Uzdrawiająca moc

 

 

Co powoduje, że niektórzy pokonują nieuleczalne choroby, a wielu bardzo wartościowych ludzi odchodzi w bólu i cierpieniu?

Nie wiem, dlaczego wartościowi ludzie odchodzą, ale mogę odpowiedzieć co powoduje, że niektórzy pokonują nieuleczalne choroby i prowadzą szczęśliwy tryb życia, bo przez piekło życia bólu i cierpienia przeszłam. Bez fałszywej skromności muszę powiedzieć, że mnie nie udało się pokonać nieuleczalne choroby, ja te choroby pokonałam, bo skorzystałam z pokładów   sił, które są w każdym z nas.

Jak odkryłam te niesamowite uzdrawiające siły?

To długa historia i wiele nałożyło się czynników, ale jedno spostrzeżenie wskazało mi jaką pójść ścieżką: Zdrowia? Czy śmierci?

Niestety większość chorych wybiera nieświadomie ścieżkę śmierci. Ja wcale nie przypadkowo wybrałam ścieżkę zdrowia, dokonałam takiego wyboru, bo krótko przed wyborem byłam obserwatorem napotkanych chorych na raka.   Na wybranej ścieżce nic wielkiego nie oczekiwałam, a była bardzo ciężką, trudną, czasem dopadały mnie zwątpienia po co zadałam sobie tyle trudu.  Tak było, dopóki po drodze nie dostrzegłam, że jest we mnie jakaś nieznana potężna siła i to mnie zaciekawiło.  Jeszcze nie wiedziałam, czy jest potężniejsza od raka, ale od razu jak tylko trochę z tej siły coś zaczerpnęłam, od razu poczułam ulgę, może nie dużą, ale byłam świadoma, że tylko troszeczkę zaczerpnęłam mocy z tej nieznanej mi siły, więc byłam ciekawa, co się stanie, jak pójdę dalej? Przyznam szczerze, że bałam się bardzo, czy przypadkiem czegoś okrutnego w sobie nie odnajdę, ale brnęłam dalej.

W takich chwilach przypominałam sobie, dlaczego tą ścieżkę wybrałam.  Oszołomiona po diagnozie zaczęłam obserwować chorych na raka, podpatrując, jak inni w takiej sytuacji sobie radzą.  Zauważyłam, że większość szuka ratunku u innych, jak np. w bliskiej osobie, Rodzinie, w lekarzach, terapeutach, ale byli nieliczni którzy ratunku szukali w sobie i to ci  pokonywali nieuleczalnego raka.

Ci nielicznie nie zadawali sobie pytania, dlaczego mnie to spotkało?  Tylko zadawali sobie pytania co ja sam mogę zrobić dla siebie, aby osłabić raka? Co ja sam mogę zrobić, aby podnieść swoją odporność?

W tym postrzeżeniu, wyodrębniły się dwie grupy chorych, Ci co umierają w cierpieniu, to wszyscy, którzy szukali ratunku u innych. Natomiast ci co doświadczali cudownego uzdrowienia, to wszyscy szukali ratunku w sobie, a nie jak by się zdawało u cudownych uzdrowicieli. Szukali tylko książek i  terapeutów, którzy prowadzili, podpowiadali, jak wykrzesać w sobie tą ogromną siłę, która leczy i uzdrawia.

O trafnym   wyborze potwierdziły mi zasłyszane słowa wielkiego światowego filozofa; że raka nie można pokonać z zewnątrz, tylko z wewnątrz, tam, gdzie są jego korzenie.

O. Carla Simontona słowa podpowiedziały mi, że w walce z chorobą można korzystać z wewnętrznej siły, nie wykluczając   korzystania z największych osiągnięć nauki medycyny akademickiej, tylko jeszcze tym można wzmocnić skuteczność.

Terapeutów, którzy zachęcali mnie abym zrezygnowała z leczenia akademickiego silną chemią na moje szczęście omijałam z daleka. Bo pomyślałam sobie, co by ten przemądrzały terapeuta zrobił, jak by był przy wypadku, a ofiara miała silny krwotok? Czy byłby w stanie zatrzymać krwotok rannemu z poważnego obrażenia? Czy odważyłby się nie dzwonić po ratunek po karetkę pogotowia?  Jestem pewna, że nie byłby wstanie pomóc, bo na naszym poziomie energetycznym z pewnością człowiek by się wykrwawił, mimo, że dobry terapeuta mógłby tego dokonać, ale jak będziemy na wyższym poziomie energetycznym czy duchowym, ale nie na dzień dzisiejszy. 

Obecnie mało osób wie, że duchowość to żywa ogromna energia, którą każdy z nas ją w sobie ma i ja mówiąc szczerze też o tym nie wiedziałam, dopóki tego na sobie nie doświadczyłam.

Naukowo już dawno udowodniono, że zdrowie jest stanem, w które angażuje się   ciało, umysł i duch. Lekarz onkolog naukowiec w swych książkach pisze, że duch otwiera na nas siły uzdrawiające, które daleko wykraczają poza naszą obecną zdolność pojmowania, ale możemy nauczyć się zastosowania ich we własnym życiu.

Mimo naukowych dowodów, nasi lekarze są sceptyczni do leczenia poza lekami farmaceutycznymi.  Tym samym chorzy wpatrzeni w lekarzy, reagują dokładnie tak samo jak oni na inne leczenie. Nie znam ani jednej osoby, która by się wyleczyła z nieuleczalnego raka płuc z przerzutami tylko lekami farmaceutycznymi. O tym się nie mówi ani nie pisze, ile osób odeszło z tego świata z powodu ubocznych skutków stosowanego akademickiego leczenia.

Natomiast dużo się robi negatywnego hałasu w temacie medycyny niekonwencjonalnej, chociaż nie znam nikogo kto z tego powodu zszedł by z tego świata, czasem tylko jest też zwyczajnie bezsilna na naszym poziomie energetycznym.

Tak na zdrowy rozum, czy może zaszkodzić podczas leczenia akademickiego siła modlitwy?  Jak może zaszkodzić Radykalne Wybaczanie, czyli takie od serca kierowane miłością? Jak mogą zaszkodzić medytacje?

Na wszystkie powyższe pytania, które ja zadawałam sobie może odpowiedzieć sobie każdy sam, bo ja nikomu nie mówię, co kto ma zrobić, bo każdy jest inny i każdy ma prawo wybrać swoją ścieżkę zdrowia. Ja tylko mówię co ja zrobiłam walcząc z chorobą, która została uwieńczona sukcesem i o związku z tym swoich spostrzeżeniach.

Irena

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *