O mnie

Jestem zwykłą prostą kobietą ze średnim wykształceniem. Mieszkam w uroczej wiosce blisko lasu, jeziora i niedaleko morza.  10 lat temu pokonałam raka płuc zmieniając siebie i swoje życie. Moje życie zostało podzielone na przed rakiem i po raku. Sama wychowałam i wykształciłam dwoje dzieci, bo pierwszy mąż zostawił mnie dla innej. Zawsze z nich byłam i jestem dumna, bo są poukładane, mądre,  wykształcone,  grzeczne dla mnie i innych. Obecnie mam 66 lat, jestem szczęśliwą babcią  dwóch wspaniałych wnuków w wieku przedszkolnym i ślicznej wnuczki . OD 15 lat mam drugiego męża,  pracowałam do emerytury.  Krótko po remisji sprawdziło się u mnie przysłowie „co cię nie zabije to wzmocni”,  bo  wybudowałam mały domek przy pomocy męża na odległość i wspierana rodziną też na odległość,  w którym teraz  od 6 lat  mieszkamy. Poczytuję sobie za małe osiągnięcie, że prowadziłam budowę pod nieobecność męża i z daleka od rodziny,   było to dla mnie nie lada wyczynem z którym sobie poradziłam mimo walki przed  wznową raka.  Akcentuję, że prowadziłam budowę  z dala od bliskich, przed diagnozą było to niemożliwe. W życiu nic nadzwyczajnego nie osiągnęłam, ale ogólnie w swoim  życiu  jestem teraz  szczęśliwa,  a przed rakiem z życia nie byłam zadowolona. Przed diagnozą byłam osobą trochę wierzącą, trochę wątpiącą ale nie praktykującą, czasem nawet sobie mówiłam, że nie mam z czego się spowiadać, starałam się żyć, by świadomie nikomu po drodze krzywdy nie czynić. To przykre, że dopiero śmiertelna choroba przyczyniła się do pogłębienia mojej wiary i bycia osobą praktykującą w swojej wierze katolickiej. Choroba przyczyniła się do mojej przygody z literaturą pozytywnego myślenia jak; L.Haj-MOŻESZ UZDROWIC SWOJE ŻYCIE, POKOCHAJ SIEBIE, ULECZ SWOJE ŻYCIE, C.C.Tipping-filozofia RADYKALNEGO WYBACZANIA, J.Murphy-POTĘGA PODŚWIADOMOŚCI, Reiki-sztuka uzdrawiania dla każdego T.P.Szewczyka, E. Toll-POTĘGA TERAŻNIEJSZOŚCI,  A.LOYD-KOD UZDRAWIANIA , B.BAYS-THE JAURNEY(niezwykła podróż) i inne. Za pomocą tej literatury podjęłam pracę nad sobą,  swoim wnętrzem i  rozwojem osobistym. Od przejścia na emeryturę zaczęłam prowadzić notatnik ze swoich przemyśleń, a później pamiętnik ze spotkania z rakiem  i przeżyć z tą śmiertelną chorobą.  Zapisywałam skrupulatnie swoje doświadczenie na drodze rozwoju osobistego, duchowego, oraz jak znalazłam u siebie przyczynę raka płuc i jak od niego  uwolniłam się.  Praktykując  swoją  przygodę z rozwojem osobistym powoli systematycznie staję się coraz zdrowsza jednocześnie  doświadczając  cudownych zmian w swoim życiu. Ten rozwój osobisty  uzdrawia moje ciało,  umysł  i życie. Przygodę tą kontynuuję  do dzisiaj  i myślę że będzie nadal  długo , długo trwała.  Wszystkim życzę zdrowia i bycie szczęśliwym. Irena

Wygrałam walkę z rakiem dzięki silnemu wsparciu moich kochanych bliskich za co jestem im wdzięczna i serdecznie dziękuję. W szczególności mojej córce,  która będąc o kulach prowadziła niesamowitą walkę z moim rakiem dzień i noc nawet kiedy ja traciłam świadomość. Dziękuję Ci mój synu, że byłeś zawsze do dyspozycji z samochodem, za dostarczanie ekologicznych warzyw, robienie wspaniałych soków i że byłeś przy mnie i siostrze w trudnych chwilach i kursowałeś między służbami, szpitalami i całą służbą medyczną. Dziękuję Ci mężu że przyjechałeś  zrywając kontrakt  jak tylko dowiedziałeś się  o chorobie. Moja kochana siostrzyczko nawet nie wiesz jak bardzo mi pomocne były Twoje rozmowy telefoniczne ze mną, jak prowokowałaś mnie bym wykrzyczała w telefoniczną słuchawkę do Ciebie  swój gniew , żal do życia,  BOGA i innych. Po takich telefonach odczuwałam zawsze ulgę. Do końca życia będę wdzięczna koleżance która sama będąc chora oddała nam niesamowitą pomoc przy pomocy swojej wspaniałej córki. Pod nieobecność syna i męża ja z utratą świadomości, moja córka o dwóch kulach z daleka od bliskich nie zostałyśmy w potrzebie same. Robiły nam  zakupy , gotowały, nawet wyrzucały śmieci , nie mogłam jeść  – ale nigdy nie zapomnę wspaniałego zapachu Waszego  rosołu – nie znajduję słów jak mam za to podziękować,  Kochana Todziu wraz ze swoją córką zwróciłaś mi utraconą wiarę w człowieka –kocham Was i dziękuję. Z wdzięcznością dziękuję całej swojej RODZINIE za pomoc za wsparcie –kocham Was i dziękuję. KOCHANA MAMO CZUŁAM ŻE SIĘ MODLISZ ZA MNIE I WIEDZIAŁAM ŻE JESTEŚ Z DALA ALE BLISKO MNIE. DZIĘKUJĘ BOGU ŻE MAM TO SZCZĘŚCIE  ŻE MAM CIEBIE,  DZIĘKUJĘ CI ŻE JESTEŚ, KOCHAM CIĘ MAMO.

Pozdrawiam i życzę wszystkim zdrowia. Irena

P.S.

I pomyśleć ,że przed diagnozą myślałam że jestem bardzo samotna – przecież to nie była prawda.

 

 

 

33 Responses to O mnie

  • Pani Ireno,
    proszę o pomoc. Co robić, mama ma stwierdzonego raka drobnokomórkowego z przerzutami. Rodzina załamana – straszna rozpacz. Jak pomóc mamie i uratować jej życie żeby była z nami jak najdłużej. Jeszcze raz proszę o pomoc!

    • Witam
      Pani Doroto jest Pani wspaniałą córką i zrobiłaby dla swojej kochanej Mamy wszystko. Problem w tym, że to nie Pani Mama zwróciła się o pomoc. Nie wiem czy ma nadzieję i wiarę w uzdrowienie i na tym polu może mogłaby Pani przekonać Mamę, np. słowami L.Hay. „Nie ma nieuleczalnych chorób, są tylko nieuleczalni ludzie. Ja czerpałam wiarę w uzdrowienie z książek pozytywnego myślenia, a te książki czytałam trochę sama, ale szczegółowo opowiadała mi córka podkreślając w książkach fragmenty. Z książek dowiedziałam się, że wielu chorych z podobnym rakiem i będąc w gorszym stanie pokonali chorobę, wówczas uwierzyłam, że ja tez może pokonam chorobę i podjęłam walkę, bo pomyślałam, że jeśli nie spróbuję to się nigdy nie przekonam. Jeśli chory nie podejmie decyzji walki z chorobą, to niestety jest się bezsilnym i z decyzją chorego trzeba się pogodzić. To chory musi mówić do jakiej metody walki jest przekonany i jaką metodą chce walczyć. Oczywiście jednocześnie sokami, witaminami i dietą wzmacniać układ odpornościowy. Mnie na początku przypadło do serca „Radykalne Wybaczanie” – C.C.Tipping. i dla mnie był to strzał w dziesiątkę. Oczywiście na początku córka znalazła mi terapeutkę z pobliskiego miasta Radykalnego Wybaczania, a po trzech sesjach już praktykowałam terapię samodzielnie. Uwaga! nie wolno zmuszać chorego do terapii, bo to nic nie pomoże. Proszę wybrać taka terapię, aby nie kolidowała z leczeniem akademickim. Wybaczanie i terapia emocjonalna na pewno nie koliduje z żadnym leczeniem akademickim, tylko jeszcze może to leczenie wspomóc. Chory musi mieć, nadzieję, wiarę i sam musi podjąć decyzję jak chce walczyć z chorobą. Serdecznie życzę dużo sił do skutecznej walki z chorobą.

  • Dzień dobry. Bardzo ucieszyłam się gdy przeczytałam Pani historię.Lekarze nie dają nadziei na,wyleczenie raka drobnokomórkowego płuc a Pani się to udało.W marcu tego roku zdiagnozowano tego potwora u mojej koleżanki. Ma zajęte węzły chłonne śródpiersia.Zdaję sobie sprawę z powagi jej choroby, dlatego wraz z rodzina uzgodniliśmy, że trzeba zastosować metody niekonwencjonalne.Koleżanka jest po dwóch cyklach chemii, jak dotąd znosi je bardzo dobrze.wypadają jej włosy ale poza tym czuje się dobrze.Codziennie robię dla niej świeży sok , pół litra/burak, marchew, jabłko, pietruszka,pomidor i co tam jeszcze mam pod ręką.Podajemy jej codziennie 9 mg vilcakory/peruwiańska roślina lecznicza, która wzmacnia układ odpornościowy oraz sangre de drago- na likwidację toksyn z organizmu.Od trzech dni koleżanka zażywa sodę rozpuszczona wraz z miodem w wodzie, co ma spowodować,odkwaszenie organizmu. Dużo o tym w internecie. Pani Ireno co jeszcze moglibyśmy zastosować? Będę zachęcała kolężankę do metod, które wymieniła Pani na swoim blogu lecz obawiam się, że będzie to trudne.Mam książke o REIKI, o leczeniu metoda SILVY. Koleżanka ma 54 lata, nie czas aby odchodzić ale co my na to choróbsko możemy poradzić.Koleżanka nie zdaje sobie sprawy, że ten rak jest tak grożny.W szpitalu dowiedziała się, że chemia skutecznie na niego działa, ale nie zna tej złej wiadomości, że szybko wraca z podwojona siłą. Proszę niech Pani podzieli sie jak przebiegało u Pani leczenie, będziemy pilnować żeby niczego nie przeoczono. Może podpowie mi Pani jak przekonać ją do metod, które Pani stosowała,pozdrawiam i życze zdrowia, ALEKSANDRA

    • Witam!
      Wszystko Pani stosuje idealnie, mam tylko obawy, że to nie chora koleżanka z takim entuzjazmem podchodzi do stosowania różnych kuracji. Kochana jest Pani wspaniałą osobą i robi wszystko ile ma sił aby koleżanka wyzdrowiała, to dużo jest przy chorym taka wspierająca osoba. Chory sam sobie by nie poradził, ale według mnie to za mało, aby pokonać nieuleczalnego raka. Niestety problem jest w chorym i to chory musi wierzyć i być przekonaną w leczniczą moc we wszystko co połyka i robi. Wyleczenie jest możliwe, bo nie ma nieuleczalnych chorób.
      U mnie podstawą do wyleczenia raka, było zaakceptowanie choroby nieuleczalnej z podaniem nadziei, że jest do pokonania, ale trzeba włożyć pewną pracę. Reiki stosowałam i też się przekonałam, że lepiej działa, jak ją stosuje się samemu łącznie z terapeutką lub osobą wspierającą. Pani Olu miło mi jest poznać tak wspaniałą osobę, która tyle serca daje innej osobie. Wspieram z całego serca i modlę się, aby chora zaakceptowała swojego raka z wiarą, że jest do pokonania.

      • Cieszę się, że odpowiedziała mi Pani.Zaniosłam dzisiaj koleżance sok i słoik zupy pomidorowej no iCz prawie się rozminęłyśmy, bo właśnie siedziała za kierownicą samochodu i chciała pojechac do miasta po ciasto bo oczekuje dziś. gości. Odwiodłam ją od tego, gadałyśmy przy kawie i znowu jak mantrę powtarzałam, że musi sama podjąć walkę z chorobą bo konwencjonalne leczenie to za mało.Rozpoczęłam od tego, że dwa, trzy razy dziennie ma przykładać sobie na klatkę piersiową dłonie. Pokazałam jak ma to robić i dopilnuję żeby to robiła. Metoda Silvy to dość skomplikowane, narazie jej o tym nie mówiłam ale będę ją. do tego zachęcać. Być może się mylę ale moja Ania swoją chorobę naprawdę przyjęła z dużym zrozumieniem. Może tego nie daje po sobie poznać ale nie ma u niej większego stresu. Dzisiaj powiedziała, że jak się wyleczy to wraca do pracy, za dwa tygodnie ma ślub syna, kupiła sobie perukę, sukienkę, w domu sprząta, myje okna, kto by nie wiedział o chorobie nie zauważyłby, że jest chora. Pani Ireno jak Pani czuła się po drugiej chemii ? Jak ją obserwuję to chwilami myślę sobie, że może to pomyłka z tą chorobą ale za chwilę wracam do rzeczywistości, bo przypominam sobie, jak niedobrze czuła się przed diagnozą / miała bóle w klatce piersiowej i bardzo się męczyła/.W diagnozie ma napisane /rak drobnokomórkowy śródpiersia/. Pytałam jej się gdzie ma guza.Ona twierdzi, że ma naciek na płucu.Nie widziałam jej opisu tomografu, pewnie tam wszystko jest napisane ale skoro ona sama nie pokazuje mi go , to ja nie nalegam. Teraz przed trzecią chemią będzie miała kolejny tomograf, więc skrupulatnie ją przepytam co na nim wyszło. Czy po chemii miała Pani przepisywane do domu leki? Ona ma sterydy i chyba leki przeciwwymiotne i właśnie dzisiaj mi powiedziała,że ich nie bierze. Proszę mi podpowiedzieć dlaczego sterydy. Szukałam w internecie ale nie poszukałam dlaczego w chemii daje się sterydy. Może robi błąd nie zażywając tych leków, przecież w tej chorobie leki są napewno po to żeby wspomagały chemię.To co Pani napisała, że chory musi sam chcieć by pokonać chorobę a koleżanka jest chyba narazie zbyt optymistycznie nastawiona. Ona wie, że ma raka ale jak bardzo grożnego tego nie wie, chyba dlatego tak lekko podchodzi do swojej choroby. Czy nie zlecenie przez lekarzy naświetlań oznacza, że nie ma potrzeby ich zastosowania. Może jeszcze raz odpowie mi Pani na dręczące mnie pytania, z góry dziekuję i pozdrawiam

        • Witam!
          Pani Olu chętnie odpowiem, proszę pytać. Lekarze mnie od razu powiedzieli, że mam tylko 6 tygodni życia, z tym, że ja tak do końca nie uwierzyłam i też początkowo uważałam, że mój typ raka lekarze wyleczą, tylko tak mnie straszą, bo czasem ktoś na ten typ raka umiera, nie docierało do mnie, że wszyscy na mój typ raka umierają do trzech lat. Dotarło do mnie, że jest niewyleczalny po 6 chemii, jak zostawili mnie z guzem i już na tym zakończyli leczenie. Nie mogłam nawet doprosić się USG i radioterapii, bo uznali to za bezcelowe. Wówczas powiedziano mi, że przedłużyli mi życie o rok, a jak będę o siebie dbała to nawet o trzy lata. Po 7 miesiącach wywalczyłam w przechodni u Pani doktor prowadzącej radioterapię, a USG zrobiłam sobie prywatnie. Zostawili mnie z guzem i oznajmili, że zakończyli leczenie, a w przechodni, jak zajdzie potrzeba, to podejmą leczenie paliatywne. Dopiero do mnie dotarło, że medycyna akademicka wobec mojego raka jest bezsilna. Po każdej chemii źle się czułam, po pierwszej chemii myślałam że umieram, a po trzeciej byłam w stanie opłakanym, nie wychodziłam sama z domu tak byłam osłabiona, nawet prysznic jak brałam ktoś był obok mnie. Byłam pod całodobową opieką, bo traciłam świadomość – tych chwil i godzin nie pamiętam. Wówczas wiedziałam, że jest ze mną źle, że umieram, ale jak przechodził atak gdzie myślałam, że umieram, to znów wracała mi nadzieja, że może lekarze z rakiem sobie poradzą. Leki przeciw wymiotne czasem brałam, ale nie systematycznie, większa część zostawała. Innych leków mi nie zapisywano. Stosowałam terapie naturalne , medytowałam, powtarzałam afirmację, brałam REIKI, chodziłam pod piramidę, piłam naturalne soki, sok z brzozy, NONI, Wita Bioza, olej z rekina, bez ich wiedzy wspomagałam leczenie lekarzy. Już wszystkiego nie pamiętam. Doskonale pamiętam, po czym poczułam się silniejsza, i po czym wstępowała we mnie duża ilość energii. To była modlitwa, taka od serca oraz Radykalne Wybaczanie na urazy i krzywdy wobec bliskich. Tak naprawdę, im wątpliwość w lekarzy była większa, tym z większą desperacją szukałam nadziei w leczeniu naturalnym. Teraz być może podczas chemii dają leki osłonowe na wątrobę i żołądek. Jak się chora dobrze czuje, to na pewno oznaka, że organizm nie poddał się chorobie i tak trzymać. Życzę Wam dzielne dziewczyny skutecznej walki z choróbskiem.

          • Witam Pani Ireno.Nie wiem co o tym wszystkim myślec.Zaczynam mocno przypuszczać, że chyba działają wzmacniająco na koleżankę peruwiańske rośliny. Wiem dużo o vilkakorze. Znam Pana, który miał nieoperacyjnego raka pęcherza z przerzutem do krtani> Lekarze zaproponowali mu tylko radioterapię, oczywiście na przedłużenie życia> Było to w roku 1998 /vilcacorę sprowadzał z USA, bo w Polsce była jeszcze nieznana.Przyjmował duże ilości no i guzy zniknęły. Poznałam tego Pana, gdyż on w Polsce rozpropagował leczenie Vicokorą. Korzystałam z jego porad, gdyż moja córka w 2001 roku zachorowała na raka tarczycy. Miała wtedy 20 lat. Poddała się leczeniu, usunęli jej tarczycę i dwa węzły chłonne a potem było leczenie jodem radioaktywnym.Brała też vilcakorę i jeszcze 5 innych ziół peruwiańskich. Po pół roku miała dostać drugą dawkę jodu. Przedtem zrobili jej scyntygrafię całego ciała i okazało się , że nie znależli żadnej komórki nowotworowej.Lekarze byli lekko zdziwieni ale my nie przyznaliśmy się,że córka brała te zioła. Oni nie akceptują takiego leczenia. 3 lata temu moja mama zmarła na raka płuc płaskonabłonkowego a 2 lata temu mąż zmarł na trzustki. Mam żal do lekarzy jeśli chodzi o leczenie męża. Był guz głowy trzustki, objawy typowe dla raka. Podawałam mu vilcacorę, mąż czuł się dobrze, miał apetyt, nie tracił na wadze.Po trzech miesiacach od diagnozy był drugi TK, guz nie urósł, mąż nadal czuł się dobrze, nadal nie tracił na wadze, więc stwierdzili, że to będzie guz zapalny.Bardzo się ucieszyliśmy, tak bardzo,że zaprzestaliśmy leczenia vilcakorą. We wrzesniu przyszła żółtaczka i się zaczęło. Do grudnia mąż schudł 20 kg, zmarł po 8 miesiącach od diagnozy, bez leczenia. Leczył się u najlepszego profesora w naszym terenie, oni tez popełniają błędy.A wracajac do koleżanki.Przyjechała do mnie dzisiaj samochodem, tym razem ona przywiozła mi zupę. Mówię żeby odpoczywała a ona twierdzi, że ma dużo energii do pracy. Już mysli jak będzie chodzić na grzyby.Pani Ireno, a guz zmniejszył się u Pani po chemiach czy Pani organizm nie reagował na nią. Miała Pani naświetlaną głowę?Po jakim czasie stosujac metody niekonwencjonalne poczuła Pani,że one działają. Kiedy guz zginął? Pewnie trochę Panią męczę ale chciałabym wiedzieć. Wiem co to jest afirmacja, wizualizacja. Jak to u Pani przebiegało. Jakiej afirmacji Pani używała, co najlepiej wizualizować, jaki obraz? Dziekuję, że poświęca mi Pani swój czas. Jesteśmy mniej więcej rówieśnicami, ja mam 62 lata, pozdrawiam serdecznie

          • Learning a ton from these neat arsctlei.

      • Cheryl Shadday maybe you can help me with my prlobem. Just started a fb page for our church. When I log into it, I only see our page, no search bar, no left sidebar, no way to navigate into fb. Just the admin page. What step am I missing ??

    • The truth just shines thgruoh your post

  • Witam! Proponuję przejść po Imieniu łatwiej się prowadzi konwersację. Olu, dziękuję Ci za komentarze, pytaj mnie o wszystko, a ja na ile będę mogła odpowiem. Chcąc się wyleczyć z nieuleczalnej choroby, trzeba poza lekarskim leczeniem szukać skutecznych metod, a lekarze na to się oburzają, ale w zamian proponują tylko leczenie, bez szans na wyleczenie. Wiesz, Vilkakora myślę, że jest skuteczna, ja też ją stosowałam walcząc ze wznową. Z tym, że nie poprzestawałam na jednej metodzie leczenia. Też próbowałam i stosowałam różnych sposobów. Uważałam, że jeśli każda metoda trochę pomoże, to rak bombardowany różnymi metodami nie zdoła się zabezpieczyć. Według mnie stosowanie różnych metod, raka ogłupia i słabnie. UWAGA! – należy uważać, aby różne metody wzajemnie się nie wykluczały, tylko współgrały. Jeśli chora czuje się coraz lepiej, to uważam, że stosowane metody w zwalczaniu choroby są skuteczne. Ja też zwracałam uwagę, czy zastosowana kuracja daje mnie siły, czy słabnę. Jeśli jakaś kuracja mnie osłabiała, to przerywałam, bo tylko w ten sposób kontrolowałam skuteczność zastosowanych metod. Trochę brałam na logikę, np. energia REIKI, modlitwa, medytacja, Radykalne wybaczanie, naturalne witaminy, ruch na powietrzu, to na pewno nie mogło szkodzić. Problem jest z akceptacją choroby, czy chory powinien wiedzieć o faktycznym stanie swej choroby i jakie są rokowania. Uważam, że powinien wiedzieć, prawda prawie zawsze jest lepsza od kłamstwa. Z tym, że przy złych rokowaniach dobrze jest od razu choremu wskazać inne skuteczne sposoby leczenia, a takie są, a jeśli nie ma to należy poszukać. Według mnie chory powinien wiedzieć, jeśli jest umierający, aby mógł się przygotować na śmierć. Podam na swoim przykładzie jak to u mnie przygotowanie się do śmierci, nastąpiło uzdrowienie. Według Totalnej Biologii przyczyną raka płuc jest lęk przed śmiercią. U mnie się to potwierdziło w 100%. Bałam się, że skoro rak jest inteligentny, a jest, to jeśli mnie chce uśmiercić, to ma w tym cel. Uważałam, że rak, że po mojej śmierci „demon raka” zawładnie moją duszą. Gorliwie modliłam się do Matki Boskiej Licheńskiej, aby mnie wybaczyła i prosiłam o wsparcie, jak będę po drugiej stronie. Matka Boska podczas modlitw mnie odpowiedziała, okazała mi Miłość, wówczas ja przestałam się bać śmierci. Na przejście na drugą stronę byłam gotowa i wówczas okazało się, że rak płuc spełnił swoje zadanie – przekazał mi informację, że mam w podświadomości blokadę – „Lęk przed śmiercią”. Każda choroba jest po coś, przekazuje jakąś informacje. Ale się rozpisałam, o tych przeżyciach publikowałam pamiętniki na blogu. Jeśli nie odpowiedziałam na pytanie, to pytaj jeszcze raz. Pytać zawsze można, a nawet należy. Życzę Wam dużo sił i wytrwania w walce.

  • Witaj Ireno, prawie cały wczorajszy dzień czytałam o walce córki z Twoją chorobą.Bardzo przeżywałam fragment opowieści o Twoim zachowaniu na poczatku leczenia. Wracałam myślami do choroby mojej mamy , przez 8 miesięcy sama zajmowałam się nią i były dni kiedy dawała mi nieżle popalić. Była złosliwa, dokuczliwa, napłakałam się sporo. Po lekturze Twojej córki zrozumiałam, że trzeba zacząc od zmian w swoim życiu. Bardzo wszystkim i wszystkimi się przejmuję, nie umiem z siebie wyrzucic gniewu a to przecież prosta droga do choroby Zamówię sobie RADYKALNE WYBACZANIE, znalazłam w internecie arkusze radykalnego wybaczania i zrozumiałam, że to ma sens. Rozpocznę od siebie a potem będę starała się zapoznać z tym koleżankę. Też pomyslałam o bioenergoterapeucie, mam już adres do Pana, który ma duże osiągnięcia, no ale oczywiście to będzie zależało od koleżanki. Ja nie mogę zrozumieć, dlaczego lekarze są takimi wrogami leczenia niekonwencjonalnego. Czy nie wydaje się dziwnym, że nauka i technika przez ostatnie 30 lat tak poszły do przodu a leku na raka nadal nie ma. Jest to dla mnie niezrozumiałe i wydaje mi się, że gdyby do tej kwestii przyłożono się, pewnie lek by już był. Wiem, że podejrzewa się, że nie robi się tego celowo, na życzenie koncernów farmaceutycznych, które na raku zbijają, kokosy.No ale my na to nic nie poradzimy.Wracając do Twojej córki, możesz naprawdę być z niej dumna, tyle wysiłku, determinacji ale doprowadziło to można powiedzieć do cudownego uzdrowienia. Ciekawa jestem co na to lekarze prowadzący, wiedzą o tym, że przeżyłaś?Koleżanka za kilka dni jedzie na trzecią chemię, Nadal czuje się dobrze.Wyczytałam, że korzystałaś z usług irydologa. W naszej okolicy przyjmowała Rosjanka ale muszę dowiedzieć się czy nadal ma swój gabinet, bo było to chyba z 10 lat temu. Ja tylko obawiam się tego, że stan zdrowia koleżanki się pogorszy, bo zdaje sobie sprawę, że to co teraz stosuje to trochę jest za mało. Ireno odezwę się jak koleżanka wróci ze szpitala.Wyniki ma dobre na tyle, że nie powinno być kłopotu z 3 chemią. Moja córka jest laborantką, pracuje w szpitalu tak, że nie mamy problemu, by na bieżąco robić wyniki. Pozdrawiam serdecznie i wracam zaraz do historii Twojej choroby, bo jeszcze jej nie dokończyłam

    • Jesteś wspaniałą osobą, tą walkę wygracie, nie ma innej opcji. Trzymam kciuki i modlę się.

      • Witaj Ireno, koleżanka dzisiaj wróciła ze szpitala,j miała ostatni wlew 3 chemii i sama samochodem wróciła do domu.była załamana, bo dowiedziała się od pacjentki, że ma najgrożniejszego raka płuc.Uspokoiłam ją, pokazałam jej Twoją historię choroby, nagadałam jej tyle, że zaraz się uspokoiła.. Czytałam wypis i nic nie rozumiem, bo ona na płucach ma małe 8,6,4 mm guzki zwapniałe,ale ma mocno powiększone węzły chłonne śródpiersia . Węzły się zmniejszają. Największy z 6,7 cm zmniejszył się do 4,3 cm. Za 21 dni ma 4 chemię a potem będzie naświetlana, aż 30 naświetlań.Dużo czytałam w internecie o niekonwencjonalnym leczeniu np. o leczeniu przez dr Leonarda Coldwella i właśnie to wszystko co on mówi zastosujemy.Mam już adres do dobrej, sprawdzonej bioenergoterapeutki, która wyleczyła wielu chorych.Teraz muszę skupić się na psychice koleżanki, żeby zrozumiała, że musi sama chcieć wyzdrowieć a my jej w tym pomożemy.TK wykazał, że wszystkie narządy ma czyste. Teraz będziemy kupować sok z papai, noni a do diety wprowadzamy surową żywność, zielone szejki. Podobno sok z papai w połączeniu ze świeżo zmielonym siemieniem lnianym to podobno bomba zabijająca komórki nowotworowe, sok z noni polecił lekarz ze szpitala, w którym koleżanka pracuje.Mam nadzieję,że to wzmocni organizm i będzie dobrze. To tyle Ireno, a historia Twojej choroby Ireno będzie nas motywować do walki, pozdrawiam serdecznie

      • Dobry wieczór

        Potrzebuję podpowiedzi od czego powinnam zacząć. Mam raka jajników. Co prawda 2 krotnie robiłam tomografię i w obszarze jamy brzusznej jest wszystko w porządku (po operacji i 6 cyklach chemioterapii w roku 2016/2017) ale pojawiły mi się guzki w płucach. Martwię się ze to przerzuty. Dlatego od czego powinnam zacżąć żeby sobie pomóc. Proszę o radę.

        • Witam
          Zacząć trzeba od siebie i od tego co czuje w związku z dana sytuacja. Uczucia, emocje są kluczem do naszej podświadomości, a to nasza podświadomość wywołuje stan chorobowy i ona może go cofnąć. Pracując na emocjach odnajdujemy źródło choroby, jej przyczynę. U mnie to był ogromny lęk przed śmiercią. U każdego to jest inne przekonanie inna zablokowana emocja. Polecam terapeutę który mnie prowadził (www.terapiaemocjonalna.com), zaleta pracy tą metodą jest to że można ją stosować z innymi metodami również z leczeniem akademickim. Stosując tą metodę wyszłam też z wielu innych chorób i pozbyłam się lęku przed wznową. Wszystkie mi znane osoby, którym udało się wyjść obronna ręka z raka stosowały tą metodę. Dlatego z czystym sercem mogę ją polecić.

          Pozdrawiam z miłością
          Irena

    • Apiricpateon for this information is over 9000-thank you!

  • Wow! At last I got a webpage from where I be capable of in fact take valuable
    data concerning my study and knowledge.

  • You made some decent points there. I looked on the internet for the subject and found
    most people will consent with your blog.

  • Usually I don’t learn post on blogs, however I wish to
    say that this write-up very compelled me to
    check out and do so! Your writing style has been amazed me.
    Thanks, quite great post.

  • F*ckin’ remarkable things here. I am very glad to see your post. Thanks a lot and i am looking forward to contact you. Will you please drop me a e-mail?

    • Prowadzę konwersacje tylko w języku Polskim, bo nie znam innych języków, może później jak nauczę się korzystać z aplikacji tłumacza, dziękuję za zaproszenie.

  • I am so grateful for your article.Really looking forward to read more. Want more.

  • Wow, great blog.Much thanks again. Awesome.

  • Awesome blog.Much thanks again. Keep writing.

  • Enjoyed every bit of your blog.Much thanks again. Want more.

  • Great blog article.Much thanks again. Really Cool.

  • Fantastic goods from you, man. I’ve understand your stuff previous to and you’re just too fantastic. I really like what you’ve acquired here, really like what you are saying and the way in which you say it. You make it entertaining and you still take care of to keep it wise. I can’t wait to read much more from you. This is really a terrific website.

  • Hey there! I just wish to offer you a big thumbs up for your great information you
    have here on this post. I’ll be returning to your website for more
    soon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Licznik odwiedzin
0143491
Visit Today : 92
Total Visit : 143491
Hits Today : 1033
Total Hits : 1017492