia mamy, ja też wtedy nie wierzyłam w powodzenie leczenia. Nie tylko tej terapii. Ogólnie nie wierzyłam, że Mama z tego wyjdzie.

Jeżeli lekarz nie daje ci nadziei, leczenie to kwestia przedłużenia życia o tygodnie byśmy zdążyli załatwić sprawy spadkowe. To jak wierzyć w powodzenie leczenia. Ale nadzieja umiera ostatnia.

Pani Dorota pytała, co robiliśmy innego, o szczegóły z Mamy życia.

Uświadomiłam sobie, że wszystko robiliśmy inaczej. Nie wierząc w powodzenie leczenia. Stosowaliśmy wszystko, o czym usłyszeliśmy na raz, bo a nuż to akurat zadziała. Nie wybieraliśmy miedzy terapiami, bo to nie wesołe miasteczko. To jak z szukaniem pracy nie decydujesz się na jednego pracodawcę i tylko tam wysyłasz CV licząc na cud. Raczej wysyłasz do wszystkich, których znajdziesz a odpowiadają twoim kwalifikacja, to zwiększa szanse na powodzenie.

Dlaczego chorzy na raka tego nie robią? – to tak jakby chcieli umrzeć. Nie, bo ja już stosuje jakąś tam terapie. A w tą nie wierze. Nie wiara uzdrawia człowieka, choć na pewno pomaga. Nie musimy wierzyć w terapie by na nas zadziałała. Uświadomiłam sobie, że my zaczynając terapie tez nie wierzyliśmy, że ona pomorze. Ja chciałam by mama się uspokoiła, wyciszyła by nie bała się śmierci, była bardziej w zgodzie sama ze sobą. To był główny powód, dla którego zaczęliśmy stosować terapie emocjonalną.

To, że moja Mama dzięki temu wyszła obronna ręką z tego raka, to tylko efekt uboczny leczenia, w który kompletnie nie wierzyliśmy.

Do tego stopnia, że nawet jak wyniki były dobre, sami lekarze nie mogli uwierzyć, że rak się cofnął. Panicznie baliśmy się remisji i powrotu choroby. Drugie z tarcie polegało na pozbyciu się leku przed wznową. Paniczny strach przed odebraniem wyników leczenia i otwarciem koperty. Niechęć do przebadania się: tomografii komputerowej, świadomość, że przy w wznowie nie maja lekarze już nic nam do zaoferowania. Lęk, paniczny lęk, – którego trzeba było się pozbyć. To drugie starcie nawet było gorsze od pierwszego. Praca na emocjach samym z sobą nie jest łatwa. To ciężka praca.

Praca nad sobą wymaga samodyscypliny. Trener jest potrzebny by wyznaczać terminy i mobilizować nas do działania, bo zrobimy wszystko i wymyślimy tysiąc powodów by tego nie robić. My (ja z Mamą) mówimy wtedy, że nasze EGO się broni przed zmiana, ale oznacza to też, że jesteśmy blisko celu. Tym bardziej powinniśmy to zrobić. Ta wewnętrzna walka odbywa się tylko w naszej głowie. Nie musimy nigdzie chodzić, nawet wstawać z łózka. Jeśli będziemy zbyt zmęczeni najwyżej zaśniemy, po przebudzeniu trener wznowi terapie. Najwyżej zamiast jednego podejścia będzie kilka. Będzie trwało to kilka dni, aż dotrzemy do celu. Ale nagrodą jest lepsza, jakość naszego życia, w przypadku raka nasze życie, więc warto.

Po skończonej terapii wstępuje w chorego energia, jest silniejszy wstępują w niego nowe siły, o których nawet siebie nie podejrzewał. Wtedy ma ochotę na więcej. Dopiero po czasie zauważamy efekty leczenia. Ja za każdym razem się dziwie, że działa, że aż tak. Przecież teraz już wiem, że działa, ale i tak mnie to zadziwia, że aż tak. Jesteśmy zdolni do samo leczenia. Jak wpływa to na nasz wygląd, zdrowie?- Stajemy się młodsi i zdrowsi.

Przypomniałam sobie Mamę z tamtego okresu: z bólami kręgosłupa, leżącą na desce, ból nie pozwalał jej spać. Jeździliśmy po kręgarzach. Zwyrodnienia ucisk na kręgosłup można tylko zmniejszać ból, stosować tabletki, spać na twardym podłożu by nie powiększać zwyrodnienia. To było ponad 10 lat temu. Przecież zwyrodnienia się nie cofają.

Teraz mam już nie pamięta nawet, że miała takie problemy z kręgosłupem. Śpi normalnie, dodatkowo jeździ na wycieczki autokarem siedząc w nim po 20 godzin.

Po 20 godzinach sama nie wierzyła, że można tyle wysiedzieć.

Nogi spuchnięte od siedzenia, a kręgosłup nie boli. Jest coraz starsza, a nie młodsza. Czy to możliwe by cofnąć zwyrodnienia? By polepszyć, jakość swojego życia bez operacji na kręgosłupie? Pracując nad sobą i stosując samoleczenie -tak. W innym przypadku było by tylko gorzej.

Dodatkowo Mama miała stwierdzone alergie, łzawiły jej oczy, puchły nogi, miała zmiany skórne. Duszności, nie mogła złapać tchu. Już nie dusi ja przy koszeniu trawy. Nie ma problemów skórnych, gdy pylą drzewa nie kicha, nie łzawią jej oczy. Przede wszystkim nie łyka garści tabletek na alergie i nie nosi przy sobie inhalatora, który przy ataku pozwalał złapać oddech. Dzień zaczynał się od tabletek i kończył na tabletkach. Czy można wyleczyć się z alergii? Teraz nie bierze żadnych tabletek, już nie pamięta, że kiedyś stosowała inhalator. Wychodzi na dwór i wdycha zapachy trawy i wszystkiego wokół. Stosując tylko samo leczenie – tak to jest możliwe.

Czy pracując nad sobą stosując terapie wierzyła ze wyleczy te choroby? Nie. Nawet o tym nie myślała. Chodziło o pogodzenie się ze sobą, o wewnętrzna harmonie. By iść w stronę miłości, radości szczęścia.

Chory musi chcieć coś zrobić ze swoim życie. Musi chcieć się leczyć. Teraz dopiero w zderzeniu z rodzinami chorych na raka, doceniam ogrom determinacji Mamy by wyzdrowieć, by coś zmienić w swoim życiu. Widzę jak dużo musiało ja to kosztować i jestem z niej dumna, że potrafiła tego dokonać.

To nie wiary potrzebuję chory, tylko determinacji do zmian w swoim życiu. Chęci by pogodzić się przed śmiercią z rodzina, Bogiem i samym sobą. Wyleczenie to tylko efekt uboczny tego pogodzenia. Nawet, jeśli miałoby nie dojść do wyleczenia, to i tak warto. Tego właśnie wam życzę: Determinacji.

Nie wiary, tylko DETERMINACJI DO ZMIANY, bo to determinacja jest początkiem wyleczenia. Tylko, że nie można podać jej choremu w tabletkach.

Pozdrawiam

Aga córka Ireny

CZYŻBY?

Fragment artykułu ze strony: https//poczta.onet.pl/readmail.html z dnia 05.05.2017.

Ja całkowicie się z tym nie zgadzam. Przecież moja Mama jest  żywym zaprzeczeniem  wszystkiego co piszą o raku płuc. Zgadzacie się, czy nie?  Co o tym myślicie ?

Aga córka Ireny