Medytacja

Nie chcą mamy leczyć – wiem co zrobić

Fragment wpisu córki z zakładki: poradnik dla rodziny – rak oczami córki

Chemia VI  (9 luty 2005 rok )

Dotrwaliśmy do ostatniej chemii. To ważny etap dla mamy , dla mnie,  dla całej naszej rodziny. Nastroje pozytywne. Tak jakby to oznaczało, że mama będzie zdrowa, że to koniec leczenia. Cieszymy się jak dzieci. Mama jest pełna radości i euforii. Aż miło na nią popatrzeć,  dostała jakieś dziwnej energii do działania, do życia. Mam nadzieję, że to jej nie minie. Pełna nadziei i optymizmu idę do Pani doktor na rozmowę, mama ma już wypis. Brakuje mi w wypisie paru badań i skierowań. Nie chcę się mądrzyć przed Panią doktor, zresztą dawno z nią nie rozmawiałam, ale jak ma się chorego w rodzinie, to się o chorobie wie wszystko, o sposobach leczenia i o badaniach jakie można zrobić. Wiedziałam, że mama powinna mieć przed wyjściem zrobione USG węzłów chłonnych, chciałam by jej zrobili dodatkowo markery nowotworowe z krwi i dali nam skierowanie na tomograf płuc i oczywiście na radioterapie,  by kontynuować leczenie. USG węzłów chłonnych jest niezbędne ,  by potem w trakcie leczenia mieć do czego porównywać wyniki badań. Markery nowotworowe mówią nam,  czy doszło do przerzutów. Tomograf daje obraz leczenia i czeka się na niego 6 miesięcy. Radioterapia jest kontynuacją leczenia. Brakowało mi tego wszystkiego w wypisie mamy. Na pewno niedopatrzenie, tacy zabiegani są nasi lekarze. Moja rozmowa z Panią doktor wyglądała następująco:

Ja: Dzień dobry Pani doktor. Ja w sprawie mamy, brakuje mi w wypisie skierowania na USG węzłów chłonnych i na radioterapie?

Pani doktor: Proszę Pani, w sprawie Pani mamy to skończyliśmy leczenie, z jej typem raka niestety nie można już nic więcej zrobić, być może zostało jej najwyżej pół roku życia. Proszę cennie wykorzystać ten czas.

Ja: Przecież mama się czuje dobrze, wyniki też ma w porządku.

Pani doktor : To remisja, właśnie to chcieliśmy uzyskać podając chemie, to chwilowa poprawa. Guz zmalał,  ale dalej tam jest, ten typ raka jest nieoperowalny.  Niestety nic więcej nie możemy dla Pani mamy zrobić.

Ja: A skierowanie na USG węzłów chłonnych, markery nowotworowe we krwi?

Pani doktor: Te badania dadzą tylko obraz jak się Mama czuję teraz, a jak jest dobrze,  to ok, ale jak wyjdą złe,  to i tak nic więcej nie możemy zrobić. Skończyły nam się możliwości leczenia, dlatego nie widzę sensu w wykonywaniu tych badań. To by były stracone pieniądze. Proszę się z  mamą umówić na wizytę do pulmonologa -onkologa i on jeśli uzna,  że jest to  konieczne,  to da skierowanie na radioterapie. Rokowania się nie zmieniły, dla Pani mamy mimo chęci,  naprawdę już nie możemy nic zrobić.

Ja: No tak,  ale jest jeszcze medycyna niekonwencjonalna,  chyba mamy prawo wiedzieć w jakim stanie jest mama?

Pani doktor: No wie Pani, tu się o hokus pokus nie rozmawia,  to poważna klinika.

I wyszła z własnego gabinetu, zostawiając mnie samą.

Wkurzyłam się, skierowań nie dostałam. Mamie się nic nie należy, bo to 6  stopień na 6 możliwych i beznadziejnych przypadków nie leczą,  bo im szkoda pieniędzy. Byłam wściekła na tą lekarkę, na szpital, na system, chciało mi się płakać. Chciałam mamę od razu umówić na wizytę do tego onkologa pulmonologa, może inny lekarz da nam te skierowania pomyślałam, zeszłam do przychodni by się umówić, a tam kolejny szok. Wizyta jest możliwa najwcześniej za dwa miesiące, mówię,  że to pilne,  że poważna sprawa. A co Pani myśli,  tu wszyscy się leczą onkologicznie, to może mam kogoś wyrzucić z kolejki,  by Panią wcisnąć , może mi Pani powie którego chorego mam wyrzucić? Paranoja jakaś, umówiłam mamę na najbliższy termin, zbita z tropu, zła jak nie wiem co, idę po mamę na oddział.  Z tej wściekłości nawet nie miałam siły płakać, z wcześniejszego optymizmu nie został nawet ślad.

Wchodzę i widzę jak uszczęśliwiona mama lata od pielęgniarki do lekarki i wszystkim dziękuje, że dzięki nim się tak wspaniale czuje i że jej tyle pomogli i że są tacy wspaniali. Wszystkim daje prezenty, słodycze, bombonierki, koniak. Nawet tej Pani doktor,  która nie raczyła dać nam skierowań co nam się należą, bo szkoda jej było na taki beznadziejny przypadek pieniędzy. Teraz to się wkurzyłam nawet na mamę, ale nie chciałam jej psuć nastroju. Więc tylko zacisnęłam zęby i czekałam,  aż się ten cyrk  skończy. Podziękowań jakby nie było końca, miałam wrażenie,  że nigdy nie wyjdziemy z tego oddziału. Ale w końcu się udało.

Zabrałam mamę najpierw do Medyka – do prywatnej kliniki by prywatnie,  na żądanie zrobili mamie USG węzłów chłonnych. Kosztowało to nas 50 zł, lekarz się trochę dopytywał czego ma szukać, w końcu mu powiedzieliśmy,  że mama jest po chemii i chcemy mieć obraz sytuacji, na przyszłość,  gdyby się coś zaczęło dziać,  by mieć do czego porównać. Lekarz był zdziwiony , że mamie nie wykonali tego badania w szpitalu, przecież sprzęt mają na miejscu. Odwieźliśmy mamę do domu, w końcu miała tylko 2 tygodnie,  by się przygotować do sanatorium. Skoro jest takim beznadziejnym przypadkiem, skończyły im się możliwości leczenia,  to niech chociaż jedzie do tego sanatorium.

Co miałam robić? Wróciłam do domu,  wzięłam do ręki radykalne wybaczanie i zaczęłam wypełniać arkusz. Emocje aż się we mnie gotowały. Każdy z nas ma prawo do emocji: żalu, gniewu, wściekłości. Wyrzucałam te emocje z siebie trzepiąc poduszkę kijem od szczotki, każdy niech się do myśli kogo sobie w niej wyobrażałam. Zmęczyłam się, ale o wybaczeniu nie było mowy, winiłam cały świat za sytuacje w jakiej się znalazłam. Żal i poczucie winy mnie przepełniał. Utknęłam w martwym punkcie, w takiej sytuacji zawsze sięgam po kod uzdrawiania.

Po wstępnej modlitwie, powiedzeniu w czym jest problem, trzeba wykonywać pozycje rękami wokół głowy i myśleć o czymś miłym. Niby banalne, ale naprawdę działa, ja zawsze sobie wyobrażam,  że stoję na wzgórzu z widokiem na morze, na wschód słońca i stoi zemną Pan Jezus. Jemu mogę powierzyć wszystko,  co leży mi na sercu, o dziwo odpowiada mi na pytania.

Moja medytacja:

Ja: Panie Jezu, jestem wściekła, zła na tę Lekarkę. Czemu nie chce mi pomóc w leczeniu mamy? Przecież NFZ  by nie zbankrutował jakby dała mi te skierowania. Robiłam radykalne, ale jakoś nie mogę jej wybaczyć. Dlaczego jest taka nie czuła i nie chce nam pomóc? Do tego jestem zła na mamę, że tak wylewnie wszystkim dziękowała, nawet tej lekarce  za co? , że nie chce mamy już leczyć?. Co mam dalej robić? Wskaż mi drogę, to wszystko mnie przerasta, czy to znaczy,  że mamy czas się skończył, co mam robić? Jestem taka bezsilna, beznadziejna,  nic nie potrafię  załatwić, nawet mamy skierowania na badania, co jest ze mną nie w porządku?

Pan Jezus: Czy myślisz,  że ta Lekarka jest Bogiem?

Ja: Ależ nie,   to tylko lekarz.

Pan Jezus: Czy myślisz, że ta Lekarka jest prorokiem?

Ja: Ależ nie,  to tylko Lekarka.

Pan Jezus: To czemu uważasz, że wszystko co ona powie jest prorocze i uzależniasz wyzdrowienie mamy od tego,  czy ona zechce ją leczyć. Mówisz,  że nie potrafisz jej wybaczyć, tylko co chcesz jej wybaczać to, że ona nie wie jak pomóc twojej mamie?  Ile osób wyleczyła z takim rozpoznaniem jak twojej mamy. Wydaje mi się,  że żadnej. Od takiej osoby uzależniasz życie swojej mamy, ona powiedziała ci prawdę –  skończyły się jej możliwości leczenia twojej mamy, jej światopogląd dalej nie sięga. To jak ma jej pomóc?.  Dlaczego uważasz ją za Boga i Proroka?.  Pomogła wam do momentu do jakiego potrafiła. Dalej już nie potrafi was poprowadzić, to dlaczego się upierasz,  by to ona was prowadziła?. Powiedziała ci prawdę. Czy ślepiec może poprowadzić ślepego?.  Co chcesz jej wybaczać, że po za tą granicą już nic nie widzi,  dla niej skończyła się droga. Jeśli ona tej drogi nie widzi, czy to oznacza,  że jej nie ma?. Jest , tylko kto inny powinien cię poprowadzić. Mama słusznie jej dziękowała, bo miała za co, do tego etapu pomagała jej przejść, to była jej rola. Wykonała ją prawidłowo. Jeśli ktoś nam pomógł na jakimś etapie naszej  drogi,  należy mu się wdzięczność, nawet jak już nie chce nam pomagać. To nie jest kwestia złej woli, tylko niewiedzy jak ma dalej pomóc. Wykonała już swoją pracę i może odejść. Ty też powinnaś czuć wdzięczność dla niej za to,  co zrobiła dla was. Dzięki niej macie rozpoznanie, wiecie jaką drogą iść, naprawdę masz jej za co dziękować.

Ja : Ale to przecież nie koniec naszej drogi.

Pan Jezus: Waszej drogi nie, ale dalej musicie iść już bez niej, to w porządku. Dlaczego zdrowie mamy uzależniasz od tej lekarki, te dwie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego. Podziękuj  jej za pracę i idź swoją drogą. Musisz znaleźć nowego przewodnika, jeśli się boisz stawiać sama kroki. Nie martw się,  ja cię poprowadzę. Pamiętaj,  że zdrowie nas samych zależy tylko od nas, od tego co mamy w sercu. Każdy z nas może się sam uleczyć , tylko musi tego chcieć, musi być ze sobą szczery. Twoja mam jest na dobrej drodze idzie w stronę światła, ja to widzę. Wątpisz nie słusznie,  idziesz słuszną drogą. Nie zapominaj o wdzięczności, to teraz twoje zadanie. Podziękuj wszystkim za pomoc i wsparcie  okazane do tej pory. Pozwól odejść tym,  którzy już nie potrafią,  lub nie chcą ci pomagać. Blokujesz przepływ energii gdy to robisz. Pamiętaj!  tam gdzie jest wdzięczność jest i miłość, tam gdzie jest miłość,  nie ma miejsca na choroby. Kieruj się wdzięcznością i miłością. Jesteś doskonała, ja to widzę, czasem błądzisz jak każdy, ale potrafisz odnaleźć drogę do światła. Pamiętaj,  ja jestem światłem i miłością, Kocham cię, jesteś wspaniała. Rozbudź w sobie wdzięczność do osób które ci już pomogły, a będziesz wiedziała co dalej robić. Ja zawsze będę przy tobie. Bardzo Cię Kocham.

Ja: Ja też Cię Kocham i już rozumiem . Dziękuję, dziękuję, dziękuję za wsparcie jakiego mi udzielasz.

Poczułam wszechogarniającą miłość i wdzięczność do świata, do ludzi, do lekarki. Tyle do tej pory nam pomogła. Zrozumiałam,  że dzięki niej mama zaczęła to leczenie. Dzięki niej mamy rozpoznanie i wiemy co robić dale. To nie jej wina, że nie chce mamy już prowadzić.  Po prostu według jej wiedzy skończyły jej się możliwości leczenia. Nabrałam przekonania,  że jestem na dobrej drodze, że gdy przyjdzie na to czas będę wiedziała co robić. Zaczęłam powtarzać w myślach dziękuję, dziękuję, dziękuje wymieniając po kolei wszystkie osoby które nam do tej pory pomogły. Po złości, nie było już śladu, pozostało tylko uczucie miłości i wdzięczności.

Zaczęłam sama się do siebie uśmiechać, już wiedziałam co zrobić. Cdn.…

Życzę wszystkim takich pozytywnych przeżyć podczas medytacji.

Córka Ireny -Aga

 

Dlaczego ja? Siła modlitwy.

Dlaczego ja? Siła medytacji i modlitwy.

Fragment wpisu z zakładki : Poradnik dla rodziny – rak oczami córki.

Pytanie, który zadaje sobie każdy chory i jego rodzina. Dlaczego ja? Dlaczego właśnie moją rodzinę to spotyka? Piszemy tu dużo o medytacji,  kodzie uzdrawiania. Chcę podzielić się tu z wami refleksją dotyczącą choroby. Pracując nad sobą, stosując Kod uzdrawiania, dochodzę do takiego punktu, że wyobrażam sobie, że rozmawiam z Panem Jezusem. Mogę mu wtedy zadać pytania, co mnie boli  i nurtuje i otrzymuję odpowiedzi tak mądre, że niekiedy mnie samą zaskakują. Postanowiłam się z wami podzielić jednym z takich przeżyć dotyczących modlitwy. Moja rozmowa z Panem Jezusem w trakcie medytacji:

Ja pełna goryczy i żalu zadaję pytanie: Dlaczego muszę przez to przechodzić, dlaczego moja mama na raka cierpi, dlaczego nie wysłuchasz moich próśb i po prostu nie sprawisz, że będzie zdrowa?

Odpowiedź Pana Jezusa: To nie Bóg sprawia, że cierpisz i chorujesz. Każdą chorobę każdy z was sam zaprosił do swego życia. Bóg każdemu człowiekowi dał wolną wolę i czas by mógł z niej skorzystać. Każdy ma prawo do własnych błędów jak dziecko i każdy, kto zauważy, że zbłądzi ma prawo prosić o pomoc. Nie pytaj mnie, dlaczego ty, zapytaj o to siebie. Dlaczego zeszłaś z drogi miłości i zaczęłaś błądzić, za co tak nienawidzisz swojego ciała? Powinnaś  kochać każdą jego komórkę. Kiedy ostatnio powiedziałaś swojemu organizmowi, że go kochasz, każdej komórce z osobna? Kiedy twoja mama powiedziała ostatnio, że kocha swoje płuca? Kiedy ostatnio dziękowała im, że może swobodnie lekko oddychać? Czy dbasz o swój organizm jak o świątynie, o każdą komórkę jego ciała jak coś wspaniałego? Twoje ciało to twoja świątynia. Czy spożywając posiłek błogosławisz go i prosisz by odżywił każdą komórkę twojego ciała? Pamiętaj za każdym razem, gdy jesz w biegu, łykając szybko byle co, zaśmiecasz swoją świątynie, gdy palisz papierosa mówisz swoim płucom nienawidzę was, nie chcę was oglądać i je trujesz, zadymiasz, czy równoważysz te czyny, chociaż miłością i wdzięcznością za to, że są?  Swoim postepowaniem, ściągasz chorobę na swój organizm, swoją świątynie – a potem mnie pytasz, dlaczego ja. Sobie zadaj to pytanie,  tylko bądź szczera wobec siebie. Jak traktowałaś siebie, swój organizm? Prosisz mnie o zdrowie dla mamy, ja jej tego zdrowia nie zabrałem, więc jak mam jej dać. Jeśli sama sprowadziła na siebie chorobę swoją własną wolą, to tylko ona sama może się uleczyć. Błądzisz i idziesz złą drogą, ja jestem światłem i jestem miłością, mogę pokazać ci właściwy kierunek, ale tylko od twojej dobrej woli będzie zależało czy pójdziesz za mną. Najczęściej mówisz chcę, i dalej błądzisz i nie idziesz za mną. Zastanów się, o co i kogo prosisz?

Zapytałam, więc: To, o co powinnam prosić?

Usłyszałam odpowiedź: Niech się twoja wola dzieje Boże, a nie moja. Przepraszam, że zbłądziłam pokaż mi światło i pokieruj w stronę światła. Naucz mnie kochać siebie , ludzi i otaczający mnie świat. Wybacz mi, że zbłądziłam, przepraszam, że doprowadziłam do tego miejsca, co jestem. Proś o siłę, o wskazanie kierunku i o miłość, reszta przyjdzie sama. Pamiętaj słowa: Wybacz mi, Proszę, Przepraszam, Kocham Cię, Dziękuje , mają wielką moc. Moc jest w tobie , musisz tylko ją użyć, człowiek został stworzony na podobieństwo Boga – nigdy o tym nie zapominaj. Kocham cię, widzę, jaka jesteś doskonała tylko, że ty tego nie widzisz. Przyjdzie taki czas, że zobaczysz, poczujesz wtedy taką miłość do siebie, jaką ja czuję do ciebie. Moc jest w Tobie. Poproś, a ja Cię pokieruję,  to takie proste. Nie lękaj się,  pamiętaj, że ja zawsze jestem z tobą.

Żal i gorycz minęła, poczułam, że Bóg mnie Kocha i jest ze mną. Poczułam się silniejsza i nabrałam pewności, że idziemy z mamą właściwą drogą. Poczułam,  że nie jestem z tym sama , że Bóg jest ze mną.

Piszę o tym, bo często wspominamy na tym blogu o sile modlitwy, a nie chodzi nam po prostu o klepanie: Zdrowaśki i Ojcze Nasz,  tylko o szczerą rozmowę nas samych z Bogiem i samym sobą. Są to sprawy bardzo intymne, ale i bardzo istotne.

Moja rada: Podczas modlitwy zawsze używaj słów Wybacz mi, Proszę, Przepraszam, Kocham Cię, Dziękuję.

Życzę wszystkim głębokich przeżyć w trakcie medytacji i modlitwy.

Córka Ireny – Aga