Monthly Archives: Maj 2018

Stres na talerzu

   

 

Najzdrowsza dieta, to żywność spożywana bez stresu, w radości i spokoju.

Każdy lęk jest dobrą odżywką na raka, w tym również lęk przed niezdrową żywnością.

Ostatnio rak sporo żywi się lękiem publikowanych zdrowych diet.  Niestety, zdrowe to znaczy kosztowne. By nadążyć za zdrowymi dietami trzeba mieć sporo pieniędzy i czasu, może właśnie dlatego diety są modne?  Może udowadniamy sobie i światu, że stać nas na dietę?

Mam nadzieję, że coraz więcej osób poszukuje dla siebie odpowiedniej żywności dla dobra swojego zdrowia, bo wzrosła nasza świadomość i nie chcemy zatruwać swojego organizmu. Tak czy inaczej pieniądze są wyznacznikiem naszej diety, bo każda dieta jest dość kosztowna i niestety nie na każdą kieszeń.

Najzdrowsza dieta, to żywność spożywana bez stresu, w radości i spokoju.

Finansiści nabijają sobie kasę, bo świat oszalał na punkcie diet, cudownych, uzdrawiających, wyszczuplających i trujących nasz organizm. W różnych publikacjach podają różne naukowe sprzeczne z sobą uzasadnienia, biznes kwitnie, finansiści zacierają ręce, a epidemia raka rozwija się w zastraszającym tempie.

Zapomina się, że największą pożywką raka jest lęk, również i ten na talerzu.  Uważam, że rak bardziej boi się nie tego co na talerzu, tylko z jakim przekonaniem i jak spożywamy znajdujące się na nim pożywienie. 

Tak zwana zdrowa dieta jest mało dostępna i szaleńczo droga. Z powodu braku pieniędzy i czasu spożywamy dostępny dla nas posiłek często z lękiem – O rany! Jak Ty niezdrowo jesz!  O jej!  Jak ja niezdrowo się odżywiam! Trudno, nic zdrowszego nie mogłam kupić, muszę jeść to co mam!  Na talerzu praktycznie zostały nam tylko lęki!   Czyli najlepsza pożywka dla raka.

Stare mądre przysłowia mówią, że zdrowiej jest zjeść suchy chleb w spokoju i z uśmiechem, niż grubo posmarowany, ale z   lękiem, lub ze łzami w oczach.

Na pewno nie mogą stosować zdrowej diety ci którzy mają duży lęk przed stratą pieniędzy. Jeśli nawet w tej huśtawce emocjonalnej przeważy zdrowa żywność, to w konsekwencji zdrowa dieta więcej przyniesie nam szkody niż pożytku. Coraz częściej zadajemy sobie pytanie co jest zdrową żywnością?  Jakiej diecie zaufać?  Kto nas bardziej truje, producenci żywności czy hurtownicy podczas magazynowania? Wydaje nam się, że jak czytamy etykiety, to sobie już chyba możemy zaufać? Bo komu jak nie sobie? Czyżby? 

Może najbardziej oszukujemy się sami?

Takim oszukiwaniem siebie może okazać się nasza nowa zdrowa dieta.

Otworzenie się przed sobą może zaowocować odkryciem, jakie mamy zablokowane emocje i na przykład odkryciem, że może nasza zdrowa dieta nie jest taka zdrowa tylko kosztowna?

Może to być nam bardzo pomocne, jeśli chcemy być zdrowi i zwiększyć swoje zasoby finansowe. Emocjonalne blokady często w pierwszej kolejności osłabiają naszą kondycję finansową. Zdrowie i tak stracimy na zasadzie reakcji łańcuszkowej.  Powszechnie wiadomo jest, jak wywołany stres z powodu braku środków finansowych powoduje spustoszenie w naszym zdrowiu. Wszystkie akcje charytatywne nie rozwiązują problemu braku środków na leczenie.

Jeśli czegoś nie chcemy zauważyć, to nie znaczy, że tego nie ma. To tylko jest dowodem, że oszukujemy siebie i że wobec siebie nie jesteśmy w porządku. Wszystkie choróbska na takie podejście do siebie tylko czekają.

Emocje blokujące nasze zdrowie są mocno związane z pieniędzmi i odwrotnie. Poznałam kiedyś człowieka bardzo zamożnego, należał do jednych z najbogatszych ludzi w Europie i przyznał się w tajemnicy, że miał   nieuzasadniony duży lęk przed stratą pieniędzy. Początkowo ten lęk był motorem do powiększania coraz większych środków finansowych, aż w końcu odbiło się to na jego zdrowiu.  Rak kręgosłupa powiedział mu stop!!!

Bruce Lipton, profesor szkoły medycznej na Uniwersytecie Wisconsin i uczony prowadzący prace badawcze w swoich książkach pisał – „Kiedy rozpoznamy, jak te pozytywne i negatywne przekonania kontrolują naszą biologię, możemy wykorzystać tę wiedzę do stworzenia życia wypełnionego zdrowiem i szczęściem

Naprawdę warto się zatrzymać, podumać, czy na pewno jesteśmy wobec siebie w porządku, bo odkrycie jakiegoś lęku może zahamować proces niszczenia naszego życia.  Nic nie musi się wydarzyć, jeśli nie damy temu przyzwolenia, wszystko jest w nas, a nie koniecznie na talerzu.

Irena

 

Braciszek porwany!

 

 

 

Pokonałam wiele chorób, ale nowe problemy zdrowotne dotykają mnie, bo dają o sobie znać nieuświadomione toksyczne schematy, najczęściej budowane w okresie wczesnego dzieciństwa.

Czasem zastanawiam się, czy warto było dać tak wiele wysiłku i trudu, pozbywając się wcześniejszych chorób, skoro ciągle dają znać o sobie nowe dolegliwości zdrowotne?

Muszę jednak przyznać, że nabyte doświadczenie w samo uzdrawianiu pozwala mi szybko reagować na pojawiające się dolegliwości, zanim one się rozwiną w poważną chorobę, co nie znaczy, że uwalnianie toksycznych emocji stało się dla mnie łatwe. Nadal kosztuje mnie to sporo wysiłku, ale odzyskane zdrowie jest bezcenne.

Niedawno stało się dla mnie jasne, że coś nie tak jest z moimi przekonaniami.   Moje ciało taką informację mi dało, kiedy zaczęłam się czuć coraz gorzej.  W ciągu dnia musiałam leżeć osłabiona i obolała. Moje serce dawało znać bolesnym kłuciem, a okolice trzustki i wątroby opanował mocny ból.

Zdając sobie sprawę, że choroby ściągamy sobie sami, ułatwiło mi to zadanie sobie odpowiedniego pytania. Już wiem, że przy trafionym pytaniu, odpowiedzi pojawiają się same, więc jestem czujna.  Zadałam sobie pytanie za co tak siebie ponownie ukarałam? A jak kara, to znaczy, że mam w sobie jakieś poczucie winy, które z jakiegoś powodu teraz się uaktywniło w moim ciele.

Weszłam w medytację, by poczuć prawdziwe uczucia tu i teraz.  Kierując się zadanym pytaniem, od nitki do kłębka weszłam do źródła problemu, które znajdowało się  w dalekiej przeszłości.

Wizualnie zobaczyłam siebie niczym na filmie, jak miałam dokładnie 3 latka i sześć miesięcy. Widzę siebie w lesie, a obok dość wysoko na hamaku zrobionego z płachty uwieszonej na drzewie śpi mój malutki braciszek. Wiem, że mam go pilnować, aby nie ukradli go „cyganie”. Próbuję daremnie zobaczyć czy czasem się nie obudził. Czuję przejmujący strach przed wilkami. Jako trzy letnia Irenka oceniłam błyskawicznie, że braciszek jest wysoko i przed wilkami bezpieczny, ale ja wystawiona jestem wilkom na widok, a tym samym na pożarcie. Przerażona płaczę i szukam schronienia.  Szybkim ruchem znalazłam się w dołku pod krzakiem i z daleka przez łzy obserwuję hamak ze śpiącym braciszkiem.

Nie wiem, jak znalazłam się w domu z pytaniem, gdzie jest mój maleńki braciszek? Wszyscy pytani odpowiadali mi, że porwali go „cyganie”.

Od tak okropnej wiadomości ja, będąc trzy letnim dzieckiem zamarłam i poczułam się winna.  Zrobiło mi się bardzo smutno i martwiłam się co mu tam porwani zrobią. Dotarło do mnie, że straciłam braciszka, a bardzo go kochałam. Czułam się zła, niedobra, bo nie upilnowałam braciszka, nie ważne, że bałam się wilków, ja byłam już duża, miałam 3,5 roku, a on był taki malutki.

Widzę siebie jak chodzę po całym domu smutna bez celu, bez chęci na zabawę. Ciągnięta przez kolegę poszłam do sąsiadów idąc za nim jak cień. Aż nagle przez otwarte drzwi podejrzałam jak mój mały braciszek z gołym tyłeczkiem raczkuje sobie przy oknie przy ławie.

Ten widok bardzo mnie ucieszył, zaskoczył i zdumiał, że braciszek się odnalazł i nikt mnie o tym nie powiedział, a ja tak bardzo o niego się martwiłam niepotrzebnie.

Nikogo nie obchodziło, że ja się martwiłam, nikt mnie o odnalezieniu braciszka nie powiadomił, tylko jeszcze przygadywali, że to z mojej winy braciszek zaginął.

Automatycznie za to zaprogramowało mi się przekonanie, że Rodzice, ciocie i wujkowie mnie nie kochają i nikogo nie obchodzi, że ja za braciszkiem wylewam łzy. Nie upilnowałam go, to mam za swoje.

Przekonanie – „Nikt mnie nie kocha”. „Zmartwienia są wynagradzane” „Jak bym się nie zamartwiała, braciszek by się nie odnalazł”

W dorosłym życiu skutkowało to tym, że zawsze w pierwszej kolejności otrzymywał np.  śniadanie mąż, chociaż małe dziecko płakało. Powstawały u mnie wewnętrzne konflikty, bo dzieci kochałam nad życie i nie mogłam pogodzić obsługę despotycznego męża z opieką nad dzieckiem.  Dziś nie dziwi mnie, że już za młodu chorowałam, miałam usuwany pęcherzyk żółciowy i problemy z nerkami. Wraz ze zmianą świadomości, toczyłam z mężem walkę o zaspakajanie w pierwszej kolejności potrzeb dzieci, aż skończyło się rozwodem, ale w podświadomości ciągle czułam się winna.

Teraz wiem, że mój pierwszy mąż był projekcją moich destruktywnych przekonań.

Z tego też powodu, dopóki dzieci się nie usamodzielniły, nie chciałam z nikim wchodzić w związek.

Z perspektywy czasu wiem, że mnie jako trzylatkę nastraszyli, abym pozostawiona już nigdy nie oddalała się od braciszka, bo bali się, że mogę gdzieś zabłądzić, lub utopić się w bagnach.

Nikt z dorosłych w owym czasie nie przypuszczał, że z powodu nastraszenia uczynią mi taką krzywdę. Dzieci w powojennym okresie były bardzo doceniane, kochane i ważne. Niestety to były czasy, kiedy małe dzieci na okres pilnych prac zostawiano same w różnych miejscach.  W tamtym okresie nie było dramatu z tego tytułu, że małe dzieci zostały same. Tylko kiedyś nawet nieznajomi byli dobrymi wujkami i ciotkami i w potrzebie jak byli w pobliżu udzielali pomocy, opieki i w razie konieczności powiadamiali Matkę. Nikomu nie przyszło do głowy by dzwonić po milicję, że dziecko jest samo i potrzebuje pomocy.

U mnie po spojrzeniu na zdarzenie w innym świetle, automatycznie nastąpiło samo wybaczanie oraz wybaczanie wszystkim opiekunom.

Otworzyłam się na miłość, bardziej pokochałam siebie, a moi bliscy na tym korzystają, bo mam dla nich teraz więcej miłości.  Dolegliwości ciała zniknęły i poczułam radość, przypływ energii i wielką ulgę.

Im bardziej kochamy siebie, tym więcej możemy ofiarować innym. Życzę wszystkim dużo MIŁOŚCI.

Irena

 

 

Ból dobroci

 

 

Dobrzy i zacni bliscy jak niewinnie okaleczą kogoś emocjonalnie, to boli to o wiele bardziej, niżby zadała to osoba będącą złą i wyrachowaną. Wówczas nie ma się nawet komu pożalić, bo kto uwierzy, że taka zacna osoba mogła by kogoś skrzywdzić, dlatego takie ofiary przykrywają swój ból wstydem i ukrywają głęboko.

Komu łatwiej wybaczyć? Osobie kochanej, ale złej, samolubnej, która bez skrupułów krzywdziła innych?

Czy osobie kochanej, bardzo dobrej, której zdaje się, że nie ma co wybaczyć, bo całe życie kierowała się dobrem innych?

 

Nie zdajemy sobie sprawy, że najtrudniej wybaczyć kochanej osobie bardzo dobrej, a do tego skromnej.  Niestety trudno uwierzyć, że i takie nieskazitelne osoby też niechcący mogą czasem zranić okrutnie. Najczęściej dzieci takich dobrych Rodziców obwiniają się za nich i żyją z dużym poczuciem winy nie do wybaczenia.

W dorosłym życiu szanują ich, kochają, otaczają należną im troską, a mimo to poczucie winy w nich narasta, wpędzając w życiowe problemy i choroby.

Usłyszałam kiedyś błaganie, pomóż mi, czuję ból i żal za wszystkie zło jakie uczyniłam Mamie, Ona odeszła w zaświaty, a ja nie zdążyłam ją nawet przeprosić, za ewentualne krzywdy jakie jej uczyniłam.

Ali Mama odeszła w zaświaty parę miesięcy temu, a Ona na jej wspomnienie zalewa się łzami, a z upływem czasu ból wcale nie maleje.

Na Ali żale podpowiedziałam jej, że poczuje ulgę, jak od serca wybaczy Mamie, a Ona na to zareagowała gniewem.

Coś Ty!

Moja Mama to była niesamowitą osobą i najlepszą Matką na świecie!  Taka MAMA POLKA!

Zawsze ciężko pracowała, dwoiła się i troiła z całego serca i duszy, by zaspokoić nasze potrzeby. Robiła wszystko dla dzieci z Anielską cierpliwością i nie tylko dla swoich.  Nigdy nie krzyczała, nie biła, dziecko miało prawo wybierać sobie z jedzenia najlepsze kąski, zjadała to, co mała Alunia zjeść nie chciała, zawsze miła, uśmiechnięta.

Moja odpowiedź była nieubłagana, jeśli chcesz się pozbyć doskwierającego bólu i żalu, że byłaś dla tak wspaniałej Mamy nie dość dobrą córką, spróbuj wejść w uczucia swoje, aby się przekonać, czy faktycznie nie masz co wybaczać.   Jej już nie ma, odeszła do Aniołów, a Tobie wraz z upływem czasu ból i żal narasta coraz bardziej, po co się męczyć.

Po moich krótkich argumentach Ala przystała na terapię i się przekonała, że miała co Mamie wybaczyć i że była lepszą córką niż myślała.

Okazało się, że jej Mama w wychowaniu stosowała metodę krytykowania.  Była przekonana, że jest to skuteczna metoda wychowawcza, więc krytykowała ją nawet, kiedy otrzymywała piątki, argumentując, że piątka piątce jest nierówna. Według niej Ali piątki zawsze były słabsze od piątek    koleżanki, stawianą przez Mamę za przykład ułożonej dziewczynki.

Podczas terapii odsłoniła prawdę o sobie i kochanej Mamie. Jako dziecku kiedyś zdarzyło się, że pomyślała o swojej Mamie źle i to okrutnie zaważyło na jej życiu. Przyczyną była złość na Mamę, bo zawołała ją w trakcie zabawy i w nie odpowiednim momencie tą zabawę jej przerwała.  Złość została stłumiona, a pod nią duże poczucie winy wobec Matki. Całe zdarzenie umysł wymazał z pamięci, ale poczucie winy zostało, które z czasem rosło czyniąc spustoszenie w Ali życiu.

Teraz z perspektywy czasu, Ala zobaczyła swoją Mamę w innym świetle, zobaczyła, że miała swoje wady i popełniała błędy. Najważniejsze, że jak uwolniła poczucie winy, to uświadomiła sobie, że tak naprawdę Mamie nic nie zrobiła i w niczym nie zawiniła, była normalną dobrą dziewczynką. Doskwierający   ból rozwiał się w samą porę, bo jakby dłużej trwał, to mógł przejść w nieuleczalną chorobę.

Jakże często boimy się dowiedzieć prawdy o sobie i swoich bliskich i funkcjonujemy w swoich schematach, nie zdając sobie sprawy, że nosimy w sobie niepotrzebne urazy, manifestujące się chorobą i trudnym życiem.

Irena