Monthly Archives: Marzec 2019

Aby serce nie pękło

 

  

 

Gorsze od bicia dla małej Irenki była ciągła krytyka bliskich, która doprowadziła do uzależnienia psychicznego.

„Zatem co jest prawdziwą przyczyną uzależnienia? Zacznijmy od tego, co nią nie jest. Źródłem problemu nie jest z całą pewnością to, co sugerują metody konwencjonalne, czyli:

– Nie jest to zły nawyk.

– Nie jest to czynnik dziedziczny.

– Nie jest to spowodowane degeneratywnym środowiskiem rodzinnym

– Nie jest to słaba konstrukcja psychiczna uzależnionego.

– Nie jest to brak silnej woli. „Autor   – GARY CRAIG

Od lat stosując    Terapie Emocjonalne, Radykalne Wybaczanie, Kod Uzdrawiania, oraz   Potęgę Teraźniejszości dowiodły mnie niezbicie, że prawdziwą przyczyną uzależnienia jest nawarstwiający ból, z którym nie można sobie poradzić i aby serce nie pękło podświadomość znajduje wentyl bezpieczeństwa. U mnie tym wentylem bezpieczeństwa było uzależnienie radości od drugiej bliskiej osoby.

Moje życie wbrew pozorom, było pasmem udręk i bólu. W młodym wieku trzęsły mi się ręce jak galareta, od dziecka odczuwałam bóle kręgosłupa, dolegliwości wątrobowe i sercowe.

Rodzice chodzili ze mną do lekarzy, ale nikt nie kojarzył tego, że dźwigam na sobie wielki ciężar emocjonalny, a problemy wątrobowe wynikają z braku żałowania siebie.

Prawie od zawsze żałowałam wszystkich wokół siebie, poza sobą. Jak wyczerpał się zasób uczuć, to zostawała tylko gorycz w postaci zbierającej się żółci i syndrom uzależnienia psychicznego, aby serce z powodu braku żalu   nie pękło.

Przez całe długie życie nie zdawałam sobie sprawy, że moja podświadomość zabrania mi wszystkiego, co sprawia mi przyjemność i radość, mogę cieszyć się tylko tym, co sprawia przyjemność i radość moim bliskim. Niestety, to za mało, aby móc czerpać radość z życia, przecież co moim bliskim sprawia radość, mnie niekoniecznie musiało to cieszyć i odwrotnie.

Źródłem pierwotnym   uzależnienia radości było przekonanie; „Jestem od innych gorsza i na radość nie zasługuję”

Mając trzy latka czułam do siebie pogardę i nienawidziłam siebie za sprawą moich Rodziców. We wczesnym dzieciństwie nie karcono mnie biciem, tylko moje złe zachowanie było pogardliwie z uśmiechem wytykane, była to dla mnie wyjątkowo bolesna krytyka, o wiele gorsza od bicia. Moi koledzy z podwórka otrzymywali co prawda pasy na tyłek, ale później ich ojciec, czasem matka bardzo chwaliła, a co gorsza moja mama też ich chwaliła, a nawet ich złe zachowanie usprawiedliwiała.  Ja nie otrzymywałam pasów, ale i też nigdy mnie nie chwalono, więc uznałam, że ja nie zasługuję. Było mi bardzo żal moich kolegów na podwórku, że są tacy wspaniali, a mimo to otrzymywali na tyłek pasy. Rodziców żałowałam, że ciężko pracują dla mnie, a ja jestem taka niedobra, starszego kuzyna żałowałam, chociaż mnie bił, ale był biedny, bo sierotą, młodsze rodzeństwo żałowałam, że są mali i słabi.

Przez ich żałowanie pozwalałam im cieszyć się z tego, że mnie coś mojego cennego zniszczyli, że mnie popychali i szturchali i kłamali skarżąc, że to moja wina. Ja nigdy na nikogo nie skarżyłam, bo to było złe, ale tylko w jedną stronę. Dla mnie ja byłam nieważna, dbałam tylko o zadowolenie innych.

Moi Rodzice nie zdawali sobie sprawy, że programowany mam syndrom uzależnienia psychicznego. Często słyszałam nawet już jako dorosła, że moje rodzeństwo bardziej kochało mnie, niż ja ich, wynikało to z tego, że tylko oni na mnie skarżyli, nieważne, że kłamali, często powtarzane kłamstwo stało się prawdą, przynajmniej dla moich Rodziców i dla Rodzeństwa.

Bardzo mnie to wszystko bolało i aby uśmierzyć ból, moja podświadomość dała mi możliwość czerpania radości tylko uzależniając od bliskich osób co było jednoznaczne stop!!!!!  – dla czerpania radości ze swojego życia.

Tak się stało, że nim skończyłam 5 lat, miałam zaprogramowany  syndrom uzależnienia psychicznego  przez zablokowaną radość.

W dorosłym późniejszym życiu walczyłam o swoją radość i przyjemność wpędzając się w wewnętrzny konflikt, między podświadomością a świadomością.   Jak pisze Bruce Lipton, że każdy konflikt stwarza wewnętrzny stres, który nas zabija, a tam, gdzie jest wewnętrzny konflikt, podświadomość zawsze wygrywa i tak też było w moim przypadku.

Po terapii w moim życiu bardzo dużo się zmieniło, zaczynam coraz więcej robić to, co sprawia mi przyjemność, podróżuję w miłym towarzystwie, a moje dzieci i mąż coraz częściej zaskakują mnie miłymi gestami sprawiające mi radość.

Ważne, że nie oczekuję w kolejkach do lekarzy i nie truję się receptowymi lekarstwami pochłaniające całą emeryturę.

Moje życie w widoczny sposób zmieniło się na lepsze, co nie znaczy, że już nic mnie nie doskwiera, mam jeszcze sporo bolączek do odblokowania, ale mam świadomość, że wszystko jest w nas i naprawdę bardzo wiele od nas samych zależy.

Wszystkim serdecznie życzę sukcesów na drodze zdrowia i czerpania z życia jak najwięcej radości.

Irena

 

Ofiara losu

 

 

       

Nic w życiu nie dzieje się przypadkiem i przykre jest to, że dopiero śmiertelna choroba, lub inny dramat uświadamia nam, że wszystko jest w nas i od nas tak wiele zależy. Tak być nie musi, możemy wcześniej zadbać o nasze jedyne życie.

Jeśli czegoś nie widzisz? – to nie znaczy, że tego nie ma.

Przyszła do mnie zapłakana Jadwiga, z bólem w sercu, matka dorosłej córki i babcia wnuków, z prośbą o radę co ma zrobić? Mówi do mnie, że cokolwiek nie zrobi, to i tak będzie cierpiała, tylko nie wie które cierpienie gorsze.

Bo widzisz mówi do mnie, moja córka rozstała się po raz kolejny jak sama stwierdziła z „trutniem”. On uciekał z domu nie wiadomo, dokąd na całe dnie, a czasem tygodnie i to zawsze jak miał pieniądze. Jak pieniądze mu się kończyły to jak by nigdy nic z niczego się nie tłumacząc wracał goły i wesoły na wikt i córki opierunek.

On zawsze do dzieci miał prawa o ona tylko obowiązek. Stosował zasadę wszystko co twoje to moje, ale co moje to nie rusz.

Swoimi sposobami wszystkie pieniądze od niej wyciągał. Po czwartym rozstaniu teraz wydawało się, że już na dobre, bo nie są razem już z siedem miesięcy. Oddała mu ich wspólny samochód, by rozstanie było w miarę spokojne, sama z trudem kupiła sobie na raty drugi, nie przeczę, że trochę jej w tym pomogłam, bo żal ściskał jak się co dzień męczyła z dziećmi odprowadzając do przedszkola. Wiatr, deszcz, chlapa, nie obchodziło to kochanego tatusia jak sobie poradzi, co z dziećmi, bo jak był na jej utrzymaniu to łaskawie pozwalał jej wozić dzieci ich wspólnym samochodem, a sam wylegiwał się do południa.

Zdarzało się, że po cichu zabierał jej z portfela pieniądze, jak przyuważyła to twierdził, że na olej samochodowy, benzynę, czy jakieś części, bo oczywiście on nigdy swoich pieniędzy na takie wydatki nie miał.

Po rozstaniu jeszcze miał bezczelność wypomnieć jej, że samochód, który kupiła to też za jego pieniądze. On uważał, że jak z nią był, to jej zarobione pieniądze są też jego, ale od jego pieniędzy to wara! Sama słyszałam jak mówił jej, że nic ci do moich pieniędzy.

W czym problem, że aż tak cierpisz?  Przecież się rozstali pytam się Jadwigi.  Widzisz ona i tak jego obdarza zaufaniem bezgranicznym można powiedzieć.

Skąd takie przypuszczenie?  Ponownie wprowadził się do niej? Jeszcze nie i nie o to chodzi!

Wiesz co się dzieje?  Widzę jak na dłoni, że truteń, mimo że ma kogoś innego, to przejmuje nad córką ponownie kontrolę, a ona mu daje na to przyzwolenie. Jak by nigdy ją nie okradał, dała mu klucze od swojego mieszkania i samochodu, niby, że była taka potrzeba ze względu na dzieci.  Przecież jest ojcem moich dzieci, to nie będzie mi w domu i samochodzie złośliwie grzebał, na usprawiedliwienie dodała.

Nie chce pamiętać, że wcześniej ją oszukiwał i okradał, a przez pół roku potrafił się do dzieci nie odzywać. Jak zabrał samochód nie obchodziło go czym dzieci będzie woziła do przedszkola. Nie chce pamiętać, że prawie za każdym razem jak wymuszała od niego wspólny samochód to się na drodze rozkraczał, w ten sposób zniechęcił ją do korzystania z wspólnego samochodu, by mieć tylko do swojej dyspozycji.

Zadałam pytanie skąd podejrzenie o kontrolę? Stwarzanie sytuacji, że zabiera jej kluczyki może jest taka potrzeba?  To jeszcze    niczego nie dowodzi, chociaż przyznaję nierozważna jest to reakcja córki, że na to przystaje i nie widzi w tym żadnego zagrożenia, a przecież ją znam, to bardzo mądra i rozsądna kobieta i może trochę przesadzasz?

Chciałabym, ale fakty są niezaprzeczalne, zaczął się córką interesować z kim się spotyka, przygadywać jej, najgorsze, że sygnalizują sąsiedzi, że często pod dom zajeżdża samochodem do domu nie wchodząc. Związku z tym córka boi się nawet z kolegą i przyjaciółmi spędzić w swoim domu sylwestra, bo już kiedyś zrobił jej o to awanturę po którymś rozstaniu.

Po tym wyznaniu nastąpiło między nami milczenie, nie wiedziałam, jak Jadwigę pocieszyć. Zdawałam sobie sprawę, że z boku widzi się lepiej, a matka widzi sercem, nie tylko oczyma.

Jej córka należała do osób, którym się wydaje, że jak problemu nie zauważą, to stworzą sobie otoczkę spokoju i radości i problem zniknie z ich życia.  Nie chcą zauważać, że okłamują siebie, a problem rośnie jak na drożdżach osiągając nawet gigantycznych rozmiarów.

Usilnie starając się być ślepym, może tak wygodnie, bo każdy chce mieć trochę spokoju, ale to tylko chwilowe złudzenie. Nie chcą widzieć, że i tak w najbardziej niedogodnym momencie o to się przewrócą, często mocno się raniąc. Najgorsze, że małe dzieci przy tym wszystkim ponoszą zawsze największe szkody.

Jeśli ktoś jest zagubiony i nie chce tego zauważać, to według mnie bliscy w takiej sytuacji muszą logicznie i racjonalnie reagować dość stanowczo. Najważniejsze by nie utwierdzać w błędnym przekonani, że nic się nie dzieje, że wszystko dobrze. Jak coś nie tak, czasem trzeba o tym krzyczeć i tupać czy to się kochanej osobie podoba czy nie!

Jeśli nawet krzyk bólu nie odniesie wobec ukochanego dziecka skutku, to przynajmniej nie udzieli się wsparcia sabotażyście jaźni, który stoi na straży toksycznego schematu.

Po wyjściu znajomej przyszła mi refleksja czy Matka dorosłego dziecka ma prawo wtrącać się do jego życia, jeśli jej oczyma widzi zagrożenie?

Nie wiem, czy ma prawo czy nie, ale która Matka z bólem serca spontanicznie nie zareaguje nawet narażając utratę bliskich więzi?  Prędzej czy później, tylko z większym bólem te więzi i tak by zostały utracone, bo sabotażysta by się o to postarał.

Każdy ma swojego sabotażystę eksperta od niweczenia wszystkiego w zależności od wielkości zablokowanych emocji w podświadomości, bo każdy ma jakieś swoje blokady. Nie ma znaczenia, status materialny, wykształcenie czy inteligencja, emocje wszyscy mamy takie same.

Co to jest sabotażysta?

„Ja sabotażysta to jaźń, która bezustannie sprawdza, jakie przekonania, idee, koncepcje, postawy, uprzedzenia i inne treści znajdują się w twojej świadomości, i pilnuje, żeby wszystko, co robisz, myślisz i planujesz, pasowało do tego co tam jest. W przeciwnym razie będzie sabotować twoje zachowania na wszelkie możliwe sposoby. Będzie zakłócać twoje związki, finanse i inne sfery życia, ilekroć to, co zrobisz, pomyślisz i zaplanujesz, nie będzie się zgadzało z przekonaniami, które już istnieją w twojej świadomości.” Autor – Colin.C. Tipping

Nic w życiu nie dzieje się przypadkiem i fajne jest to, że tak wiele zależy od nas, bo wszystko jest w nas, tylko czasem wolimy cierpieć, niż zadać sobie trud i odmienić zły los.

„Chociaż odkrycie własnych przekonań może ci trochę utrudnić życie, to jednak przyniesie ci dużą korzyść” Autor – C.C.Tipping

Jadwiga zachęciła swoja córkę do wzięcia parę lekcji terapii, a terapeutka Agnieszka odpowiednimi pytaniami spowodowała, że jej córka zobaczyła siebie z boku. Z pewnym zdziwieniem zauważyła, że popełnia te same błędy, jednocześnie licząc, że coś się zmieni, niestety, przekonała się, że tak to nie działa.

Kierował jej postępowaniem toksyczny schemat udawadniania – „jestem dobrą żoną i matką”, a jej sabotażysta pilnował, aby wszystko działo się  zgodnie z schematem.

Popracowała trochę nad sobą zgodnie ze wskazówkami terapeutki Agnieszki i zauważyła, że zły los się od niej odwrócił. Dokonała całkowitą zmianę swojego życia i przestała być ofiarą losu.

Obecnie prowadzi fajne życie i wierzy, że będzie jeszcze lepiej, bo już radzi sobie z toksycznymi emocjami, a tym samym z toksycznymi osobami. Ma swoją dobrze prosperującą firmę i nowego życiowego fajnego partnera, z którym się wzajemnie szanują, kochają i wspomagają.

Życie się ma tylko jedno i zamiast obwiniać zły los, może warto dać trochę wysiłku i nauczyć się zarządzać swoimi emocjami.

Irena

Gorące obierki

Mnie przechodzą ciarki po plecach jak na podstawie oświadczenia dziecka feruje się wyroki, bo się zakłada, że dziecko w zburzonych emocjach nie kłamie. Absolutnie się z tym zgadzam, że nie kłamie, ale czy to znaczy, że mówi zawsze prawdę?

Dzieci, jeśli nawet są prawdomówne i nie kłamią, to i tak przekłamują fakty, bo mają prawo nie poradzić sobie z emocjami, lub widzieć prawdę w wykrzywionym zwierciadle. Wielokrotnie się o tym przekonałam, jak działa małego dziecka umysł podróżując emocjonalnie w czasie do okresu wczesnego dzieciństwa. Każdy kto choruje ma w sobie zalążek wykrzywionej prawdy najczęściej w okresie dzieciństwa.

Nasze zmysły mogą nas zwodzić, myśli okłamują, ale uczucia zawsze mówią prawdę.

Jednym takim zwodniczym uczuciem jest lęk, a źródło ogromnego lęku najczęściej znajduje się już we wczesnym dzieciństwie. Przekonałam się o tym wielokrotnie podróżując w czasie jak lęki dziecka potrafią wykrzywić prawdę, to wręcz nie do uwierzenia, ale fakty są niezaprzeczalne.

Co to jest lęk? Jest to uczucie, które jest w nas i mówi nam, że czegoś się boimy, tylko nie wiemy czego.

Lęk, strach i gniew są trudne do rozpoznania i nie w tym jest problem, tylko w tym, kiedy stają się toksyczne, a stają się właśnie wtedy, kiedy zdarzenie zostało przekłamane, lub daliśmy wiarę fikcji.

Spotykam się z opiniami, że jak się ma lęki, to oznacza, że jest się nerwowym, lub przestraszonym, to nic bardziej mylnego, jeśli są pozytywne. Każdy ma lęki, bez nich nikt nie mógłby funkcjonować, w ogóle nie byłoby istnienia.  Przecież gdybyśmy byli pozbawieni lęku, to z ufnością wchodzilibyśmy do paszczy krokodyla na pożarcie.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że są strażnikami chroniącymi nas przed zagrożeniem życia i przypominają abyśmy pobierali lekcje z przebytych doświadczeń.

Bez lęku nie moglibyśmy istnieć, potrzebny nam jest do życia jak chleb i woda.

Niektórzy naukowcy twierdzą, że to nie przez lęk, tylko przez uświadomienie wiemy, kiedy jest zagrożenie. Z naukowcami nie dyskutuję i tego nie czynię, jestem tylko prostym praktykiem. Zakładając, że to prawda, to i tak podświadomie na straży uświadomionego zagrożenia stoi lęk.

Kiedy nasze lęki są w nas uwięzione, stają się toksyczne i rujnują nasze zdrowie i życie. Zablokowane doprowadzają nasze życie do dużych dramatów i okropnego cierpienia. Każde uwięzione uczucie jest toksyczne, ale w każdym dramacie i cierpieniu podłożem jest toksyczny lęk.

Lęk tworzy się toksyczny, kiedy świadomie lub nieświadomie, zakopujemy i trzymamy na uwięzi, a on z upływem czasu rośnie do niebotycznych rozmiarów skazując nas na niepowodzenie życia, na ból i cierpienie.

Dzieje się tak dlatego, że w pewnym momencie jakiegoś nieoczekiwanego zdarzenia wywołujące silne emocje, nasz umysł dla naszego zdrowia psychicznego chowa głęboko powstałe emocje w naszej podświadomości. Po pewnym okresie zakopany lęk wraz z innymi emocjami czyni spustoszenia, a inny nowy lęk pilnuje, abyśmy do tych zdarzeń nie chcieli ponownie wejrzeć.

Każdą terapię zaczynam angażując swoją siłę woli do pokonania dwóch lęków. Jeden lęk pokonuję przed ponownym wejściem do zdarzenia, które wywołały silne emocje nie do przeżycia.  Drugi lęk pokonuję przed zmianą życia. Mimo świadomości, że po uwolnieniu lęku nastąpi zmiana pozytywna, to i tak lęk nie odpuszcza.

W takich sytuacjach przypominam sobie, jakie zdarzenia miały miejsce w przeszłości, wywołujące takie uczucia, których się boję.  Najczęściej idąc od zdarzenia do zdarzenia, znajduję źródło w okresie wczesnego dzieciństwa. Kiedy zdarzenie widzi się ponownie oczyma dorosłego, to prawda okazuje się zupełnie inna. Jako dziecko miałam prawo sobie nie poradzić z emocjami, lub widzieć zdarzenie w złym świetle, ale teraz po wielu latach są one dla dorosłego absurdalne, czasem niedorzeczne przekonanie zbudowane na takim samym niedorzecznym lęku, niestety, ale prawdziwym i ogromnym.  

I tak na przykład, jak wpadłam do gotującego kotła z obierkami ziemniaków, to byłam pewna prze 60 lat, że ojciec najpierw mnie po tyłku wlał, a dopiero potem poszedł zadzwonić po pogotowie. Miałam z tego powodu ogromne poczucie winy i uważałam, że słusznie najpierw otrzymałam lanie, nim otrzymałam pomoc. Podczas podróży w czasie do momentu zdarzenia, zobaczyłam, że Ojciec otrzepuje mnie z przyklejonych mokrych i gorących obierek, a wypadek absolutnie nie wydarzył się z mojej winy.

Za każdym razem po zweryfikowaniu zdarzenia, emocje zablokowane same się uwalniają, a ja przez pewien okres nie mogę się nadziwić, że przekonania zbudowane przez małą dziewczynkę, rządziły moim dorosłym życiem.

O tym, że tak działają przekonania wiedziałam wcześniej z książek i doświadczeń innych osób, ale co innego znać teorię, a co innego samemu o tym się przekonać.

 „Patrz, na swoje emocje, a raczej odczuwaj je w swoim ciele. Jeżeli jest oczywisty konflikt między nimi, a tym co pojawia się w umyśle – myśl będzie kłamać emocja powie ci prawdę.” – Autor Eckhart Tolle

Po odsłonięciu zakopanych emocji, zawsze okazuje się, że ponowne zdarzenie widzę zupełnie w innym świetle. Uświadomienie tego faktu powoduje, że toksyczny lęk wraz z innymi emocjami uwalnia się, a ja czuję niesamowitą lekkość i przypływ dużej energii.

Na to samo zdarzenie wykonuję czasem kilka podróży uczuciowej w czasie, w pewnych odstępach czasowych, bo jednorazowo uwalniają się tylko dwie emocje, czasem trzy. Najczęściej w jednym zdarzeniu jest wiele aspektów i zablokowanych wiele emocji.

Niektórzy twierdzą, że na pewne zdarzenie już terapię robili i nie chcą ponownie do tego zdarzenia wracać i to jest duży błąd. Dowodem na to, że nie odblokowali wszystkich emocji, jest niechęć do ponownego wejrzenia w przerabiane wcześniej zdarzenie.

Obecnie nie oczekuję jak dawniej, jakie po ekscytującej emocjonalnej podróży, w której coś zweryfikowałam, co zmieni się w moim życiu. Polegam na faktach i prawdzie, a ona zawsze zmienia na lepsze.

Delektuję się przypływem nowej energii i odczuwaną radością. Poddaję się całkowicie przeżywanym uczuciom i sile natury.

Irena

 

Licznik odwiedzin
0199936
Visit Today : 140
Total Visit : 199936
Hits Today : 629
Total Hits : 1327715