Odzyskana sprawność fizyczna

 

Absolutnie nikt się tego nie spodziewał, że coś takiego spotka mojego męża.

Był zdrowy, ciśnienie miał jak młody byk, cholesterol w normie i bardzo zdrowe serce, a tu nagle udar mózgu, paraliż prawej strony całego ciała, utrata mowy i utrata widzenia.

To było szczęście i nieszczęście, że udaru dostał w Szwecji, szczęście, bo szybko i sprawnie otrzymał fachową pomoc i dokonano skuteczną operację, a nieszczęście, że za granicą utrudniony był kontakt, bo trudno było się porozumieć ze służbą medyczną w jakim stanie jest chory.

Kiedy dzwoniłam do męża w tym czasie jak miał udar mózgu, przeczuwałam, że stało się jemu coś złego. Miałam ochotę krzyczeć, co się tam u ciebie dzieje. Dopiero po chwili dowiedziałam się co się stało, od jego kolegi, który udzielał mu pierwszej pomocy, wezwał ratunkową służbę medyczną i zadzwonił do mnie poinformować co się stało.

Po pierwszym szoku, zaraz się opanowałam i zadałam sobie pytanie jak mężowi, będąc tak daleko mogę pomóc?

Co pierwsze przyszło mi na myśl to modlitwa w intencji jego zdrowia, następnie wiedząc, że myśli o mnie, łączyłam się z jego energią i wspierałam go swoją, jednocześnie do mnie do przesyłania energii dołączyła się córka.

Po operacji otrzymaliśmy wiadomość, że operacja się udała, ale nikt z lekarzy nie wiedział, czy zostanie przywrócona mu sprawność fizyczna.

To czekanie na efekty operacji było wiecznością, nie można się było dogadać, nie wiedzieliśmy w jakim jest stanie. Po dwóch dniach przemówił i zaraz rozmawialiśmy z nim przez telefon, bo klinika zadzwoniła do nas pod wskazany numer przez męża.  To nie przypadek, że mąż jak odzyskał świadomość, to pamiętał tylko jeden numer telefonu, ale nie wiedział co to za numer, okazało się, że był to telefon do mojej córki.

Nie wierzymy w przypadki, więc informacja dla nas była jasna, że potrzebuje jej terapii. Na tyle ile było możliwe córka dzwoniła do niego i przeprowadzała z nim bardzo łagodną terapię na odległość, jednocześnie przesyłała mu Energię Miłości.

Skutkiem tego lekarze w klinice co róż dawali sprzeczne informacje, co do transportu męża do kraju. Najpierw miał być przewożony do Polski transportem medycznym do szpitala na neurologię pourazową, po dwóch godzinach miał być przewieziony promem w asyście opiekuna medycznego, po paru godzinach zaproponowali, czy może ktoś z rodziny po chorego przyjechać, ale wracać może tylko promem.

W końcu jak córka do niego pojechała i zrobiła mu terapię, to się okazało, że jego stan zdrowia po ponownym szczegółowym przebadaniu poprawił się na tyle dobrze, że może wracać samolotem, nawet dali takie pozwolenie na piśmie i już nie ma potrzeby jechać do szpitala, tylko może wracać do domu.

Okropnie przeżywałam ich powrotną podróż, ale wrócili bez żadnych problemów, spokojnie zniósł podróż, można powiedzieć, że doskonale. Aż trudno uwierzyć, że wracał samolotem po siedmiu dniach, od udaru mózgu, który sparaliżował mu prawą stronę, i odebrał mu mowę i wzrok. Wrócił całkiem normalny zdrowy mąż, jedynie był trochę osłabiony.

Obecnie po dwóch tygodniach czuje się dobrze, nabiera sił, z tym, że jeszcze nie odzyskał widzenia na lewe oko, ale liczymy, że z czasem może wzrok na to oko też odzyska.

Może ktoś różnie myśleć, ale ja wiem swoje, że terapia mojej córki ponownie zadziałała cuda.

Ja natomiast byłam po 10 latach po raz pierwszy w przechodni, aby zarejestrować męża na badania do okulisty, na to niewidzące oko. Przez wiele lat nie chodziłam do lekarzy, bo nie było takiej potrzeby, każdą dolegliwość skutecznie eliminowałam terapią. Już przy rejestracji   byłam rozczarowana, bo organizacyjnie służba medyczna cofnęła się sporo do tyłu, jest o wiele gorzej niż 10 lat temu, z tym, że przechodnia lekarska ma nowy budynek, ale co z tego ma zwyczajny pacjent? Na to pytanie każdy może odpowiedzieć sobie sam.

Irena

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *