Monthly Archives: Czerwiec 2018

Trudna droga do zdrowia

 

Było ciężko i trudno wyjść  z  wszystkich chorób, musiałam zmierzyć się ze swoim strachem, cierpieniem i poznać siebie od nowa, ale mój wysiłek został obficie wynagrodzony.

 

 

Przeglądając po latach swoje opisane cierpienia na potrzeby terapii, uświadomiłam sobie jakie miałam okropne życie i problemy, które wydawało się, że są nie do pokonania, ale dałam radę i dopiero teraz widzę, ile włożyłam trudu, ile dałam wysiłku i jaką przeszłam ciężką drogę by wyjść z tych wszystkich wcześniej nieuleczalnych chorób.

Wszystkie swoje problemy zdrowotne i życiowe podczas terapii zawsze zaczynam od opisania problemu.

Mój pierwszy opisany problem na kartce papieru zaczynał  się słowami; umieram na raka płuca prawego, który już rozsiał się po całym organizmie i nie ma dla mnie ratunku………………. …….. …….Zazdroszczę tym, którzy lekko z uśmiechem umierają, są pogodzeni z rozstaniem życia i nie boją się przejścia na drugą stronę, bo ja jestem przerażona i struchlała ze strachu i nie wiem co się dzieje, bo nie wiem co ja takiego zrobiłam w swoim życiu złego, że mnie to spotkało………………

 

 

Takich wpisów do terapii, tylko o różnych problemach mam zapisanych całe stosy i tomy na kartkach papieru i tomach zeszytów.  Przeglądając swoje opisy na potrzeby terapii, po latach widzę, jakie miałam ogromne problemy, które wydawało się, że są nie do pokonania, ale dałam radę i dopiero teraz widzę jak daleką przeszłam życiową zmianę, nie tylko zdrowotną, bo one zawsze idą w parze. Jeśli nawet wydaje nam się, że wszystko się układa poza zdrowiem, to znaczy, że nie chcemy czegoś ważnego zauważyć i choroba daje nam tą informację, u mnie to się potwierdziło w 100%

14 lat temu, kiedy zaczynałam czuć się lepiej, to nawet wybitni terapeuci twierdzili, że przy zdrowym stylu życia mogę jeszcze pożyć 5 a nawet 7 lat, a żyję jeszcze raz tyle i mam się dobrze.  Nie mam do nich pretensji, oni tak naprawdę pocieszali mnie, bo brali pod uwagę jak mocno miałam zniszczony cały układ oddechowy, pomijając inne nieuleczalne choroby i mój niemłody już pesel.

Moje zapisane kartki papieru są dowodem, jak skuteczną stosuję terapię i ile dokonałam pracy i ile włożyłam trudu dla swojego zdrowia, a później dla lepszego życia, za to mam szacunek i uznanie do siebie, swojej pracy i dziękuję Bogu, że otrzymałam taką szansę.

Mam za co być wdzięczna Bogu i mieć uznanie do swojej pracy, bo dokonałam samo uzdrowienia kilkunastu nie uleczalnych swoich chorób, co prawda wkładając dużo wysiłku i trudu, ale dzisiaj wiem, że warto było by dzięki temu móc  doświadczać cudu uzdrowienia nie tylko ciała, ale i dalszego lepszego życia mimo ukończonych 70 lat.

Gdyby mi ktoś dawniej powiedział, że aby być zdrową to muszę najpierw włożyć tak ogromny trud, jaki włożyłam to od razu bym krzyczała, że to nie dla mnie, że nie dam rady, przecież jestem przez choroby tak bardzo wyczerpana, a do tego mam już swoje niemłode lata, więc skąd mam na taki trud brać siły?

 

Jak patrzę teraz na tomy zapisanych kartek to trudno mi samej uwierzyć, że ja tyle wykonałam pracy. Te zapisane kartki to mój tajemniczy pamiętnik pisany inaczej, dla mnie jest to dokumentacja na to, jaką naprawdę byłam wcześniej i jak się zmieniałam wprost proporcjonalnie do zachodzących uzdrawiających zmian w moim ciele. Gdyby nie zachowane zapisane kartki z mojego uzdrawiania, nie wiedziałabym tak dokładnie jakie kiedyś miałam zablokowane emocje i przekonania, które były przyczyną moich chorób, ale najważniejsze, że się dowiedziałam, że w swoim życiu nie zrobiłam nic złego, po prostu tak zadziałały moje życiowe schematy.

To dobrze, że musiałam zapisywać ręcznie na kartkach, bo nie znałam się na komputerze, ale dzięki temu nie mogę podejrzewać, że to jakiś wirus się wkradł i mi coś powypisywał, a nie że ja miałam takie problemy i przekonania, a charakter pisma jest nie zaprzeczalnym dowodem dla mnie samej.

Niestety moja świadomość dawne przekonania i emocje wymazała z pamięci i kiedy je czytam, to trudno mi uwierzyć, że opisane przekonania były moje. Może nie zupełnie wszystko, ale po większej części naprawdę zostało wszystko wymazane.  Jedyne co pamiętam, to problemy zdrowotne, czyli choroby z którymi było mi dane iść przez życie, dopóki od nich się nie uwolniłam. Z niektórymi szłam już od dzieciństwa jak nap. dyskopatia kręgosłupa czy problemy wątrobowe, przez które miałam dietę wątrobową już od kąt pamiętam.

Tak naprawdę to na wszystkie poniżej uwolnione choroby, też ciężko tyrałam już od wczesnego dzieciństwa, aby w dorosłym życiu zaistnieć w moim ciele.

Dopiero po uwolnieniu się z raka przy tej sposobności zaczęłam pozbywać się  przewlekłych chorób, takich jak;

1/ dyskopatia kręgosłupa / nieuleczalna, w trzech miejscach okropne bóle leczone bez skutków przez wiele lat, obecnie od 10 lat nie biorę żadnych środków przeciw bólowych /

2/ powiększona wątroba /bóle wątrobowe/

3/alergie – pokarmowe, na kurz i na pyłki /jaka ulga – tego nigdy nie zapomnę jak były dokuczliwe/

4/niedotlenione serce/zdiagnozowano, nie leczono/

5/bóle stawów kolanowych

6/ Hashimoto/zdiagnozowane, nie leczone/

7/astma oskrzelowa/ stosowane inhalatory/

8/łańcuch przepuklin/nie leczone/

9/migreny/leczone przez wiele lat bezskutecznie/

10/duże zaniki pamięci/zdiagnozowane, ale nie leczone/

11/rak nieoperacyjny płuca prawego/guz4cmx8cm z przerzutami/

12/zmiany w płucu lewym/w ogóle nie podjęto leczenia/

13/ niestrawność żołądka

14/dolegliwości jelita grubego

15/chore zatoki

16/choroby skóry

17/17 cm wycięto jelita cienkiego

18/dwukrotnie otwierana otrzewna/przez jelito cienkie/

20/chroniczne zapalenia kłębuszków nerkowych

Na powyższe choroby już nie cierpię, od lat nie biorę już żadnych recepturowych lekarstw, pozostała mi po wszystkim tylko dokumentacja   medyczna.

 

 

   

 

Na drodze uzdrowienia najszybciej pozbyłam się zaników pamięci i dzięki temu poznałam i mogłam przestudiować wiele ciekawych książek dotyczących zdrowia, świadomości, pozytywnego myślenia, naszych emocji i innych.  Korzystałam   z parę kursów i z wielu warsztatów zdrowotnych. Warsztaty bardzo sobie cenię, bo działa na nich dodatkowo poza zdobytą wiedzą jeszcze dodatkowo energia grupy.

Trud, praca i zdobyta wiedza zaowocowały obficie moim lepszym zdrowiem i życiem.

Tak naprawdę dzięki Bogu i swojej pracy ze sobą otrzymałam drugą szanse na życie i mogę doświadczać wiele wspaniałych chwil, bo przy moich chorobach, a tym bardziej przy tak zniszczonym układzie oddechowym, to naprawdę cud że żyję, a do tego mam się dobrze.

Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo trudu i pracy wkładamy w to by dopadła nas choroba, tak że nie można narzekać, że uwolnienie z choroby kosztuje tak dużo trudu i pracy.

Trud, praca i zdobyta wiedza zaowocowały obficie moim lepszym zdrowiem i życiem, a zdrowia i lepszego życia wszystkim serdecznie z całego serca życzę.

Irena

Odzyskana sprawność fizyczna

 

Absolutnie nikt się tego nie spodziewał, że coś takiego spotka mojego męża.

Był zdrowy, ciśnienie miał jak młody byk, cholesterol w normie i bardzo zdrowe serce, a tu nagle udar mózgu, paraliż prawej strony całego ciała, utrata mowy i utrata widzenia.

To było szczęście i nieszczęście, że udaru dostał w Szwecji, szczęście, bo szybko i sprawnie otrzymał fachową pomoc i dokonano skuteczną operację, a nieszczęście, że za granicą utrudniony był kontakt, bo trudno było się porozumieć ze służbą medyczną w jakim stanie jest chory.

Kiedy dzwoniłam do męża w tym czasie jak miał udar mózgu, przeczuwałam, że stało się jemu coś złego. Miałam ochotę krzyczeć, co się tam u ciebie dzieje. Dopiero po chwili dowiedziałam się co się stało, od jego kolegi, który udzielał mu pierwszej pomocy, wezwał ratunkową służbę medyczną i zadzwonił do mnie poinformować co się stało.

Po pierwszym szoku, zaraz się opanowałam i zadałam sobie pytanie jak mężowi, będąc tak daleko mogę pomóc?

Co pierwsze przyszło mi na myśl to modlitwa w intencji jego zdrowia, następnie wiedząc, że myśli o mnie, łączyłam się z jego energią i wspierałam go swoją, jednocześnie do mnie do przesyłania energii dołączyła się córka.

Po operacji otrzymaliśmy wiadomość, że operacja się udała, ale nikt z lekarzy nie wiedział, czy zostanie przywrócona mu sprawność fizyczna.

To czekanie na efekty operacji było wiecznością, nie można się było dogadać, nie wiedzieliśmy w jakim jest stanie. Po dwóch dniach przemówił i zaraz rozmawialiśmy z nim przez telefon, bo klinika zadzwoniła do nas pod wskazany numer przez męża.  To nie przypadek, że mąż jak odzyskał świadomość, to pamiętał tylko jeden numer telefonu, ale nie wiedział co to za numer, okazało się, że był to telefon do mojej córki.

Nie wierzymy w przypadki, więc informacja dla nas była jasna, że potrzebuje jej terapii. Na tyle ile było możliwe córka dzwoniła do niego i przeprowadzała z nim bardzo łagodną terapię na odległość, jednocześnie przesyłała mu Energię Miłości.

Skutkiem tego lekarze w klinice co róż dawali sprzeczne informacje, co do transportu męża do kraju. Najpierw miał być przewożony do Polski transportem medycznym do szpitala na neurologię pourazową, po dwóch godzinach miał być przewieziony promem w asyście opiekuna medycznego, po paru godzinach zaproponowali, czy może ktoś z rodziny po chorego przyjechać, ale wracać może tylko promem.

W końcu jak córka do niego pojechała i zrobiła mu terapię, to się okazało, że jego stan zdrowia po ponownym szczegółowym przebadaniu poprawił się na tyle dobrze, że może wracać samolotem, nawet dali takie pozwolenie na piśmie i już nie ma potrzeby jechać do szpitala, tylko może wracać do domu.

Okropnie przeżywałam ich powrotną podróż, ale wrócili bez żadnych problemów, spokojnie zniósł podróż, można powiedzieć, że doskonale. Aż trudno uwierzyć, że wracał samolotem po siedmiu dniach, od udaru mózgu, który sparaliżował mu prawą stronę, i odebrał mu mowę i wzrok. Wrócił całkiem normalny zdrowy mąż, jedynie był trochę osłabiony.

Obecnie po dwóch tygodniach czuje się dobrze, nabiera sił, z tym, że jeszcze nie odzyskał widzenia na lewe oko, ale liczymy, że z czasem może wzrok na to oko też odzyska.

Może ktoś różnie myśleć, ale ja wiem swoje, że terapia mojej córki ponownie zadziałała cuda.

Ja natomiast byłam po 10 latach po raz pierwszy w przechodni, aby zarejestrować męża na badania do okulisty, na to niewidzące oko. Przez wiele lat nie chodziłam do lekarzy, bo nie było takiej potrzeby, każdą dolegliwość skutecznie eliminowałam terapią. Już przy rejestracji   byłam rozczarowana, bo organizacyjnie służba medyczna cofnęła się sporo do tyłu, jest o wiele gorzej niż 10 lat temu, z tym, że przechodnia lekarska ma nowy budynek, ale co z tego ma zwyczajny pacjent? Na to pytanie każdy może odpowiedzieć sobie sam.

Irena

 

 

Licznik odwiedzin
0178821
Visit Today : 144
Total Visit : 178821
Hits Today : 738
Total Hits : 1226263