Monthly Archives: Wrzesień 2018

Dlaczego prawda boli?

 

 

W wyniku traumatycznych zdarzeń o powstałych uczuciach zapominamy, nie zdając sobie sprawy, że są powodem naszych chorób i życiowych cierpień.

Pewnego dnia, z jakiegoś nieznanego mi powodu uaktywniło się poczucie, że jestem nieważną dla bliskich, których bardzo kocham i na spotkaniach z nimi zależało mi najbardziej na świecie.

Przychodziły mnie do głowy myśli, że może bliscy przyjemniej spędzili by czas w inny sposób i lepiej beze mnie?

Gdy byliśmy razem to zauważyłam, że spotkania z nimi są dla mnie męczące. No nie!!! – wykrzyczałam sobie, to okazuje się, że moi bliscy nieświadomie mnie męczą!!! Co za kara mnie spotkała!!! 

Mając taki wewnętrzny konflikt, moje serce dawało znać bolesnym kłuciem, łącznie z trzustką i wątrobą. Doświadczenie w praktykowaniu zablokowanych emocji podpowiadało mi, że karę zadaję sobie sama.

Jednego byłam pewna, że kocham bliskich i jestem kochana więc przebywając razem z nimi powinnam tryskać energią radości, a nie zmęczeniem. Przecież kiedyś tak nie było, więc dlaczego tak się teraz dzieje?

Stało się dla mnie jasne, że coś nie tak jest z moimi przekonaniami i że coś się uaktywniło.  Moje ciało też mi taką informację daje, bo w ostatnim okresie zaczęłam się czuć coraz gorzej.  Bywało, że musiałam w ciągu dnia poleżeć osłabiona i obolała.

Ponieważ nie lubię cierpieć i się męczyć, przełamałam lęk i wczuwając się w siebie, zadałam pytanie, dlaczego cierpię? W odpowiedzi usłyszałam, że to dlatego, że moi bliscy są ważniejsi ode mnie. Absolutnie odpowiedzi nie rozumiałam, przecież bez wahania oddałabym za nich życie.  Mimo tego kierując się intuicją zadałam sobie w odpowiedzi następne pytanie, dlaczego to jest toksyczne, że dla mnie bliscy są ważniejsi niż ja dla siebie?

Od momentu zadania pytań zaczęłam z sobą wewnętrzną rozmowę;

 Automatycznie   blokujący lęk włączył   mi wątpliwości, jak to!  Irena masz być taką okrutną egoistką i być dla siebie ważniejszą niż bliscy?  To po co żyć! – aż tak pomyślałam przez moment.

Najgorsze, że ego podpowiadało mi walkę o ważność w Rodzinie, a już mam świadomość, że taka walka byłaby toksyczna, dlatego automatycznie odrzuciłam. Na szczęście we mnie   przeważała świadomość, że wszystko jest w nas i jak rozwiążę zaistniały konflikt w sobie to wszystko się poukłada.

Ego standardowo zaczęło się bronić, abym nie doszła prawdy co za tym byciem „nieważną” się kryje. /Niestety „ego” to byt, który ma wpływ na naszą świadomość i jak każdy byt walczy o przetrwanie, dlatego nie należy go słuchać/ Związku z tym jak tylko zabieram się za terapię z lękami, to od razu dopada mnie senność. Dla mnie jest to tylko znak, że moje myślenie wkroczyło na właściwą drogę do odkrycia prawdy o sobie.

Dla dodania otuchy powiedziałam sobie; Irena jesteś doświadczonym detektywem swoich emocji więc dlaczego nie miałabyś dowiedzieć się jakie zdarzenie czy aspekty zdarzenia zostały przekłamane?

Bramę do podświadomości otworzyłam sobie   klasycznym pytaniem; kiedy Irena ostatnio czułaś się nieważna?

I tak idąc od kłębka po nitce doszłam, że powodem okazało się nastraszenie mnie jak miałam około trzech latek. Rodzice dla mojego dobra, abym już więcej nie oddalała się od małego śpiącego braciszka wmówili mnie, że go nie upilnowałam i porwali go cyganie. Bardzo tym się przejęłam, bo swojego braciszka kochałam nad życie, więc ta wiadomość tak bardzo mnie zabolała, że w połączeniu z poczuciem winy było to ponad siły małego dziecka, dlatego zdarzenie automatycznie zostało zepchnięte w niepamięć do podświadomości.

U mnie po spojrzeniu na zdarzenie w innym świetle, automatycznie nastąpiło samo wybaczanie oraz wybaczenie swoim Rodzicom. Zmęczeniem okazał się stres spowodowany zablokowanym poczuciem winy, które tak naprawdę nie miało żadnego potwierdzenia w rzeczywistości, a mimo tego było tak destruktywne, że rujnowało mi zdrowie i życie.

Kiedy wyprostowałam zakłamanie, bardziej pokochałam siebie, a moi bliscy na tym skorzystali, bo mam dla nich teraz więcej miłości.  Dolegliwości ciała zniknęły i poczułam radość, przypływ energii i wielką ulgę. Od odblokowania poczucia winy z okresu wczesnego dzieciństwa moje spotkania z bliskimi stały się pasmem radości, dającą siłę i lepsze zdrowie.

Bałam się prawdy, a to właśnie ona mnie oswobodziła z bólu, bo sprawcą wszystkiego zła było zakłamanie.

 Im bardziej kochamy siebie, tym więcej możemy ofiarować innym. Życzę wszystkim dużo MIŁOŚCI.

Irena

 

 

Czy wiesz kim jestes?

 

Po szokującej diagnozie, w pierwszych chwilach co się w głowie pojawia  wszystko jest ważne, ale chyba najważniejsze  to spontaniczne pytanie, które w konsekwencji  może okazać się  kluczowe, czy podążymy w kierunku życia? Czy śmierci?

Jakie to jest pytanie, kiedy nieoczekiwanie spotyka nas coś okropnego? U mnie pojawiło się dlaczego? Czy wam, kiedyś takie pytanie się pojawiło? Jeśli nie, to super, bo to znaczy, że nic złego się wam nie przytrafiało i niech tak zostanie.

Podczas śmiertelnej choroby,  poszukiwałam odpowiedzi i  wielu nie tylko lekarzy doradzało, abym to dręczące pytanie, zignorowała i myśli skupiła na czymś przyjemnym, bo już niewiele mi czasu zostało. Na moje szczęście byłam nieposłuszną pacjentką i to uratowało mi życie. Nikogo nie namawiam do nieposłuszeństwa lekarzy, ale ja taka byłam i nigdy tego nie żałowałam. Siedzące w głowie to pytanie zadawałam sobie nieustannie, aż za którymś razem coś wewnętrznego powiedziało mi, że najpierw dowiedz się Irena KIM JESTEŚ?!

W pierwszych sekundach nowe pytanie mnie sparaliżowało i przeszły ciarki po całym ciele. Pojawiła się nawet myśl, że nie posłuchałam mądrzejszych uczonych, to teraz ugrzęzłam na dobre i już po mnie. Skąd mam wiedzieć kim jestem, jak ja nawet nie wiem jaka jestem? Znałam siebie w różnych sytuacjach, ale w takiej jeszcze nie byłam i absolutnie nie miałam ani ochoty, a tym bardziej sił na poznawanie siebie, nie teraz! Nie jestem na to gotowa!

Z drugiej strony chciałam bardzo się dowiedzieć, dlaczego muszę cierpieć? Kim jestem, że mam w sobie „demona”, który w szybkim tempie pożera od środka? Przecież tak bardzo się starałam dbać o swoje zdrowie! Byłam pod opieką lekarzy i to specjalistów wysokiej klasy, a mimo to, guz w płucach sobie spokojnie rósł na ich oczach tak jakby ich ten rak oślepił? Czy co się stało! Aby nie widzieć guza 4x8cm i nie widzieć jak mój stan zdrowia pogarsza się z dnia na dzień? Wypisywali spokojnie recepty, ja traciłam pieniądze, trułam siebie i tuczyłam raka receptowymi tabletkami. Gdyby te tabletki nie były na receptę, to mogłabym iść do prokuratury, że mnie ktoś podstępnie truje. A może to ten rak jest demonem tak inteligentnym, że przewyższa uczonych i lekarzy na całym świecie? Nie znaleźli na niego sposobu, dlatego z tego powodu tak wielu wartościowych młodych ludzi umiera!

W krótkim czasie podczas przemyśleń nad swoją sytuacją zadane pytanie kim jestem poskutkowało przyznaniem się przed sobą, że bardzo oddaliłam się od kościoła i Boga, więc jak to się stało? Ateistką i tak nigdy nie byłam, a teraz nie mam nawet przy sobie swojego Anioła i zostałam sam na sam z rakiem i kostuchą z kosą nad głową. Okropność! Brrrrrrrrrrrrr – nie życzę najgorszemu wrogowi.

Z pytaniem bez odpowiedzi zaczęła się moja walka najpierw z rakiem, a później sama z sobą i to ostra! Na śmierć i życie!

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że już od podjęcia decyzji o walce z chorobą, zaczęłam radykalnie zmieniać siebie, po prostu naiwnie myślałam, że coś dodatkowo dołączę do siebie i pozostanę taką jaką byłam dawniej, przed diagnozą. Zmieniać siebie absolutnie nie chciałam, a nawet bardzo się wzbraniałam, przecież ze swojego życia byłam zadowolona i nie widziałam powodu, dlaczego miałabym siebie zmieniać, chciałam tylko pokonać raka i by wszystko nadal zostało po staremu.

Stało się inaczej, ale to długa opowieść, ile kosztowało mnie trudu, ile zmieniłam przekonań, ile zablokowanych emocji wyrzuciłam z siebie na zawsze. Tak naprawdę to mnie z przed diagnozy już nie ma, ja dawna całkowicie odeszłam i z tej Ireny dawnej dziś już niewiele zostało i co najważniejsze bardzo z tego powodu się cieszę. Zdecydowanie już nie chcę tej dawnej Ireny, a tym bardziej dawnego życia. Obecnie proces zmieniania siebie nazywam procesem odnajdywania siebie na nowo, który ciągle trwa.

Niby jestem tą samą, ale całkowicie już inną, nie tylko że już zdrowa i szczęśliwsza, tylko przede wszystkim prawdziwą sobą, czyli  wolną od fałszywych schematów, a wszystko zaczęło się od nie zignorowaniu dręczącego pytania, dlaczego?

Irena

 

Tak trudno wybaczyć

Czy o doznanych krzywdach wystarczy zapomnieć i już po sprawie? Otóż nie! To najgorsze co możemy zrobić dla siebie to zapomnieć, czyli zepchnąć wszystko do podświadomości.

Kiedy następuje wybaczanie takie szczere od serca, to się krzywdy pamięta, ale nie mamy o to do nikogo żalu, ani pretensji i co najważniejsze nie obarczamy siebie za to winą.

Kasia doznała wiele krzywd od swojego ojca, bił ją, poniżał, między innymi dostała za to, że poszła wraz z grupą dzieci do kościoła, więc przy wszystkich przed kościołem na nią nawrzeszczał, że jest nieposłuszną wyrodna córką, która nie szanuje swojego ojca i przyłożył jej pasem. Ona biedna nie miała szansy się wytłumaczyć, bo tak naprawdę nie wiedziała o co ma takie do niej pretensje. Karę przyjęła z pokorą z ogromnym poczuciem winy i że jest niedobrą córką i wyrodną, tak zaprogramowała się na wiele lat. Ojca swojego kochała, więc szybko o wszystkim zapomniała i była pewna, że wszystko ojcu wybaczyła i już nie pamiętała bólu, wstydu i przykrości.

Jak dorosła nigdy Ojca o zajściu pod kościołem i o wielu innych rzeczach nie zapytała, bo wymazała wszystko z pamięci, tak było to dla niej okropne, że nigdy tych przykrych zdarzeń nie chciała sobie przypomnieć.

Na pytanie, czy chce może coś Ojcu wybaczyć, odpowiadała naprawdę szczerze, że nie ma co wybaczać, jeśli już, to musiałaby prosić jego o wybaczenie.

Niestety w późniejszym życiu Kasia miała podobnego do Ojca męża despotę, który bezkarnie ją poniżał, a nawet i parę razy uderzył i tak samo szybko zapominała wyrządzone krzywdy. W pracy przez swoich szefów, była wykorzystywana i poniżana i tutaj właśnie w pracy miarka się przebrała i postanowiła coś z tym zrobić. Przyszła na terapię celem uwolnienia się od despotycznej pracy, bo tak sama od siebie nie miała odwagi i nie wiedziała, czy w ogóle w jej sytuacji jest to możliwe, bo mąż uważał, że na takie złe traktowanie w pracy zasługuje.

Podczas terapii od nitki do kłębka okazało się, że źródłem wszystkich przykrości były chowane urazy do Ojca, głęboko w podświadomości. Dopiero jak krzywdy wyciągnęła z bólem serca na światło dzienne, to dopiero wybaczyła i uświadomiła sobie, że wzięła odpowiedzialność za Ojca i winę przyjęła.  Z perspektywy czasu zobaczyła, że absolutnie nic złego nie uczyniła, tylko przejęła nie swoją winę. Oczywiście automatycznie uwolniła się od ogromnej winy, w to miejsce wstąpiła ogromna energię i poczuła, jak się wzmacnia pewność siebie i powiększa poczuciem własnej wartości. Zobaczyła swojego Ojca w zupełnie innym świetle, tak bardzo, że aż krzyknęła, a ja przez tyle lat miałam wobec niego poczucie winy. A On który będąc słabym oficerem WP, wykładał w wojsku religioznawstwo, tylko tych wykładów nikt nie traktował poważnie. Tego dnia się właśnie dowiedział, że jest do niczego i pod kościołem swoją frustrację przelał na 8-letnią Kasię. Bez problemu wybaczając Ojcu oczyściła się z poczucia winy.

Kasia po terapii zmieniła swoje życie; nabrała odwagi, zmieniła swoją pracę, z domu wyrzuciła despotycznego męża i wzięła rozwód. W kwestii jej zdrowia też wszystko wróciło do normy, czyli ustały ataki bólowe brzucha, wymioty, a osłabnięcia nagłe nieoczekiwane odeszły tam skąd przyszły.

Przed zachorowaniem na raka uważałam, że wszystkie zadane urazy odpuściłam i żadnych urazów nie chowam, niestety jak zachorowałam, to co pierwsze odkryłam, że byłam w dużym błędzie.  Zwyczajne wymazanie ze swojej pamięci traktowałam jako wybaczanie.

Podobnie jak kiedyś Kasia, czy wy również uważacie, że nie macie co wybaczać?

 Do mnie wiele osób mówi z przekonaniem, że nie mają co wybaczać i ja im wierzę, że mówią to co czują, ale również wiem, że żyją w zakłamaniu i zwyczajnie siebie oszukują, oczywiście w podświadomości.

Dowodem na oszukiwanie siebie są wszystkie choroby i dolegliwości życiowe tych osób. Wielu uczonych i lekarzy o tym piszą, że aby być zdrowym trzeba wybaczać i wszyscy ogólnie rzecz biorąc się z tym zgadzają, tylko nie zdają sobie sprawy, że zapominanie biorą za zdolność szybkiego wybaczania urazów i krzywd, w ten sposób czyniąc sobie jeszcze większą krzywdę.

Czy wy też uważacie, że nie macie co wybaczyć? A może jest co wybaczyć, tylko błędnie myślicie, że oprawca na to nie zasługuje, może i prawda, ale pamiętajcie, że oprawcom wybaczacie dla swojego dobra.

Często problem polega na tym, że mylimy pojęcia, między zapominaniem, a wybaczaniem. Różnica jest ogromna nie wyobrażalna.  Kiedy spychamy uraz do podświadomości, to tego świadomie już nie pamiętamy, ale on siedzi w nas ukryty i rośnie w siłę.

Życzę wszystkim z całego serca, aby nie dali się tej despotycznej sile chowanych urazów zniszczyć.

Irena

 

 

 

Licznik odwiedzin
0218250
Visit Today : 92
Total Visit : 218250
Hits Today : 390
Total Hits : 1420898