Monthly Archives: Styczeń 2018

SAMIEC ALFA

Każde uzależnienie to niskie poczucie własnej wartości, zabijane przez” DUMĘ” dającą zadowolenie i satysfakcję, która koliduje z   uznaniem i szacunkiem do własnej pracy i siebie. 

Kiedy Rodzice chcą być „dumni” ze swojego dziecka, często czynią mu dużą krzywdę, nie zdając sobie sprawy, że wysokie mniemanie o sobie zabija szacunek do swojej pracy i siebie.

Romek z syndromem uzależnienia psychicznego miał bardzo kochanych Rodziców, którym nieźle się wiodło, ale nie należeli do tych w środowisku najbogatszych.  By należeć do kasty bogatych ich marzenie miał spełnić Romuś, który był chlubą i oczkiem w ich głowie. Zawsze w szkole podstawowej miał same piątki, /szóstek w tym okresie nie było/. Na podwórku w grupie podczas zabawy wymuszał te zabawy w których uważał, że jest dobry i morze się popisać przed kolegami. Jeśli mu się nie udawało, to na poczekaniu zmieniał zasady i z pretensjami do kolegów leciał o poparcie do Matki, lub Ojca, które oczywiście otrzymywał i z dumą ponawiał gry czy zabawy dostosowane do jego słabości tak, aby zawsze był najlepszy. W jego domu nie uznawano przegrania, błędów ani porażki. Do tego stopnia, że jak stracili firmę i samochody, to ogłosili wśród znajomych, że Romuś absolutnie o tym nie może się dowiedzieć. Natomiast koledze Romusia, którego Mama straciła pracę, pod zasłoną współczucia, w ich obecności okazywano mu pogardę, insynuując, że już się z tej biedy nie pozbierają.

Paradoks polega na tym, że ten pogardzany kolega po wielu latach jak się spotkali, podał mu pomocną dłoń i pomógł wyzwolić mu się z toksycznej partnerki, oraz pracodawcy, u którego tyrał po 16 godzin za parę groszy.

Dumni Rodzice, nie pomyśleli, że kiedyś w życiu ich synek jak każdy popełni jakieś błędy, spotkają go jakieś porażki, ale on nauczony, że zawsze musi być najlepszy, nie zniesie tego i dopadnie go ogromna pogarda do siebie, czyli zgodnie z prawami natury wróci do niego wszystko to, co okazywał innym.

W owym czasie rodzice nie myślą, że człowiek uczy się na własnych błędach, jeśli dali mu przekonanie, że nie wolno popełniać błędów, to jak miał się nauczyć życia?  Do tego zasiali w nim ziarno toksycznego przekonania, że nikt nie może być od niego w czymkolwiek lepszy. I w ten sposób wychowali swojego kochanego synka na obraz nędzy i rozpaczy. A teraz siedzą, żalą się i nad nim płaczą obwiniając wszystkich, tylko nie siebie.

Romek w dorosłym życiu nie potrafił się odnaleźć, z każdego życiowego małego błędu i małej porażki, nie wyciągał lekcji, tylko się obwiniał, że nie jest najlepszy i pogrążał coraz bardziej.   Zbawieniem dla niego stała się toksyczna partnerka, bo akceptowała jego takim jakim on jest, czyli z niskim poczuciem własnej wartości.  Nie widział, że tak naprawdę, to go wykorzystywała i że był dla niej workiem treningowym, na jej frustracje i porażki. Poniżając go, karmiła swoją toksyczną dumę. Natomiast dla pracodawcy był tanią, wykwalifikowaną siłą roboczą, którego można było tyrać przez 16 godzin na dobę. Romek na wspomnienie o własnej działalności z nerwów oblewał się potem, tyle go to kosztowało stresu zanim firma jego zbankrutowała, ale poza stresem, nie wyniósł z tej jednej porażki żadnej lekcji. Przyczyną tego było nabyte w dzieciństwie przekonanie, że każda porażka oznacza życiową katastrofę nie do przezwyciężenia. Jego rodzice byli wzorem do naśladowania, a oni nigdy według Romka nie popełniali błędów i na swoim koncie nie mieli żadnej porażki, bo swoje błędy i porażki ukrywali przed nim, a do tego siebie porównywali do gorzej radzących w swoim życiu od nich.

Każde uzależnienie zwykle tak się zaczyna, najpierw jest porównywanie i dążenie by był   najlepszy w klasie czy grupie dzieci i okazywanie satysfakcji i wytykanie, że inni są gorsi. Bez opamiętania serwują mu pochwały i pogardę dla słabszych tak, jak by od tego zależało życie. Niestety dziecko wówczas tak się programuje, jeśli ktoś w odpowiednim momencie zasianego ziarna nie wyrzuci.   W tym toksycznym pakiecie idzie w parze ocenianie i porównywanie rówieśników pod względem materialnym; jak mieszkają, jakie markowe mają ciuchy i gadżety. W ten sposób uczą swoje dziecko pogardę do innych, niby gorszych, jeśli mieszkają skromniej, mają gorsze samochody i ubierają się w ciuchy z sieciowych sklepów, a nie markowych.

Dla syndromu uzależniającego w powyższym pakiecie wewnętrzne wartości nie mają znaczenia, niebawem obrośniętego w dumę to poczucie wartości spadnie i tak do minimum bliskiemu „O”.

Rodzice zapominają, że prędzej, czy później kosa trafi na kamień i takie dumne wychwalone dziecko kiedyś spotka „mądrzejszego”, bogatszego, lub o silniejszej   osobowości i z dumnego ego spuści się powietrze, a wraz z nim zostanie odarte z wewnętrznego poczucia własnej wartości do minimum.

Pogarda, którą okazuje się innym, zgodnie z prawami natury zawsze wraca do każdego   wielokrotnie powiększona. Czasem „duma” powoduje stratę, czasem taki samiec alfa, jak oddaje pierwszeństwo innemu popada w finansową biedę i z dużą pogardą do siebie, a czasem popada w uzależnienie od innej osoby czy narkotyków.  Toksyczna duma dająca początkowo satysfakcję i zadowolenie prędzej, czy później doprowadza do bólu i cierpienia.

Pogarda nie dotyka osób, które zachowują uznanie i szacunek do swojej pracy i siebie i nie obchodzi ich co inni o nich myślą.

Z całą odpowiedzialnością uważam, że przez toksyczną „dumę” Rodzica,  dziecko wychowywane na „samca alfa” tak naprawdę  jest programowane w   syndrom uzależnienia psychicznego.

Pozdrawiam z szacunkiem

Irena

 

 

Dobry terapeuta

 

 

 

Na proste pytanie jaki jest dobry terapeuta? Jest prosta odpowiedź – skuteczny terapeuta.

Niestety najczęściej trafiamy na kogoś, kto deklaruje, że usunie z nas chorobę powodującą cierpienie i na deklaracji po terapii się kończy. Na składane zapewnienia o skutecznej terapii, poprzedzone piękną reklamą i przy naszej kulejącej Służbie Zdrowia ciągną do nich tłumy chorych i cierpiących, ze ślepą wiarą w cudowne wyleczenie. Nie ważne, że znamy przypadki nieskutecznego wyleczenia, chcemy wierzyć, że nam pomogą i idziemy jak owce za baranem na rzeź.

Przyznaję szczerze, że ja podobnie jak cała rzesza chorych z podobnymi terapeutami miałam do czynienia. Czasem po ich wizycie moje bóle na krótko łagodniały, ale szybko powracały z jeszcze większą siłą.

Miałam wiele przewlekłych chorób i można było łatwo trafić z diagnozą w jakąś już zdiagnozowaną chorobę, a nie wymyślać nową. Tak naprawdę nikt nie musiał z diagnozą zgadywać, bo każdy chory opowiadając o swoich dolegliwościach, opowiadał ze szczegółami o medycznych badaniach i diagnozach. Terapeuta nie mogąc tych zdiagnozowanych przez lekarzy swoimi cudownymi rękami usunąć, często diagnozował fikcyjną chorobę, którą automatycznie szybko   uzdrawiał. Mnie tak cudownie uzdrowiono guzy na jajnikach i mięśniaki, których nigdy nie miałam.  Sławnemu terapeucie bardzo chcemy wierzyć we wszystko w szczególności, kiedy medycyna akademicka jest bezsilna.

Wiele z tych znanych mi osób z ogromnych kolejek od znanych cudownych terapeutów powróciło do akademickiego leczenia, jeśli wcześniej nie zdążyli umrzeć.

Jestem bardzo oburzona, jeśli jakiś terapeuta zastrzega sobie, aby nie leczyć się u lekarzy chemią i antybiotykami. Mnie też tak mówili, ale na moje szczęście byłam nie usłuchana, nie tylko wobec lekarzy, ale i terapeutów. Owszem na krótko łagodzili mi bóle swoimi sposobami, aby uciszyć moją czujność i umocnić fałszywą nadzieję, bez niej nie ma wyleczenia, ale fałszywa nadzieja zabija i potęguje cierpienie.

Kiedy po terapiach przeszłam ponowne szczegółowe badania medyczne, to okazało się, że wiele przewlekłych chorób jeszcze bardziej się zaostrzyło i nie pomogły cudowne ręce, cudowny umysł, który miał wzmocnić mój układ odpornościowy, a stosowane zioła też bardziej zaszkodziły niż pomogły. Niebawem nie miałam  już wątpliwości, że rak płuc rozwijał się we mnie pod opieką jednych i drugich.

Przed takimi znanymi cudownymi terapeutami przestrzegam, oni tylko dają fałszywą nadzieję, ale za to wyciągają prawdziwe pieniądze i to wcale nie małe.

Kiedy w końcu wykończona fizycznie i finansowo, zmęczona leczeniem terapeutycznym i akademickim umierałam w bólach na raka płuc z przerzutami do głowy, kręgosłupa i rozsianym po całym organizmie, w chwilach ulgi zainteresowali mnie uzdrowieni z śmiertelnej choroby.

Podpatrując wśród innych śmiertelnie chorych jak radzą sobie z cierpieniem, spotkałam osobę, która pokonała nieuleczalnego raka płuc. Jej podejście do życia i choroby bardzo różniło się od mojego i mnie podobnych umierających. Mówiła, że pierwszą rzeczą jaką powinnam zrobić, to wybaczyć sobie, swoim Rodzicom i wszystkim którzy mnie skrzywdzili, ale tak z uczuciem, od serca.

W odruchu bezwarunkowym odpowiedziałam jej, że taka terapia nie dla mnie, bo miałam cudownych kochanych rodziców.

Czyżby? Odpowiedziała mi bez ogródek, przecież przede wszystkim ze względu na Rodziców   każdy potrzebuje terapii. Czy nigdy będąc dzieckiem, nie zezłościłaś się na Mamę lub Ojca, który zawołał cię na obiad przerywając w najlepszym momencie zabawę? I czy z tego powodu później nie byłaś na siebie zła?

Pod wpływem jej rozmów i przemyśleń, pomyślałam sobie, że przyda mi się taka terapia wybaczania, chociażby dlatego, aby póki życie trwa, uporządkować swoją sferę uczuciową i godnie przygotować się na śmierć.

Powiedziała mi jeszcze zdanie, które zapamiętałam do końca życia – „Nie można wyleczyć niczego co mamy w swoim ciele nikim i niczym z zewnątrz, rozwiązania należy szukać w swoim wnętrzu”. Absolutnie tych zacytowanych słów nie rozumiałam, ale zwróciłam na nie uwagę, bo powiedziała to osoba, która pozbyła się raka płuc.

Zasugerowana powyższymi słowami, szukałam osób którzy wyszli z raka. Poza tą jedną osobą nikogo kto wyszedł z raka płuc nie spotkałam, ale spotykałam chorych, którzy wyszli z nieuleczalnego raka chorób kobiecych i innych.

Zauważyłam, że każdy wyleczony, szukał sposobu na wyleczenie w sobie, czyli w swoim wnętrzu, jednocześnie korzystając z naukowych medycznych osiągnięć.

Słuchając wyleczonych wydaje się to takie proste, tylko dlaczego jest ich ciągle tak mało?  Czy dla pozostałych na pewno Bóg tak chciał? Przecież mamy wolną wolę i Bóg jest miłością, a miłość to radość, a nie cierpienie.

Niestety wszystko jest w nas i to od nas zależy nasze zdrowie, od naszych wyborów i każdy wybór jest właściwy i absolutnie nie jesteśmy winni, że chorujemy i cierpimy, tylko po prostu wybraliśmy drogę, na której jest cierpienie i dana choroba.

Kiedy wyleczony przychodził na badania lekarskie potwierdzający jego stan zdrowia zawsze był miły, uśmiechnięty i chętnie zapytany odpowiadał, jak zmienił swoje życie, jak swoje lektury zmienił na inne i w ogóle   co robił, aby pozbyć się choroby, lecz niestety kiedy go spotykałam zawsze siedział samotny.

Zdziwiło mnie, że poza mną inni chorzy od wyleczonego stronili, natomiast gromadzili się wokół rozgadanej osoby o swoich nieskutecznych zabiegach. Gromadzili się też wokół kogoś kto opowiadał o cudownym uzdrowicielu, ale jego rak jest taki twardy, że mimo wysiłku terapeuty rak stał się jeszcze agresywniejszy, dodawał na koniec jak pod rękoma cudotwórcy jego ciało podskakiwało prawie na metr, taką miał w rękach moc. Ten chory zmarł, a jego żona jeszcze długo po jego śmierci rozdawała chętnym namiary do tak cudownego terapeuty, posiadający tak niebywałą moc, nikomu to nie przeszkadzało, że była nie skuteczna.  Byłam bezsilna, chociaż to byli moi dobrzy znajomi.

Szybko się przekonałam, dlaczego chorzy stronili od wyleczonego, bo takie samoleczenie to naprawdę duży trud, ciężka praca i odwaga. Podczas terapii, często przychodziły mi myśli, że może lepiej byłoby się pomodlić o szybką śmierć, nic nie robić, brać leki przeciwbólowe i odejść szybko w spokoju.  Wówczas wkraczała moja kochana córka i jak widziałam w jej oczach, jak bardzo jej zależy abym jeszcze trochę z nimi pobyła, to ponownie podejmowałam się trudu, by wyrzucić toksyczne emocje, na ile dam radę.

Już wiedziałam jakiego terapeutę potrzebuję, przede wszystkim, aby mnie wspomagał w podróży do moich zablokowanych przekonań, czasem dodając otuchy, mówiąc nie masz się czego bać, już tam byłaś, dasz radę. I dawałam radę, a w odpowiednim momencie stwierdziła, że już bez pomocy terapeuty mogę być terapeutką sama dla siebie i tak jest do dnia dzisiejszego.

Oczywiście, absolutnie nie wierzyłam, że dzięki tej terapii będę tak długo żyła i wyglądała do tego młodziej, liczyłam tylko o przedłużenie życia o parę tygodni, a żyję już 14 lat i to wszystko zawdzięczam Bogu, córce i terapii dzięki jednej spotkanej wyleczonej kobiecie, która dała mi nadzieję i pokazała kierunek, gdzie szukać swojej ścieżki zdrowia.

Dobre jest to, że nie musimy czekać, jak dopadnie nas śmiertelna choroba, tylko możemy   terapią bazującą na naszych uczuciach zapobiec chorobie, usunąć nasze doskwierające życiowe problemy, by długo cieszyć się zdrowiem i radością życia, czego wszystkim serdecznie życzę.

Irena

 

 

Uzdrawiająca moc

 

 

Co powoduje, że niektórzy pokonują nieuleczalne choroby, a wielu bardzo wartościowych ludzi odchodzi w bólu i cierpieniu?

Nie wiem, dlaczego wartościowi ludzie odchodzą, ale mogę odpowiedzieć co powoduje, że niektórzy pokonują nieuleczalne choroby i prowadzą szczęśliwy tryb życia, bo przez piekło życia bólu i cierpienia przeszłam. Bez fałszywej skromności muszę powiedzieć, że mnie nie udało się pokonać nieuleczalne choroby, ja te choroby pokonałam, bo skorzystałam z pokładów   sił, które są w każdym z nas.

Jak odkryłam te niesamowite uzdrawiające siły?

To długa historia i wiele nałożyło się czynników, ale jedno spostrzeżenie wskazało mi jaką pójść ścieżką: Zdrowia? Czy śmierci?

Niestety większość chorych wybiera nieświadomie ścieżkę śmierci. Ja wcale nie przypadkowo wybrałam ścieżkę zdrowia, dokonałam takiego wyboru, bo krótko przed wyborem byłam obserwatorem napotkanych chorych na raka.   Na wybranej ścieżce nic wielkiego nie oczekiwałam, a była bardzo ciężką, trudną, czasem dopadały mnie zwątpienia po co zadałam sobie tyle trudu.  Tak było, dopóki po drodze nie dostrzegłam, że jest we mnie jakaś nieznana potężna siła i to mnie zaciekawiło.  Jeszcze nie wiedziałam, czy jest potężniejsza od raka, ale od razu jak tylko trochę z tej siły coś zaczerpnęłam, od razu poczułam ulgę, może nie dużą, ale byłam świadoma, że tylko troszeczkę zaczerpnęłam mocy z tej nieznanej mi siły, więc byłam ciekawa, co się stanie, jak pójdę dalej? Przyznam szczerze, że bałam się bardzo, czy przypadkiem czegoś okrutnego w sobie nie odnajdę, ale brnęłam dalej.

W takich chwilach przypominałam sobie, dlaczego tą ścieżkę wybrałam.  Oszołomiona po diagnozie zaczęłam obserwować chorych na raka, podpatrując, jak inni w takiej sytuacji sobie radzą.  Zauważyłam, że większość szuka ratunku u innych, jak np. w bliskiej osobie, Rodzinie, w lekarzach, terapeutach, ale byli nieliczni którzy ratunku szukali w sobie i to ci  pokonywali nieuleczalnego raka.

Ci nielicznie nie zadawali sobie pytania, dlaczego mnie to spotkało?  Tylko zadawali sobie pytania co ja sam mogę zrobić dla siebie, aby osłabić raka? Co ja sam mogę zrobić, aby podnieść swoją odporność?

W tym postrzeżeniu, wyodrębniły się dwie grupy chorych, Ci co umierają w cierpieniu, to wszyscy, którzy szukali ratunku u innych. Natomiast ci co doświadczali cudownego uzdrowienia, to wszyscy szukali ratunku w sobie, a nie jak by się zdawało u cudownych uzdrowicieli. Szukali tylko książek i  terapeutów, którzy prowadzili, podpowiadali, jak wykrzesać w sobie tą ogromną siłę, która leczy i uzdrawia.

O trafnym   wyborze potwierdziły mi zasłyszane słowa wielkiego światowego filozofa; że raka nie można pokonać z zewnątrz, tylko z wewnątrz, tam, gdzie są jego korzenie.

O. Carla Simontona słowa podpowiedziały mi, że w walce z chorobą można korzystać z wewnętrznej siły, nie wykluczając   korzystania z największych osiągnięć nauki medycyny akademickiej, tylko jeszcze tym można wzmocnić skuteczność.

Terapeutów, którzy zachęcali mnie abym zrezygnowała z leczenia akademickiego silną chemią na moje szczęście omijałam z daleka. Bo pomyślałam sobie, co by ten przemądrzały terapeuta zrobił, jak by był przy wypadku, a ofiara miała silny krwotok? Czy byłby w stanie zatrzymać krwotok rannemu z poważnego obrażenia? Czy odważyłby się nie dzwonić po ratunek po karetkę pogotowia?  Jestem pewna, że nie byłby wstanie pomóc, bo na naszym poziomie energetycznym z pewnością człowiek by się wykrwawił, mimo, że dobry terapeuta mógłby tego dokonać, ale jak będziemy na wyższym poziomie energetycznym czy duchowym, ale nie na dzień dzisiejszy. 

Obecnie mało osób wie, że duchowość to żywa ogromna energia, którą każdy z nas ją w sobie ma i ja mówiąc szczerze też o tym nie wiedziałam, dopóki tego na sobie nie doświadczyłam.

Naukowo już dawno udowodniono, że zdrowie jest stanem, w które angażuje się   ciało, umysł i duch. Lekarz onkolog naukowiec w swych książkach pisze, że duch otwiera na nas siły uzdrawiające, które daleko wykraczają poza naszą obecną zdolność pojmowania, ale możemy nauczyć się zastosowania ich we własnym życiu.

Mimo naukowych dowodów, nasi lekarze są sceptyczni do leczenia poza lekami farmaceutycznymi.  Tym samym chorzy wpatrzeni w lekarzy, reagują dokładnie tak samo jak oni na inne leczenie. Nie znam ani jednej osoby, która by się wyleczyła z nieuleczalnego raka płuc z przerzutami tylko lekami farmaceutycznymi. O tym się nie mówi ani nie pisze, ile osób odeszło z tego świata z powodu ubocznych skutków stosowanego akademickiego leczenia.

Natomiast dużo się robi negatywnego hałasu w temacie medycyny niekonwencjonalnej, chociaż nie znam nikogo kto z tego powodu zszedł by z tego świata, czasem tylko jest też zwyczajnie bezsilna na naszym poziomie energetycznym.

Tak na zdrowy rozum, czy może zaszkodzić podczas leczenia akademickiego siła modlitwy?  Jak może zaszkodzić Radykalne Wybaczanie, czyli takie od serca kierowane miłością? Jak mogą zaszkodzić medytacje?

Na wszystkie powyższe pytania, które ja zadawałam sobie może odpowiedzieć sobie każdy sam, bo ja nikomu nie mówię, co kto ma zrobić, bo każdy jest inny i każdy ma prawo wybrać swoją ścieżkę zdrowia. Ja tylko mówię co ja zrobiłam walcząc z chorobą, która została uwieńczona sukcesem i o związku z tym swoich spostrzeżeniach.

Irena

 

Licznik odwiedzin
0149105
Visit Today : 57
Total Visit : 149105
Hits Today : 253
Total Hits : 1053874