Monthly Archives: Kwiecień 2019

ŻYCZENIA WIELKANOCNE

Z OKAZJI WYJĄTKOWEGO ŚWIETA PRZESYŁAM WSZYSTKIM :

Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych,
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie rodziny
i wśród przyjaciół
oraz wesołego Alleluja.

Koniec leczenia

 

 

To ja z córką z okresu walki z rakiem                               To ja z córką obecnie

 

 

Zostawili mnie z niewyleczonym do końca guzem i rozsianymi komórkami rakowymi! Zalecenia lekarskie brzmiały – spędzić resztę życia w sposób miły.

Już wiem, że najcenniejsze to te chwile, spędzone razem z bliskimi, ale czasem jest to niewykonalne. Takie jest życie, że aby spędzić miło z kimś chwile, muszą inni mieć na to czas. Niestety czas to pieniądz i niektórzy muszą zarabiać na życie i zaspakajać swoje inne nie mniej ważne potrzeby, a może ważniejsze niż spędzenie czasu ze mną. Muszę się z tym pogodzić, nie mam wyjścia, jestem skazana na samotność.

Przypominają mi się słowa Pana profesora onkologa prowadzącego moje leczenie w szpitalu na Golęcinie. Teraz to w leczeniu to nie Pani problem, inni z bliskimi się tym zajmują. Pani problem zacznie się niedługo jak zakończy się procedura leczenia. Wszystkie możliwe leczenia już się kończą, a na całym świecie nie ma na ten typ raka skutecznego leku. Odpowiedziałam mu, że ja się nie poddam i wierzę w cud wyleczenia. Uśmiechnął się i pogratulował mi wspaniałej postawy, dodając, że obawia się, że mój entuzjazm może zniszczyć samotność. Dopiero teraz docierają do mnie jego słowa.

Podjęłam dzisiaj decyzję dnia 11.10.2005r, że akceptuję swoją samotność i muszę się z nią zaprzyjaźnić, tak jak zaprzyjaźniłam się już z rakiem. Muszę nauczyć się trudnej sztuki życia samej z sobą. Ten pamiętnik jest moim pomocnikiem na drodze do walki z samotnością.

Mam pytanie, czy warto walczyć o życie w samotności i samotnie?

Dzisiaj właśnie doświadczyłam, że służba medyczna, łącznie z moją wspaniałą prowadząca Panią doktor nie będzie mi nawet kibicować na dalszej drodze do wyleczenia. Oni zakończyli swoją procedurę leczenia, zalecili mi w sposób miły spędzać czas, jednocześnie uchwycić wznowę, która w każdym momencie może nastąpić. Nie zdawali sobie sprawy, że jedno z drugim pogodzić się nie da i na tym ich rola mojego leczenia się zakończyła.

Oczekiwałam, że moi bliscy postąpią podobnie, tylko bardziej taktownie i ze współczuciem.

Przecież już nie wierzy nikt w moje wyzdrowienie, wszystkich tylko interesuje jak będzie przebiegała moja wznowa raka i kiedy to nastąpi. Tylko moja córka kontroluje moje książki, czy czasem nie przysporzą szybszą wznowę.

Dobrze, że mogę chociaż w pamiętniku się wyżalić. Swoje niekorzystne badania ukryłam przed bliskimi, bo po co ich martwić? Przecież i tak nic poradzić nie mogą, a ja nie jestem pewna, czy przed nimi bym się nie rozkleiła. Nie chcę też, aby przyjeżdżali mnie odwiedzić dlatego, ze coś złego znów się dzieje z moim zdrowiem i w każdej chwili może mnie nie być. Moim marzeniem jest spędzić trochę chwil z bliskimi, ale tak, że Oni też tego chcą, samoistnie, dobrowolnie bez wymuszania chorobą.

Jakie to ma znaczenie, kiedy wznowa ma nastąpić, jeśli oczekiwać na wznowę muszę w samotności? Może córka wierzy, że w każdej chwili może pojawić się lekarstwo na raka? Nie ważne co myśli, ale miło mi, że te książki przerabia razem ze mną, dzięki temu czuję jej obecność, nawet jeśli jej przy mnie nie ma. Tego jestem pewna, córka kibicuje mi w tej samotnej walce ze wznową raka. Czy na pewno tylko ze wznową? Przecież zostawili mnie z niewyleczonym do końca guzem i rozsianymi komórkami rakowymi!!!! Radioterapie miałam tylko na prawe płuca, a przecież przerzut szedł na cały organizm!

Po co to wszystko? Dzisiejsza wizyta u onkologa potwierdziła ich tezę, że na wznowę długo nie czekałam. Badanie lekarskie zupełnie inaczej przebiegło niż sobie zakładałam….

Poszukiwania broni na mojego raka, po wielu trudach zostały uwieńczone sukcesem, dzisiaj jestem zdrowa, ten sam sposób z sukcesem zadziałał na inne choroby. Winowajcą okazały się moje własne zapomniane emocje, z bardzo odległych czasów.

Na moje szczęście jak je odkopać znalazła sposób córka Agnieszka – dla zainteresowanych więcej na stronie http://www.terapiaemocjonalna.com

 

 

 

Fakty o moim raku

 

 

 

Na prośbę wiele osób, ponownie ujawniam ze swojego pamiętnika w czterech krokach, co robiłam po diagnozie raka płuc i jak udało mnie się go pokonać i to bez wznowy.

Diagnoza miała miejsce ponad 14 lat temu i już od dawna żyję innym życiem. Moje życie zostało podzielone na przed rakiem, walka z rakiem i nowe życie po raku. Jestem ta sama, ale całkowicie inna, a chorobę nowotworową wspominam jako dramatyczną przygodę, która obróciła się na moje dobro.

Teraz z perspektywy czasu dla mnie rak płuc to nic groźnego. Na pewno teraz miałabym problem z innym typem raka, gdyby u mnie się pojawił.  Nie wiem jak bym sobie z nim radziła, ale wiem na pewno, że wszelkimi sposobami starałabym się odnaleźć przyczynę. Być może byłabym bezsilna, jeśli lekarze byliby tak bezsilni jak przy moim raku płuc, ale z pewnością bym się nie poddała, tylko stosowała terapię emocjonalna, zweryfikowałabym obecny styl życia i zmieniłabym na inny.

Czytałam, że przy śmiertelnej chorobie dobrze jest zmienić tryb życia przeciw stawnie do obecnego. Jeśli na przykład ktoś dużo pracował powinien dużo wypoczywać i pozwalać sobie na leniuchowanie. Jeśli ktoś mało pracował, dużo bezczynnie marnował czasu, to powinien poszukać sobie zajęcia, które wymaga dużo pracy. Jeśli ktoś był domatorem i w ogóle się nie bawił, powinien zacząć chodzić na balety, tańce i szukać towarzystwa którzy lubią się bawić itp.

Analizując swoje życie przed rakiem i po raku, to myślę, że w tym jest coś na rzeczy, bo właśnie dokładnie tak po diagnozie uczyniłam.

Przed rakiem byłam pewna, że prowadzę zdrowy tryb życia, bo prowadziłam zgodnie z zaleceniem lekarzy i wykwalifikowanych dietetyków, ale mimo tego, po diagnozie styl życia zmieniłam na inny, bo dla mnie okazał się toksyczny skoro stworzyłam korzystne warunki dla raka.

Dało mi też do myślenia, że zdrowie kontrolowałam systematycznymi lekarskimi badaniami, a mimo to jak zdiagnozowano u mnie raka, to był już bardzo zaawansowany i były przerzuty. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że RTG płuc dwa tygodnie przed diagnozą guza 4cmx8cm, tego w płucach nie wykrył, dopiero inny RTG, TK, oraz wiele innych badań nieubłaganie diagnozę potwierdziło.

Bruce Lipton pisze w książce Biologii Przekonań, że wszystkie komórki w naszym ciele zachowują się jak ludzie. Przyzwyczajają się do swojego środowiska, w którym się rozmnażają.

Może właśnie dlatego warto w trakcie choroby zmienić swój styl życia? Może inne nasze życie nie spodobać się komórce rakowej? A o to przecież chodzi, mojemu rakowi wyraźnie zmiana się nie spodobała.

Po usłyszeniu diagnozy najpierw było u mnie niedowierzanie, a później bezsilność, bo skoro lekarze i naukowcy bezradnie rozkładali ręce, to co ja prosta kobieta mogłam w takiej sytuacji zrobić?

Jak niebawem okazało się, to ja prosta kobieta poradziłam sobie z rakiem, zmieniając swoje autorytety. Już lekarze przestali być moimi wyroczniami, ich diagnoza przestała być moją wyrocznią. Kiedy okazało się, że lekarze są wobec mojego raka bezsilni, to ich zalecenia stały się dla mnie bezsensu i szukałam innych rozwiązań, nie mając już nic do stracenia.

Wiedząc, że umieram i zostało mi mało czasu to;

Po pierwsze – zaczęłam się modlić i to tak od serca.

Po drugie – dużo spacerowałam i zmieniłam swoją dietę beztłuszczową na bardziej tłustą, jak wyczytałam, że płuca lubią tłuszcz, ale bez przesady, tłuszcz dodawałam z umiarem.

Po trzecie – zaraz po chemii pojechałam po raz pierwszy na 3 tygodniowe wczasy sanatoryjne na których bawiłam się i szalałam do białego rana, bo uważałam, że skoro umieram to już nic nie mam do stracenia.

Po czwarte i najistotniejsze – to intensywnie stosowałam terapię według zaleceń mojej terapeutki Agnieszki.

Walka była trudna, długa i mozolna, dopóki się nie przekonałam, że jestem wolna od raka płuc. Problem polegał na tym, że do tej prawdy musiałam sama się przekonać, bo przy DRP /drobno komórkowy rak płuc/ badaniami lekarskimi można tylko potwierdzić raka, ale nie można wykluczyć.

Biorąc pod uwagę, że rak drp atakuje błyskawicznie, to gdyby jakaś komórka się uchowała, to już dawno by mnie nie było, a już na pewno nie mogłabym się w tym czasie uwolnić od innych nieuleczalnych chorób.

Tak naprawdę moja walka z rakiem to była walka z samym sobą, a konkretnie to z lękami, chroniące ukryte poczucie winy. Dzisiaj mogę powiedzieć, że była bardzo skuteczna, skoro żyję już ponad 14 lat od diagnozy i to bez wznowy.

Irena

 

Licznik odwiedzin
0185013
Visit Today : 95
Total Visit : 185013
Hits Today : 358
Total Hits : 1250454