Monthly Archives: Maj 2019

Kiedy jesteśmy sobą?

 

 

Dla mnie pokonanie raka było dużym sukcesem, ale obecnie większą wartością jest to, że na drodze do wyzdrowienia odkrywałam lepszą wersję siebie.

Czy kiedyś byłam złym człowiekiem? Zdecydowanie nie! Ja tylko byłam przykryta warstwą kurzu i błota, przez co nie kochałam siebie, a nawet nienawidziłam.

Moja znajoma przyszła do mnie z prośbą, abym jej pomogła. W skrócie opowiedziała mnie jakie ma ciężkie i trudne życie. Znam ją i wiem, że jest wspaniałym człowiekiem, słuchałam ją ze łzami w oczach i bardzo jej współczułam.

Niestety nie mogłam pomóc, bo absolutnie znajoma nie chciała zmienić swoich toksycznych przekonań. Myślała, że robię zamach na jej tożsamość, długo musiałam tłumaczyć, że wręcz odwrotnie, jej wspaniała tożsamość ledwo jest widoczna pod warstwami błota, a że tak jest świadczy o tym jej ciężkie życie, a zasługuje na wspaniałe.

Tak uważa wiele osób, chcieliby coś zmienić w swoim życiu na lepsze, ale bez zmieniania siebie. Boją się, że utracą swoją dobroć, chęci niesienia pomocy innym, uczciwość i swoje dobre wychowanie.

Idąc takim tokiem rozumowania niektórzy chorzy nieuleczalnie nie chcą wyzdrowieć, jeśli muszą zmienić siebie, wolą umrzeć takimi jakimi są i się nie zmieniać. Niestety nie wiedzą, że zmieniając siebie, odkryliby lepszą swoją wersję.

Niedawno mój tok rozumowania był podobny, dopóki nie doświadczyłam, że zmieniając siebie poprzez uwalniane emocje i przekonania nie traci się swoich wartości składających się na tożsamość, tylko odkrywa się lepszą prawdę o sobie.

Naprawdę trzeba mieć dużo odwagi, by chcieć samym przed sobą poznać prawdę o sobie, coś na ten temat wiem.

Nie wiedziałam co znajduje się w mojej podświadomości. Lęki przykryte wstydem sugerowały, że znajduje się tam coś strasznego.

Po przełamaniu się, uwalniając uwięzione emocje odkryłam, że nie jestem taka zła. Zdziwiłam się, że jestem fajniejsza niż o sobie wcześniej myślałam. W ten sposób pomału odbudowywałam swoją zrujnowaną wewnętrzną wartość.

Prawda jest taka, że zablokowane emocje i przekonania ukrywają przed nami samymi prawdę o nas i tworzą wewnętrzny konflikt, który skutkuje w ciele chorobami i ciężkim życiem. W takich sytuacjach najczęściej zwalamy winę na „los” ; czy jakaś „karmę”.  W głębi duszy czujemy, że nie zasłużyliśmy na zło życia, które nas spotyka, ale nie chcemy wiedzieć, że wszystko jest w nas.

Niczego nowego nie piszę i nowego nie wynalazłam, ludzkość tą prawdę znała już od czasów starożytnych, a może już wcześniej.

Teoretycznie niby wcześniej wiedziałam, czytałam, ale jak na sobie doświadczyłam, to poczułam się tak, jak bym odkryła nową galaktykę lub przydatkowo znalazłam się w jakimś „MATRIX”.

Podążając   ciekawością, moja przygoda detektywa uwięzionych emocji i podróż nimi do ciemnych zakamarków swojej podświadomości z czasem okazała się fascynująca i wcale nie taka ciemna.

Kontynuując swoją przygodę emocjonalno- wizualną do podświadomości odnajduję siebie małymi kroczkami jaką naprawdę jestem.  To mnie uświadomiło, że nie wiadomo kiedy, przestawałam być sobą, bo w miarę jak rosłam zmieniałam się przede wszystkim pod wpływem zablokowanych lęków i przekonań. Z odważnej pewnej siebie dziewczynki stałam się nieśmiałą, zalęknioną  i bez pewności siebie kobietą. 

Kiedyś w przeszłości nieświadomie przestałam być tą prawdziwą Ireną i pomyśleć, że od zawsze starałam się być sobą, nie wiedziałam, że nadaremny był mój trud.

Pomyślcie sami, kto cierpiący, oszukiwany, okłamywany jest sobą?

       Irena

KOCHANE MAMY I TEŚCIOWE

 

Nikt nie ma wątpliwości, że Matki MIŁOŚĆ jest kryształowo czysta i szczera, tylko dlaczego jest tyle konfliktów i nieporozumień między Matkami a dorosłymi dziećmi?

Mam partnera córki za to lubić, że zrobił z niej półtora nieszczęścia? 

W konfliktach narzekają dorosłe dzieci na swoje Mamy i odwrotnie Mamy narzekają na swoje dorosłe dzieci.

Jednak ich narzekania bardzo się różnią. Matka narzekając na swoje dziecko tak naprawdę żali się jak bardzo się o nie martwi. Natomiast dzieci narzekając opowiadają, jakie ze swoją Matką mają problemy i jak są nieznośne.

Mimo wielu szczerych życzeń, z powodu konfliktów nie dla wszystkich Mam Święto Matki jest dniem radosnym.

Jedna z mam pożaliła się, owszem złożono mi życzenia, ale radość przykrył ból, bo synowa nie pozwoliła synowi jeść mojego poczęstunku, powodem było jej dbanie, aby nie był tak gruby jak ona. W ich domu jest tak samo, sama je, a synowi nie pozwoli.  Żywi się tym, czego synowa zjeść już nie może. Syn ją kocha i jest ślepy, nie widzi jak jego poniża. Nie widzi też tego, jak jego poniżanie mnie boli, bo jeszcze dziwi się, że ich wizyta mnie zasmuciła.  Wyszłam z domu i nie chce mi się do niego wracać, bo co oczy nie widzą, to sercu lżej. Chcę sprzedać dom i wyjechać jak najdalej, bo moje serce tego nie wytrzymuje, a ja i tak w tym temacie jestem bezsilna.

Inna z mam żali się, że syn jej mówi, że jest z żoną szczęśliwy, ale w swoim związku niewiele ma dopowiedzenia. Jakie to szczęście? Jak na jego twarzy maluje się obraz nędzy i rozpatrzy, a mnie bardzo to boli i jestem bezsilna?

Przysłuchująca się żalom matka 40- letniej córki dodaje, to tak jak moja córka, szczęśliwa, radosna, pełna życia i energii, dopóki nie związała się z nowym partnerem. Wszystko w niej wygasło, został z niej tylko obraz nędzy i rozpatrzy. On natomiast ponoć rozkwitł, jego Rodzina wyznała, że teraz jest pełen życia i nawet przestał chorować. Nie dziwi mnie, że jego Rodzina ten związek błogosławi w przeciwieństwie do mnie. Przecież gdybym u córki widziała radość i szczęście to moje serce promieniało by z radości, a jego bym uwielbiała, że córkę tak uszczęśliwił. A tak to co!!!  Mam partnera córki za to lubić, że zrobił z niej półtora nieszczęścia? 

 

Żalące się Mamy zrozumiały, że pomagając dziecku dźwigać ciężar toksycznego związku tak naprawdę czynią więcej krzywdy niż pomocy. Pozwoliły swoim dzieciom rujnować swoje życie na ich sposób, by w konsekwencji mogły szybciej odnaleźć siebie na nowo.

„Kiedy uznajesz i akceptujesz fakty, zarazem w pewnym stopniu się od nich uwalniasz”. – Autor  Eckhrt Toll/światowej sławy nauczyciel duchowy/

Bruce Lipton mówi, że ślepa wiara zabija, niestety życie tą prawdę potwierdza w toksycznych związkach, które zarażają całą Rodzinę.

W podobnych sytuacjach jak opisane powyżej przykłady, Matce poza bólem zawsze towarzyszy poczucie winy. Zastanawia się, jaki popełniła błąd wychowawczy, że jej dziecko daje przyzwolenie na poniżające traktowanie.

Kiedy nas dotyka zło nie ma w tym niczyjej winy.  Źródłem wszystkiego zła które nas spotyka jest zablokowany lęk w naszej podświadomości. Nic nie pomorze „Mędrca szkiełko i oko” bo podświadomość ma sprawczą moc i rozumu nie słucha.

W takiej sytuacji terapia jest trudna, ale możliwa by zakończyła się sukcesem. Pierwszy krok żalące się mamy mają już za sobą, bo zaakceptowały swoją bezsilność wobec toksycznego związku swoich dzieci. To dobrze, że mogły się wzajemnie trochę pożalić, wesprzeć i wyrzucić ból z siebie.

Trzeba mieć siłę, aby pozwolić dzieciom rujnować swoje życie na ich sposób, by w konsekwencji mogły kiedyś odnaleźć siebie na nowo.       

      Iren

 

Licznik odwiedzin
0191432
Visit Today : 112
Total Visit : 191432
Hits Today : 762
Total Hits : 1286186