Terapia emocjonalna

Terapia emocjonalna

Stosuje własna metodę, którą nazywam terapia emocjonalna metoda Agnieszki Waga. Co to właściwie jest? Terapia emocjonalna metoda A. Waga . Ludzie szczególnie chorzy na raka mylnie odbierają terapie, jako leczenie. Czekaja aż zrobię czary mary i będą zdrowi. Tylko w trakcie tej terapii to pacjent dokonuje samoleczenia, ja jestem tylko drogowskazem, trenerem, który kieruje go w odpowiednia stronę w drodze do zdrowia, życia pełnego miłości i harmonii. Prace musi wykonać on sam.

Dlatego jak odnosi chory sukces i dziękuję mi  za pomoc i rezultat, tak naprawdę powinien być z siebie dumny, bo to on przebył góry, ja tylko asystowałam i wskazywałam najkrótsza drogę i dbałam by z niej nie zawrócił. Zresztą jak się przeprowadziło już jedną osobę z drugą jest już łatwiej. Tylko musi chcieć iść i zmierzyć się sam z sobą.

Ze swoimi emocjami tj: lękami, słabościami, wstydem, agresją-której się wstydzimy, poczuciem-że sobie nie radzimy, że ktoś jest lepszy od nas, strach-, że jak zobaczą, jaki jestem naprawdę nie będą mnie kochać, z nienawiścią do siebie, z poczuciem, że nie zasługuje itp.

To emocje, których nie chcemy widzieć, nie chcemy o nich pamiętać. Zakopujemy je gdzieś głęboko i wymazujemy gumką, bo bolą, by nikt się nie dowiedział, czasem wolimy umrzeć niż odgrzebać cos bolącego z przeszłości. Słyszę wtedy ja nic nie czuję- jak głęboko trzeba zakopać emocje by być pewnym tego, co się mówi.

Uśmiecham się wtedy i mówię to tym bardziej ta terapia jest dla Ciebie –byś w końcu nie bał się coś poczuć.

Gdy zakopujemy tzw. złe emocje budujemy też mur przed tymi tzw. dobrymi jak miłość, radość, szczęście. Blokujemy sobie do nich dostęp, zaczynamy żyć życiem innych wmawiamy sobie ze szczęście dziecka, czy sukces w pracy to nasza radość. Tylko ze to nieprawda. W środku jesteśmy wypaleni puści i nie wiemy, dlaczego. Czegoś nam brakuje i nie wiemy, czego. Tak ściągamy choroby.

Tak sami zapraszamy je do swojego życia. To nie Bóg nas doświadcza. Bóg dał nam wolną wolę i postanowił się nie wtrącać dopóki nie poprosimy o pomoc. Zapominamy o nim żyjemy po swojemu, burzymy emocjonalna harmonię w naszym ciele i tworzymy choroby. Najpierw w sferze energetycznej, jeśli nic z tym nie zrobimy w porę przekłada się na nasze ciało i chorujemy w sposób fizyczny. Dalej nie uczymy się na naszych błędach tylko brniemy w ślepy zaułek, łatwej nam winić Boga, los niż wziąć odpowiedzialność za nasze życie.

Brakuje nam emocji, które są sensem życia. Emocje, które z obawy przed bólem zakopaliśmy gdzieś głęboko, tak głęboko, że nawet zapomnieliśmy ze one istnieją. Bo ktoś nas kiedyś zranił, kochaliśmy tak mocno a to nas potem tak zabolało, przysięgliśmy sobie ze już nigdy nie pozwolimy siebie tak skrzywdzić i zamknęliśmy się na miłość. Tak z obawy przed powtórnym bólem zamykamy się na miłość radość wolimy nic nie czuć by nie bolało. Jesteśmy zombie za życia. Tylko to nie miłość nas bolała tylko rozczarowanie. Mylnie interpretujemy fakty, a zamykamy się na to prawdziwe uczucie z leku przed rozczarowaniem.

Co z chorobami genetycznymi zapytasz? Jeśli to zablokowane emocje powodują choroby nie powinno być chorób genetycznych. No i nie ma. Nie wierze w choroby genetyczne, tylko w pamięć komórkową. Choruje cała rodzina, bo to z mlekiem matki wyssaliśmy jej przekonania do życia, zaobserwowaliśmy wzajemne relacje w domu i je powielamy. Błędy rodziców dziadków też. Błędne przekonania warunkują blokowanie emocji a te przekładają się na choroby. Gdy matka przeżywa cos emocjonalnie lub dusi emocje w sobie będąc w ciąży odbija się to na dziecku.

 

Widząc chorobę widzimy konkretny objaw, w naszym ciele, ale choroba zaczęła się w systemie energetycznym w podświadomości.

To krzyk naszego organizmu byśmy zobaczyli problem. Niemy krzyk błaganie o pomoc.

Lecz my go nie słyszymy- jesteśmy ślepi widzimy tylko objaw – zewnętrzną chorobę. Nie zastanawiamy się, co przez nią organizm chce nam powiedzieć. Lecząc objaw czujemy się na chwile lepiej, ale nie eliminujemy przyczyny. Dlatego lecząc objaw np. stosując chemie przy raku nigdy nie uzyskamy pełnego wyleczenia tylko okresy remisji. Nie usuwamy przyczyny tylko zaleczamy objaw przy tym rujnując nasz organizm. Kluczem do zdrowia jest nasza podświadomość a emocje są drogowskazem gdzie leży problem i w jakim kierunku powinniśmy się udać. Jak znajdziemy źródło leków jakieś przeżycie z dzieciństwa, które zaowocowało mylnym przekonaniem: np. nikt mnie nie kocha, jestem gorszy, nie zasługuje na miłość, musze udowodnić ze jestem cos wart by być zauważonym, co nie zrobię będę gorszy od siostry itp.

Jak dotrzemy do źródła problemu? Korzystając z odpowiedniej metody -słuchając własnych emocji dotrzemy do źródła. Wtedy przy pomocy odpowiedniej techniki wykasujemy błędny program w podświadomości w miejsce jego wgramy odpowiedni pozytywny a choroba sama zniknie. Tak działa terapia emocjonalna metody które stosuje pozwalają to osiągnąć.

Pozdrawiam

Agnieszka Waga córka Ireny

 

 

Na tej stronie chce się z wami podzielić skutkami działania terapii emocjonalnej – na innych.

Mam nadzieję że to będzie motywacja dla wszystkich do pracy nad sobą. Jak wiecie korzystam z tej metody od 11. To, że zaczęłam interesować się rozwojem osobistym i terapiami zawdzięczam mamie, w szczególności jej chorobie: rakowi i beznadziejności sytuacji w jakiej się w tedy znalazłam. Teraz z perspektywy  czasu widzę wszystko inaczej i jestem wdzięczna za naukę jaką otrzymałam przez bogate doświadczenia wynikające właśnie z choroby mamy.

Wiem, że terapia emocjonalna działa. Przekonałam się o ty nie raz i za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu: że aż tak i że … jednak można! Wystarczy tylko chcieć. Tylko z tym bywa różnie.

Zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc osoba której mama zachorowała na raka, sytuacja wydawało by się podobna do mojej.

Z chorymi jest tak, że sami nie chcą dać żadnego wysiłku od siebie by wyzdrowieć. Zazwyczaj to rodzina szuka ratunku pomocy. Chory jest przecież chory, musi odpoczywać tak jak lekarz zalecił i łyka pigułki by nikt mu nie zarzucił że się nie leczy. Terapia emocjonalna działa: tylko że to każdy sam musi się wyleczyć pracując ze swoimi emocjami. Bo to one są kluczem do zdrowia i harmonii w naszym ciele. Choroba jest sygnałem alarmowym że organizm już sobie sam nie radzi. Często przykre emocje są tak dla nas przerażające, bolesne , że je wypieramy i wolimy o nich nie pamiętać. Jeszcze raz stanąć z nimi w oko w oko jest dla nas nie do przejścia. Wolimy umrzeć niż przeżyć powtórnie ból, wstyd itp. Tak było z mamą Pani Kasi. Na wszystkie propozycje odpowiadała jestem już zmęczona, dajcie mi spokój lekarz mi kazał odpoczywać. Nie zmusimy drugą osobę do czegoś czego nie chce.

Jedynie możemy się skupić na sobie i swoich emocjach. Spytałam się Pani Kasi co czuję w związku z zaistniałą sytuacją. Tak zaczęłam pracować z nią. By mogła uporać się z zaistniałą sytuacją, mogła ją lepiej zrozumieć i potrafiła wybaczyć sobie i przede wszystkim swojej mamie to, że nie chce walczyć do końca. Jeśli nie możemy pomóc choremu bo on tego nie chce, pomóżmy sobie. Tylko my mamy wpływ na swoje emocje, przecież nikt inny nie wie co czujemy w danej chwili i nikt nie może sprawić byśmy coś poczuli. Uczucia należą do nas i są naszą własnością. To największy dar jaki posiadamy.

Pani Kasia podczas terapii wykonała bardzo dużo pracy w okiełznanie własnych emocji. Po wyczerpującej sesji w końcu wybaczyła sobie i mamie. Pogodziła się z decyzją mamy i zaakceptowała fakty takie jakie są. Z rzuciła z siebie żal i poczucie winy, wyszła z terapii lżejsza spokojniejsza i z wiarą że da sobie radę nawet jak mamy zabraknie. Wzbudziła w sobie wdzięczność za czas jaki miały ze sobą i jaki im pozostał.

Po kilku dniach zadzwoniła do mnie bardzo dziękując za terapie. Jej relacje z mamą się bardzo poprawiły, na nowo stały się dla siebie bardzo bliskie jak dawniej. Pani Kasia umówiła się ze mną na kolejną sesje. Jakie było moje zdziwienie gdy przyjechała z mamą. Jej mama powiedziała mi że córka jest dla niej najważniejsza, miłość i wsparcie jakie od niej teraz czuje i otrzymuje jest warte tego by walczyć do końca. Nawet jak to przedłuży jej życie o kilka miesięcy to warto. Tak, zgodziła się na sesje.

Pomyślałam wtedy…..A jednak można!

Pozdrawiam

Agnieszka

 

 

Terapia – na poczucie winy

Jest u mnie na terapii Kobieta lat 35 , ma problemy z dzieckiem. Dziecko lat 8, jest agresywne wycofane, często zamyka się w sobie ma problemy w szkole, nie słucha się Mamy, buntuje. Często ja wyzywa. Słucha się tylko męża wtedy się izoluje siedzi w pokoju. Często robi sobie krzywdę wali głowa w ścianę, drapie się do krwi. Matka boi się że się zacznie ciąć żyletką. Mąż uważa że to wina złego wychowania kobiety, bo go całymi dniami nie ma w domu. Uważa, że źle się nim zajmuje. Nie wyraził zgody na wizytę u psychologa. Uważa że, to wina żony powinna lepiej się nim zajmować. Matka jest zrozpaczona. Dowiedziała się od koleżanki że mogę pomóc. Przyjechali na terapie. Dziecko przyjechało bo mama mu kazała, jest obrażony i niechętnie odpowiada na pytania.

Przeprowadziłam terapie na dziecku: wynikło z terapii że w domu stosowana jest przemoc psychiczna i fizyczna. Ojciec bije i terroryzuje mamę. Nie wiem czy też chłopca bo o tym nie mówi. Pozwalam opowiedzieć mu to z jego perspektywy. Dziecko widzi przemoc w domu, myśli że jest zły i to przez niego tak się dzieje. Wstydzi się matki, myśli że to co ojciec o niej mówi: że jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje to prawda. Kocha mamę i jednocześnie się jej wstydzi nie chce być taka beznadziejna jak ona, chce być taki jak Ojciec i jednocześnie nie chce. Boi się go i go nienawidzi. Wiec nienawidzi siebie. Wolał  by go nie było jest beznadziejny i wszystko to jego wina.

Przeprowadzamy terapie na: to nie moja wina.

Chłopiec niechętnie współpracuje, pracuje tylko z nim bez mamy. Wykonuje polecenia jest szczery i nie okazuje emocji, jakby nie miał uczuć. W końcu się otwiera i zaczyna strasznie płakać. Uwalnia tłumione łzy. Płacz zawsze jest oczyszczający. Przytulam go do siebie i płaczemy razem. Nad jego losem nad sytuacja. Daje mu przyzwolenie na płacz na bycie sobą. W dalszej części terapii przerzucamy odpowiedzialność na rodziców.

Poczucie winy jest zawsze braniem odpowiedzialności za kogoś. Już nic nie muszę. Już mam prawo, być sobą. To oprawca powinien się wstydzić za swoje czyny, a nie ofiara za niego. Jak wina to i kara. Jeśli czujemy się winni za jakąś sytuacje zawsze spotka nas za to kara, przewrócimy się, poparzymy, taka typowa niezdara co zawsze cos niechcący sobie zrobi. To osoba z ogromnym poczuciem winy.

Osoby które się samo okaleczają nienawidzą siebie i otoczenia, maja ogromne poczucie winy. Sami wymierzają sobie kare, za to że są źli, że nie pasują do społeczeństwa. Po samookaleczeniu czują się choć na chwile lepiej. To tylko chwilowa ulga. Jeśli się w porę nie zareaguje, taka osoba może w paść w depresje i doprowadzić siebie nawet do samobójstwa. Czuje się nic nie warta i przytłacza ja ogromne poczucie winy. Tak było też w tym przypadku. Czasami następuje wyparcie poczucia winy, wtedy nasza podświadomość wymazuje zdarzenia które wywołały poczucie winy przechodzą one w przekonania. Takie wyparte uczucia zawsze są początkiem choroby, która może ujawnić się po latach.

Dzięki terapii pozbyliśmy się poczucia winy. Chłopcu wyraźnie ulżyło. Nad zbudowaniem szacunku do samego siebie i zbudowaniu wewnętrznej wartości będziemy musieli jeszcze popracować.

Chłopiec po terapii poszedł się bawić na dwór z moimi dziećmi.

Omówiłam problem z Matką, ze względu na powagę sytuacji umówiłam się z Nią na osobną  sesje. By pomóc dziecku najpierw musi pomóc sobie. Dzieci są nierozerwalnie związane matką do 14 roku życia jej emocje przeżycia są odbiciem w zachowaniu dziecka.

Dziecko po sesji się zmieniło już po pierwszej sesji przestało się okaleczać.

Poczucie winy – jest obezwładniającą emocją, odbiera nam chęci do jakiegokolwiek działania. Najczęściej towarzyszy jej lęk, wstyd by nikt się o tym nie dowiedział.

Gdy nosimy ze sobą poczucie winy ściągamy na siebie nieszczęścia, hodujemy jakąś chorobę która wyjdzie na jaw za kilka lat – hodujemy  być może raka. Potem będziemy zadawać sobie pytanie: dlaczego ja? Dlaczego akurat mnie to spotkało. Pytanie pozostanie bez odpowiedzi, a my będziemy biedni pokrzywdzeni przez los. Kompletnie nie winni za to co nas spotkało. To los przeznaczenie, środowisko. Wszyscy będą winni naszej choroby tylko nie my, nie głęboko skrywane poczucie winy, poczucie że nie zasługuje, że jestem gorszy, tylko nie emocja którą pielęgnowaliśmy latami. Na pytanie o emocje odpowiemy: ja nie mam problemów z emocjami, ja nic nie czuję. Zrobimy wszystko by się nie wydało że czujemy się winni. Nawet jesteśmy wstanie umrzeć na tego raka niż dowiedzieć się prawdy o nas samych. Te emocje są wstydliwe i głęboko zakopane. Nikt się nie może dowiedzieć. Dlatego tak ciężko nam się przełamać i podjąć terapii. Prawda jest taka, że każdy z nas hoduje swoje demony tylko od nas zależy czy zaczniemy się od nich uwalniać. Więc jak dopadnie nas jakieś nieszczęście czy choroba nie obwiniajmy Boga, świata , lekarzy tylko zacznijmy od siebie. Bo w nas się wszystko zaczęło i tylko my możemy to skończyć. Wystarczy mieć odwagę stanąć oko w oko ze swoimi demonami takimi jak wstyd, poczucie winy, lek i się ich pozbyć. Skoro mały chłopiec dał sobie radę i ty możesz. Tego wszystkim życzę.

Aga córka Ireny

 

16 Responses to Terapia emocjonalna

Odpowiedz na „OmarCWithersAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *